"Pro life" nie oznacza "przeciw aborcji"

"Pro life" nie oznacza "przeciw aborcji"
(fot. depositphotos.com)

Działania antyaborcyjne, czyli inicjatywy ustawodawcze, manifestacje, ustawianie banerów, tworzenie materiałów informacyjnych czy prowadzone spory pochłaniają dużą ilość środków finansowych, energii społecznej i zasobów ludzkich. Niestety, w ostatnich latach efektywność na poziomie prawnym nie jest wielka i prawdopodobnie nic w tej kwestii się nie zmieni. Co, gdyby część tych zasobów przeznaczyć właśnie na wsparcie rodzin, w których nie zdecydowano się na aborcję?

W społecznej świadomości ruch “pro-life” w Polsce kojarzy się głównie z Kościołem Katolickim i ruchem antyaborcyjnym. Ruch antyaborcyjny kojarzy się z licznymi manifestacjami i drastycznymi obrazami abortowanych dzieci. Tymczasem sformułowanie “pro-life” dosłownie oznacza “za życiem”. Gdzie i jak możemy realizować taką postawę?

Aborcja i eutanazja 

Fakt, że wielu osobom odbierane jest życie poprzez aborcję czy eutanazję wymaga działań mających na celu zaprzestanie tych praktyk. Jedną możliwą drogą jest ustanowienie takiego prawa, które będzie zakazywało tych zabiegów. Jestem jednak przekonany, że miłość wymaga od nas działań sięgających dużo dalej niż to. Miłość wymaga od nas zrozumienia sytuacji, w pewnym sensie wejścia w nią i udzielenia pomocy każdej z osób w niej będącej.

Domyślam się, że podjęcie decyzji o odebraniu sobie lub swojemu dziecku życia nie jest łatwe i nie jestem przekonany, że tak w głębi serca ktoś chciałby to zrobić. W wielu jednak przypadkach okoliczności sprawiają, że ludzie podejmują takie decyzje, a to znaczy, że moglibyśmy jako społeczeństwo zmienić te okoliczności, co wiązałoby się ze zmniejszeniem liczby osób tracących życie na takie sposoby.

DEON.PL POLECA

Ilu rodziców nie pomyślałoby o aborcji, gdybyśmy zaoferowali im wsparcie, gdy mierzą się z przyjęciem niepełnosprawnego dziecka? Wsparcie, które nie skończy się na porodzie, ale płynie (jeśli zajdzie taka potrzeba) do końca życia tego dziecka oraz jego opiekuna. Wsparcie finansowe, bo często opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym wymaga ogromnego zaangażowania co najmniej jednego rodzica (lub opiekuna), a to może się wiązać z rezygnacją z podjęcia pracy. Wsparcie osobowe, bo każdemu z nas czasem brakuje sił, każdy z nas ma czasem dość, każdy z nas czasem potrzebuje czasu dla siebie, każdy z nas potrzebuje chwili odpoczynku, relaksu czy rozrywki. Wsparcie psychologiczne, bo każdy z nas przeżywa słabsze dni, każdego z nas sytuacja może przerosnąć, każdy z nas może nie podołać psychicznemu wyzwaniu, jakie przed nim stoi. Być może, oferując kompleksowe wsparcie osobom zagrożonym aborcją (i myślę tutaj nie tylko o dzieciach, ale także rodzicach, bo to tragedia dla całej rodziny), ustawa antyaborcyjna byłaby w ogóle nie potrzebna.

Jak wiele osób w ogóle nie pomyślałoby o eutanazji, gdybyśmy zapewnili im kompleksowe wsparcie? Zarówno osobom decydującym się na eutanazję własną, a także tym, którzy decydują o życiu członka swojej rodziny. Wsparcie pielęgnacyjne, bo przecież nie każdy może być na siłach, aby dbać o osobę w ciężkim stanie lub o samego siebie. Wsparcie finansowe, bo nie wszyscy mają możliwości, by finansowo podołać sytuacji, w której mierzą się z ciężką chorobą swoją lub kogoś bliskiego (nawet gdyby ktoś sobie jakoś radził, to jeśli ledwo wiąże koniec z końcem sytuacja na dłuższą metę może go po prostu psychicznie przerosnąć). Wsparcie psychologiczne, bo opieka i pełna odpowiedzialność za życie i zdrowie drugiej osoby bardzo obciążają, a świadomość ograniczeń wynikających z choroby może po prostu przytłaczać. Być może, oferując kompleksowe wsparcie takim osobom, ustawa zakazująca eutanazji byłaby w ogóle nie potrzebna.

Ilu rodziców nie pomyślałoby o aborcji, gdybyśmy zaoferowali im wsparcie, gdy mierzą się z przyjęciem niepełnosprawnego dziecka?

Przykro jest obserwować kolejne działania ustawodawcze i projekty zmiany ustaw, które mają na celu zabronienie aborcji, ale nie wprowadzają pomocy dla tych, którzy są w momencie decyzji o przyjęciu niepełnosprawnego dziecka, jak i tych, którzy już takie dziecko przyjęli. Przykro patrzeć, gdy ktoś próbuje narzucić jedynie kolejne przepisy czy wymagania, a pomija wsparcie i towarzyszenie osobom, których tym prawem próbuje objąć. Przykro jest też obserwować osoby działające, walczące o życie nienarodzonych, ale gotowe “zabić” słowem swoich żyjących oponentów. Przykro również patrzeć gdy rozmowa o samej aborcji, a niestety to się zdarza, prowadzona jest w sposób uwłaczający obu stronom konfliktu, jak i zainteresowanym rodzicom i zagrożonym dzieciom.

Potrzebujemy pamiętać, że słowo “life” ze sformułowania “pro-life” nie oznacza jedynie życia osoby zagrożonej aborcją czy eutanazją. Oznacza ono również życie ich rodziców, opiekunów czy rodzin.

Działania antyaborcyjne, czyli inicjatywy ustawodawcze, manifestacje, ustawianie banerów, tworzenie materiałów informacyjnych czy prowadzone spory pochłaniają dużą ilość środków finansowych, energii społecznej i zasobów ludzkich. Niestety, w ostatnich latach efektywność na poziomie prawnym nie jest wielka i prawdopodobnie nic w tej kwestii się nie zmieni. Co, gdyby część tych zasobów przeznaczyć właśnie na wsparcie rodzin, w których nie zdecydowano się na aborcję? Co, gdyby część z tych zasobów przeznaczyć na wsparcie rodzin zmagających się z opieką nad ich ciężko chorymi członkami? Co, gdyby część z tych zasobów przeznaczyć na wsparcie osób, które są w momencie decyzji o przyjęciu bądź odrzuceniu życia? Być może osiągnięty efekt byłby dużo większy niż działania legislacyjne. Być może działania na rzecz uchwalenia odpowiedniej ustawy okazałyby się wtedy wtedy zbędne, bo miłość może sprawić dużo więcej niż prawo.

Nie tylko aborcja i eutanazja

Życie jednak nie waży się jedynie w systemie prawnym dotyczącym aborcji czy eutanazji. Życie waży się nie tylko w szpitalach i klinikach aborcyjnych. Czasem w sposób mniej dosłowny, gwałtowny czy spektakularny. Czasem cicho, czasem niespodziewanie, czasem bardzo powoli, czasem bez widocznych oznak, czasem nie wprost, ale jednak ludzie tracą życie. “Pro-life” wymaga od nas również opowiedzenia się za życiem traconym w inne, niż aborcja i eutanazja, sposoby. 

Życie waży się w głowach wielu osób, które decydują się na samobójstwo. W Polsce w ostatnich trzech latach (według policyjnych statystyk z lat 2017-2019) ponad piętnaście tysięcy osób odebrało sobie życie. Ponad piętnaście tysięcy osób w ostatnich trzech latach zostało pokonanych przez rzeczywistość, w której żyli. “Pro-life” wymaga od nas pochylenia się nad tym problemem i wsparcia osób, które stoją na przepaści życia. Takie osoby jest na pewno trudniej odszukać i zidentyfikować. Jednak jestem przekonany, że życie każdej z tych osób jest tak samo warte zaangażowania, energii i uwagi.

Liczne wykluczenia, agresja, dyskryminacja, hejt, opuszczenie czy samotność to kolejne sposoby umierania części naszego społeczeństwa. W takich przypadkach zaczynają się dramaty, które kończą się śmiercią w postaci zabójstwa czy samobójstwa, ale także te przypadki prowadzą do śmierci egzystencjalnej, na której kończy się życie, a zaczyna przeżywanie. To dramaty ludzi, którzy urodzili się w niesprzyjających okolicznościach, których życie postawiło w dramatycznej sytuacji, albo którzy podjęli jedną lub więcej złych decyzji w swoim życiu.

Często nie mamy świadomości jak wygląda życie osoby, która codziennie walczy o każdą złotówkę by mieć co zjeść, za co kupić leki czy utrzymać swoje miejsce zamieszkania. To historie ludzi, które przecież nie są rzadkie w naszym kraju. To ludzie, którzy o swoje życie walczą każdego dnia. Jak bardzo oni potrzebują byśmy stanęli po stronie ich życia? 

Ile osób dziś nie ma dostępu do potrzebnej opieki medycznej, a jeśli mają, to muszą na nią oczekiwać w wielomiesięcznych kolejkach? Ile osób realnie, ale powoli traci swoje życie poprzez brak medycznej interwencji? Przecież życie każdej z tych osób również jest tym, za którym być powinniśmy.

Dla ludzi mieszkających na ulicy każda chwila jest walką o przetrwanie. Każda, najmniejsza czynność, którą normalnie wykonujemy w domu dla nich jest wyzwaniem. Schronienie na noc, kilka posiłków w ciągu dnia, zapewnienie odpowiedniej temperatury w zimie i nawodnienia w lecie, toaleta, opieka medyczna, leki czy prywatna przestrzeń. My, posiadający domy, nie przywiązujemy zbytniej uwagi do tych spraw. Dla nich to kwestia życia i śmierci. Życia, które jest tak samo wartościowe jak moje i Twoje, drogi czytelniku.

“Pro-life” wymaga od nas również opowiedzenia się za życiem traconym w inne, niż aborcja i eutanazja, sposoby. 

Uchodźcy czy imigranci, którzy musieli zostawić domy rodzinne, by ratować życie swoje i swojej rodziny również potrzebują tego byśmy opowiedzieli się za ich życiem. Tymczasem bardziej zastanawiamy się jak uniknąć “problemu” niż jak faktycznie tym osobom możemy pomóc. Czy naprawdę życie tych osób jest mniej warte niż jakiekolwiek inne? 

To tylko część przykładów, w których ludzie realnie tracą życie. Dlatego potrzebujemy zastosować głośną w dzisiejszych czasach postawę “pro-life” w dużo szerszym kontekście. Potrzebujemy zacząć zauważać tragedie, które zabierają ludziom życie nie tylko w tych momentach, w których ono się kończy. Czasem śmierć zaczyna się dużo wcześniej. 

Każde życie

Codziennie spotykamy wiele osób, w kościele, w pracy, na ulicy, w szkole, na uczelni, w autobusie, w tramwaju, w pociągu, w samolocie, w domu, których życie jest tak samo ważne i tak samo wartościowe jak życie potrzebujących, nienarodzonych i terminalnie chorych. Przy każdej z tych okazji spotkania mamy szansę opowiedzieć się za życiem osoby, którą spotykamy albo przeciw niemu. Mamy okazję dać tej osobie trochę życia albo zadać jeden z ciosów, które ostatecznie ją zabiją. 

To, czy się uśmiechnę, czy spuszczę głowę, unikając kontaktu wzrokowego. To, czy ustąpię komuś miejsca w autobusie, tramwaju, kolejce lub kościele, czy będę nadal zajęty sobą, przeglądając w nieskończoność media społecznościowe. To, czy powiem dobre słowo, czy odburknę spotykając inną osobę. To, czy pomogę w potrzebie, czy znajdę wymówkę by nie pomagać lub odwrócę wzrok udając, że nie widzę tej potrzeby. To, czy się zatrzymam z człowiekiem, który na ulicy o coś mnie zapyta, czy w pośpiechu rzucę “nie pomogę” albo “nie mam czasu”. To, czy będę miły, czy z każdym słowem pokażę rozmówcy jak bardzo nie chcę z nim rozmawiać albo jak bardzo go nie szanuję. Każdy z tych wyborów może dać drugiej osobie i nam trochę życia lub zadać śmiertelny cios. 

Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo (por. Pwt 30, 19).

Zawodowo zajmuje się programowaniem, a hobbistycznie sportem. Prowadzi bloga drozdzowy.blog.deon.pl.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Maja Komasińska-Moller

Twoja ciąża jest wyjątkowa, bo jest… Twoja. Jest wyjątkowa, bo dzieje się teraz. Dzień po dniu w Twoim ciele rośnie nowy człowiek. Dzień po dniu, powolutku, coraz pełniej stajesz się mamą. To dobry czas, czas...

Skomentuj artykuł

"Pro life" nie oznacza "przeciw aborcji"
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.