Dzieci, które nie chodzą do szkoły

dts
(fot. electricnude/flickr.com)

Nie muszą pisać sprawdzianów, siedzieć grzecznie w ławce, rozpoczynać lekcji równo z dzwonkiem, tłumaczyć się ze późnienia. Dzieci Anny i Szymona Jamro ze Stróżówki w powiecie gorlickim nie chodzą do szkoły. Ich edukacją zajmują się rodzice.

 

Ojciec Maksia (8 lat), Seweryna (6 lat), Wiktorii (5 lat) i Krzysia (2 lata), decyzję o tym, że jego dzieci będą uczyć się w domu podjął, gdy jego najstarszy syn był jeszcze bardzo mały. Żona do pomysłu dojrzewała. Teraz dostrzega same zalety.

 

Okiem taty: - Powiedzmy sobie wprost, nasz system edukacji jest odziedziczony po PRL. Jeśli nastąpiły jakieś zmiany, to raczej na gorsze. Wystarczy spojrzeć na to, co dziś wyprawia się z 5 i 6-latkami. O tym, kiedy, czego i w jaki sposób uczą się dzieci, decyduje minister, nawet nie pytając rodziców o zdanie. Nie mając perspektyw na zmianę systemu, zdecydowaliśmy się na edukację domową.


Ta forma nauczania ma ważne, choć zapomniane, miejsce w historii Polski. Pomogła zachować tożsamość narodową przez lata zaborów i okupacji.

 

Okiem mamy: - Pewnie i tak uczylibyśmy nasze dzieci w domu.


Dla nas to sposób na prawdziwie rodzinne życie. Dzieci w szkole siedziałyby codziennie sześć godzin. Przy czwórce pociech (piąte w drodze) trudno by było znaleźć czas wieczorami dla każdego indywidualnie. Dzięki temu, że uczą się w domu, każde może mieć mamę tylko dla siebie.

 

***

 

Polskie przepisy zezwalają na taką formę edukacji. Dziecko jednak musi być zapisane do jakieś szkoły.

 

Okiem taty: - Na szczęście kilka lat temu zniesiono rejonizację, nakazującą rodzicom zapisywać dzieci do szkoły w miejscowości czy dzielnicy, w której mieszkają. Mimo przychylności dyrektora miejscowej szkoły wybraliśmy taką, która wychodzi naprzeciw rodzinnej edukacji domowej - małą, górską szkołę koło Żywca.

 

Okiem mamy: - W Polsce nie ma jeszcze zbyt wiele szkół, które miałyby specjalną ofertę dla edukacji domowej. By dziecko mogło się w ten sposób uczyć, trzeba mieć zgodę dyrektora placówki i opinię z poradni pedagogiczno-psychologicznej.


O zgodę na nauczanie w domu należy wystąpić do końca maja. Dyrektor określa zasady klasyfikacji dziecka - najczęściej jest to egzamin na koniec roku z podstawy programowej.

 

***

 

Dlaczego wybór szkoły przy edukacji domowej jest ważny? Okazuje się, że każda może mieć inne wymagania wobec dzieci, które uczą się w domu.

 

Okiem mamy: - Ponieważ pomysłów na ED jest tyle, ile rodzin korzystających z niej, warto zastanowić się, jakiej formy współpracy oczekujemy od szkoły? Szkoła, którą wybraliśmy, nie narzuca ani doboru lektur, ani książek, z których mamy korzystać. Jedyne, do czego dziecko jest zobowiązane, to do zaliczenia na koniec roku podstawy programowej. W krajach anglosaskich często państwo nie wymaga nawet tego. Uznaje prawo rodziców do wychowania dzieci i ma do nich zaufanie. Prawda jest taka, że podstawę programową w klasach 1-3 dzieci są w stanie opanować w ciągu dwóch miesięcy nauki, po godzinie dziennie. W klasie 20-30-osobowej jest to niemożliwe.

 

Okiem taty: - Szkoła w Polsce przez dekady traktowana była jako tuba propagandowa, a ostatnio również jako dojna krowa. Weźmy choćby podręczniki. Co takiego zmieniło się np. w matematyce przez rok, że każe się kupować następnym rocznikom nowe książki?


Moi bracia i ja uczyliśmy się z tych samych książek. Teraz to niemożliwe, ale nie wiem dlaczego?


***

 

Decyzja o ED czasami spotyka się z brakiem zrozumienia w otoczeniu. Najczęściej pada argument: "A co z socjalizacją?"

 

Okiem dziecka: - Proszę Pani, ja mam tyle kolegów i koleżanek koło domu. O, tych to nawet więcej! Wszyscy nam zazdroszczą, że nie musimy chodzić do szkoły Codziennie prawie się z nimi bawimy. Wybieramy kapitana, zawsze jest ktoś inny, żeby było fair - mówi Seweryn. Zaraz też dodaje: - Wszyscy nam zazdroszczą, że nie musimy chodzić do szkoły. Podobno szkoła to nuda. Nie wiem, ja się nie mam czasu nudzić. Jeśli akurat w poniedziałek Maks, Seweryn czy Wiktoria mają gorszy dzień, mama nie zmusza ich do liczenia, pisania literek i czytania. W tym czasie mogą budować domy z klocków, za czym przepadają, rysować, lepić czy pomóc w obowiązkach domowych.

 

Okiem mamy: - Bo dla dzieci każda aktywność jest też formą nauki i to nawet ciekawszą. Staramy się uczyć dzieci przez doświadczenie, a nie suchy wykład. Naszym celem jest przygotować dzieci do samodzielnej nauki, wskazać im różne źródła, np. biblioteki, Internet, muzea, ludzi z pasją, by same czerpały radość ze zdobywania wiedzy. Tryb nauki dostosowuję do ich aktualnych możliwości. Kiedy widzę, że jakąś partię materiału trudno im w tej chwili opanować, odkładam ją na później. W szkole nauczyciel musi zrealizować program i trzymać się narzuconych ram.

 

Okiem taty: - Chętnie w tym momencie zatrudniłbym guwernantkę, jakie uczyły w domach przed laty. Podstawowych przedmiotów uczymy sami, a nauczyciele prowadzą dodatkowe zajęcia : grę na pianinie, lekcje języka angielskiego i łaciny. A wracając do kontaktu z rówieśnikami w murach szkolnych, uważam że jest to przeceniane. Dzieci powinny mieć kontakt z innymi dziećmi.


I mają. Ale przede wszystkim z dorosłymi, bo to od nich się uczą. W życiu nigdy nie trafiamy do grupy tylko swoich rówieśników. Dzieci należy więc uczyć żyć w społeczeństwie takim, jakim jest naprawdę.

 

***

 

Jaka musiałaby powstać szkoła, by państwo Jamro zdecydowali się tam wysłać swoje dzieci?

 

Okiem taty: - Taka jak przed laty: przede wszystkim prywatna, w której nie państwo, a my decydujemy, kto i czego uczy nasze dzieci. Po drugie katolicka. Po trzecie dysedukacyjna - osobno kształcąca dziewczynki, osobno chłopców. Efekty wprowadzenia szkoły koedukacyjnej widać dziś najlepiej - kobiety się brutalizują, nie są przygotowane lub nie chcą zadbać o ognisko domowe, a mężczyźni niewieścieją, często nie poczuwają się i nie wypełniają obowiązków głowy rodziny.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.45

Liczba głosów:

84

 

 

Komentarze użytkowników (30)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~rodzic 10:49:09 | 2014-01-06
Najważniejsze wyzwanie dla współczesnych rodziców? - Zrozumieć, że nie są jedynymi, którzy powinni mieć wpływ na swoje dziecko; przyjąć do wiadomości, że Bóg nie wyposarzył nas  we wszytkie kompetencje, które wystarczą by wychować dziecko.

Dziecko potrzebuje także inych niż domowe autorytetów, innych niż domowe doświadczeń -nawet jeśli, to (a może tym bardziej) niesie ze sobą ryzyko porażek, rozczarowań i zranień. 

Dobre rodzicielstwo to rozpoznawanie własnych ograniczeń.

 

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~SSSS 22:22:46 | 2014-01-05
Nie zapominajmy, że szkoła to nie tylko zdobywanie wiedzy zawartej w programie nauczania. Np. oddziaływanie środowiska RÓWIEŚNICZEGO. To jest tylko jeden z elementów układanki z jaką styka się młody człowiek w szkole. Ja gdybym miał rodziców profesorów, to mimo wszystko wolałbym aby mi pomagali ale po lekcjach. 

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~_StuG_ 21:54:54 | 2014-01-05
brzmi to jak przesłodzony przedruk parentingowych fantazji rodem z kolorowego tygodnika. Albo artykuł sponsorowany: "szkoła samo zło, ED to lek na wszystko włącznie z koedukacją"...

A to "Jeśli akurat w poniedziałek Maks, Seweryn czy Wiktoria mają gorszy dzień, mama nie zmusza ich do liczenia, pisania literek i czytania. W tym czasie mogą budować domy z klocków, za czym przepadają, rysować, lepić czy pomóc w obowiązkach domowych." to wogóle s-f z perspektywy pracy - jakiejkolwiek, także edukacyjnej - z domu, w którym najmłodsze dziecko ma 2, a najstarsze 8 lat - kto ma lub widział, ten się przypuszczalnie ze mną zgodzi...

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~edukator domowy 21:18:27 | 2014-01-05
Niestety edukacja domowa w Polsce jest często poprostu antyschoolongiem. Opiera swą rację bytu na negatywnej ocenie szkolnictwa publicznego. W związku z tym stwarza idylliczny obraz edukacji wojnej od tych obciążeń, a więc właściwej. Jest w obszarze edukacji domowej dokładnie tyle samo uproszczonych tez, sloganów i poglądów, co w edukacji zainstytucjonalizowanej.  Taka podstawa nie prowadzi w dobrym kierunku. A wystarczy inaczej postawić problem: czy świadoma edukacja dzieci jest skoncentrowana wokół domu? Wówczas może się okazać, że kościół, podwórko a nawet szkoła są sprzymierzeńcami wychowania, a nie wrogami.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ech:) 16:22:33 | 2014-01-05
@ kaja
Najwięcej dzieci, które nie potrafią się odnaleźć jest właśnie ze szkół. Wystarczy być innym. W czymkolwiek. I zostać napietnowanym. Przez kolegów,  rodziców niektórych z nich, czy nauczycieli. Uwierzy że jest inne i już się nie odnajdzie. Rany się nie zagoją, a lęk bedzie prześladował i męczył zawsze przed podjęciem decyzji.
Uczyć się w domu to nie izolacja. To okno i drzwi do normalnego i odpowiedzialnego życia.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Basia 13:04:34 | 2014-01-05
czego nauczyłam się w szkole? cwaniactwa.
ściagania, do kogo się uśmiechnąć, żeby spisać pracę domową, kto ma fory ze względu na rodziców (chodziłam do niewielkiej wiejskiej szkoły) czyli z kim warto się trzymać z kim nie, kogo można bezkarnie obgadywać bo się nie obroni...

jako dziecko miałam wiele koleżanek i kolegów na mojej ulicy. spędzałam z nimi całe dnie i jeśli gdzieś nauczyłam się zasad współpracy, koleżeństwa, a nawet przyjaźni, odpowiedzialności za młodszych to wśród nich. poza murami szkoły.

na podstawie własnego doświadczenia z edukacją stwierdzam, że jeśli w przyszłości będzie mnie na to stać, moje dzieci będą kształcone w domu.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Polak 19:12:05 | 2013-03-24
Po paru latach w szkole moje dziecko i ja poznaliśmy na własnej skórze   zjawiska: faworyzowanie  dzieci nauczycielskich, radnych,lekarzy, znajomych i rodziny: mszczenie się nauczycieli, jesli rodzic powie jakieś słowa prawdy;  przemoc fizyczną w szkole i ukrywanie jej przez nauczycieli i dyrektora. Dziecko jest bardzo dobrym uczniem, np. do wyróznień to się nie liczy; dostaje je np. chłopak, ktory bije, wyzywa i zaczepia(zachowanie!), ale jego mama jest przewodniczącą rady rodziców.
Powinny byc kontrole w szkołach, bo nauczyciele są bezkarni i rozwydrzeni Kartą Nauczyciela; powinna byc reforma szkolnictwa .Dobrze, że jest niż demograficzny i połowa nauczycieli zostanie zwolniona, ale obawiam się,że bedą to ci fachowi ale" bez pleców"... 

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kaja 11:39:05 | 2012-12-09
a  ja mysle ,ze taka izolacja przed światem( dobrym czy złym to inna sprawa ), nie jest dobra.pójdzie potem takie dziecko
pracować do korporacji i jak się odnajdzie ,kontaktów z rówieśnikami szkolnymi tez nic i nikt i nie zastąpi

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Bożena 21:45:55 | 2012-12-08
Sama mam 5-kę dzieci i tak sobie myślę, że trudno jest rodzicowi prowadzić zajęcia dla jednego dziecka, bo co z pozostałymi ?  Tata jest w tym czasie w pracy, bo ktoś musi utrzymać dom, a ja zajęta nauczaniem dziecka, nie mam czasu dla reszty. Chyba jakaś super niania musiałaby przyjść żeby ogarnąć nie swoją gromadkę :) Ja cieszę się, że gdy moje starsze dzieci idą do szkoły to ja mogę spokojnie zająć się najmłodszymi, a po powrocie "starszaków" maluchy  chwilkę śpią i wtedy odrabiamy razem lekcje. A ponieważ mam wykształcenie matematyczne to zachęcam ich do różnych konkursów i gier i tu poświęcam im moją zwiększoną uwagę. Nie wyobrażam sobie organizacji nauki bez pomocy szkoły. Co ze sztuką ? Muzyką ? Nie mam zdolności w tym kierunku i nie stać mnie na prywatnych nauczycieli ani guwernantki. Myślę  że gdyby nie było szkolnictwa powszechnego, to ED też nie byłaby możliwa, bo nie rozwinęłaby się sieć szkół, a więc nie było by nauczycieli.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kazia 21:21:01 | 2012-12-08
http://jgfakty.pl/juz-niedlugo-poczatek-roku-szkolnego-a-moze-uczyc-dzieci-w-domu-1126/

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook