Co się zmieniło po Amoris Laetitia?

Rocco Buttiglione
(fot. Korea.net / Korean Culture and Information Service (Photographer name) [CC BY-SA 2.0] & By José Cruz/Abr (Agência Brasil [1]) [CC BY 3.0 br], via Wikimedia Commons)

"Amoris Laetitia", wywołując sporo kontrowersji, doczekała się szanowanego obrońcy w osobie Rocco Buttiglione, polityka, filozofa, etyka, znanego m.in. z przyjaźni z Janem Pawłem II.

 

Oburzony przeciwstawianiem (też przez niektórych jego przyjaciół) nauczania papieża Wojtyły (zwłaszcza z Familiaris Consortio i Veritatis Splendor) nauczaniu papieża Franciszka napisał książkę "Przyjacielska odpowiedź krytykom adhortacji Amoris Laetitia" (polska edycja w przygotowaniu przez wydawnictwo WAM).

 

Chciałbym przytoczyć kilka fragmentów z tego tekstu nie tylko dlatego, że jest on napisany przez znanego konserwatystę, ale również dlatego że podaje konkretne podstawy do działania w czasie, gdy oczekujemy na wytyczne Episkopatu, o które poprosił papież Franciszek w AL. Chodzi zwłaszcza o pomoc dla spowiedników i penitentów, a także ich bliskich wobec otwarcia na możliwość przyjmowania sakramentalnej Komunii świętej.

 

Co zatem zmieniło się po opublikowaniu "Amoris Laetitia"?

 

"A zatem nic się nie zmienia? Wiele hałasu o nic? Nie, coś się jednak zmienia, i sądząc po oddźwięku, jaki wzbudziła, adhortacja ta jest bardzo ważna. Osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach zostają dopuszczone nie do Komunii świętej, lecz do spowiedzi. Na spowiedzi mogą przedstawić okoliczności łagodzące, które towarzyszą ich sytuacji, i jeśli spowiednik uzna, że są one wystarczające do udzielenia rozgrzeszenia, udzieli im rozgrzeszenia i wyznaczy pokutę. Wcześniej nie mieli prawa wyjaśniać swoich racji. Byli, powiedzmy, szczególnymi grzesznikami. Dziś są grzesznikami zwykłymi, traktowanymi jak wszyscy inni grzesznicy. To jest nowość, którą wprowadza ten dokument. Nowość z pewnością nie teologiczna, ale dyscyplinarna. Można się z nią zgadzać lub nie; można uważać, że jest słuszna lub niesłuszna, ale nie sposób uznać jej za herezję, ponieważ w niczym nie zmienia ona teologii małżeństwa ani teologii sakramentów" (s. 40).

 

Wobec perspektywy przyjmowania Komunii świętej przez żyjących w powtórnych związkach wielu obawia się zgorszenia. Miałaby wzrosnąć fala rozwodów i życia razem bez sakramentu małżeństwa.

 

"Poza tym czy obawa o wywołanie zgorszenia nie jest tu nadmierna i niewłaściwa? O zgorszeniu możemy mówić tu w dwóch znaczeniach. Jest zgorszenie maluczkich, którzy mogą nabrać przekonania, że małżeństwo nie jest nierozerwalne, co może skłonić ich do popełniania grzechów. Na to zgorszenie należy zwrócić największą uwagę.

 

Ale jest też zgorszenie uczonych, którzy uważają się za dysponentów i uprzywilejowanych strażników prawa Bożego i gorszą się miłosierdziem Bożym. Jest to zgorszenie starszego brata marnotrawnego syna, zgorszenie faryzeuszy, że Jezus odpuszcza grzechy albo je z celnikami i grzesznikami, zgorszenie tych, którzy nie chcą, by uczniowie łuskali kłosy i by Pan uzdrawiał w szabat chorych; jest to zgorszenie Wysokiej Rady i najwyższego kapłana, który rozdziera szaty przed Jezusem. Jest to wreszcie zgorszenie zwolenników judaizmu, którzy chcą narzucić chrześcijanom te same przepisy rytualne, które obowiązują Żydów, przeciwko czemu święty Paweł występuje na pierwszym soborze w Jerozolimie.

