Przestań się bać!

Przestań się bać!
(fot. shutterstock.com)
Logo źródła: TakRodzinie Agnieszka Zawisza / slo

"Nieskuteczne, zacofane, nienaturalne" - tak często określa się propagowane głównie przez środowiska kościelne i ekologiczne naturalne metody rozpoznawanie płodności i planowania rodziny.

"Nieskuteczne", bo czy nie wystarczy spojrzeć na liczbę dzieci w rodzinach metody te stosujących, by przekonać się o ich zawodności? Paradoksalnie "nienaturalne", bo przecież popęd seksualny to zdrowa reakcja fizjologiczna i w imię czego mielibyśmy jego realizację w małżeństwie ograniczać, stosując tzw. okresową wstrzemięźliwość? "Zacofane", bo przecież postęp technologiczny to zaawansowany sprzęt czy inne chemicznie lub farmakologicznie modyfikowane "dopalacze", a zwykły termometr się przecież w tych kategoriach nie mieści.

Jak jest naprawdę? Oto kilka refleksji praktyka (od ponad dziesięciu lat), a od niedawna także teoretyka naturalnego rozpoznawania płodności (NPR) według metody prof. J. Rötzera.

Blaski

Przyjaźń z ciałem

NPR to obserwacja i czytanie w ciele własnym i współmałżonka jak w otwartej książce. Wsłuchuję się w głos mojego ciała, rozumiem, co się w nim dzieje, i do tego cyklicznego rytmu dostosowuję moje zachowania. Nie ingeruję, nie zaburzam, nie blokuję, nie niszczę. Szanuję moje ciało i moje zdrowie. Antykoncepcja hormonalna wkracza, by przejąć kontrolę nad ciałem, podporządkować je i oszukać. Paradoksalnie zadaniem środków wpisanych do rejestru leków jest w tym przypadku to, co zdrowe, zniszczyć. To już nie przyjaźń z własnym ciałem, ale dyktatura. Jednak ciało, tłamszone i zatruwane, zaczyna się buntować, a efekty uboczne nie dają na siebie długo czekać. A płodność, niechciana, gwałcona i przez wiele lat skutecznie blokowana, coraz częściej ulega zahamowaniu nie czasowo, lecz na stałe. Metody naturalne to bezsprzecznie najzdrowsze z dostępnych metod planowania rodziny, a kobieta dzięki dogłębnemu poznaniu swego ciała staje się pierwszym ekspertem w kwestii swego zdrowia.

Seks bez zabezpieczeń?

Jedność cielesna współmałżonków to moment, w którym najpełniej są razem, najdokładniej przypominają obraz Boga, który stworzył zarówno kobietę, jak i mężczyznę na swoje podobieństwo. Moment cielesnego zjednoczenia, jeśli towarzyszą mu miłość i wzajemny dar z siebie, może być jednym z najpiękniejszych wyrazów miłości małżeńskiej. Niestety, nie wszyscy pozwalają sobie na pełne przyjęcie tego daru. Mechaniczne środki antykoncepcyjne (np. prezerwatywy) to mury, które budujemy, by się zabezpieczyć. Płodność współmałżonka - nieznana, więc groźna - napawa nas lękiem, dlatego chcemy się przed nią ochronić, nie zdając sobie sprawy z tego, jak wiele na tym traci nasza jedność i bliskość. Stawiając nieświadomie znak równości między współżyciem a poczęciem, obawiamy się, że "ciążowa pułapka" czyha na nas nieustannie - i robimy wszystko, by w nią nie "wpaść". Nie zdajemy sobie przy tym sprawy z realnej kruchości kobiecej płodności, która w rzeczywistości zdolna jest do przekazania życia tylko przez jedną dobę w miesiącu…

Dziecko - darem

A czego się boimy? Któż jest tym zagrożeniem, przed którym chcemy się za wszelką cenę zabezpieczyć i ochronić? Dziecko… Czy nie wyczuwamy tu jakiejś sprzeczności? Jako matka trójki dzieci wiem, że dziecko to góra obowiązków, ale przecież także całe kilogramy miłości, chwile radości i dumy. Dziecko to dar. Małżonkowie żyjący zgodnie z naturą, podejmując decyzję o otwartości na życie, chcą uczyć się traktowania każdego poczętego dziecka jak błogosławieństwa, nawet jeśli pojawia się nie tyle w wyniku przemyślanego planu powiększenia rodziny, ile spontanicznej próby "nagięcia" reguł metody stosownie do swoich pragnień czy czaru chwili… Bo każde z naszych dzieci zasługuje na to, by być chciane…

Nie daj się rutynie

W psychologii mówi się o procesie habituacji, czyli przyzwyczajaniu się do bodźca, który nie ulega zmianie. Proces ten znacznie ułatwia nam życie, pomagając np. przyzwyczaić się do obrączki, która po kilku dniach od ślubu przestaje uwierać; w życiu intymnym może jednak grozić katastrofą. Rutyna w związku i w sypialni to podstępny, bo wkradający się niepostrzeżenie, wróg. W alkowie zwolenników NPR-u o nią jednak trudno. Tu obowiązuje przecież cykliczne czekanie na siebie, a trudno, by szybko znudził się nam współmałżonek, którego ciągle nie mamy dość… Okres wstrzemięźliwości to jednak nie tylko obrona przed rutyną, ale także szkoła czułości i bezinteresownej miłości. Jeśli mężczyznę stać na wyrażanie żonie uczucia na inne sposoby, również w czasie, gdy współżycie należy odroczyć (kiedy nie może liczyć na nagrodę za swoje wysiłki w sypialni) - jego żona czuje się naprawdę kochana.

Płodność nie jest wadą

Na temat wątpliwej skuteczności NPR-u narosło wiele mitów. A przecież dobrze wyznaczony czas niepłodności poowulacyjnej to brak szansy na poczęcie równy operacyjnemu usunięciu macicy! Tyle że każdej metody trzeba się nauczyć, a nasz wewnętrzny leń zamiast do instruktora wysyła nas wtedy do kiosku bądź do apteki… Leń bądź oporny współmałżonek. Bo NPR-u nie da się realizować w pojedynkę. Współpraca i zgoda obojga małżonków są tu nieodzowne. Żona obserwuje swoje ciało i mierzy temperaturę, mąż ją budzi, podaje termometr, prowadzi zapisy, a także trzyma swoje pragnienie na wodzy, gdy w danym momencie cyklu miłość może wyrazić się jedynie poprzez czułość. I już nie próbujemy walczyć z naszym ciałem, ale współpracujemy z nim. I to wszystko w zgodzie z Panem Bogiem, któremu nie próbujemy wmówić, że się pomylił, stwarzając nas wraz z naszą płodnością. Bóg, stwarzając naszą seksualność, powiedział, że jest dobra. On naprawdę niczego nie próbuje nam odebrać! A ponieważ jest Twórcą, zna instrukcję obsługi swego wynalazku. Jeśli będziemy zgodnie z nią działali, zminimalizujemy szanse na zepsucie mechanizmu znacznie bardziej skomplikowanego, niż nam się zdaje.

Cienie?

Systematyczność

Nie ma rozwiązań idealnych, a to, co dobre, najczęściej wymaga wysiłku. Pierwsza i podstawowa niedogodność metod naturalnych to konieczność nauczenia się ich i podjęcia systematycznego wysiłku obserwowania kobiecego cyklu. Po kilku miesiącach praktyki zarówno obserwacja, jak i pomiar temperatury wchodzą wprawdzie w krew, ale zaniedbania w tym zakresie mogą oznaczać wydłużenie okresu oczekiwania współmałżonków na spotkanie intymne lub konieczność stosowania metod "na oko", co znacznie obniża ich skuteczność i psychiczny komfort współżycia.

Nieregularne cykle

Ciało kobiece to nie maszyna. To, co wpływa na psychikę, może wpłynąć także na cykl, nie ma tu więc możliwości powrotu do kalendarzyka małżeńskiego i rezygnowania z regularnych obserwacji. Pewnych trudności nastręczają także cykle nieregularne ze znacznie wydłużonym okresem przed owulacją, w którym niepłodność jest sprawą względną.

Hormonalny doping

Kolejny problem to konieczność zmagania się z "hormonalnym dopingiem" działającym na kobietę w fazie owulacyjnej, który silnie popycha ją wtedy w ramiona męża. A tymczasem właśnie w tym czasie małżonkowie nieplanujący poczęcia nie powinni planować współżycia. Może to rodzić w kobiecej duszy poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, tym bardziej zrozumiałe, że po ustaniu owulacyjnego boomu to - wcześniej natarczywe - pragnienie fizycznej jedności ulega pewnemu osłabieniu i u niejednej małżonki trzeba je dopiero rozbudzić. Oczywiście przy świadomości zachodzących w kobiecie procesów i pewnej kreatywności małżonkowie mogą pokonać i te niedogodności. Stanowią one jednak, zwłaszcza w początkowej fazie małżeństwa, spore wyzwanie.

Brak spontaniczności

Kolejnym zarzutem wysuwanym przeciwko NPR-owi jest brak spontaniczności w życiu intymnym, bo skoro wiadomo, które dni możemy przeznaczyć na współżycie, trudno ulec magii chwili, jeśli wypada ona akurat w niewłaściwym okresie. Na początku wspólnego życia małżeńskiego nowożeńcy rzeczywiście skarżą się na brak możliwości pójścia za impulsem za każdym razem, gdy na wzajemną bliskość intymną przyjdzie ochota. Niezbyt romantyczne wydaje się też podejmowanie współżycia, nawet mimo braku "weny", tylko dlatego, że z obserwacji wynika, że to właśnie ten okres i żal by było nie skorzystać…

Mało to romantyczne, zgoda, z biegiem czasu okazuje się jednak bardzo praktyczne. Kiedy pojawiają się dzieci, mnożą się obowiązki i możliwość współżycia codziennie, którą teoretycznie daje antykoncepcja, niejednokrotnie oznacza w praktyce… systematyczny brak tegoż współżycia. Bo co chwilę wypada coś pilniejszego: goście, nadgodziny, delegacja, choroba, a to przecież nie ucieknie, jak nie dziś, to jutro. Oczywiście przydarza się to także małżonkom żyjącym według NPR-u, u nich jednak determinacja do przezwyciężania pokusy i odłożenie zbliżenia na później jest zdecydowanie większa, bo jak nie dziś, to być może dopiero za tydzień…

Niepłodność laktacyjna

Trudnym czasem dla małżeństw, w których kobieta karmi dziecko piersią, jest okres po porodzie, gdy przedowulacyjna niepłodność względna rozciąga się na czas bliżej nieokreślony. Oczywiście i tu małżonkowie mają do dyspozycji konkretne sposoby rozpoznawania płodności, ale pewien niepokój pozostaje, bo gotowość na kolejne dziecko przy jednym już płaczącym w kołysce jest zdecydowanie mniejsza.

Rozwiązania spełniające wszystkie nasze oczekiwania nie istnieją. Wzajemna tęsknota i pragnienie pełniejszej bliskości w okresie płodnym nieraz daje się we znaki. Może jednak zdrowszy niedosyt niż przesyt? Życie to nie tylko blaski. Jeśli więc nie przerażają cię NPR-owe cienie, to nic nie stoi na przeszkodzie, by rozpocząć przyjaźń ze swym ciałem i płodnością już dziś. Rozejrzyj się za termometrem i doradcą rodzinnym, poczytaj. I wreszcie przestań się bać!

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Przestań się bać!
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.