Ja, Ty i te niestabilne czasy

Życie Duchowe

Otaczający człowieka świat wywiera na niego duży wpływ, wyciska swe piętno. Dzieje się tak, ponieważ jesteśmy mocno zanurzeni w kulturze, która oddziałuje na nas, przenicowuje naszą świadomość, tworzy nowe modele życia i przeobraża struktury społeczne.

 

W jak dziwnej epoce przyszło nam dzisiaj żyć! W starożytności Heraklit głosił, że „nic nie jest trwałe oprócz zmiany”. Co jednak powiedziałby, żyjąc w obecnych czasach, gdy zmiana staje się wszechogarniająca, gdy jedno pokolenie od kolejnego zaczyna dzielić przepaść, wzory postępowania odziedziczone po przodkach wydają się nie pasować, a role zaczynają się odwracać. Dawnej syn uczył się od ojca, obecnie zaś ojciec pyta syna, w jaki sposób poradzić sobie z zawieszonym komputerem. Ryszard Kapuściński w pośmiertnie wydanym Lapidarium VI pisał: „Wkraczamy w erę niestabilności, nieprzewidywalności, niepewności, rozchwiania, ruchomych piasków”. I nawet chcąc odrzucić nieco pesymistyczny wydźwięk wypowiedzi autora, muszę zgodzić się z tezą o tym, że przyszło nam żyć w epoce płynnej i niestabilnej.


Zmiany dokonujące się wokół nie oznaczają, że człowiek łatwo się do nich przystosowuje i że ich pragnie. Na ogół bowiem raczej za nimi nie przepada. Z konieczności tylko większość ludzi podąża za zmianami, nosząc w sobie pragnienie stałości i stabilizacji.

 

W mężczyźnie i kobiecie istnieje pragnienie życia wspólnego. Gdzieś głęboko tkwi w nich myśl: Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam (Rdz 2, 18). Ta wspólnota, której pragną, to Boże Dzieło. Człowiek jej nie wymyślił. Dlaczego więc mężczyzna czy kobieta mieliby się bronić przed związkiem, który został stworzony dla nich jako szczególny dar?


Na ogół mężczyzna i kobieta tworzą małżeństwo na wzór i podobieństwo związku swoich rodziców. Nie jest to wynik wpływu genetyki, ale konsekwencja naśladowania jedynego znanego sobie modelu rodziny. Zawierając związek, wyrzekają się niezależności i wchodzą we współzależność. Czekają na nich rozwojowe kryzysy i czasami niełatwe do przezwyciężenia uczucia. Jednym z trudnych do zrozumienia aspektów życia we dwoje pozostają z różnych przyczyn niespełnione oczekiwania małżonków. Bywa, że dwóm osobom udało się wprawdzie spotkać, uruchomić sferę oczekiwanych przeżyć emocjonalnych i zawrzeć sakramentalne małżeństwo, ale sam związek nie okazał się taki, jak się spodziewali. Dlatego czasami rezygnując z dalszej walki o wzajemną relację, rozchodzą się. Jest to doświadczenie bolesne nie tylko dla nich samych, ale i dla ich potomstwa.


Związkowi dwojga może towarzyszyć także pewna doza ambiwalencji. Jak w antycznym żarcie: na pytanie młodzieńca „Żenić się, czy nie żenić?” Sokrates miał odpowiedzieć: „Cokolwiek byś uczynił i tak będziesz żałował”. Na to poczucie „dwuwartościowości”, tworząc diadę małżeńską, trzeba się przygotować. To, jaki przyjmie ona charakter w życiu dwojga, zależy jednak w największym stopniu od samych małżonków. Ludzie żyjący w ofiarnym związku, mający postawę miłości, dbający o relację małżeńską i rozwój każdego z dwojga, potrafią w znacznym stopniu zniwelować te różnice. Jednak iluzją jest, że w małżeństwie uniknie się cierpienia.


Te pesymistycznie brzmiące wątki to także prawda o małżeństwie, stanowią one jednak tylko część jego obrazu. Dlatego nie pragnę przyglądać się tu przyczynom, przejawom oraz konsekwencjom trudności życia wspólnego, ale odkrywać szanse i możliwości dobrego życia razem.


We współczesności tak wiele się zmienia i tak szybko, że potrzebne są punkty oparcia. Przyjrzyjmy się chociażby zjawisku współczesnej pracy. Odmienia się zarówno jej forma, jak i treść. Wygląda na to, że pracę będziemy zmieniać jeszcze częściej niż dotychczas. Podobnie zaczyna się dziać z domem, miejscem zamieszkania. Tu grozi nam w skutkach jeszcze intensywniej dotykająca nas konieczność mobilności. Człowiek tymczasem potrzebuje fundamentów, odrobiny niezmienności, pewności, struktur nienaruszalnych. A podstawowa wspólnota stanowiona przez diadę małżeńską taką niezmienność w życie wprowadza. Wracając do domu, w którym każdego dnia ktoś czeka bądź w którym dwoje się spotyka, choćby nawet wieczorami, uzyskuje się wartość w postaci najmniejszego grona osób należących w dużym stopniu wyłącznie do siebie. Związek małżeński może być elementem tej stałości, obok innych relacji, takich jak przyjaźń. Mój przyjaciel mieszkający w Australii zwierzył mi się kiedyś, że co dwa, trzy lata musi zmieniać miejsce zamieszkania. Wymaga tego zarząd firmy, w której pracuje. Odległości pomiędzy kolejnymi miejscami pracy liczone są w setkach, niekiedy w tysiącach kilometrów. Na pytanie, jak to znosi, odpowiedział: „Ja sobie radzę, gorzej żona i dzieci. Im co jakiś czas wszystko się urywa – przyjaźnie, sąsiedztwo i koleżeństwo. Zmienia się miejsce i zmieniają się realia, w których żyjemy. Tylko my jako rodzina jesteśmy jakoś niezmienni”.


Małżeństwo możemy określić mianem fundamentów rodziny. Mąż i żona to para jej architektów, dająca szansę na zrodzenie i wychowanie dzieci. Nie ma drugiej takie wspólnoty. Co ciekawe, im więcej jest potomstwa w związku, tym rzadsze rozpady. Najbardziej zagrożone w tym świetle zdają się pary bezdzietne. I nie chodzi tu tylko o to, że małżonkowie tworzący liczniejszą rodzinę mają mniej czasu na relacje pozamałżeńskie. Ponadto większa odpowiedzialność jest prawdopodobnie skutkiem większej satysfakcji osiąganej w życiu rodzinnym przez męża i żonę. Jak mawiają antropologowie: większa liczba dzieci cementuje związek. Inaczej można byłoby też powiedzieć, że wspólnota daje więcej, niż można osiągnąć poza związkiem małżeńskim.


W małżeństwie mamy szansę na doświadczenie partnerstwa. Na przestrzeni trzech pokoleń w każdej polskiej rodzinie nastąpiła gruntowana zmiana. Dziadkowie zarządzali małżeństwem w patriarchalnej rodzinie, utrwalonej wielowiekową tradycją. Ojcowie nie znaleźli już oparcia w tradycyjnym modelu, ponieważ ich żony zaczęły pracować zawodowo, poza domem. Mężczyźni powoli i niechętnie, nie rozumiejąc tej wielkiej przecież zmiany, przejmowali na siebie część obowiązków, przypisywanych wcześniej kobietom. Pokolenie moich rówieśników idzie krok dalej. Rozumiemy, że partner to ktoś z takimi samymi prawami i zobowiązaniami. Żony pracują zawodowo, podobnie jak mężczyźni. Jeśli już tak jest, to oczekują od swych mężów wsparcia w wypełnianiu obowiązków rodzinnych. Partnerstwo polega na umiejętnym ich podziale pomiędzy żyjących razem kobietę i mężczyznę. Partnerstwo to umiejętność takiego budowania relacji, w której oboje mają prawo do bycia sobą, artykułowania swoich potrzeb i zaspokajania ich. Zmiana na taki typ relacji nie musi mieć charakteru rewolucyjnego, może następować stopniowo.

 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.57

Liczba głosów:

14

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Nata 10:33:04 | 2010-04-29
Cóż, opinia nie do końca prawdziwa, a postęp odbywa się w żółwim tempie, myślę ze w większości jesteśmy jednak pokolenia wyżej. W niektórych krajach wygląda to inaczej, jednak w Polsce nadal to jedynie na kobiecie w ogromnej wiekszości przypadków spoczywa obowiązek dbania o dom i dzieci. Jeśli kobieta w dzisiejszych czasach chce/spełnia się również zawodowo bywa to ciężkim przeżyciem ambicjonalnym dla męża. Natomiast np. odkurzanie jest wynoszone do rangi głównego wydarzenia tygodnia- niestety, ale praca włożona w dom i dzieci jest widoczna wtedy kiedy jest niezrobiona. Próby uswiadoienia mężowi ogromu pracy i obowiązków domowych są traktowane jak manifestacja. Myślę, że wysiłek kobiet- również tych niepracujących- jest mimo wszystko spychany na margines i nie doceniany.
Oczywiście nie można generalizować i nie wszedzie tak jest, jednak w większości znanych mi przypadków tak to wygląda, również u ludzi "na poziomie", których nikt nie podejrzewałby o takie problemy.
Pracująca żona i mama.

"Na przestrzeni trzech pokoleń w każdej polskiej rodzinie nastąpiła gruntowana zmiana. (...) Ojcowie nie znaleźli już oparcia w tradycyjnym modelu, ponieważ ich żony zaczęły pracować zawodowo, poza domem. Mężczyźni powoli i niechętnie, nie rozumiejąc tej wielkiej przecież zmiany, przejmowali na siebie część obowiązków, przypisywanych wcześniej kobietom. Pokolenie moich rówieśników idzie krok dalej. Rozumiemy, że partner to ktoś z takimi samymi prawami i zobowiązaniami. Żony pracują zawodowo, podobnie jak mężczyźni. Jeśli już tak jest, to oczekują od swych mężów wsparcia w wypełnianiu obowiązków rodzinnych. Partnerstwo polega na umiejętnym ich podziale pomiędzy żyjących razem kobietę i mężczyznę."

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~katolik 07:19:50 | 2010-04-29
Zgadzam się, że czasy są niestabilne jak nigdy dotąd. Przyszło nam żyć w czasach Odstępstwa zapowiedzianego przez św. Pawła w 2 Tes 2.2.
Jest to jednoczesnie czas ucisku jakiego nie było i nigdy nie będzie wedle słów Pana Jezusa.
Czas ucieka wieczność czeka!
Warto poświęcić trochę czasu dla wieczności póki jeszcze jest.
tradycja-2007.blog.onet.pl/

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?