 

Święty Paweł nie traktuje tego zgorszenia z tą samą delikatnością, z którą Jezus traktuje zgorszenie dzieci. Nikt nie ma prawa nakładać zobowiązań cięższych niż te, które nakłada Ewangelia, ani poszerzać zakresu dogmatu, sakralizując nakazy dyscyplinarne, należące do prawa ludzkiego, które z konieczności towarzyszy prawu Bożemu, ale które, w odróżnieniu od prawa Bożego, może być zmieniane przez kompetentne władze. W kwestii, o której tu mowa, wydaje się, że do prawa Bożego należy zakaz przyjmowania Komunii świętej przez osoby w stanie grzechu śmiertelnego. Natomiast środki ostrożności, które Kościół stosuje, by nie dopuścić do takiej sytuacji (do których należy obowiązek oceniania w konfesjonale ewentualnych okoliczności łagodzących w przypadku osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach), należą do prawa ludzkiego i jako takie mogą być zmieniane w różnych okolicznościach historycznych" (s. 56).

 

Dalej na temat unikania skandalu oraz możliwości, jakie już teraz mają spowiednicy.

 

"Wkrótce po opublikowaniu adhortacji wielu autorów autorytatywnie oznajmiło, że nie zmienia ona niczego w doktrynie Kościoła. Czy to prawda? Zanim udzielimy odpowiedzi, powinniśmy najpierw uściślić pytanie. Oczywiste jest, że coś się zmieniło, ale trzeba jeszcze powiedzieć co. Z pewnością zmieniło się nastawienie duszpasterskie. Jest to jednak kontynuacja zmian, które zapoczątkował już święty Jan Paweł II w adhortacji «Familiaris Consortio». (Słuszna) troska o rzesze wiernych, chęć uniknięcia skandalu i dawania złego przykładu ustępuje teraz miejsca nakazowi, by szukać owiec, które zginęły z domu Izraela, i doprowadzić je do domu Ojca.

 

Troska o unikanie skandalu i dawania złego przykładu jest słuszna. Jednorodne środowisko przesiąknięte wartościami chrześcijańskimi stanowi nieocenioną pomoc w wychowywaniu młodzieży; wspiera też wiarę dorosłych w chwilach trudności i kryzysów. Te same powody, które skłaniają nas, w oparciu o nauczanie Wojtyły, do zwracania uwagi na okoliczności łagodzące grzechu, wynikające z faktu, że sprawcy funkcjonują w kontekście społecznym wrogim pewnym wartościom, uczulają nas też na zadanie wspomagania cnoty, wynikające z kolei z faktu, że żyjemy w środowisku autentycznego życia chrześcijańskiego. Błędem byłoby pozostawianie tej troski «konserwatystom».

 

W każdym razie prawdą jest też, że dziś Kościół jest obszarem misyjnym także w krajach, które od wieków są chrześcijańskie, i że jest on wezwany do ewangelizacji kultury ludzi naszych czasów. Papież mówi jasno, że nie ma gotowych recept. Każdy kontynent, każdy naród, każda diecezja i każda parafia wezwana jest do podjęcia odpowiedzialności na swój sposób i do wypracowania własnego podejścia duszpasterskiego.

 

Coś zmieniło się w podejściu duszpasterskim, i coś może zmieniło się z punktu widzenia dyscypliny kościelnej. Zakaz udzielania sakramentów osobom rozwiedzionym żyjącym w nowych związkach nie został może zniesiony, ale został z pewnością osłabiony. Możliwe są wyjątki od reguły. Jakie? Tego dokładnie nie wiemy, ale do tej kwestii jeszcze wrócimy.

 

Z pewnością nic nie zmieniło się z punktu widzenia teologii małżeństwa. Papież nie mówi, w przeciwieństwie do tego, co twierdzą jego najzagorzalsi krytycy (a także niektórzy jego fałszywi zwolennicy): odtąd osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach są dopuszczone do Komunii świętej. Jeśli w ogóle mówi coś takiego, to mówi, by takie osoby poszły do spowiedzi, przedstawiły swoje racje, jeśli je mają, a spowiednik, razem z penitentem, dokona oceny sytuacji.  Wcześniej osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach stanowiły szczególny rodzaj grzeszników, byli poniekąd ekskomunikowani (nie byli wprawdzie formalnie ekskomunikowani, ale nie byli dopuszczeni do Komunii świętej, jeśli nie zobowiązali się żyć ze sobą «jak brat z siostrą»). Teraz stali się zwykłymi grzesznikami.

 

Wielu rozpaczało, że na spowiedników została teraz nałożona ogromna odpowiedzialność, bez żadnych wskazówek, które miałyby pomóc im w wykonaniu ich trudnego zadania. Oczywiście, niektórzy biskupi i niektóre konferencje episkopatów obiecały szybko opracować odpowiednie dokumenty, ale - jak twierdzą krytycy - większość kapłanów pozbawiona jest punktów odniesienia, na których mogłaby się oprzeć.

 

Czy rzeczywiście tak jest? Może niezupełnie.

 

Istnieją reguły ogólne, które odnoszą się do relacji pomiędzy spowiednikiem a penitentem. Nie chcę przez to powiedzieć, że zbędne są inne, bardziej szczegółowe wskazania, na przykład takie, jakie wydali już niektórzy biskupi i niektóre konferencje episkopatów. Chcę powiedzieć, że wobec braku reguł konkretniejszych i bardziej szczegółowych spowiednicy nie są pozostawieni sami sobie. Ale czy rzeczywiście jest prawdą, że brak jest konkretniejszych, bardziej szczegółowych reguł?

 

Stosując ogólne zasady do konkretnych problemów życia małżeńskiego, Papieska Rada ds. Rodziny, niewątpliwie za wiedzą i aprobatą świętego Jana Pawła II, wydała w roku 1997 «Vademecum dla spowiedników o niektórych zagadnieniach moralnych dotyczących życia małżeńskiego». Papieskiej Radzie ds. Rodziny przewodniczył wówczas kardynał Alfonso López Trujillo, który z pewnością nie był bezwzględnym progresistą.

 

Vademecum to zawiera też «Wskazania pastoralne dla spowiedników».

 

Dokument ten dokonuje użytecznego rozróżnienia pomiędzy penitentami okazjonalnymi i takimi, których ze spowiednikiem łączy mniej lub bardziej formalna relacja towarzyszenia duchowego (dokument używa określenia: «kierownictwo duchowe»). Mając do czynienia z penitentem okazjonalnym, na ogół dobrze jest trzymać się "statycznej" oceny przedstawianej sytuacji. W relacji z penitentem stałym możliwa, a nawet konieczna jest wizja dynamiczna, spoglądająca w przyszłość. Dokument ma zapewne na myśli zastosowanie normy dotyczącej antykoncepcji, ale jego wskazania w jeszcze większym stopniu odnoszą się do przypadków osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach" (s. 88).

 

I jeszcze jeden fragment, który pokazuje, że dla papieża Franciszka, jak i dla św. Jana Pawła II kwestia dopuszczania czy nie do Komunii sakramentalnej to przede wszystkim kwestia dyscyplinarna i jako taka domaga się dopasowania dyscypliny do konkretnych i aktualnych potrzeb wiernych.

 

"Temat rozeznawania nie jest absolutną nowością, wprowadzoną arbitralnie przez papieża Franciszka. Ma on w myśli teologicznej długą historię, w którą wpisuje się też nauczanie Jana Pawła II.

 

Możliwe, że ktoś, kto wstępuje w nowy związek małżeński przekonany w sumieniu, że poprzednie małżeństwo nie było ważne, jest wolny od winy albo jego wina jest znacznie ograniczona. Święty Jan Paweł II powtarza jednak zakaz dopuszczania do Komunii świętej osób, które znajdują się w tej sytuacji:

 

Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. Nie mogą być dopuszczeni do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa.

 

Zauważmy najpierw, czego ten tekst nie mówi. Nie mówi on, że osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach nie mogą być dopuszczone do Komunii świętej, ponieważ są w stanie grzechu śmiertelnego. Praktyka niedopuszczania do Komunii świętej rozwodników żyjących w nowych związkach nie wynika z faktu, że są oni w stanie grzechu śmiertelnego. Wynika ona natomiast z dwóch powodów: «ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia», i «dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa».

 

Sądzę, że oba te powody można sprowadzić do obawy skandalu, rozważanej z dwóch różnych punktów widzenia: po pierwsze, jest faktem, że taka sytuacja może być okazją do skandalu, po drugie, wynikają z niej określone konsekwencje w życiu wiernych. W tym przypadku przyczyna skandalu jest szczególnie poważna i stanowi bezpośrednie i dramatyczne kontrświadectwo. W sakramencie małżeństwa małżonkowie stają się dla siebie i razem dla swoich dzieci oraz dla całej wspólnoty skutecznym znakiem miłości Boga, która nie zawodzi. Rozwód i nowy związek mówią w istocie, że Bóg nie jest wierny, co wygląda na bluźnierstwo.

 

Również papież Franciszek dostrzega siłę tego kontrświadectwa. Nie mówi bynajmniej, że osoby rozwiedzione żyjące w nowych związkach, co do których kapłan stwierdzi, że są w łasce Bożej, mają prawo, podobnie jak wszyscy wierni, którzy znajdują się w podobnej sytuacji, do przyjmowania Eucharystii. Mówi, że kapłan może («może», nie «powinien») w pewnych przypadkach, w drodze wyjątku, dopuścić ich do stołu Pańskiego. Zasada, którą powtórzył święty Jan Paweł II, nie zostaje zniesiona. Papież Franciszek mówi jedynie, że mogą wystąpić od niej wyjątki, ze słusznych i adekwatnych powodów. Zresztą także adhortacja «Familiaris Consortio», w chwili, gdy powtarzała tę zasadę, nie twierdziła, że nie może być od niej wyjątków, jeśli pojawią się odpowiednio ważne powody. Zasada stanowiąca, że nikt, kto nie znajduje się w stanie łaski Bożej, nie może przyjmować Eucharystii, ze swojej natury nie dopuszcza wyjątków. Kto niegodnie przyjmuje Ciało i Krew Pańską, spożywa i pije własne potępienie. Natomiast zasada, zgodnie z którą osoby znajdujące się w stanie łaski nie mogą przyjmować Komunii świętej z powodu kary kanonicznej za dawane przez siebie kontrświadectwo, dopuszcza wyjątki, i o nich właśnie mówi adhortacja «Amoris Laetitia»" (s. 95).

 

I na koniec bardzo praktyczna uwaga.

 

"Kościół nie jest zobowiązany do udzielania sakramentów wiernym, którzy znajdują się w opisanych wyżej sytuacjach. Ale czy nie wolno mu tego czynić? Nie wydaje się, by istniał podobny zakaz. Kościół nie może udzielać sakramentów osobom, które znajdują się w sytuacji grzechu śmiertelnego, i nie ma obowiązku udzielać ich tym, którzy żyją w warunkach jawnie sprzecznych z nauką chrześcijańską. W tych ostatnich przypadkach Kościół może jednak udzielać sakramentów, jeśli stwierdzi, że mimo obiektywnej niezgodności z moralnością chrześcijańską, podmiot nie znajduje się w stanie grzechu śmiertelnego z powodu subiektywnych okoliczności łagodzących. W takich przypadkach Kościół może uczynić wyjątek od zwykłej praktyki, ale nie ma obowiązku tego robić. W przypadku dopuszczenia do Komunii świętej penitenta, który znajduje się w opisanej wyżej sytuacji, Kościół może zastosować środki ostrożności zmierzające do uniknięcia zgorszenia, na przykład prosząc go, by nie przyjmował Komunii świętej w swojej parafii, lecz w innej, w której nie jest znany" (s. 121).

 

Wyjątkowo, ale jednak! Tak by nie wzbudzać niepotrzebnej sensacji, by nie gorszyć, by nie skandalizować maluczkich, ale jednak ukazując przeogromną wartość Komunii sakramentalnej (często niedocenianej przez świat, w którym żyjemy). To trudna sztuka i wyzwanie duszpasterskie. A przez to wysiłek i odwaga.

 

To propozycja dla ludzi pragnących zbliżać się do miłosiernego Boga, a jednocześnie świadomych swojej słabości oraz potrzeby pomocy nadprzyrodzonej.

 

Fragmenty z książki, która już wkrótce ukaże się nakładem Wydawnictwa WAM przygotował o. Jacek Siepsiak SJ.

 

Rocco Buttiglione włoski polityk, filozof, znawca i komentator myśli Jana Pawła II, zwłaszcza jego nauczania w zakresie etyki.

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.77

Liczba głosów:

111

 

 

Komentarze użytkowników (6)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

jawygo 10:23:31 | 2018-07-17
" Na spowiedzi mogą przedstawić okoliczności łagodząćę(...) jeżeli spowiednik uzna że śa one wystarczające (/...) udzieli im rozgrzeszenia"Brednia goni brednie panie Buttiglione!!!!!Jak spowiednik po wysłuchaniu tylko jednego z małzonków może orzec że jakieś przedstawione przez niego okoliczności są łagodzące i wystarczające???Przyjmując je za takie w jakiś sposób  rozstrzyga o winie drugiego z małzonkow ,a tego chociazby chciał nie może o te "okoliczności rozpytać bo wówczas ujawnił by tajemnicę spowiedzi!!!Po drugie dla każdego co ma chociazby blade pojęcie o prawie jest oczywistym ze "okliczności łagodzące" mają wplyw jedynie na wymiar kary ,a nie na ustalenie czy coś jest przestepstwem/grzechem  one    zawsze zwiazane   sa z grzechem/przestępstwem  zatem   uzywajac         tego terminu sam pan przyjmuje że małzonek ktory zyje w zwiazku niesakramentalnym z inna osobą grzeszy.Jak zatem można komuś kto nie deklaruje woli zerwania z grzechem (a tego Bergolio i pan  nie wymagacie od potencjalnych penitentów) udzielić rozgrzeszenia. A MOŻE UWAŻACIE ZE PO TAKIEJ SPOWIEDZI (Z OKOLICZNOŚCIAMI ŁAGODZĄCYMI) GRZECH NIECZYSTOSCI I ZDRADY MAŁZENSKIEJ USTAJE???

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

beautifulboyadi 14:11:03 | 2018-05-25
"A nie zastanowileś się, drogi Andrzeju, dlaczego ks. Dziewiecki (to ten, co zaleca oddawanie dzieci par niesakramentalnych do domów dziecka?) jest dla Ciebie większym (jedynym?) autorytetem niż Papież?
Może masz syndrom "dobrego syna"?"

Ile tu ukrytych założeń? Owszem, papież, o ile głosi magisterium katolickie a nie swoje prywaten. Bergoglio zązył nas przywczaić do personalnych wycieczek, których się nie komentuje.

Oceń 5 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Eleazar 13:53:22 | 2018-05-25
Talmudyzm.

Oceń 8 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Baruch Marzel 10:39:22 | 2018-05-25
Dialektyka godna Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR. Ale do rzeczy:
Mantra -> "Doktryna się nie zmienia, zmienia się tylko praktyka", defnicja demokracji za komuny też nie była zmieniona, zmieniona była tylko praktyka.
Dwójmyślenie. W katechizmie czytamy punkt 1756, że istnieją czynny wewnętrznie złe takie jak cudzołóstwo, bluźnierstwo, czy zabójstwo, których NIGDY nie  usprawiedliwiają okoliczności. No ale skoro AL mówi, że okoliczności usprawiedliwiają ba nowy cudzołożny  związek może być nawet chciany przez Boga,  znaczy to, że oba zdanie są prawdziwe i sobie nie przeczą.

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że stery kościła przejmują moderniści i neo marksiści ?    
No ale jeśli AL jest taka super to dalczegoby nie odpowiedzieć na dubia? Franciszek może skończyć cały zamęt w 5 minut. Tylko czy chce?

Oceń 23 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Andrzej 16:01:15 | 2018-05-09
Polecam odpowiedź ks. Marka Dziewieckiego na pytanie o Komunię św. - https://youtu.be/shEnNnhbtmk .
I świadectwo Ani - https://youtu.be/MDzzD644W0I .

Oceń 20 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz