Przestań żyć tak, jak nie chcesz

(fot. shutterstock.com)

Grzech mieszkający w nas sprawia, że jest nam niezwykle trudno zmienić nawyki. Ostatecznie wciąż żyjemy tak, jak nie chcemy. Może czas coś z tym zrobić?


Leniwy poniedziałkowy poranek, za oknem ponuro i szaro. Próbuję uruchomić umysł do pracy, skupienia i twórczego działania. Wychodzi kiepsko, w głowie szybko pojawia się myśl, że jednak coś z tym nielubieniem poniedziałków jest na rzeczy. Nagle mnie olśniewa - już wiem, co mnie uratuje! Wiem, co doda mi energii do pracy! Kawa!

 

Ten napój bogów wyłania się z szarości niczym ostatnia deska ratunku, rozświetlając ten dzień nadzieją na to, że dzięki kilku jego łykom mój umysł przemieni się, moja motywacja błyskawicznie wzrośnie, a moje ręce ochoczo zabiorą się do działania. Tak, to właśnie to! Zachęcona tą wizją, szybko zabieram się za przygotowywanie kawy, która już za chwilę rozpłynie się mleczną pianką w moich ustach.

 

Myśli, które głośno krzyczą 

 

Wszystko jest idealnie... Wszystko jest na swoim miejscu...  Łyk kawy właśnie zmienia moją rzeczywistość... Tylko ta jedna, uporczywa i natrętna myśl, którą bezskutecznie spycham w odmęty umysłu: "Przecież wczoraj obiecałam sobie, że nie będę już pić kawy, bo szkodzi mojemu zdrowiu". Myśl, która głośno krzyczy, prowokując wyrzuty sumienia. Myśl, za którą idą dziesiątki innych myśli: "Nigdy nie wypełniasz swoich postanowień", "W ogóle nie jesteś zdyscyplinowana", "Ale jesteś słaba". Negatywne zdania szybko przesączają się do kawy, która nagle zupełnie przestaje mi smakować...

 

Założę się, że masz jakąś swoją wersję wyżej opisanego scenariusza i niejednokrotnie padłeś ofiarą tego, jak silne potrafią być niezdrowe nawyki i jak słaba jest wobec nich  tzw. "silna wola". Osobiście znam niewielu ludzi, którzy jak sobie postanowią rezygnację z czegoś, co im szkodzi, potrafią tego konsekwentnie dotrzymać. Zazwyczaj jednak dzieje się tak, że nawet, jak próbę podejmiemy, w którymś momencie zaczynamy sobie odpuszczać. Już św. Paweł powiedział:

 

"Łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię właśnie zło, którego nie chcę" (Rz 7,18-19).

 

Grzech w nas mieszkający - a więc w tym kontekście nasz brak dyscypliny, skłonność do zabałaganionego życia, ciągła potrzeba, by dostarczać sobie przyjemności  sprawiają, że jest nam niezwykle trudno zmieniać nawyki. Ostatecznie wciąż żyjemy tak, jak nie chcemy.

 

Przyzwyczajony umysł nie cieszy się ze zmian


Abstrahując od duchowego kontekstu, to, co przydarzyło mi się z kawą, to nic innego, jak ogromna trudność ze zmianą nawyku. Każdy z nas ma nawyki - mogą być one zarówno dobre, jak i złe. Nawyk to pewna poznawcza zdolność umysłu - przyzwyczaja się on do pewnych czynności, automatyzuje je i sprawia, że już nawet nie musimy o nich myśleć, aby je wykonać. Nieważne, czy złe, czy dobre, nawyki stają się stałym elementem naszego życia. Ich cechą charakterystyczną jest to, że naprawdę niełatwo je zmienić - są one utrwalone w naszym umyśle, jak mury niezwykle trudne do zburzenia. I tak, możemy mieć nawyk picia ziołowej herbaty rano, mycia zębów od razu po obiedzie, podawania ręki na przywitanie czy chodzenia na mszę do kościoła parafialnego.

 

Kiedy wyjedziemy na wakacje i w hotelu podadzą nam czarną herbatę, możemy mieć naprawdę zły humor przez resztę dnia, a gdy znajomy zaproponuje wizytę w innym kościele, zgodzimy się, ale przez całą mszę będziemy czuć się nieswojo. To jednak banalne przykłady - gorzej, gdy nawykowo palimy papierosy, jemy słodycze, gdy się stresujemy, lub nigdy nie odkładamy ciuchów do szafy, tworząc tym samym pokaźną górę ubrań, która zabałagania nam całe mieszkanie.

 

Złe nawyki prowadzą nas w najlepszym wypadku do chaosu w życiu i niedziałania według swoich planów, a w najgorszym do uzależnień, chorób, wszelakiego rodzaju trudności psychicznych czy zniszczonych relacji. Weźmy na przykład sytuację, gdy ktoś nawykowo kilka godzin dziennie po pracy ogląda telewizję - czy nie ucierpi na tym jego małżeństwo? Albo ktoś notorycznie zajada swoje emocje czekoladą - czy w końcu nie zacznie doświadczać konsekwencji w postaci otyłości i problemów ze zdrowiem?

 

Dlaczego zmiana nawyku zwykle jest wyzwaniem? 

 
Zmiana złych nawyków to bardzo trudne zadanie. Jest tak z kilku powodów. Pierwszy to taki, że są to pewne poznawcze siły naszego umysłu, których okiełznanie wymaga solidnej dawki motywacji i dyscypliny. Nasz mózg nie lubi zmian, dlatego jeśli po 10 latach niezdrowego jedzenia, z kilkunastokilogramową nadwagą nagle postanowisz zeszczupleć i zmienić tryb żywienia, możesz się boleśnie przekonać, jak jest to trudne. Wprowadzenie zmiany będzie od Ciebie wymagało bardzo dużego nakładu sił i konkretnego planu działania, by odwrócić to trwałe przyzwyczajenie umysłu.

 

Druga przyczyna, dla której zmiana nawyku jest trudna, jest taka, że umysł i ciało dążą do przyjemności. Możesz to znać chociażby z sytuacji, gdy poznajesz atrakcyjną osobę, a ciało szybko sygnalizuje Ci potrzebę fizycznej przyjemności. Innym przejawem jest sytuacja, gdy na stole ląduje czekoladowy tort, a Ty, choć wcześniej nawet nie miałeś na niego ochoty, od razu się na niego rzucasz. Okazuje się, że Twoja potrzeba przyjemności jest zwykłym popędem, który ujarzmić możesz tylko zdyscypliowanym umysłem - co do najłatwiejszych zadań oczywiście nie należy.

 

Ostatni powód naszych trudności ze zmianą nawyków jest chyba najpoważniejszy, przynajmniej w moim odczuciu. Jest nim to, co leży u podłoża naszego nawyku, czyli pytanie o powód - dlaczego robię akurat to? Co powoduje, że wpadam we właśnie taki zły nawyk? Co w mojej podświadomości prowokuje mnie do takich, a nie innych zachowań? Za każdym bowiem złym przyzwyczajeniem stoi jakaś moja niespełniona potrzeba. Nasze pustki próbujemy sobie zapełniać na różne sposoby, również te niekonstruktywne. Jednym z nich jest wykształcanie złych nawyków w celu powstrzymania negatywnych emocji. Jakaś kobieta może czuć się wiecznie nieatrakcyjna, więc żeby poradzić sobie z tym uczuciem, będzie miała nawyk codziennej toalety porannej trwającej godzinę, żeby wyglądać jak najlepiej. Ktoś inny może czuć się osamotniony, więc wpadnie w destrukcyjny nałóg pornografii, by zapewnić sobie iluzoryczne namiastki relacji. Przykłady można by mnożyć - jest ich tak wiele, jak ludzi na kuli ziemskiej.

 

Zmień to, co ci przeszkadza

 

Św. Paweł powiedział: "Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi mi korzyść" (1Kor 6,12). Chciejmy pójść za jego słowami i odnaleźć w życiu to, co nie tylko nie przynosi korzyści, ale również wnosi do naszego życia złe konsekwencje. Aby to uczynić, zapraszam Cię do odpowiedzi na kilka pytań:

 

  • Co jest w Twoim życiu negatywnym, utrwalonym nawykiem? Jakie zachowania Ci nie służą? Zrób ich listę.
  • Przyjrzyj się im dokładnie i wybierz 2-3 najsilniejsze nawyki. Takie, które wpływają na Ciebie najbardziej destrukcyjnie.
  • Zastanów się, jakie Twoje potrzeby mogą leżeć u podłoża tych nawyków? Jaką "pustkę" zaspokajasz w ten sposób?
  • Kiedy już uświadomisz sobie istnienie tej pustki w Tobie, zabierz ją ze sobą na modlitwę i oddaj Bogu. Możesz pomodlić się w ten sposób: "Ojcze, odczuwam pustkę (tu wymień, jaką). Tylko Ty jeden możesz ją zapełnić. Proszę Cię, zrób  to, bym nie musiał zapełniać jej tym, co ma na mnie negatywny wpływ. Pomóź mi zmienić mój negatywny nawyk, żebym mógł w pełni oddawać Tobie chwałę wszystkim tym, co robię i jaki jestem". A potem podziękuj Bogu.

 

Maria Krzemień - psycholog chrześcijański i trener. W praktyce i codzienności jest po prostu wierzącym psychologiem, bo jakiś czas temu postanowiła połączyć nie tylko swoje życie, ale też pracę na dobre z Panem Bogiem. Prowadzi warsztaty psychologiczne w oparciu o Słowo Boże. Jej teksty można przeczytać na blogu Żyj po Bożemu.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.69

Liczba głosów:

13

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

OlaA 22:33:01 | 2018-09-24
I co? Koniec? A gdzie punkt piąty: idź do domu i PRACUJ NAD SOBĄ! Za św. Ignacym: "Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie." 
Ostatnio ojciec przeor Dominikanów we Wrocławiu podczas homilii powiedział, że ateiści dlatego sa lepsi w samorozwoju od wierzących, bo oni "nie mają" Boga, do którego się modlą o zmianę, tylko biorą się do pracy. Coś w tym jest.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

krzysztofzyziu 17:55:14 | 2018-09-16
dziękuje Ci za ten artykuł.

pozdrawiam :-)

Oceń 4 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook