Kobieto, nie zaczynaj z tym znowu!

„Przekonałaś mnie! Pomogę ci, ale proszę, nie oczekuj ode mnie zbyt wiele!" (fot. kevin_mcshane/flickr.com)

Mężczyźni również mają mnóstwo ubogacających, ale także trud­nych doświadczeń w rozmowach z kobietami.

 

"Najlepszy przyjaciel najprawdopodobniej będzie miał dobrą żonę, ponieważ dobre małżeństwo polega na talencie do przyjaźni".

Fryderyk Nietzsche

 

Nadwyrężenie płaszczyzny relacji

 

Podam niemalże klasyczny przykład z psychologii komunikacji: Mąż pyta żonę: "Co to jest to zielone, co pływa w zupie?". Najoczywistszą odpowiedzią byłaby: "To jest pietruszka" (albo szczypiorek, albo cokolwiek by to mogło być). Udzielając takiej odpowiedzi, żona po­zostałaby na płaszczyźnie rzeczowej. Jednak bardzo niewielu kobie­tom się to udaje. Najczęściej przechodzą one do odbijania piłeczki w kierunku ucha relacyjnego, odpowiadając pytaniem na pytanie: "Dlaczego pytasz? Nie smakuje ci to zielone?", przez co zmuszają męża do wyjaśnień ("Pytam, bo...").

Jeszcze mniej bezpiecznie jest, gdy "ona" myśli, że może sobie da­rować to pytanie, ponieważ uważa, że dobrze odczytała "intencję re­lacji" i np. odpowiada z rozdrażnieniem: "Wcale nie musisz jeść tej zupy, jeśli ci nie smakuje". Albo: "No to gotuj sam, skoro nigdy nie można ci dogodzić!". W tym przypadku ona popełnia błąd przeniesienia raczej kobie­cych wzorców komunikacji na partnera i zarzuca mu formę komuni­kacji niebezpośredniej, która jest jak najbardziej typowa dla kobiet, ale nie dla mężczyzn. W tym momencie rozmowa staje się dla męż­czyzny naprawdę uciążliwa, ponieważ musi on bronić się przed za­rzutami. Jeśli np. na pytanie: "Dlaczego pytasz?" odpowie: "Po pro­stu mnie to interesuje", a ona natychmiast zacznie drążyć dalej: "Ale dlaczego cię to zainteresowało? Przyznaj się, że ci nie smakuje!", to on, wzdychając, powie: "Ależ nie, smakuje mi!" i będzie miał cichą nadzieję, że tej wypowiedzi nie będzie już analizowała krytycznie.

Innymi słowy, najczęściej daremne jest usiłowanie wyciągnięcia z mężczyzn wyznania "ukrytej informacji nt. relacji", ponieważ na ogół jej tam nie ma. Jeśli kobieta w to nie wierzy, to świadczy to o braku kobiecej intuicji. Jeśli kobieta zapyta mężczyznę podczas za­kupów: "Jak myślisz, pasuje mi ta sukienka?", a on odpowie prosto: "Tak, bardzo ładnie ci w tym!", to nie powinna się zastanawiać, jaki interes albo myśl może się kryć za tymi słowami ("Czy on chce mieć wreszcie święty spokój? Czy on przypadkiem nie chce mnie ziryto­wać? Czy on może chce jak najszybciej wrócić do domu?").

Bezlitośnie skarykaturował tę kobiecą skłonność do doszukiwa­nia się drugiego dna w prostych męskich zdaniach Loriot* w skeczu Co robisz? (Was machst du?). Pracująca w kuchni żona nie potrafi po­przestać na prostej odpowiedzi spokojnie siedzącego w fotelu męża ("Nic!") i zadając mu kolejne natarczywe pytania, w końcu doprowa­dza go do białej gorączki. To samo zresztą można przećwiczyć z py­taniem: "O czym myślisz?". Męska odpowiedź: "O niczym!" kobiecie wprawdzie nie mieści się w głowie, ale ona powinna w to uwierzyć, ponieważ mężczyźni rzeczywiście potrafią "nie myśleć o niczym", czytaj: bez problemu potrafią odciąć świadomy strumień myśli (co zresztą jest niesłychanie pomocne przy zasypianiu!).

Także na ulubione pytanie kobiet: "Kochasz mnie (jeszcze)?" trud­no jest mężczyźnie odpowiedzieć, ponieważ pytany słusznie prze­czuwa, że pytająca przypuszczalnie nie zadowoli się jednosylabowym "tak". Ale nie potrafi znaleźć w tym pytaniu informacji "po co?", ponieważ treść informacji - co tutaj znaczy słowo "miłość"? - wydaje mu się wystarczająco niejasna i ponieważ przeczuwa, że na to pytanie też niełatwo będzie odpowiedzieć na płaszczyźnie czysto rzeczowej. Dlatego wielu mężczyzn reaguje na to pytanie raczej uni­kiem ("Znowu zaczynasz!", "Co ma znaczyć to pytanie?", "Przecież wiesz!", "Przecież niedawno ci mówiłem!") nie dlatego, że nie kocha­ją partnerki, lecz dlatego, że się obawiają, że to pytanie mogłoby być wstępem do rozmowy na temat relacji, której to rozmowie mogą nie sprostać albo chcą uniknąć trudu z nią związanego.

 

Mieszanie płaszczyzny rzeczowej i płaszczyzny relacji

 

Mężczyźni często mówią, że kobiety w rozmowie są "bardziej emo­cjonalne i nierzeczowe" niż oni. Jeśli zaczniemy zgłębiać, co dokład­nie mają przez to na myśli, to okaże się, że mężczyźni nie lubią, gdy kobiety schodzą z płaszczyzny czysto rzeczowej, tzn. jeśli uwzględ­niają płaszczyznę relacji. Z jakiego względu tego nie lubią, widać jak na dłoni po tym, co zostało tu powiedziane: komunikacja staje się przez to nie tylko wielopłaszczyznowa i o wiele bardziej skompliko­wana, lecz - dla mężczyzn - także o wiele bardziej męcząca i stwa­rzająca okazję do konfliktu.

Z pewnością nie jest to jedyny powód. Uważam, że między ludźmi jak najbardziej istnieje dużo okazji i treści do komunikacji, w któ­rych koncentracja na przedmiocie i odsunięcie na bok płaszczyzny emocjonalnej są nie tylko wskazane, lecz także rozsądne.

Upraszcza to współżycie, jeśli skoncentrujemy się na przekazanej informacji albo na zadanym pytaniu, a nie od razu zaczniemy snuć przypuszczenia, co przez to mogło być powiedziane między wiersza­mi. Współżycie ułatwia także, jeśli spodziewamy się od bliskiej oso­by, że w formie jak najbardziej jasnej i wolnej od nieporozumień wy­razi to, czego pragnie albo czego jej brak.

Na przykład gdy podczas jazdy samochodem kobieta zechce pil­nie odwiedzić toaletę, nie powinna pytać męża: "Czy nie uważasz, że powinniśmy zrobić przerwę?" - a potem się denerwować, jeśli on odpowie krótko i węzłowato: "Nie, nie potrzebuję przerwy!". Jeśli natomiast na to odpowie: "Aleja muszę do toalety!", to on zapyta - i będzie miał rację - "To dlaczego od razu tego nie powiedziałaś?!".

Mężczyźni mają prawo do tego, by kobiety dostosowały się tro­chę do ich stylu komunikacji - tam, gdzie jest to wskazane. To zna­czy kobiety powinny zauważyć korzyści płynące z jasnego oddziela­nia płaszczyzny rzeczowej i płaszczyzny relacji - nie żeby wykluczyć płaszczyznę relacji, ale żeby jej permanentnie nie wplatać w płasz­czyznę rzeczową.

Skłonność wielu kobiet do zbyt chętnego i zbyt szybkiego miesza­nia tych dwóch rzeczy - przynajmniej w rozmowie z mężami - pro­wadzi do tego, że mężczyźni unikają takich rozmów, jak mogą, po­nieważ czują, że nie są w stanie sprostać tej mieszaninie i nie widzą w tym korzystnego oddziaływania na komunikację. Podczas gdy ko­bietom z łatwością przychodzi, że tak powiem, zwinne przeskaki­wanie pomiędzy płaszczyznami rzeczową i relacji, dla mężczyzn ta "skoczność" jest wyjątkowo trudna. Ba, dla większości z nich jest to coś zupełnie obcego, ponieważ oni w miarę możliwości odcinają płaszczyznę relacji.

Kobieta mówi do partnera:


- Uważam, że powinniśmy na nowo urządzić ogród, ten mi się już nie podoba.
- Co chcesz zmienić? (płaszczyzna rzeczowa!)
- Jeszcze nie wiem, też mógłbyś się nad tym trochę zastanowić!(przejście z płaszczyzny rzeczowej do płaszczyzny relacji, połą­czone z niebezpośrednią krytyką)
- Dlaczego mam się zastanawiać, mnie się podoba tak, jak jest! (płaszczyzna rzeczowa, płaszczyzna relacji została zignorowa­na!)
- Jasne, że ci się podoba, bo tak jest najwygodniej. Gdyby to za­leżało od ciebie, to do tej pory mielibyśmy te same meble ku­chenne, które kupiliśmy zaraz po ślubie! (kolejny zarzut na płaszczyźnie relacji)
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego mam zmieniać coś, co mi się podoba i co jeszcze jest dobre? (płaszczyzna rzeczowa, płaszczy­zna relacji nadal jest ignorowana, tak jak nowy zarzut)
- Mógłbyś to zrobić na przykład dla mnie! Inne kobiety co parę lat robią sobie nowe ogrody, a mężowie je przy tym wspierają! (nowy zarzut na płaszczyźnie relacji w połączeniu z rezygnacją z argumentów na płaszczyźnie rzeczowej).

Jeszcze długo można by tak kontynuować ten dialog, z rosnącym rozdrażnieniem i agresją po obu stronach. "Ona" permanentnie miesza przedmiot - pragnienie zmian w ogrodzie - i relację: wła­sne niezadowolenie z rzekomego braku inicjatywy i zainteresowa­nia ze strony partnera, które być może jest dla niej oznaką braku szacunku.
"On" natomiast koncentruje się na przedmiocie (czy ogród trzeba urządzić na nowo - tak czy nie?) i niezmiennie ignoruje jej wplatane i coraz wyraźniejsze zarzuty. To mijanie się w rozmowie zdarza się wielu parom, ale kto właściwie jest za to odpowiedzialny? Moim zda­niem zarówno kobieta, jak i mężczyzna. Zasadniczo można powie­dzieć, że problemy w relacjach nie są powodowane ani przez jedną, ani przez drugą osobę, lecz przez sposób, w jaki one do siebie pod­chodzą.

Proszę pozwolić mi zilustrować to na przytoczonym przykładzie. Odpowiedzi żony wyraźnie pokazują, że raz dwa potrafi ona temat rzeczowy potraktować jako wstęp do wytknięcia problemu w relacji, co nie jest zbyt konstruktywne, jak widać po rozmowie. Odpowie­dzi męża sygnalizują, że nie jest on skłonny (albo nie jest w stanie) zająć się tymi dwoma zupełnie różnymi złożonymi tematami jedno­cześnie, a już zupełnie nie, jeśli niezwłocznie zostanie zepchnięty do roli oskarżonego.

Należy zadać takie pytanie: Dlaczego kobieta miesza te dwa tema­ty? Jakiej korzyści oczekuje od ich przeplatania? Przypuszczam, że w ogóle się nad tym nie zastanawia - po prostu tak robi. Pragnienie przedyskutowania do końca tematów dotyczących relacji pomiędzy płciami przez "pas transmisyjny" tematów rzeczowych rokuje nie­wielkie nadzieje na powodzenie! Mężczyźni czują się podenerwowa­ni tak dużym brakiem rzeczowości, kobiety nie czują się traktowa­ne poważnie w swojej - według własnego przekonania krystalicznie czystej i przejrzystej - informacji na temat relacji.

Co byłoby rozwiązaniem? Jeśli mężczyzna zadałby sobie pyta­nie: "Jaki problem w naszej relacji kryje się za tym rzeczowym py­taniem?", to mógłby o to od razu bezpośrednio zapytać partnerkę: "Mam wrażenie, jakbyś oczekiwała ode mnie więcej kreatywności w kwestii domu i ogrodu. Czy czujesz się w tym za bardzo zostawio­na samej sobie?". Na to kobieta mogłaby - rzeczowo! - odpowie­dzieć: "Tak, dokładnie o to chodzi!" albo: "Nie, nie mam takiego po­czucia". W tym przypadku byłaby zmuszona do konkretnego sformułowania problemu, co byłoby ze wszech miar korzystne dla dal­szego przebiegu rozmowy: "Wiesz, chodzi mi o to, że...".

Jeśli natomiast kobieta zadałaby sobie samej pytanie: "Jaki pro­blem w naszej relacji łączę z tym rzeczowym pytaniem?", to mogła­by z góry jasno oddzielić te tematy i np. powiedzieć: "Rozumiem, że ogród ci się podoba, ale byłoby mi miło, gdybyś uszanował moją potrzebę i mimo to pomógł mi w tych czy innych zmianach!". Na to on mógłby spokojnie odpowiedzieć: "Przekonałaś mnie! Pomogę ci, ale proszę, nie oczekuj ode mnie zbyt wiele!".

 

Wykorzystywanie werbalnej przewagi w dziedzinie emocji

 

Jak wielokrotnie stwierdziliśmy, kobiety są najczęściej o wiele spraw­niejsze językowo, jeśli idzie o uczucia, ponieważ ewidentnie mają mniej trudności z ich uświadomieniem sobie i ubraniem w formy językowe. Jeśli używają one swojej zręczności słownej do tego, by coś wmówić bądź wybić z głowy mężczyźnie, wykpić go albo zapę­dzić w kozi róg, to mężczyznę ogarnia przy tym coraz bardziej nie­przyjemne uczucie ("Nie dam sobie z nią rady!"). Tym bardziej ma to miejsce, gdy ona upokarza go raniącymi ocenami ("Z niczym so­bie nie radzisz, popatrz na swojego brata - jemu wszystko idzie jak z płatka").

Jeśli kobieta wykorzystuje swoją zręczność słowną, to nieuchron­nie wytwarza w mężczyźnie poczucie bycia słabszym lub bezbron­nym. Czuje się zagrożony. Na to reaguje mózg - niezależnie, czy cho­dzi o fizyczne czy psychiczne poczucie zagrożenia - niezmiennym, utrwalonym programem alarmowym, tzw. reakcją na stres, która obejmuje całe ciało. Reakcja na stres zna dwie alternatywy: albo wal­kę (agresywność, atak werbalny albo fizyczny - rękoczyny), albo ucieczkę (odejście, milczenie, wycofanie emocjonalne itd.).

 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.64

Liczba głosów:

94

 

 

Komentarze użytkowników (54)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Magdalena 11:07:05 | 2013-08-14
Gdybym była mężczyzną uznałabym ten artykuł za uwłaczający mojej godności…wszak autorka nie opisuje relacji żona – mąż, kobieta – mężczyzna, ale mamusia - synek, gospodyni –lokator , pani – zwierze domowe…

Oceń 1 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~marta 23:42:04 | 2013-08-13
trochę prawdy tu jest, ale ostatnio dziwnym trafem spotykam wielu mężczyzn, którym zadaję konkrente pytanie, np: ile zapłacę za przejazd taksówką? i dostaję odpowiedź: dogadamy się...
gdzie tu rzeczowość?

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~katarzyna23 23:47:32 | 2013-08-12
Jakoś mnie nigdy nie było blisko do stereotypowej kobiety, w mojej rodzinie też nie ma stereotypowych ról ani cech charakteru, dla przykładu ojciec jest większą gadułą, a to mama pracuje zawodowo. Ja też nie przejmuję się np. pierdołami, tak jak opisane w tym artykule że nie liczę "kto do kogo ile dzwonił", w wielu rzeczach bliżej mi do myślenia "męskiego", ale nigdy nie uważałam się za faceta, szczerze mówiąc w ogóle nie jestem przywiązana do żadnej płci, jestem po prostu człowiekiem z unikalną osobowością, który nie wierzy w stereotypy.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 09:47:02 | 2013-07-12
"Wniosek z tego typu artykułów jest taki:" wszyscy potwierdzają, to co juz od dawna podejrzewałem: kobiety różnią się od mężczyzn... ;-)
Między kobietą i mężczyzną nie ma przepaści... ale jak obie strony solidnie popracują to mogą ją sobie wykopać - nie kopcie przepaści, kochajcie się i starajcie się....

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~cudna:) 09:39:58 | 2013-07-12
Każda płec ma swoje fiksacje i obrony bardziej dla siebie charakterystyczne. Jest to odmienny punkt widzenia mężczyzny, który ma ciekawe spostrzeżenia. Misz masz czyni uogólnienie. Wielu panów nie ma potrzeby nadkontroli tylko potrzebe wolności, zatem po co mają się uruchamiać?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~cudna:) 09:34:34 | 2013-07-12
Jeszcze jedno. Wniosek z tego typu artykułów jest taki: między mężczyzną a kobietą zionie przepaść, a porozumienie jest wręcz nieprawdopodobne. Normalnie dwa gatunki: homo masculinum i homo femininum.
Zwolennicy ideologii gender mieszają ludziom w głowach kwestionując różnice płciowe, a pewna grupa chrześcijańsakich publicystów przegina w drugą stronę wręcz demonizując te różnice. W ten sposób to my się przed gender nie obronimy. Dla mnie to jest leczenie dżumy cholerą i zwykłe antagonizowanie płci. A przecież kobieta i mężczyzna zostali stworzeni do harmonii. Niech lepiej młode pokolenie nie czyta tego typu artykułów, bo są antyreklamą małżeństwa.

...

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

mateusz 14:52:11 | 2013-06-17
Najlepszym wyjściem z tego komentarza, oraz punktem wyjścia w sensie wiary i psychologicznym powinna być miłość. Miłość boska, doskonała, dana od Boga jako dar jest w stanie przebaczyć każde niezrozumienie, nieporozumienie, przepaść, ustalić wspólne działanie i je umocnić. Człowiek prawdziwie kochający traktuje ten artykuł z dystansem bo wie że miłość spaja wszystko we właściwy sobie, doskonały i pożadany sposób.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~racja 17:48:14 | 2013-06-09
dlatego doceniajcie partnerki i partnerów, którzy się nie wpisują w te straszliwe schematy i dzięki którym wasze życie nabrało smaku i innego wymiaru. róznice płciowe były są i będą, bo to jest ciekawe i to nas różni(i przyciąga jednocześnie). ale kiedyś poznacie osobę, która mimo róznic genderowskich będzie miała w sobie to coś, bez czego nie będziecie mogli żyć i pobiegniecie za tym. czasami miłość długo się rozwija więc dawajcie jej czas, ta, która powoli rozkwita później lepiej smakuje...pozdro!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leszcz 14:24:36 | 2013-06-09
Jeszcze jedno. Wniosek z tego typu artykułów jest taki: między mężczyzną a kobietą zionie przepaść, a porozumienie jest wręcz nieprawdopodobne. Normalnie dwa gatunki: homo masculinum i homo femininum.
Zwolennicy ideologii gender mieszają ludziom w głowach kwestionując różnice płciowe, a pewna grupa chrześcijańsakich publicystów przegina w drugą stronę wręcz demonizując te różnice. W ten sposób to my się przed gender nie obronimy. Dla mnie to jest leczenie dżumy cholerą i zwykłe antagonizowanie płci. A przecież kobieta i mężczyzna zostali stworzeni do harmonii. Niech lepiej młode pokolenie nie czyta tego typu artykułów, bo są antyreklamą małżeństwa.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tak 13:51:38 | 2013-06-09
Większość piszących tu kobiet odebrało ten tekst emocjonalnie a nie rzeczowo, stąd zamiast zastanowię sie nad tym co pisze Pani psycholog rodzinny ( tak mi sie wydaje) nie wytrzymując rzekonej krytyki "walą na odlew". Jedna nawet oświadcza, że woli być lesbijką. Widzę, że woli wybrać byle jaki powód i winny szukać u innych.
W sumie smutne wnioski z głosów tego forum. Zamiast wykorzystac mądrość Autorki i zrozumieć  a potem poprawić relacje, piszące Panią wolą sie utwierdzać w przekonaniu, że  są atakowane za niewinność. Trudno to wytłumaczyć sobie na bazie większej emocjponalności. Chyba jednak, przepraszam, ale większego zacietrzewienia i głupoty. W ten sposób na pewno nie będziecie szczęśliwsze ani mniej samotne

Oceń 3 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook