Dzień dobry, tu "najlepsza wersja siebie"

(fot. shutterstock.com)

Wstać, ubrać się, coś zjeść, potem biec, znowu zjeść, biec... I od nowa: wstać, ubrać się, coś zjeść… Ciągle jest tyle nowych spraw, a doba taka krótka! Może więc mniej jeść, krócej spać, a więcej biegać? Dla ilu z nas dzień wygląda podobnie?

 

"Bądź sobą. Nie próbuj imponować. Nikt nie jest taki jak ty. Nie próbuj nikogo imitować. Wszechświat nie popełnia błędów. Autentyczność jest jedyną drogą, byś mógł przeżyć swoje życie w wolności. Bądź sobą. Każdy inny "ktoś" jest już zajęty. Bądź sobą. Słuchaj swojego serca. Bądź sobą. Jesteś diamentem, pokaż swój blask! Jesteś piękną, cudowną gwiazdą. Najwspanialszym dziełem sztuki…".


Te słowa przyszły do mnie w piosence Peruquois "Be yourself" mniej więcej w czasie, gdy Internet oszalał na punkcie hasła "bądź najlepszą wersją samego siebie". Powstawały warsztaty i kursy o tej nazwie, moi znajomi wrzucali ten cytat jako motywacyjny na swoje facebookowe tablice, pojawiła się nawet książka o tym tytule. Mi coś zazgrzytało: bycie najlepszą wersją samego siebie, poparte okrzykami "Możesz wszystko! Jedyne ograniczenia masz w głowie! Twój potencjał jest nieskończony!" nie pasowało do tego, co wiem o rozwoju człowieka i co pokazują badania psychologiczne.


Byle szybko i skutecznie


W rozwoju osobistym, podobnie jak w aptece, rządzą ostatnio szybkie pastylki na różne dolegliwości. Mają działać od razu: likwidować niechciane uczucie bólu, polepszać samopoczucie, w mgnieniu oka pomagać nam wrócić do normalnego funkcjonowania. Często nawet w ulotce nie znajdziemy informacji, że dana tabletka nijak nie wpływa na to, co jest przyczyną cierpienia...

 

Uwierzyliśmy w ekspresowe kursy oferujące nowe umiejętności, w "jedyne trzy tajniki sukcesu", w "to, co musisz zrobić, by stać się człowiekiem wybitnym". To się sprzedaje, bo w naszych zabieganych czasach poszukujemy metod szybkich i skutecznych. Gdy boli, łykamy tabletkę. Ból mija na chwilę, gdy wraca, bierzemy kolejną. Po jakimś czasie potrzebujemy ich więcej i więcej, bo poprzednia dawka nie działa i nie zmniejsza cierpienia.


Lubisz chomiki?


W podstawówce to był szał: każdy chciał mieć chomika lub świnkę morską, a jak już ktoś stał się szczęśliwym posiadaczem gryzonia, cała klasa przychodziła oglądać stworzenia. Najciekawsze było oczywiście obserwowanie tego, jak jedzą i jak kręcą się na swojej karuzeli. Mogły to robić bez końca, z małymi przerwami na przekąskę. Posilały się i za moment wracały do biegu w kołowrotku.


Dzisiaj nie potrzebuję już oglądać chomików, by zobaczyć ten sam mechanizm. Dla ilu z nas dzień wygląda podobnie? Wstać, ubrać się, coś zjeść, potem biec, znowu zjeść, biec, zjeść, biec, zjeść, spać. I od nowa: wstać, ubrać się, coś zjeść… Ciągle jest tyle nowych spraw, a doba taka krótka! Może więc mniej jeść, krócej spać, a więcej biegać?

 

Zaczynamy wierzyć, że to, jak szybko poruszamy się w naszym kołowrotku wyznacza naszą wartość. Im bardziej jesteśmy wyczerpani, tym bardziej wzrasta nasz status. Tylko ten, kto ciągle pracuje, realizuje swoje cele, podejmuje wyzwania i osiąga sukces jest godzien uwagi. Szukamy tych niezawodnych sposobów na podniesienie swojej efektywności, by stawać się coraz lepszym, skuteczniejszym, bardziej zorganizowanym, bardziej idealnym, bardziej atrakcyjnym na rynku pracy i dla potencjalnych lub obecnych partnerów.


Czasem tylko zdarzy się, że noga się nam podwinie i wpadnie między szczebelki karuzeli. Trudno jest biegać z bolącą lub zwichniętą kończyną, no ale od czego są tabletki?


Najlepsza wersja siebie


Świat szybkich rozwiązań, ciągłego parcia na sukces, świat kołowrotków i pastylek to wspaniały grunt, by wyrastały na nim "najlepsze wersje siebie". Piękne. Mądre. Inteligentne. Szczupłe. Kompetentne. Zawsze otwarte na zmiany i gotowe na nowe wyzwania. Bez skazy. Bez słabości. Bez czułych punktów. Silne. Doskonałe. Najlepiej, by taką idealną wersją siebie stać się od zaraz, najpóźniej od jutra, bez wysiłku i samodyscypliny. Wtedy bylibyśmy tacy szczęśliwi!


Badania prowadzone od lat przez psychologów jednoznacznie pokazują, że to tak nie działa. Pielęgnując w sobie złudzenia, że możemy być kimś wielkim po jednym szkoleniu lub kursie internetowym, wyrządzamy sobie wielką krzywdę. Nie dajemy sobie prawa do błędu, nie rozumiemy, że potrzebujemy czasu na uczenie się. Liczy się tylko sukces tu i teraz! Chcąc jak najszybciej pozbyć się w sobie tego, co nam nie pasuje, co jest niefajne, trudne, nieadekwatne, możemy bardzo szybko pożegnać też otwartość na krzywdę drugiego człowieka, współczucie, empatię i zrozumienie.

