"Troska o wzrost wiary to nie liczenie głów"

"Troska o wzrost wiary to nie liczenie głów"
(fot. nowaewangelizacja.org/)
KAI / psd

Z Roku Wiary wychodzimy z pytaniem: jaką systematyczną formację, rozłożoną na lata proponujemy wiernym oraz czy interesuje nas rzeczywisty wzrost, a nie tylko liczenie głów - mówi KAI bp Grzegorz Ryś.

Zwraca uwagę, że także dla Kościoła w Polsce kwestiami kluczowymi są dziś: pierwszeństwo świadectwa, autentyczne spotkanie i głoszenie Chrystusa. Tymczasem Kościół w naszym kraju ma "łatwość rozmieniania się na trzecio- i czwartorzędne tematy" - przyznaje przewodniczący Zespołu Episkopatu ds. Nowej Ewangelizacji. Jednocześnie zwraca uwagę, że dzieją się w nim także rzeczy piękne, które właśnie z uwagi na swój pozytywny charakter, nie przebijają się do mediów.

Rok Wiary zakończy się już niebawem, 24 listopada. Czym zaowocował w Kościele w Polsce?

Bp Grzegorz Ryś: W tym obszarze, który mi powierzono dwa lata temu [bp Ryś został przewodniczącym utworzonego wówczas Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji - KAI] działo się bardzo dużo. Przeżyliśmy dwa Kongresy Nowej Ewangelizacji, które były ważną refleksją.

A co powiedziały o naszej rzeczywistości?

- Że Kościół w Polsce jest bogaty w ludzi, którzy czują się za niego odpowiedzialni; że to są ludzie, którzy - choć wyrośli z różnych charyzmatów - bardzo cenią sobie doświadczenie jedności i spotkanie z urzędem Kościoła, ze Stolicą Apostolską, z biskupami. Myślę, że to jest proces piękny i nieodwracalny.

To spostrzeżenie przeczy dość powszechnej tezie o wzrastającej w Polsce tendencji do myślenia w kategoriach: wiara - tak, Kościół - nie; wierzę, ale nie praktykuję.

- Nie chcę podejmować ogólnej debaty, co innego gdyby to miała być rozmowa z konkretnymi ludźmi. Nieraz bowiem za takimi deklaracjami kryją się różne doświadczenia. Nie zamierzam więc, broń Boże, nikogo oceniać czy osądzać.

W wierze chrześcijańskiej jest natomiast tak, że jeśli przyjmuję Jezusa Chrystusa, to odkrywam, że jest ktoś, kto za mnie umarł i dla mnie zmartwychwstał. Jednocześnie odkrywam, że Jego śmierć i zmartwychwstanie owocuje darem Ducha Świętego w moim życiu, a Duch jest Duchem Kościoła. To jest pewna całość, jedno doświadczenie paschalne w Jezusie Chrystusie i ono koniecznie kulminuje w Kościele. Rozumiem, że człowiek może mieć z tym problem.

Wiara to jest też odpowiedź na Objawienie. Nie możemy dyktować Panu Bogu Jego sposobu działania, On obrał taki i każdy z nas próbuje się w tym Bożym działaniu odnaleźć ze swoją odpowiedzią. W Kościele w Polsce, w parafiach i diecezjach, jest wiele wspólnot i rzeczywistości, w których odkrywamy to, co jest istotne. Jednak taki obraz Kościoła rzadko przebija się do mediów i może tu jest kłopot. Nie twierdzę, że media są wrogie czy mówią rzeczy nieprawdziwe, natomiast - że jest nierównowaga w pokazywaniu tego, co się naprawdę w Kościele dzieje - nie ma wątpliwości.

Jestem właśnie po konferencji prasowej zapowiadającej naprawdę duże wydarzenie, jakim będzie listopadowe Forum Nowej Ewangelizacji. Udało nam się zaprosić do Krakowa wszystkich wielkich ludzi - nie tylko z Kościoła katolickiego, także z innych Kościołów - którymi w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat Pan Bóg posłużył się w dziele ewangelizacji. Tymczasem zainteresowanie mediów było właściwie żadne. Wyobrażam sobie, że gdyby dotyczyło to jakiejś rzeczy skandalicznej, byłoby znacznie większe, co tu dużo mówić. Jest więc jakaś nierównowaga w mówieniu o Kościele.

Te hiobowe głosy, niejednokrotnie rozlegające się nad Kościołem w Polsce, biorą się jednak z jego jednostronnego postrzegania. Nie mówię, że ta strona jest nieprawdziwa, ale to jest jedna strona.

Po doświadczeniach Roku Wiary widać to jeszcze wyraźniej?

- Widziałem wielką mobilizację. Właściwie nie ma diecezji w Polsce, w której nie wydarzyłoby się coś ważnego: jakaś forma ewangelizacji w najważniejszych miastach, fora nowej ewangelizacji albo miejscowe kongresy lub też spotkania wszystkich "rzeczywistości" soborowych: ruchów, stowarzyszeń.

Z Roku Wiary wychodzimy z pytaniem: co dalej? Nie chodzi o to, by ewangelizacja była wydarzeniem jednorazowym, wielkim eventem, nawet stadionowym. Chodzi o odpowiedź na pytanie: dokąd my tych ludzi dalej zapraszamy; jaką systematyczną formację, rozłożoną na lata im proponujemy; czy interesuje nas rzeczywisty wzrost, a nie tylko liczenie głów?

Nową ewangelizację można rozumieć dość płytko, w takim kluczu, że mamy 44 proc. a chodzi o to, żeby było 60. Sprawa nie sprowadza się do tego, żeby słupki drgnęły w górę. To sięga o wiele głębiej: co kryje się za liczbami, jakie doświadczenie wiary. Powstaje wiele poważnych pytań. Czas, w którym dzieje się tyle dobra jest doskonałą okazją do tego, by się nad nimi zastanowić.

A jaka jest odpowiedź Księdza Biskupa na pytanie: dokąd dalej? Czy Kościół w Polsce ma pomysł i wie dokąd i jak wędrować z ludźmi, którzy dzięki inicjatywom Roku Wiary niejako na nowo się pokazali, ukazując też siłę Kościoła?

- Myślę że ma. Problem nie tkwi w tym, czy jest pomysł i czy są odpowiedzi na najważniejsze pytania. Jest natomiast pytanie, jak te odpowiedzi, które naprawdę ciągle padają, przełożyć na powszechną świadomość w Kościele. Myślę, że na ostatnim Kongresie Nowej Ewangelizacji wypracowaliśmy niezwykłą refleksję dotyczącą programu wzrostu w parafiach.

Powstaje pytanie, jak z tym teraz dotrzeć do powszechnej świadomości w Kościele. Boże kochany, to nie jest tak, że odkrywamy Amerykę, tylko próbujemy możliwie głęboko wgryźć się w to, czym Kościół żyje, tzn. co się wydarzyło na Synodzie Biskupów nt. Nowej Ewangelizacji dla przekazu wiary; co się wydarza w nauczaniu papieży od Pawła VI i jego adhortacji "Evangelii nuntiandi", aż po październikowy tekst papieża Franciszka o Nowej Ewangelizacji. Tego jest bardzo dużo, natomiast powstaje pytanie o narzędzia asymilacji i jak się temu dać zaimpregnować.

A co zrobić, by rzeczywiście mógł dokonać się właściwy, a więc niekoniecznie wykazywany liczbami, wzrost? Czego najbardziej brakuje dziś Kościołowi nad Wisłą?

- Nie wiem, czego brakuje... W przesłaniu do Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji papież Franciszek całą dotychczasową refleksję Kościoła na ten temat zsumował w trzech punktach. Uważam, że są one istotne odniesieniu do całego świata, ale w Polsce są ważne wręcz niesamowicie.

Pierwszy punkt mówi o pierwszeństwie świadectwa, drugi - o pilnej potrzebie wyjścia na zewnątrz, do spotkania (każde słowo jest tu ważne: chodzi o to, że wyjście na zewnątrz ma służyć rzeczywistemu spotkaniu i że jest ku temu pilna potrzeba), trzeci zaś - o programie duszpasterskim, który skupia się na tym, co jest istotne. To jest fantastyczne wystąpienie, zaś każdy z tych punktów wymaga odrębnego przeanalizowania.

Co do pierwszeństwa świadectwa: nie chodzi tu o świadectwo w ogóle. Papieże wskazywali na bardzo konkretne jego wymiary. Paweł VI mówił np. o ubóstwie, abstynencji, wstrzemięźliwości, ascezie i o wolności. Z kolei Synod poświęcony Nowej Ewangelizacji podkreślał kontemplację i wybór ubogich, zaś papież Franciszek mówi: wybór ubogich, ale wedle klucza miłosierdzia (to słowo staje się już refrenem jego pontyfikatu). Nie chodzi więc o to, że jesteśmy wezwani do świadectwa w ogóle - na poziomie takich ogólnych stwierdzeń można się zatrzymać i wtedy lądujemy w banale. To musi być konkret.

Papież Franciszek mówi też o pilnej potrzebie wyjścia do spotkania. To niesamowicie ważne. Możemy bowiem wychodzić, ale wcale nie do spotkania. Nie wiem, czy w Kościele w Polsce nie jest to wręcz coś kluczowego. Jeszcze ze sobą rozmawiamy, ale ciekawe, czy się spotykamy? Czy kiedy wychodzimy na zewnątrz, zawsze dochodzi do spotkania? Nie odnoszę takiego wrażenia...

Trzeci punkt: skupić się na tym, co jest istotne. A co jest istotne? Głosić Jezusa Chrystusa, kerygmat. Konferencja Episkopatu Polski zagłosowała nad programem duszpasterskim na najbliższe lata, które nas prowadzą do rocznicy chrztu. Chodzi o to, żebyśmy odkryli prawdę, że każdy z nas jest ochrzczony, a do tego trzeba głosić to, co jest istotne.

Bijąc się także we własne piersi zauważam, że mamy w Kościele w Polsce łatwość rozmieniania się na trzecio- i czwartorzędne tematy. Brakuje nam tej ascezy skupienia się na tym, co jest istotą. W tej syntezie papież Franciszek jest naprawdę genialny.

Czy zjawisko "pełzającej laicyzacji" doprowadzi w Polsce do odwrotu od religii, czy też nasz kraj pozostanie miejscem w Europie, gdzie będzie się czerpało ze źródeł?

- Sięganie do źródeł jest bardzo ważne, ale jest to pewne narzędzie. Nie chciałbym, abyśmy o źródłach naszej wiary myśleli dzisiaj jedynie w kategoriach tradycji, dziedzictwa. Jest wiele narzekania na to, że człowiek odcina się od korzeni. Ale jest też bardzo istotne, w jaki sposób my mu te korzenie prezentujemy.
Paweł VI mówił w adhortacji "Evangelii nuntiandi" o żywym skarbcu prawdy, jaki jest w Kościele. Skarbcem jest owo dziedzictwo; różne - ufamy, że coraz lepsze, dojrzalsze i doskonalsze - formy wyrażania prawdy. Ale istotą tego opisu jest myśl, że to jest skarbiec żywy, żyjący. Nie można mówić o przeszłości, o tradycji jako o czymś, co jest tylko minione. Kościół nie żyje tradycją w ten sposób, że przegląda stare zdjęcia...

Jeśli się pokazuje te korzenie w taki sposób, że to jest doświadczenie żyjącego Boga, mocnego, który dokonywał wielkich dzieł z naszymi ojcami, dziadkami i pradziadkami, to odnajdujemy w tym doświadczeniu nadzieję dla nas: że ręka Pańska nie jest słabsza, ramię Pańskie nie osłabło, bo Bóg mocny wtedy, jest mocny i dzisiaj. Jest ten sam.

Tak, jak można urzeczowić wiarę w teraźniejszości, tak można zrobić to z doświadczeniem z przeszłości. Wtedy mamy do czynienia nie z wiarą, ale z jakąś formą ideologii.

W sumie jednak przedstawił Ksiądz Biskup bardzo optymistyczny obraz Kościoła w Polsce...

- Wiadomo, że to obraz jednostronny. Ktoś pewnie zapyta, dlaczego jest tak źle skoro jest tak dobrze (śmiech). Nie mogę o tym nie mówić, bo takie właśnie jest moje doświadczenie Kościoła.

Przez ostatnie dwa lata spotkałem wiele osób, idzie to w dziesiątki tysięcy ludzi w całej Polsce. Są oni autentycznie zaangażowani, przeżywają wiarę w sposób możliwie dojrzały, tak że ta wiara "wypycha" ich na zewnątrz, do innych, chcą się nią dzielić, mają w sobie pasję ewangelizacji. Coraz więcej jest też księży dotkniętych poczuciem, że są jakby przy pewnej ścianie: robią wiele rzeczy i nic się nie zmienia.

Niech ci, którzy odpowiadają za inne obszary życia kościelnego w Polsce mówią o tym, jak to widzą. Moje doświadczenie jest właśnie takie. Nie oznacza to, że jest powszechne zrozumienie dla tych procesów, które nazywamy nową ewangelizacją, np. dla jej ekumenicznego wymiaru. Ale przynajmniej możemy spokojnie stawiać sobie takie pytania i cele oraz doświadczać tam, gdzie można, jedności przeżywania wiary. Od tej strony dzieją się rzeczy bardzo piękne.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

"Troska o wzrost wiary to nie liczenie głów"
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.