"Hoduj kwiaty, nie dramaty". A tego, co smutne nie zamiataj pod dywan

(fot. shutterstock.com)

W naszej bajce niewypłakane łzy zmieniają się w kamień. Spojrzenie staje się zimne, serce mniej czułe. I wydaje nam się, że to właśnie siła. Że to dzielność i odwaga. A czy tak jest naprawdę?

 

"Niech pani tak nie krzyczy, przecież to jeszcze aż tak nie boli". Kobieta do kobiety. Na porodówce. Słuchałam z boku, w sąsiedniej sali. Nie krzyczałam.

 

W Dniu Kobiet dostanę pewnie kwiatka i życzenia. Sama dla siebie będę dziś też wyjątkowo miła, starając się zadbać o to, by moja kobiecość mogła rozkwitać, cokolwiek to znaczy. I chociaż ze wszystkich stron słyszę dziś o kobiecym pięknie, sile i bogactwie wnętrza, moje myśli biegną w zupełnie innym kierunku.

 

Zastanawiam się jak i kiedy to się stało. Co stało się, że:

 

  • oduczyłam się krzyczeć wtedy, kiedy coś mnie bardzo boli
  • tak często mówię "jestem zmęczona", choć tak naprawdę jestem smutna
  • nauczyłam się płakać tak, żeby nie rozmazać makijażu
  • umiem mówić bardzo dużo, nie mówiąc nic o sobie
  • tak rzadko daję sobie prawo, do bycia sobą i do popełniania błędów

 

Hoduj kwiaty, nie dramaty

 

Ale dzisiaj nie chcę od tego uciekać. Taka jestem. To już się stało. Mogę to zmieniać tylko wtedy, gdy zamiast stawiać siebie pod ścianą i skazywać na ciężkie roboty w kategorii pracy nad sobą, dam sobie trochę luzu.

 

W bajce o księżniczce uciekającej przed złym czarnoksiężnikiem, rzucony za nią grzebień zmienia się w wysokie góry, a lusterko - w głębokie jezioro. W naszej bajce jest inaczej. W naszej bajce niewypłakane łzy zmieniają się w kamień. Spojrzenie staje się zimne, serce mniej czułe, coraz szczelniej zasłonięte pancerzem, który ma chronić przed zranieniem. I wydaje nam się, że to właśnie siła. Że to dzielność i odwaga. A czy tak jest naprawdę?…

 

Gdybym  miała czegoś życzyć i sobie, i Wam, życzyłabym, żeby to co smutne, zostało. Żeby to, co trudne, nie zostało zamiecione pod dywan, tylko przepłakane i wykrzyczane. Bo wtedy to, co co złe, zostawi się za sobą.

 

I wtedy będzie możliwe to, co strasznie spodobało mi się w piosence Andrzeja Zauchy, mimo że wyrywam te słowa z kontekstu:

 

"hoduj kwiaty, nie dramaty"

Nie tylko na parapecie. Przede wszystkim - w sobie.

 

Wpis ukazał się pierwotnie na blogu chrześcijańska mama

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

7

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook