Jestem bezsilny. To dobrze

(fot. jamesckemp / flickr.com)

Powołani zostaliśmy do radości. Wierzę w to, może naiwnie, ale wierzę. W związku z tym zadaję sobie czasem pytanie, czemu tak niewielu z nas, albo tak rzadko, potrafimy się radować, prawdziwie cieszyć się życiem, a nie chwilę pośmiać z opowiedzianego przez kolegę dowcipu? Odpowiedzi jest pewnie całe mnóstwo, ale ja chciałbym skupić się na jednej, na pokorze. A raczej jej braku.


Pisząc o pokorze nie mam jednak na myśli uniżonej postawy względem kogoś, ani, tym bardziej, upokorzenia - pokora, w moim rozumieniu, to zgoda na rzeczywistość taką, jaka ona jest i zaprzestanie walki z faktami.


Nie od dziś wiadomo, że nierealistyczne oczekiwania rodzą zawody, rozczarowania, urazy i żal - uczucia, które tłumią radość życia. Niektórzy, pragnąc radość życia uzyskać i odzyskać, walczą z rozczarowaniami i urazami, ale jest to działanie wyjątkowo mało efektywne, może nawet przynosi doraźną ulgę, ale niewiele więcej. Podobnie jest z tabletką od bólu zęba, lub kieliszkiem koniaku. A w takim razie może warto nauczyć się rezygnować z krótkotrwałych zysków na rzecz długofalowych efektów? No, tak… tylko jak to zrobić?


W moim środowisku często można usłyszeć powiedzenie: "Jest Bóg - ja Nim nie jestem". Naiwne? Czyżby? Jakże często, cóż z tego, że nie zawsze świadomie, próbujemy wchodzić w Jego rolę i uzurupować sobie Jego kompetencje? Oczywiście, to się nie udaje, bo i udać się nie może, a wtedy właśnie pojawiają się, wymienione wyżej, mało przyjemne efekty nierealistycznych oczekiwań.


Za niezwykle ważny w tym temacie uważam fragment modlitwy Reinholda Niebuhra, amerykańskiego teologa i duchownego ewangelickiego:


"Boże, użycz mi pogody ducha,
Abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego".


Tekst genialny w swojej prostocie, ale i cóż z tego, jeśli najczęściej dopiero po czasie, po zmarnowaniu ogromnych sił i środków orientujemy się, że walczyliśmy o coś, co było, jest i najprawdopodobniej na zawsze pozostanie zupełnie poza naszym zasięgiem, że z aroganckim brakiem pokory próbowaliśmy odmienić rzeczywistość według własnego widzimisię, narzucić Losowi, Przeznaczeniu, Bogu, naszą własną wolę.


Momentami przypomina to chłopczyka, który tupie ze złości pod sklepem z zabawkami, domagając się autka, które ma dostać już, zaraz, natychmiast. Żałosny widok, zwłaszcza wtedy, gdy tupiącym okazuje się człowiek dorosły.


Może i jest faktem, że radować się życiem jest trudno - niektórzy mówią nawet o padole łez - ale jeśli nawet jest to prawdą, to nie znaczy jeszcze, że radość życia jest zupełnie nieosiągalna. Wielu przykrych uczuć (cierpienia) rzeczywiście nie jesteśmy w stanie w życiu uniknąć, ale z pełnym przekonaniem twierdzę, że większość z nich fundujemy sobie jednak sami, niejako na własne życzenie. Jak przestać to robić?


Czas na rozwiązania…

  • Jest takie powiedzenie: "Jeśli chcesz rozbawić Pana Boga, to opowiedz Mu o swoich planach". Nie uważam (chyba odmiennie niż wielu Polaków), że - świadczy ono o Bogu i jest dowodem na brak elementarnej wyrozumiałości życzliwości z Jego strony. To powiedzenie dotyczy raczej mnie samego. Tak, to ja przecież produkuję w swojej głowie kolejne elementy koncertu życzeń, ale na myśl mi nie przyjdzie zapytać o Jego wolę i ewentualne plany wobec mnie.
  • Moje prywatne motto życiowe, które wymyśliłem dawno temu w dość szczególnych okolicznościach: "Planuj działania, a nie efekty!", a więc nie żyj pod presją wyniku. Jego wyjątkowego znaczenia w zakresie redukcji życiowych rozczarowań tłumaczyć chyba nie trzeba.
  • Wreszcie bezsilność i bezradność. Subtelna różnica znaczeniowa między tymi pojęciami zaciera się już w powszechnej świadomości. Często słowa te stosowane są zamiennie, nawet ich definicje słownikowe są coraz bardziej zbliżone, tym niemniej zdolność do uchwycenia różnicy między nimi nadal jest dla mnie ważna. Do czego, po co? Ano po to, żebym nie cierpiał. Cierpienie, w tym przypadku, to pewien skrót myślowy i oznacza wszelkiego typu uczucia i emocje nieprzyjemne, których zdecydowanie wolałbym nie doświadczać.
  • Różnicę pomiędzy bezsilnością, a bezradnością najłatwiej jest wyjaśnić na przykładzie pogody. Nie potrafimy (przynajmniej jeszcze nie) sterować pogodą, wobec kaprysów aury jesteśmy zupełnie bezsilni. Pada deszcz, na przykład, i kompletnie nic nie możemy z tym zrobić, w żaden sposób nie potrafimy tego faktu zmienić. Ale przecież nie jesteśmy bezradni - rozwiązaniem (radą) jest stosowny strój, parasol, kalosze.

Przez pół życia marnowałem siły i środki, próbując zmienić te elementy rzeczywistości, na które nie miałem żadnego wpływu, a przynajmniej nie godziłem się z nimi: położenie geopolityczne mojego kraju, jakieś normy prawne, przekonania i postępowanie innych dorosłych ludzi, pogodę… A tak, pogodę również! Bo czy nie "modliłem się" z wściekłością, która aż bulgotała w gardle, by Bóg sprawił, żeby przestało padać, bo przecież zaplanowałem sobie grilla? W tym samym czasie bardzo często zakładałem, że jestem bezradny w sytuacjach, w których nie było to prawdą. Zaślepiony walką z rzeczywistością, nie widziałem dostępnych rozwiązań i niewykorzystanych jeszcze możliwości.


Pewnego razu, gdy z goryczą wymieniałem kolejne działania, jakie podjąłem, pragnąc udowodnić mojemu rozmówcy, że w jakiejś tam sprawie zrobiłem absolutnie wszystko, co w ludzkiej mocy, usłyszałem spokojnym tonem zadane pytanie: "A czy zapytałeś kogoś o radę, czy poprosiłeś drugiego człowieka o pomoc?" Długo stałem z rozdziawioną gębą, zanim zrozumiałem, że na takie działania nie pozwalała mi duma i pycha.


Boże, udziel mi mądrości, bym potrafił odróżniać bezsilność od bezradności i pokory, bym nie musiał uczyć się jej przez cierpienie i bycie poniżonym…

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.8

Liczba głosów:

147

 

 

Komentarze użytkowników (35)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~wnerwiony 00:30:14 | 2015-03-11
Ja też stwierdziłem, że proszenie Boga o cokolwiek nie ma sensu. Po co mam się przed kimś płaszczyć i o coś prosić. Przestałem się modlić. Nie mam za co dziękować, nie proszę o nic i za nic nie będę przepraszał. A mimo to słucham porad innych ludzi, staram się do nich dostosować i nie wychodzę na tym dobrze. Łapię co jakiś czas kontuzje, łażę po lekarzach, którzy mi niewiele pomogą, tylko odsyłają albo na jakieś badania które niewiele wyjaśniają, albo chodzę na kolejną rehabilitację, która nic nie daje (uraz barku uchodzi za jeden z cięższych do wyleczenia). Nie wiem, niby mam rodziców, mam dom, dostałem się na prestiżową uczelnię, nie mam zbyt wielu znajomych (zazwyczaj byłem przez chamów i sqrwli odpychany), nie nawiązuję jakiś głębszych relacji z ludźmi, nie mam dziewczyny i jestem niezadowolony ze swojego położenia (a już rodzice na mnie najeżdżają, że nie szukam sobie pracy i nie mam dziewczyny). Nie wiem czy będę kontynuował karierę zawodową w obranym wcześniej kierunku, czuję straszną niechęć wobec tego co robię. Szukanie pracy wzbudza u mnie obrzydzenie. Prosiłem Boga o jakąś pomoc, jakąś sugestię żeby mnie jakoś nakierował. Ale on ma mnie w de. No to ja go też mam w de. To może jest właśnie ta sugestia? Bo jak się za kogoś modlę to jeszcze posłucha, ale jak ja o coś proszę to chyba tylko jedną prośbę wysłuchał. Miałem 6 drugich terminów do zaliczenia co było dla mnie traumatyczne. Na szczęście wszystkie zaliczyłem, ale nie zupełnie w uczciwy sposób. Od tego momentu postanowiłem być uczciwym i już nie oszukiwać. Jak nawalę to płacę za swoje niedomagania.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~rozczarowany 03:15:06 | 2014-11-04
"Tekst genialny w swojej prostocie, ale i cóż z tego, jeśli najczęściej dopiero po czasie, po zmarnowaniu ogromnych sił i środków orientujemy się, że walczyliśmy o coś, co było, jest i najprawdopodobniej na zawsze pozostanie zupełnie poza naszym zasięgiem"...co do Jan 15.7. Skonczylo sie u mnie! NIgdy wiecej Jezusowi nie zaufam w Jego slowa. Papiez ostatnio powiedzial..."Bog nie ma magicznej rozczki", ale ma slowo, slowo ktore zawiodlo po calosci! Nigdy wiecej nie zaufam. Dziekowac bede do konca moich dni, ale juz nigdy nie poprosze! Bo to nie dziala !!!!

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tomasz 11:31:47 | 2014-07-28
świetny tekst, świetne rozważanie. zapewne nie planowałe(a)ś efektu, ale dociera do mnie to. faktycznie: niby jesteśmy dorośli, a wydzieramy się pod "kioskiem" życia jak rozkapryszony dzieciak. hej. pozdrawiam, trzym się ciepło :) tomasz

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kicikici 19:01:14 | 2014-07-17
'Kiedy mówisz'
Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij ze jesteś gdy mówisz że kochasz
Jan Twardowski, 1988
:)

Oceń 10 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~... 18:59:23 | 2014-07-17
Każdy chciałby cieszyć się życiem beż względu na to co nas spotyka, umieć się śmiać z porażek i niepowodzeń, niestety prawda jest taka, że jest to bardzo trudne. Dlatego właśnie ludzie tacy jak np. Nick Vujicic są tak podziwiani za swoje podejście do życia i stają się inspiracją dla innych. Oby więcej takich ludzi :D

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

ard_wroc 15:34:09 | 2014-02-03
Bardzo dobry tekst Meszuge. 
Czytam wiele komentarzy mówiących o biednych afrykańskich dzieciach albo bitej przez alkoholika zone i dzieciach. Co one zawiniły, co one mają zrobić, jak się poddać i uznać bezzsilność wobec sytuacji i zaufać Bogu? Otóż ja mam mówić tylko o własnych przeżyciach i swoich traumach ( a takowe też mam). Nie filozofować i nie wymyslać mozliwych sytuacji. Nie udawać, że wczuwam się przeżycia całego swiata, bo tak nie jest. Wiem, zgodnie z tekstem autora, że pomimo trudnych przeżyć, czasem niezawinionym mogłem postepowac inaczej. Nie bić się z koniem jak to sie mawia. O tym jest ten tekst.

Oceń 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Rudera 20:15:21 | 2014-01-14
Swietny tekst, wlasnie czegos takiego potrzebowalem na dzis! Dzieki! Z Bogiem!

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ecce homo 23:35:24 | 2014-01-10
 Nie ma sytuacji powodującej cierpnienie, wszystko zależy od podejścia. Napradę tak uważam. Ta sama sytuacja, te same warunki jedną osobę mogą zrzucić na dno rozpaczy a dla innej być sytuacją w której można normalnie funkcjonować

...
Pycha przez Ciebie przemawia i samozadowolenie. Chyba jest ci za dobrze?

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~teraz ty. 13:58:07 | 2014-01-10
Coś mi w tych komantarzach zaczyna "śmierdzieć", że niby cierpienie jest czymś, hm nazwę to - złym? Tak przynajmniej wynika z komentarzy. Nie twierdzę, że należy go nie unikać, jednak cierpienie ma sens! Niezależnie od tego czy "sami je sobie fundujemy" czy nie. A dopiero co z tym cierpieniem zrobimy to już inna sprawa jak słusznie zauważyła Agnieszka. Nie chodzi o uniknięcie cierpienia jeśli się "odpowiednio nastawię do sprawy" ale odpowiednie jego przeżycie.

...Wobec tego życzę ci raka oraz pary innych chorób i żebyś wzorowo to przeżywał włącznie z innymi licznymi nieszczęściami. Kolej na ciebie.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Meszuge 17:47:19 | 2012-02-07
cytowana modlitwa, to modlitwa Marka Aureliusza (!) pliiiijz , KTO sprawdza te artykuły?


Droga Agato, obawiam się, że to tylko romantyczne fantazje. Polecam stronę poświęconą historii tej modlitwy: http://www.aahistory.com/prayer.html  oraz informację o niej w angielskiej Wikipedii: http://en.wikipedia.org/wiki/Serenity_Prayer 

Za czasów panowania Marka Aureliusza na porządku dziennym było prześladowanie chrześcijan. Po śmierci został on uznany za boga. Pochowano go w Mauzoleum Hadriana. Zwracam na te fakty uwagę dlatego, że jeśli Marek Aureliusz był wierzący, to raczej modlił się do bogów rzymskich, a więc nie miał żadnego powodu, by używać zwrotu "Boże". 

Oceń 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook