Jak Facebook zjada twój mózg

Michał Lewandowski
(fot. shutterstock.com)

Pod koniec lipca wiedziałem, że dzieje się ze mną coś złego. Struty chodziłem kilka dni i próbowałem zrozumieć, co sprawia, że gorzej się wysypiam, mniej koncentruję na wszystkim, spokój ustępuje miejsca rozdrażnieniu i poddenerwowaniu. Choć fizycznie byłem zdrowy, to czułem, jakby coś zjadało mi mózg. 

 
Praca, którą codziennie wykonuję wymaga skupienia, dobrego planowania, umiejętności oddzielenia informacji nieistotnych od ważnych, szybkiego analizowania dużych ilości danych. Jest maksymalnie satysfakcjonująca, ale bardzo wymagająca.
 
 
Po niej fundowałem sobie zwykle solidny odpoczynek, który polegał na zaparzeniu herbaty i wejściu na… Facebooka. Tak, od pracy przed komputerem odpoczywałem przed komputerem. 
 
Wtedy, końcem lipca zrozumiałem, że to droga do nikąd. Zbliżał się czas urlopu, postanowiłem działać. 
 
Facebook unieszczęśliwia 
 
Fenomen Facebooka zainteresował uczonych. Przeprowadzili doświadczenie, w czasie którego zbadali rezonansem magnetycznym osoby, które korzystały z medium społecznościowego w ciągu ostatnich paru minut. Wyniki pokazały, że przeglądanie Facebooka powoduje wzmożoną aktywność tzw. "ośrodka nagrody" (jest to układ, który aktywuje się wtedy, kiedy odczuwamy przyjemność; jest związany z budowaniem motywacji i kontrolą zachowania), który z kolei powiązany jest z miejscem w mózgu odpowiadającymi za uzależnienie. 
 
Inne badania, idące w kierunku analizy psychiki człowieka, pokazały, że częste przeglądanie Facebooka unieszczęśliwia. Działa wtedy prosty mechanizm w którym porównujemy swoje życie do życia osób, których zdjęcia przeglądamy.
 
Silą rzeczy widzimy zawsze uśmiechniętych, szczęśliwych i spełniających się znajomych, którzy z łatwością idą przez życie. Kiedy zestawimy to z naszą codziennością, efekt jest łatwy do przewidzenia. Czujemy się przegrani i zniechęceni, "bo życie innych jest takie wspaniałe, a moje takie szare". 
 
Chaos niekontrolowany
 
Do tego dochodzi kwestia chaosu i trudności w skupieniu. Przeglądanie setek informacji dziennie sprawia, że mózg nie nadąża z przetwarzaniem treści. Nie wiemy już, co jest ważne, bo wszystko wymieszało się w elektronicznej zupie, która zalewa nas z każdej strony.
 
W Internecie liczy się szybkość, wyrazistość, wzbudzenie natychmiastowych emocji, którą towarzyszą "konsumpcji" odbieranej treści. Problem tylko w tym, że nasz "układ trawienny", czyli mózg, biologicznie nie jest przystosowany do tak dużego przepływu informacji. 
 
Po kilku dniach nieustannego bombardowania go wiadomościami zaprotestuje i zacznie wyłączać poszczególne funkcje: pojawią się senność, problemy z koncentracją, rozdrażnienie i nieustannie towarzysząca potrzeba "wstrzykiwania" sobie kolejnych dawek informacji.
 
Mimo tego, że w takich ilościach działają one negatywnie, wciąż chcemy więcej. Narkotyk działa.
 
Skupienie na jednym zadaniu jest utrudnione przez nieustanne powiadomienia, które (o ile jesteśmy aktywnymi użytkownikami) pojawiają się cały czas. 
 
Relacje z innymi
 
Misją Facebooka, jest stworzyć otwarty świat, który pozwoli na swobodny przepływ informacji, zawieranie znajomości i dzielenie się interesującymi treściami. Założenie jest jak najbardziej słuszne, narzędzia prawie doskonałe, ale czy w praktyce wygląda to różowo?
 
Kontakty z innymi ludźmi są niezbędne dla prawidłowego rozwoju i funkcjonowania. Facebook sprawia, że zostajemy postawieni przed pokusą sprowadzenia ich do wymiany informacji przez niewielkie okienko czatu. 
 
 
Oczywiście, serwis ułatwia nawiązywanie znajomości, ale może też doprowadzić do sytuacji w której bardziej od rozmowy z przyjacielem przy kawie liczy się to, czy zareagował on na nasze ostanie zdjęcie.
 
Choć naklejki, gify i inne obrazki ożywiają komunikację między ludźmi, to właśnie one są odpowiedzialne za nieporozumienia. Tekst nigdy nie zastąpi spotkania twarzą w twarz, ikony nigdy sprawią, że dobrze zrozumiemy to, co chciała powiedzieć ta druga osoba. 
 
Bóg zagubiony w lajkach
 
Dla każdego chrześcijanina korzystanie z Facebooka wiąże się z jeszcze jednym zagrożeniem. Nieustanne powiadomienia, chaos, ciągłe rozproszenie nie wpływają dobrze na modlitwę. Trudno skupić się na tej najważniejsze rozmowie dnia, kiedy nie wylogowaliśmy się w wirtualnego świata.
 
Choć w sieci jest wiele wartościowych treści tworzonych przez chrześcijan, to zawsze muszą one prowadzić do kolejnego kroku, jakim jest osobista relacja z Bogiem. 
 
Co zrobić? 
 
Wiedziałem, że przesyt informacji mnie przytłacza. Na przeszło dwa tygodnie wyłączyłem Facebooka. Odinstalowałem messengera, poinformowałem znajomych, że moje zniknięcie z sieci nie oznacza przedwczesnego zgonu, powiedziałem, że znikam, odcinam się, że w razie ważnych spraw mogą zadzwonić. 
 
Z telefonu wyleciał Instagram, Twitter i inne rzeczy, które rozpraszały moją uwagę. Wyłączyłem też powiadomienia z innych aplikacji. Efekty były spektakularne. 
 
Już po około tygodniu zacząłem się lepiej wysypiać. Nadrobiłem zaległości w lekturach, moje myśli stały się bardziej klarowne, kontakty z innymi swobodniejsze i bardziej serdeczne.
 
Zrozumiałem, że pojawiające się na telefonie wiadomości bardzo często mówią o rzeczach, które nie są mi do niczego potrzebne. Serwują wiedzę, której nie potrzebuję, zatłaczają głowę informacjami, które w gruncie rzeczy są mi niepotrzebne. Telefon, który kiedyś był rozgrzany od powiadomień, teraz leży cicho i nie przeszkadza. To wspaniałe uczucie. 
 
 
Michał Lewandowski - redaktor DEON.pl, publicysta, teolog. Prowadzi autorskiego bloga "teolog na manowcach".
 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.76

Liczba głosów:

37

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook