Lubię komercyjne święta

Lubię komercyjne święta

W minionym tygodniu byłem na dwóch wigiliach. Zaprosili mnie do stołu: wegetarianie - anarchiści i agencja reklamowa, której szefuje muzułmanin i ateista. Przy stole nie było modlitwy, nie śpiewaliśmy "Oj maluśki, maluśki", a zamiast suszu popijaliśmy czerwone wino. Było jednak wyjątkowo, bo byliśmy razem.

Z zaciekawieniem przeczytałem tekst księdza Jacka Prusaka SJ, pt.: "Obrona Świąt przed Wigilią", opublikowany w ostatnim numerze "Tygodnika Powszechnego". Trafne uwagi o "zeświecczeniu" Bożego Narodzenia nie podlegają dyskusji. Ksiądz Jacek pisze m.in.: "religijny rytuał dzielenia się opłatkiem, mający przypominać dzielenie się chlebem eucharystycznym, sprowadziliśmy do świeckiego obrzędu składania sobie życzeń. To oczywiście jest o wiele łatwiejsze, bo można otworzyć usta bez otwarcia serca."

W innym miejscu wyjaśnia: "komercjalizacja Wigilii polega przede wszystkim na tym, że obarczyliśmy ją licznymi, muszącymi się ziścić oczekiwaniami. W rezultacie Wigilia nierzadko staje się dla jej uczestników trudnym doświadczeniem emocjonalnym. Ma stać się cud, jak w hollywoodzkich filmach wyświetlanych przed świętami, ale ma stać się bez naszej pracy - bo przecież inaczej pryśnie czar tego wyjątkowego dnia roku". Cały tekst pełen jest celnych spostrzeżeń o tym, że ze świętowania Bożego Narodzenia ulotnił się najbardziej cenny - nabożny charakter.

Zastanawiam się jednak, czy musimy się aż tak trapić, że większość społeczeństwa bardziej cieszy padający śnieg i Mikołaj wiozący Coca-Colę, niż pobożny wymiar Wigilii? I czy rzeczywiście w tym komercyjnym świętowaniu nie ma już miejsca dla Jezusa?

Istotnie, łamanie opłatkiem ograniczyliśmy jedynie do składania sobie życzeń. Śpiewanie kolęd zastąpiliśmy słuchaniem wałkowanych na okrągło hitów z kategorii "Last Christmas". Na wigilijny stół wwozimy coraz częściej krewetki w zastępstwie karpia w galarecie. Nudę i rozczarowanie, które być może wierni czasem odnajdują w Kościele, sprawnie zagospodarował konsumpcjonizm.

Możemy nad tym wszystkim ubolewać i z rozrzewnieniem organizować kolejne naukowe seminaria pod hasłem: "Dlaczego konsumpcja zżarła Jezusa". Mam jednak wrażenie, że w tym całym zamieszaniu ciągle pozostaje nieodzowny ważny element świętowania, o którym zresztą pisze również ksiądz Jacek. Jest nim - bycie razem.

Otóż 24 grudnia, choćbyśmy przez cały tydzień biegali po sklepach w poszukiwaniu świeżej kapusty na bigos, siądziemy wspólnie przy Wigilijnym stole. I nawet, jeśli powiemy sobie: "święta, święta i po świętach", to i tak powiemy to w gronie najbliższych.

Barszcz z uszkami i śledzie pod pierzynką mają przecież wymiar duchowy, większy niż połknięcie hamburgera lub hot doga, co robimy na co dzień. I nigdy pierogi z kapustą nie smakują tak wyjątkowo, jak te jedzone w towarzystwie rodziny, gdy obok stołu świeci choinka. Wiemy o tym wszyscy.

Poszukiwanie świątecznych prezentów, wydawanie grubych pieniędzy na upominki, to przecież znak pozbywania się egoizmu. Boże Narodzenie staje się okazją do zbliżenia nawet, jeśli bezpośrednio nie myślimy w tym czasie o Jezusie. Staranie, by uszczęśliwić bliską osobę podarunkiem pięknie zapakowanym w papier z galerii handlowej, skupia uwagę na najbliższych, a tym samym zbliża! Nawet, jeśli zamiast deliberowania o omnipotencji Boga w pierwszy dzień świąt, będziemy, popijając kawę, oglądać "Kevina samego w Nowym Jorku", to będziemy robić to w gronie najbliższych.

Wigilie, o których wspomniałem na początku, również są wyjątkowe i niepowtarzalne. Muzułmanin łamiący się opłatkiem z ateistą to widok nieczęsty. Nawet, jeśli żaden z nich nie wie, że dzielą się przecież chlebem symbolizującym Chrystusa i miłość. Wegetarianie, którzy z dbałością przygotowują bezmięsne potrawy, by potem wspólnie biesiadować, może nie mają świadomości o tym, że radują się z nadejścia Pana, ale mają pretekst do pogadania. Te oba spotkania, były też dla mnie okazją do opowiedzenia wszystkim o duchowym wymiarze świąt, o samym Bogu.

To wszystko pokazuje, że chrześcijaństwo wprowadziło jednak w ten zlaicyzowany świat kroplę uprzejmości i dobrego nastroju. Nic tak nie powoduje uśmiechu na twarzy jak powiedzenie w sklepie zamiast: "Do widzenia", "Wesołych Świąt!". To zasługa chrześcijaństwa!

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Lubię komercyjne święta
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.