Jak być dobrą żoną?

Być mężczyzną, mężem, ojcem - dziś są to rzeczy, które wywołują dezorientację (fot. margolove / flickr.com)

Jeśli chcemy mieć najlepszych małżonków na świecie, same musimy być najlepszymi pod słońcem żonami. Nie możemy wyznaczać sobie podwójnych standardów, z jednej strony określając, jak wiele i co powinien zrobić mężuś, kiedy wróci z pracy, a z drugiej zaś, ile odpoczynku należy się mamie za to, że cały dzień spędziła z dziećmi.

 

W jednym z podręczników, wydanym w 1960 roku, pisano tak: "Jak być dobrą żoną: gdy mąż wraca z pracy, powinnaś mieć gotowy obiad; planuj, nawet dzień wcześniej, co dobrego ugotować, aby nie spóźnić się z przygotowaniem posiłku. Należy się przygotować: odpocznij przez kwadrans, a dzięki temu, kiedy mąż wróci, będziesz wyglądać świeżo. Popraw makijaż, wpleć wstążkę we włosy. On spędził dzień wśród zapracowanych ludzi. Ty bądź nieco bardziej interesująca. Po nudnym dniu być może będzie potrzebował nieco podniesienia na duchu. Postaraj się namówić dzieci, aby były cicho. Nie narzekaj, jeśli spóźni się na posiłek".

 

Mogłabym cytować dalej, ale obawiam się, że czytające to kobiety mogłyby zasłabnąć. Działalność ruchów feministycznych uwolniła naszą kulturę od tak barbarzyńskiego rozumienia relacji na linii mąż-żona. Lecz czy istotnie mamy tu do czynienia z "barbarzyństwem"? Która z nas nie chciałaby, aby tak właśnie, z takim poświęceniem potraktował nas mąż po długim i trudnym dniu, w którym zajmowałyśmy się dziećmi? Która z nas nie zareagowałaby wdzięcznością i w zamian nie chciałaby być równie miła dla męża?

 

 

W związku z tym przyjrzyjmy się historii Kathy. "Niedawno zaczęłam zastanawiać się nad trudnym dzieciństwem mojego męża i zaniedbywaniem jego samego i innych dzieci w jego rodzinie. Sprawa nie polegała na tym, że miał złych rodziców, którzy go nie kochali - zmagali się po prostu z tysiącem problemów, które ich przytłaczały. W konsekwencji jego rodzice "uciekali" z domu rzucając się na pracę, jednak cierpiała na tym rodzina. Dzieci wstydziły się przyprowadzać do domu kolegów. Zwłaszcza łazienka była powodem wielu frustracji: w umywalce było pełno włosów, wanna rzadko była czysta, a deska na muszli była popękana. Zdałam sobie sprawę, że cały mój wysiłek, aby utrzymać łazienkę w czystości, to był mój mały wkład w wynagrodzenie mężowi tego, czego dawno temu musiał doświadczać. Być może nigdy w pełni świadomie nie zastanawiał się nad tym, ale jestem pewna, że dzięki temu czuł się kochany przeze mnie - głęboko kochany".

 

Są dwa wymiary tego, jak być dobrą żoną. Z jednej strony, mąż powinien nam pomagać we wszystkim, co dotyczy domu oraz - co ważniejsze - w wychowaniu dzieci. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Matka nie powinna być zostawiona sama z podejmowaniem decyzji, które dotyczą dzieci. Jak to już zostało powiedziane, mama nie powinna patrzeć na tatę jak na mieszkającego pod jednym dachem opiekuna do dzieci, on zaś nie może traktować żony jakby była nieopłacaną niańką (i domową gosposią). Jeśli ty sama czujesz się lekceważona przez małżonka lub uważasz, że on nie docenia twojego wkładu w życie rodziny, to jest to problem, który powinien zostać rozwiązany tak szybko, jak to tylko możliwe, jeśli to konieczne, nawet przy pomocy bezstronnego arbitra.

 

Drugi wymiar problemu bycia dobrą żoną raz jeszcze nakazuje nam spojrzeć na to, co powiedziała Kathy. Musimy dokonywać wyborów w naszym małżeństwie będącym relacją, która daje życie, nie zaś je zabiera. Używanie w małżeństwie czegoś w rodzaju tablicy wyników, służącej do rozliczania obu stron, bardzo rzadko umacnia wzajemną relację. Jeśli twój mąż jest zaangażowany w życie rodziny i stara się być dobrym małżonkiem i ojcem, to jest to dla ciebie czas, aby przestać toczyć wojnę przeciwko opresyjnym, egalitarnym mężom. Jeśli żyjesz w małżeństwie, możesz mieć wyłącznie jednego mężczyznę. A jeśli ten jedyny mężczyzna dobrze wywiązuje się z obowiązków względem ciebie i rodziny, to doceń to błogosławieństwo i przestań czepiać się go wyłącznie dlatego, że jest kim jest. Zgryźliwym stosunkiem do męża, odnoszącym się do tego, co "powinien zrobić" dla rodziny, i do jego obowiązków w domu popychamy go do tego, aby przyjął postawę osoby niezależnej; wypychamy go za drzwi i jak kłody rzucamy mu pod nogi nasze macierzyństwo.

 

"Wydaje mi się, że można powiedzieć, iż nie było nigdy pokolenia mężczyzn, którzy by mieli mniej wymagań co do tego, co ich własne żony dla nich zrobią". Ruch feministyczny wpłynął na zmianę tych męskich oczekiwań prawie we wszystkich obszarach życia. Być mężczyzną, mężem, ojcem - dziś są to rzeczy, które wywołują dezorientację. Oczekujemy, że mężczyźni rozwiną w sobie wszystkie charakterystyczne dla kobiet cechy opiekuńcze, ale nie zatracą jednak cech męskich. W tym wszystkim nie możemy nie doceniać wysiłków naszych mężów. Nieustannie musimy pracować nad tym, aby zbudować lub odbudować nasz szacunek dla ich wszystkich dobrych cech charakteru.

 

Czasami - jak ma to miejsce w przytoczonej niżej historii - kobieta nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele nasi mężowie mogą zrobić; nie wie tego, dopóki nie nadarzy się realna potrzeba wykorzystania ich umiejętności. Jennifer, matka rocznej dziewczynki, opowiada takie zdarzenie: "Chciałam na wszelki możliwy sposób w pełni przygotować się do podjęcia obowiązków macierzyńskich, włączając w to weekendowe kursy w szkole rodzenia, na które miałam chodzić razem z mężem; chciałam kupić wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, jakie znalazły się na listach książek i czasopism o macierzyństwie; chciałam postępować zgodnie z sugestiami dotyczącymi żywienia, snu i zakupów; udać się do szkoły karmienia, przystosować łazienkę, skończyć remont w pokoju dziennym...

 

Mogłabym tak bez końca. Tym jednak, co stanęło mi na przeszkodzie był fakt, że nasz dwukilogramowy powód do radości bez żadnego uprzedzenia pojawił się osiem tygodni za wcześnie. Leżałam w szpitalu, nie bardzo zdając sobie ze wszystkiego sprawę. W domu panował bałagan. Szybko nauczyłam się karmić piersią, zresztą na początku nie bezpośrednio, ale odciągając pokarm. Nie mieliśmy nic, w co można by ubrać nasze dziecko, dlatego szybko, między jednym a drugim karmieniem pojechaliśmy kupić jakieś ubranka. Szybko też dostosowaliśmy się do rytmu życia dziecka, bo dziecko nie należało do najspokojniejszych i buntowało się przeciwko jakimkolwiek próbom narzucenia mu naszych pomysłów. Przez jakiś czas zakupy robili dla nas znajomi, podobnie było z gotowaniem, i to aż do momentu, gdy mąż przejął te obowiązki na siebie, przynosząc mi coś do zjedzenia bez względu na to, czy byłam głodna, czy nie.

 

Kiedy już wszystko się ustabilizowało, wówczas stwierdziliśmy, iż najważniejsze jest to, że wszyscy żyjemy i jesteśmy zdrowi. Przekonałam się też, że nie mogłam znaleźć lepszego adwokata i opiekuna niż mój mąż. Doskonale poradził sobie w tym czasie, tak trudnym dla nas. Obojętnie, czy chodziło o zapewnienie mi dobrej opieki pielęgniarskiej, zaopiekowanie się dzieckiem, pójście z nim do lekarza, kiedy ja nie mogłam tego zrobić, zadzwonić po przyjaciół lub rodzinę albo spać na niewygodnym krześle obok mojego szpitalnego łóżka - wszędzie był i wszystko robił doskonale. Być może nie wszystko mieliśmy pod kontrolą, zwłaszcza w zakresie organizacji, umiejętności i wszystkich potrzebnych nam rzeczy, lecz nie brakowało nam tego, co faktycznie było konieczne, i ostatecznie dziecko było zdrowe, a rodzina umocniła się i była bardziej zgrana, niż kiedykolwiek wcześniej".

 

Największe wrażenie robi na mnie jeden element tego opowiadania. Pisząc o swoim doświadczeniu macierzyństwa, Jennifer częściej używa zaimka "my" niż "ja". Według mnie wskazuje to na prawdziwe partnerstwo, jakie cechowało ich relację we wspólnym przeżywaniu macierzyństwa.

 

Stephanie dzieli się podobnym doświadczeniem sytuacji kryzysowej, która dała jej mężowi okazję do pokazania swoich możliwości: "Mąż bardzo szybko odnalazł się w roli ojca. Sama nie miałam możliwości kontrolowania sytuacji, bo zmagałam się z pewnymi komplikacjami i musiałam poddać się transfuzji krwi. Mąż zmienił córeczce pierwszą pieluchę, po raz pierwszy ją wykąpał... Robił wszystko. Dlatego od samego początku oboje staliśmy się rodzicami, a wszystkie obowiązki, które wspólnie dzieliliśmy w przypadku narodzin całej czwórki naszych dzieci.

 

"Kobieta, aby spokojnie mogła zaangażować się w to, co niesie ze sobą macierzyństwo, potrzebuje nie tylko żyć w zgodnym małżeństwie, lecz powinna także otrzymywać emocjonalne wsparcie od męża. Każda kobieta, która żyje w związku napiętnowanym przez chaos; związku, który nie stanowi dla niej emocjonalnego wsparcia, prawdopodobnie nie jest w stanie w pełni poświęcić się macierzyństwu". "Powinnyśmy być wielkoduszne, a nie skąpe w miłości i uwrażliwieniu na potrzeby naszych mężów. Ta nasza hojność zwróci się nam, gdy oni okażą podobny szacunek i wsparcie dla naszych macierzyńskich aspiracji".
 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.92

Liczba głosów:

137

 

 

Komentarze użytkowników (36)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Tet 13:16:54 | 2014-12-29
Wczorajsze drugie czytanie dostacza na to pytanie odpowiedź:

Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu

[Kol 3, 18 i wiele innych miejsc:)]

Oceń 19 21 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Zuza 23:04:46 | 2014-12-28
A dlaczego nikt nie pisze artykułów na temat: "Jak być dobrym mężem"? 

Oceń 15 12 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Irol 21:46:20 | 2014-12-28
feminizm i socjalizm to dwa najgorsze wymysly szatana!ze tez przyszlo mi zyc w takich czasach gdzie te zarazy panosza sie w wiekszosci swiata...:-(

Oceń 25 18 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mama 3 rozbójników 7 lat po ś 20:53:50 | 2014-01-19
polecam książkę'' Cenniejsza od perły'', a jak mąż jest niedobry to brać byka za rogi i przeczytać ''Wstrętni mężczyźni -Jay Carter naprawde warto

Oceń 4 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~dobra rada 21:53:03 | 2013-12-31
no tak będę dobrą żoną a mąż i tak nie będzię widział tego tylko nadal będzię się nademną znęcał psychicznie, a jak będzię miał mega zły humor to i fizycznie, a jak próbuję znaleść pomoc to słyszę żeby się modlić... bo przecież pszysięgaliście przed ołtarzem...

...
to wygoń tego "męża" gdzie pieprz rośnie. Kobieto, masz tylko JEDNO życie.

Oceń 16 14 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~smutna kobieta 21:02:08 | 2013-12-31
no tak będę dobrą żoną a mąż i tak nie będzię widział tego tylko nadal będzię się nademną znęcał psychicznie, a jak będzię miał mega zły humor to i fizycznie, a jak próbuję znaleść pomoc to słyszę żeby się modlić... bo przecież pszysięgaliście przed ołtarzem...

Oceń 2 4 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~masz odpowiedź 13:15:10 | 2013-12-31

brawo!!!popieram!!!! niech żyjący w celibacie wychowają chociaż jedno dziecko, to potem porozmawiamy  i wymienimy doświadczenia.

...

A Ty ile dzieci wychowujesz? Żyjesz w małżeństwie? Jeśli tak, to porozmawiamy za 20 lat, jak przeżyjecie je razem i odchowacie dzieci.

....
dobrze trafiłeś, ponieważ żyję ZGODNIE Z MĘŻEM już 32 lata, mamy 2 dzieci i wnuczkę, więc wiem co piszę!!!!!!!! Noatomiast osoby, które nie żyją w małżeństwie, nie ossiadają dzieci, rodziny w ogóle NIE POWINNY się na ten temat wypowiadać. kto w ulu nie był, cóż może wiedzieć na temat życia pszczół???? Tylko tyle ile sobie przeczyta, ale to nie to samo. Życia rodzinnego uczy się człowiek żyjąc w rodzinie, mając żonę, męża i dzieci. I tacy ludzie mogą być autorytetami. To moje zdanie na ten temat!!!!!!!!!

Oceń 7 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ergo 11:49:46 | 2013-12-30
Dzisiaj wielkim problemem jest wzięcie odpowiedzialności nawet za swoje życie. Wiele osób, szczególnie mężczyzn (to nie do końca adekwatne określenie bo sugeruje męskość) woli być singlem. Ew. mogą żyć z kobietą na kocią łapę, ale najchętniej z doskoku, bo to nie pociąga za sobą zobowiązań i pozostawia swobodę.

Za to kobiety są bardzo chętne do małżeństwa, bo małżeństwo je nobilituje i potrzeba im stałego partnera, który by się o nie zatroszczył - ma to przyczyny biologiczne i kulturowe. Za to jak już wyjdą za mąż, to często pojawiają się wielkie oczekiwania, zaraz obrączka znika, a po odchowaniu dzieci wiele z nich się rozwodzi. O połowę więcej rozwodów jest z ich powództwa. No i są te gigantyczne pokłady podejrzliwości, niechęci i nierealnych oczekiwań wobec mężczyzn generowanych przez feminizm i popkulturę.

Oceń 5 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ergo 11:39:05 | 2013-12-30
brawo!!!popieram!!!! niech żyjący w celibacie wychowają chociaż jedno dziecko, to potem porozmawiamy  i wymienimy doświadczenia.

...

A Ty ile dzieci wychowujesz? Żyjesz w małżeństwie? Jeśli tak, to porozmawiamy za 20 lat, jak przeżyjecie je razem i odchowacie dzieci.

Może na kocią łapę? A może spółkujecie z doskoku? Takie życie, jest bezowocne i to żadna sztuka.

Każdy ma swoją rolę do spełnienia, małżonkowie, księża, zakonnice i zakonnicy. Ale egoizm popycha ludzi tylko do brania bez dawania i zobowiązań.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~celibat 11:36:14 | 2013-12-30
popieram!
A wspólnie z żoną wszystkim, którzy do posiadania większej ilości dzieci zachęcają nas głównym argumentem potrzeby demograficznej państwa śmiejemy się prosto w twarz. Szczególnie jeśli sami kryją się za bezpieczną kurtyną celibatu.

...
brawo!!!popieram!!!! niech żyjący w celibacie wychowają chociaż jedno dziecko, to potem porozmawiamy  i wymienimy doświadczenia.

Ciekawa jestem czy wyobrażacie sobie czasami jak wyglądałby kościół gdyby osoby żyjące w celibcie miały rodziny i dzieci. Jak taki ksiądz czy siostra zakonna zaniedbałby parafian lub rodzinę, bo myślę że nie można się rozdwoić. Mamy w pafari dużo księży którzy służą pomocą na każdym kroku, a i troska o tak dużą parafię myślę, że jest bardzo absorbująca i gdzie wtedy czas dla dzieci i żony. Już nie wspomnę o utrzymaniu rodziny, jakie wtedy zaczęłyby się komentarze....

Oceń 7 2 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?