 

Odcinamy to, co jest kluczowe dla naszego człowieczeństwa: doświadczenie słabości, wrażliwość, nieprzyjemne emocje, ból, cierpienie, smutek. Zaciskając zęby i skupiając tylko na efektywnym wykorzystaniu swojego czasu, bez dbałości o podstawowe potrzeby jak sen, zdrowe jedzenie, ruch czy pielęgnowanie więzi międzyludzkich; fundujemy potężne kłopoty naszym ciałom.


Taki styl życia nie może trwać wiecznie. W końcu dopadają nas choroby, wyczerpuje się nam energia, coś nie układa się w związku, nie jesteśmy w stanie sprostać coraz to nowym wymaganiom w pracy. Często dopiero wtedy otwieramy oczy i widzimy, że pogoń za byciem najlepszym wiedzie donikąd. To jest bardzo trudny czas: upadają nasze wzorce; złudzenia, którymi żyliśmy rozsypują się w drobny mak; a my w lustrze widzimy połamaną i wyczerpaną wersję siebie.


Pod spodem


Niedawno na DEONie ukazał się wywiad z Jackiem Prusakiem SJ. Zgadzam się z tym, co napisał o haśle "bądź codziennie lepszą wersją siebie": "To zdanie, które brzmi narcystycznie, prowadzi do poczucia, że nie osiągnę tego, dopóki nie stanę się kimś, kim nigdy wcześniej nie byłem, bo codziennie muszę podlegać korekcie. To zaspokajanie cudzych oczekiwań. Wychowuje w poczuciu winy i wstydu - bo jeszcze dzisiaj się nie udało. To hasło nie mówi: "pracuj nad sobą", tylko "dopasuj się do naszego ideału".

 

Prowadzi do tego, że nie można się ze sobą pogodzić, tylko ciągle coś jest nie tak, ciągle trzeba się udoskonalać. Bo najlepsza wersja jest ciągle przed tobą, więc jeśli jesteś nieszczęśliwa, to tylko twoja wina, za słabo nad sobą pracujesz, twoja motywacja jest za niska i nie dajesz z siebie wszystkiego."


Życie w poczuciu wstydu i chroniczny brak akceptacji siebie to dwa największe zagrożenia, które moim zdaniem płyną z wiary w tworzenie coraz lepszej wersji siebie. Wg badań Brene Brown wstyd jest głęboko zakorzenionym przeświadczeniem, że tacy, jacy jesteśmy, nie zasługujemy na miłość i bycie w relacji. To on uruchamia w nas spiralę myślenia o sobie "jestem niewystarczająco dobry/ mądry/ inteligentny/ bogaty/ silny/ szczupły…" i sprawia, że żyjemy w przekonaniu o swoich ciągłych brakach.

 

To wywołuje cierpienie i ból, więc zaczynamy stosować szybkie sposoby na uwolnienie się od tego nieprzyjemnego uczucia. Opisałam je powyżej: mechanizm, jaki za nimi stoi i jaki motywuje nas do ciągłego pędu ku byciu najlepszym to bardzo często właśnie próba poradzenia sobie ze wstydem. Tym, co wyzwala z jego spirali jest zaakceptowanie, polubienie i pokochanie siebie. Nie w ujęciu speców od samorozwoju, ale na bardzo głębokim poziomie. Chodzi o przyjęcie siebie w pełni: z tym, co mocne i dobre, i z tym co słabe, niedoskonałe, co najchętniej ukrylibyśmy przed światem. Dla osób wierzących to zobaczenie siebie oczami Boga, który kocha nas w całości, nie odrzuca żadnej wady ani doświadczenia, za to chce błogosławić naszej przeszłości, błędom, porażkom, potknięciom i trudnym momentom w naszej historii.


Wolę być sobą


Carl Rogers, psycholog i psychoterapeuta, jeden z głównych założycieli psychologii humanistycznej, zauważył "Ciekawy paradoks polega na tym, że dopiero gdy zaakceptuję siebie samego takim, jakim jestem, otwiera się przede mną możliwość zmiany". To jedyny sposób na to, by "pozbyć się" swoich słabości 😊

 

Kiedy skoncentrujemy się na tym, by lepiej potraktować samych siebie, popatrzeć na siebie z łagodnością i czułością, pojawi się możliwość pracy nad sobą w zdrowy sposób. To już nie będzie dążenie do najlepszej wersji siebie i nieustanna korekta, ale coraz prawdziwsze bycie sobą. Sobą autentycznym: kimś, kogo nie trzeba poprawiać ani ukrywać jego błędów.

 

Elisabeth Kubler-Ross dodaje: "Najpiękniejsi ludzie, których znam, to ci, którzy znają smak porażki, poznali cierpienie, walkę, stratę, poznali swoją drogę na wyjście z otchłani. Ci ludzie mają wrażliwość i zrozumienie życia, które wypełniają ich współczuciem, łagodnością i głęboką, kochającą troską. Piękni ludzie nie biorą się znikąd."


Nie chowajmy się więc za wstydem, kołowrotkiem i tabletkami, bo przecież świat potrzebuje naszego piękna!

 

 

Przeczytaj też: Nie mów mi, że biegam jak dziewczyna >>

 

Monika Chochla -  kobieta w rolach żony, mamy, psychologa i trenera. Mówi, że jej drugie imię to pozytywność, bo jest jak radar wyczulony na nawet najmniejszy przebłysk nadziei. Prowadzi autorskiego bloga chcemisie.com.pl  i warsztaty dla kobiet "Kobiece historie - jak Judyta pokonaj swojego gremlina". 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.5

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook