Życie to poligon. Nie ma miejsca na słabości. Kłopoty DDA

(fot. shutterstock.com)

Perfekcjonizm, nadmierna kontrola oraz udawanie zawsze dzielnej i mocnej osoby to u DDA cechy silnie rozwinięte. Wszystkie te postawy mają wspólne źródło: strach przed okazaniem słabości i popełnieniem błędu. W rodzinie alkoholowej błędów się nie wybacza, a na łzy - oznaki cierpienia i uczuć - nie ma miejsca.

 

Nieprzewidywalne zmiany sytuacji, wynikające z koncentracji uzależnionych lub współuzależnionych rodziców na problemie alkoholowym oraz ich niestabilnych nastrojów, wywołują w dziecku rosnące poczucie zagrożenia i niepewności. Z czasem uczy się ono przejmować odpowiedzialność za członków rodziny i inne osoby, by mieć wszystko pod kontrolą i w ten sposób próbować sobie zapewnić choćby minimalne bezpieczeństwo. Te wyuczone w dzieciństwie zachowania nieświadomie kontynuuje w życiu dorosłym.

 

Kontroluję cały świat


Silna, nigdy niezaspokojona potrzeba kontrolowania wszystkiego o mało nie rozbiła mi małżeństwa. Po kilku latach ciągłego “ręcznego sterowania", wydawania poleceń i osobistego sprawdzania każdego drobiazgu moje zachowanie wywoływało u męża wściekłość, a ja nie potrafiłam z tego sposobu postępowania zrezygnować, gdyż natychmiast traciłam poczucie bezpieczeństwa i wpadałam w nieprzyjemny niepokój. Mój perfekcjonizm zaś powodował, że nic, co zrobił mąż, nie wydawało mi się wystarczająco dobre. Ciągle go krytykowałam. Udowadniając mu, że jest nieudacznikiem, sama udawałam osobę doskonałą, “bez trwogi i skazy". Była to dokładna odwrotność tego, kim byłam naprawdę! Czułam się sama ze sobą tak fatalnie, że potrzebowałam poniżać męża, by poprawić mój obraz we własnych oczach. Na szczęście w pewnym momencie “uderzyłam o dno": cierpienie zmusiło mnie do przyznania, że potrzebuję pomocy, i poszukania jej. Czekała mnie długa i ciężka praca nad zmianą zachowań, ale opłaciło się - moje małżeństwo i relacje z innymi ludźmi są dziś lepsze niż kiedykolwiek.


Lęk przed ujawnieniem swoich słabości i problemów może u niektórych osób osiągać poziom paniki i przerażenia. Dorosłe dzieci alkoholików mają bowiem wpojone przekonanie, że muszą być doskonałe, by miały “prawo do życia" wśród “normalnych ludzi". Sandra D. Wilson słusznie zauważa, że jeśli ktoś ma tak zniekształcone postrzeganie rzeczywistości, to kwestia ta staje się dla niego wręcz sprawą życia i śmierci.
Lekarstwo na te wszystkie lęki jest jedno: chrześcijańska słabość, będąca odpowiedzią człowieka na Bożą miłość.

 

Słabości nie są dla mnie


Kluczową rolę tak pojmowanej słabości dostrzegł fiński terapeuta i teolog protestancki Tommy Hellsten, autor bestsellera "Wsparcie dla dorosłych dzieci alkoholików. Hipopotam w pokoju stołowym". Kolejną książkę, o znaczącym tytule "Odwaga poddania się", poświęcił on właśnie chrześcijańskiej słabości. Zauważył w niej, że na słabość może sobie pozwolić tylko osoba otoczona miłością. Miłość akceptuje autentyczne ja kochanego człowieka i pozwala mu być tym, kim rzeczywiście jest. Słabość, bezsilność nie szokuje jej ani nie odstrasza. Natomiast bez ochrony miłości (własnej i ze strony innych ludzi) człowiek boi się okazać słabość, gdyż traktuje ją jako ułomność czy oznakę porażki. W konsekwencji zaczyna budować fałszywe fasady i mury odgradzające go od siebie samego i od innych.


Dlatego tak ważna dla rozwoju osobowego człowieka jest pokora. (Oczywiście chodzi tu o rzeczywistą chrześcijańską pokorę, czyli umiejętność stanięcia w pełnej prawdzie o sobie i swojej słabości, a nie typowe dla dorosłych dzieci alkoholików poczucie niskiej wartości!) Pokora, dzięki uświadomieniu człowiekowi jego słabości, otwiera go na miłość — czyli na to, czego potrzebuje on najbardziej. Miłością tą jest Bóg, kochający człowieka nie pomimo jego słabości, ale właśnie z ich powodu. Wzrastanie oznacza w istocie stawanie się coraz mniejszym i coraz głębiej świadomym swej bezsilności, a prawdziwa siła zaczyna się od przyznania się do słabości. Podobnie przyznanie się do choroby jest początkiem uzdrowienia; wskazuje na to sam Jezus, gdy mówi, że to nie zdrowi potrzebują lekarza, ale ci, którzy się źle mają.

 

Odpuść sobie

 

Słabość jest źródłem miłości. Trudno przecież kochać kogoś, kto jest silny, samowystarczalny, zarozumiały. Wypływa z niej także wiara. Wiara przyjmuje naszą bezsilność i akceptuje zależność od innych. Boga nie można kontrolować, nawet za pomocą religii; łączność z Nim możemy mieć tylko o tyle, o ile gotowi jesteśmy zgodzić się na naszą bezbronność. Możemy do Niego mówić i słyszeć Go tylko wtedy, gdy będzie suwerenem, nieprzeniknionym, tajemnicą. Tommy Hellsten odważa się nawet powiedzieć, że ostateczna słabość człowieka, jaką jest śmierć, jest jednocześnie ostatecznym zwycięstwem życia, jego triumfalną kulminacją. Śmierć jest chwilą całkowitej utraty kontroli, całkowitej bezradności i poddania się. Odziera ze wszystkiego, co niekonieczne, pokazując, co jest naprawdę cenne i trwałe: tylko to, co ją przetrwa. Przyznając się do słabości, człowiek wkracza w życie poprzez śmierć.

 

Bóg pragnie naszej słabości. Często zaślepia nas przekonanie, że Bóg jest z nami tylko w chwilach siły, niezależności, sukcesu. Taka postawa prowadzi do przekonania, że człowiek uzyskuje życie wieczne dzięki określonym działaniom i zachowaniom. Jest w niej coś z ateizmu, bo zasadza się na ułudzie, że możemy poradzić sobie sami, bez Boga. A to nieprawda. Istnieje model świętości chrześcijańskiej polegający na twardej i bezwzględnej walce ze swoimi wadami. Tą drogą szło w przeszłości wielu świętych. Jednak dla dorosłych dzieci alkoholików, przy ich skłonności do perfekcjonizmu, jest on ryzykowny — może je łatwo wprowadzić na rafy zdobywania doskonałości i świętości na własną rękę. 

 

Bądź gotwy do współdziałania z Bogiem

 

Taka postawa grozi utwierdzeniem w samozakłamaniu, prowadzi do faryzejskiej pychy i zamiast otwierać na bliźnich i na uzdrawiające działanie Boga - zamyka w błędnym kole izolacji i rozpaczy. Dla tych osób znacznie lepsza jest droga św. Teresy od Dzieciątka Jezus, zasypiającej na porannych modlitwach i szukającej “małej drogi" prowadzącej do nieba - drogi dla tych, którzy są zbyt mali, by piąć się po stromych schodach doskonałości. Podobne podejście pokornego uznawania swoich słabości, wad i błędów prezentuje program Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików. Lubią oni powtarzać: “Daj sobie spokój i pozwól Bogu".

 

Kroki szósty i siódmy tego programu (w wersji dla dorosłych dzieci) brzmią: “Staliśmy się całkowicie gotowi do współdziałania z Bogiem w wyzbyciu się szkodliwych i nieskutecznych zachowań" oraz: “Zwróciliśmy się do Boga w pokorze, aby dopomógł nam usunąć nasze braki". Ludzie żyjący programem Dwunastu Kroków są świadomi, że niezależnie od tego, jak bardzo będą się starali, nigdy nie zdołają wyzbyć się wszystkich negatywnych myśli i nieskutecznych zachowań. Rozwiązanie jest proste: trzeba uznać swoje ograniczenia i pokornie prosić Boga o pomoc. Rezygnacja z “ręcznego sterowania" otwiera przestrzeń na działanie Boga, który może nasze szkodliwe zachowania przekształcić w pozytywne. Na przykład czyjeś nieuporządkowane i źle wykorzystywane skłonności przywódcze Bóg może tak przemienić, aby zaczęły innym ludziom służyć, a ich posiadaczowi przynosiły radość z czynienia dobra. Powierzanie takich chorych miejsc leczącemu działaniu Boga jest kluczowym elementem procesu zdrowienia i uświęcenia.

 

Przeczytaj też Ja, znaczy nikt 

 

Fragment pochodzi z książki "Wędrówka do wolności", autorstwa Dominiki Krupińskiej. 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.85

Liczba głosów:

13

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook