Od ponad 30 lat jestem żoną alkoholika

Miłujcie się
(fot. shutterstock.com)

Uzależnienie mojego męża rozwijało się przez lata, ja jednak jakoś tego nie zauważałam. Żyłam z nim, wspólnie wychowaliśmy trójkę dzieci, lecz ciągle obecny przy tym, wciąż tuż obok, był mój wróg numer jeden - wódka. Z biegiem lat było coraz to gorzej: mąż zrezygnował z jednej pracy, potem z kolejnej. W końcu uznał, że mając prawo do wcześniejszej emerytury, nic już nie musi robić.


Bardzo chciałam mu pomóc. Dziś jednak już wiem, że wszystkie moje działania zamiast pomagać - szkodziły. Robienie mu awantur, gdy się spóźniał i wracał pijany, przeszukiwanie jego kieszeni, szafek, garażu i wylewanie znalezionego tam alkoholu, ukrywanie przed otoczeniem skutków jego picia, naprawa rozbitego po pijanemu samochodu… Mogłabym tak wymieniać bez końca. Przez to wszystko to ja myślałam, jak uchronić go przed skutkami jego choroby - on nie musiał się już o to martwić. Nie miał też powodu, żeby chcieć wytrzeźwieć...


Dwukrotnie był na terapii w ośrodku zamkniętym, jednak pomoc, którą tam uzyskiwał, porzucał po dwóch - trzech miesiącach, nie czyniąc żadnych konstruktywnych kroków, w tym w szczególności nie podejmując kontaktów ze wspólnotą Anonimowych Alkoholików.


Ja do klubu Al-Anon trafiłam w jednym celu: chciałam mu pomóc, chciałam znaleźć receptę na jego życie; chciałam się dowiedzieć, co zrobić, żeby on przestał pić. Przez trzy lata chodziłam koło drzwi, za którymi zbierała się wspólnota Al-Anon. Wpatrywałam się w wywieszkę z terminami spotkań. Odchodziłam i znów mnie coś przyciągało - chyba moja bezradność i poczucie, że już sobie nie poradzę…


Wreszcie, ponad dwa lata temu, weszłam w te "straszne" drzwi - z poczuciem zagubienia, bezradności i wstydu. "Jak to - myślałam sobie wtedy - to ja, kobieta z wyższym wykształceniem, pracująca na odpowiedzialnym stanowisku, mam się przyznać, że nie radzę sobie z życiem, że mój mąż jest alkoholikiem i że nie potrafię mu pomóc?"… I jeszcze ta niepewność: "Kogo tam spotkam? Żony alkoholików? Czy znajdę z nimi wspólny język? Jak one mogą mi pomóc?"…


To jednak, co zastałam w swoim klubie, i to, czym zostałam w nim obdarowana, to prawdziwy cud. Spotkałam tam kobiety poranione duchowo - a czasami i fizycznie - przez alkoholików. Przyjaciółki, które od pierwszego słowa, od pierwszej mojej łzy wsparły mnie i wskazały mi sposób rozwoju w mojej sytuacji. Dowiedziałam się od nich, że alkoholizm jest chorobą nieuleczalną i śmiertelną. Że nie znajdę recepty na to, by zmienić swojego męża. Że mogę - i muszę - zmieniać tylko siebie, a zmieniając siebie - wpływać na swoje otoczenie, w tym na pijącego męża i na poranione dzieci.


Dzięki tym naszym cotygodniowym spotkaniom wciąż się czegoś uczę. Nikt mi nie mówi, co mam robić: każda z nas wypowiada na mityngu tylko swoje własne przeżycia i doświadczenia. Mówię o tym i ja. Czasami z uśmiechem, a czasami z gardłem ściśniętym szlochem… Wciąż na nowo się otwieram na modlitwę o pogodę ducha: "Boże, daj mi pogodę ducha, abym zgadzała się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagę, abym zmieniała to, co mogę zmienić, i mądrość, abym umiała odróżnić jedne sprawy od drugich". Czasem mówię to samo swoimi słowami: "Boże, uchroń mnie od niepotrzebnego wikłania się w sprawy, na które nie mam wpływu. Pomóż mi się od nich odsunąć na bezpieczny dystans, abym nie została po raz kolejny poraniona. Boże, pomóż mi w tym, abym nie przeoczyła spraw, które zależą ode mnie i w które ja powinnam wkroczyć ze swoim działaniem.

 

Pomóż mi, abym nie zostawiła bez pomocy nikogo, komu mogę pomóc. Boże, obdarz mnie swoją mądrością, abym odróżniała sprawy, które wymagają mojego działania, od tych, na które nie mam wpływu".


Byłam już i na pielgrzymce w Licheniu, i na rekolekcjach w Rokitnie, na wielu spotkaniach w klubie i kościele, przeszłam terapię współuzależnienia. Wszystko to dzięki swoim koleżankom z klubu, które stały się moją rodziną.

 

Wiem, że takiego wsparcia, jakie znajduję wśród nich, nie znajdę nigdzie indziej. Wiem, że gdybym stanęła w środku nocy pod drzwiami którejkolwiek z nich i zapukała, znajdę tam pomoc, zrozumienie i otwarte serce.


A jeśli chodzi o moje relacje rodzinne z alkoholikiem, to obecnie staram się odizolować od choroby, pomimo że pozostaję nadal z tym kochanym człowiekiem pod jednym dachem. Uświadomiłam sobie również, że moja choroba bardzo zbliżyła mnie do Boga. Nie wiem, jaka byłaby moja wiara, gdyby nie to, że wciąż się modlę o uzdrowienie swego męża na ciele i duszy. Modlę się o jego nawrócenie, bo choć wychowany w rodzinie katolickiej, toczy prywatną wojnę z Panem Bogiem. Modlę się, wiedząc, że to nie moja wola, ale wola Pana zadecyduje o naszej dalszej przyszłości.


Ogromnym wsparciem jest przy tym dla mnie widok rodzin trzeźwych alkoholików. Kochające się małżeństwa, które przetrwały koszmar pijaństwa, nie rozpadły się, a teraz na mityngach, rekolekcjach czy pielgrzymkach dają świadectwo, że jest to możliwe, że wielka jest łaska Pana Boga, a Jego ścieżki nieznane. "Boże, użycz mi pogody ducha…"…

Teresa, żona alkoholika

 

Źródło: Co zrobić, by przestał pić?

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.95

Liczba głosów:

41

 

 

Komentarze użytkowników (52)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

marekkrawczynski 15:11:00 | 2019-05-17
Alkoholizm to bardzo ciężka choroba, często lekcewarzona na wczesnym stadium uzależnienia, osoby uzależnione sa nie przyjemne i często nie kontrolują swoim zachować. Jeśli ma ktoś w rodzinie taką osobę, same obietnicy poprawy nie wystarczą, warto wysłać kogoś na specjalistyczne leczenie alkoholozmu (np. tutaj) mogą pomóc pokonać nałóg. Trzymam za wszystkich czciuki :)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~sab.ada 01:08:21 | 2017-12-11
Pani Inko! wreszcie natrafiłam na bratnie podejście do akoholizmu.Co może zrobić kobieta zwłaszcza w małej miejscowości gdzie instytucje udają że pomagają bo w rzeczywistości nic nie mogą.Nie mozna nikogo zmusić do leczenia. Żeby męża zmusić na wizyty w poradni aa to dzielnicowy policjant przychodził dwa razy do mnie czy ja na pewno tego chcę.Porażka. Mąż pochodził pare razy i stwierdził, że to nic mu nie da a jak go wyślę na przymusowe leczenie to i tak ucieknie.Nie robiłam tajemnicy z alkoholizmu męża, przestałam sprzątać, prać ignorowałam jego zachowania alkoholowe, ale przy wspólnym zamieszkiwaniu z alkoholikiem nie da się  przechodzić obojętnie obok otaczającej rzeczywistości. Wnuczki przecież garną sie do dziadków trzeba czasami to ogarnąć. Jak można zadbać o siebie kiedy z łazienki i pokoju męża przenika odór smrodu i ogromny żal za zmarnowane życie. Odejść gdzie po 40 latach wspólnego dorobku skąpego ale zawsze. Na oczach reszty życia niszczy się to co zostało tak ciężko zbudowane. Dlatego każdemu młodemu radzę, że jeżeli jest problem z nałogami partnera to trzeba to przeciąć jak najprędzej na nic nie liczyć. W moim przypadku nie pomogły ani modlitwy ani porady psyhiatrów z doktoratem.Serdecznie pozdrawiam wszystkie ż
ony alkoholików

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

bhruby 17:30:24 | 2016-12-27
przeżywam to od 27 lat

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

karolinamichalska678 13:52:02 | 2016-06-03
Sama piłam, więc wiem jak ten nałóg niszczy życie. Zdecydowałam się na terapię. Trafiłam na Chmielną w Warszawie do Macieja Żurka, który pomógł mi zmienić moją postawę. Przestałam pić, zrozumiałam, że niszczę sobie życie i pora z tym skończyć. Terapia okazała się nardzo przydatna.

Oceń 6 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Grazyna 00:08:54 | 2015-04-09
Jesteś wspaniała,
To, że żyjesz tak długo z mężem alkoholikiem pod jednym dachem, świadczy o Twojej silnej wierze i wytrwaniu. Bardzo ważna jest modlitwa do Boga. To ulecza duszę i psychikę. Ten artykuł dał mi dużo wsparcia i nadzieji, że jest szansa na wyleczenie drugiej osoby. Tak trzymać. Dziękuję

Oceń 3 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~do Naiwnej 20:47:28 | 2014-01-22
Naiwna,
nie idź na żadną ławkę w parku, tylko łap za telefon i tu zadzwoń:
http://www.pogotowieduchowe.pl/

pomogą Ci na pewno!

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Naiwna 20:28:48 | 2014-01-22
Mam dosyć,jestem w matni i szponach bezsilności.Mój ojciec pił ,odkąd sięga moja pamięć,to był koszmar,bo to był typ człowieka który pod wpływem alkoholubył typem tyrana.Nie raz z siostrą i mamą spałyśmy na strychu,lub siedząc w kuchni jak myszy pod miotłą aby go nie zbudzić.Potem wyszłam za mąż.Mąż lubił piwo.Z czasem zacząłlubić je coraz bardziej.Ostry alkoholizm trwał 20lat.To prawda że nie był agresywny,ale w domu była bieda,wynoszenie i sprzedawanie co cenniejszych rzeczy.Byłam strażnikiem naszego domu aby to wszystko się nierozpadło.Ale kiedy byłam w pracy niebyło kontroli.Zachorowałam na raka piersi.To oczywiście nie było momentem wstrząsowym dla męża.Często gęsto musiałam radzić sobie sama.Potem przyplątały się inne choroby,kłopoty z zębami ,cukrzyca,nadciśnienie,naświetlania,chemia,no i wciągu 3 miesięcy 4 operacje.A gdzie był mój mąż,różnie,czasami w szpitalu.No i kiedy byłam u kresu stał się cud,mążsamz siebie poszedł się leczyć,fakt niedługo bo 3-4 miesiące chodził na terapie,ale był trzeżwy 6 lat.Kiedy on skończył zaczęłam ja,piłam ,byłam pewna że mogę,że on nie zacznie.Nie wiem dlaczego zaczęłam.Obudziłam się kiedy zobaczyłam go ponownie pijanego.Zaczęło się wewrześniu.Obecnie mam 5 zł na koncie i debet na trzech kartach którymi dysponuje mąż.I nagle dotarło do mnie że wraca życie sprzed sześciu lat,a ja tego nie chcę.Dobrze że idą mrozy,pójdę gdzieś do parku,na ustronną ławkę i zasnę,bo bardziej od śmierci boję się tamtego życia,a właściwie to nie tyle się boję co nie chcę tak żyć.Pa kochani trzymajcie się mocno życie płata okrutne figle.

Oceń 6 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~INKA 01:32:43 | 2013-11-24
Zgłębić problem alkoholizmu, w którym wielu rodzinom przyszło żyć nie jest łatwo, a zwłaszcza wtedy kiedy problem jest nam znany czysto teoretycznie. Podstawowe tzw., potrzeby wyższe człowieka to miłość, akceptacja, poczucie bezpieczeństwa, a w tym dorobek życia, dach nad głową i niejednokrotnie wiele wspólnie przeżytych lat, no i jak w moim przypadku - sakramentalne TAK. Alkoholik nie zawsze musi bić, wynosić z domu i sprzedawać wspólne dobra.Wystarczy że pije i nie obchodzi go życie rodzinne, wychowanie dzieci, podejmowanie ważnych decyzji, załatwianie codziennych spraw związanych z organizacją życia rodzinnego. Wystarczy że zarasta brudem bo się nie myje, ma grzybicę paznokci, zapalenie uszu, marskość wątroby i wtedy naprawdę żyć się odechciewa bo jak żyć jak w domu czuć nieprane skarpety, a kuchnia po alkoholowych inspiracjach kulinarnych wygląda jak pobojowisko, a pies sika po przedpokoju bo alkoholikowi wydaje się że był z psem na spacerze? Życie z alkoholikiem jest koszmarem, a na pomoc Państwa RP nie można liczyć, bo alkoholik musi wyrazić zgodę na leczenie - to jest śmieszna farsa prawna, która zmusza kobiety do trwania przy alkoholikach, wychowywania w jego obecności dzieci. To prawo należy zmienić, a może wtedy niejeden alkoholik zastanowi się nad swoim życiem!!! Prawo w Polsce pozwala alkoholikom rosnąć w siłę, a rodzina jest spychana w kąt - bo alkoholik ma prawo pić - alkohol jest sprzedawany nawet osobom nie trzeżwym, na stacjach benzynowych itp., itd to temat rzeka, a alkoholizm jest i będzie.

Oceń 10 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wand8888 21:01:17 | 2013-08-28
Cześć ja też jestem córką alkoholika , w zupełności rozumiem co każdy z was przechodzi . Dokładnie wiem , co czujecie , jak bardzo to wszystko dotyka rodziny. ta niepewnosc w jakim nastroju wroci z pracy , czy tego dnia bedzie trzezwy ? Kłoci sie ze wszystkimi te  awantury i raz na jakis czas porzadna akcja... 

Oceń 4 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~lek 14:56:23 | 2013-02-13
Alkoholizm jest chorobą i nikt z komentujących tutaj nie może temu zaprzeczyć.




Ja sam jestem z rodziny alkoholowej i nie piję alkoholu bo mam do niego wstręt, ale mam chorobę psychiczną nerwicę lękową z depresjami. Niestety nie założe własnej rodziny, bo jestem ciężko chory psychicznie. Nie dam rady być mężem i ojcem.

Oceń 8 4 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook