Miłość ma ogromną, uzdrawiającą moc

Jeśli kiedyś byłeś w stanie kochać, prawdopodobnie jest to możliwe i teraz (fot. shutterstock.com)

W gruncie rzeczy wszystkie istoty ludzkie potrafią kochać, i ty też niewątpliwie jesteś do tego zdolny. Jeśli nie zostałeś poraniony emocjonalnie w dzieciństwie czy wczesnej młodości, zdolność do miłości masz niemal pod ręką gotową do uruchomienia.

 

Pomyśl przez chwilę, jak było, kiedy kochałeś kogoś w przeszłości - jaki byłeś wtedy szczęśliwy, wiedząc, że dajesz szczęście komuś drugiemu. Twoja miłość obejmowała wszystko wokół; czułeś się zakochany po prostu w życiu, w tym, co dobre, i co złe, przyjemne i bolesne. Taką właśnie postawę trzeba w sobie wykształcać. Jeśli kiedyś byłeś w stanie kochać, prawdopodobnie jest to możliwe i teraz. Nie masz nic do stracenia, a mnóstwo do wygrania. Daj więc sobie szansę.


Wyobraź sobie siebie po długim, szczególnie trudnym dniu. Jak dobrze móc wówczas wrócić do partnera czy przyjaciela - kogoś, kto nie jest ci obojętny. Możesz poczuć się wtedy jak dziecko, które po lekcjach, zabawach, wycieczce szkolnej przybiega do rodziców, szczęśliwe, że może opowiadać, podzielić się radością, wyżalić, a także sprawdzić reakcję tych, którym bezwarunkowo ufa. Taki powrót do dzieciństwa trwa przez chwilę, ale odnawia energię i na cały wieczór zdejmuje ciężar goryczy z ramion zmęczonego człowieka. Co ważniejsze, kochający się partnerzy mogą liczyć na taka pociechę przez całe życie.


Prawo dostępu, gotowość do wysłuchania i pociechy, troskliwość i zrozumienie dla potrzeb partnera muszą być oczywiście obustronne. W rolę "rodzica" można wcielać się tylko na chwilę i przemiennie, uważając, by z partnera nie zrobić dziecka, które rzeczywiście prowadzi się przez życie za rękę. Chodzi w tym przypadku o wprowadzenie kojącego nastroju i rodzaj teatru, pozwalającego bezpiecznie wybrzmieć żalom, nagromadzonym w ciągu męczącego dnia. Partner, przyjmujący postawę opiekuńczą, ma wyrazić mniej więcej to: "Jestem tu dla ciebie i troszczę się o ciebie. Przykro mi, że miałaś taki ciężki dzień. Z troski o ciebie gotów jestem wysłuchać twojej skargi, skoro cierpisz; nie chcę narzucać ci, co powinnaś zrobić i co powinnaś czuć". Nie można oczywiście zapominać, że to tylko rodzaj psychodramy. Dzisiejsze "dziecko" może jutro być z powodzeniem "rodzicem". Ta symetria i uniwersalność partnerów wobec siebie jest podstawowym składnikiem związku opartego na miłości.

 

Tajemnica sukcesu Theodore'a

 

Miłość to twórcza energia, która podtrzymuje i pomnaża życie. Nie można jej nikomu narzucać - ani ty nikogo nie zmusisz do kochania, ani ciebie nikt nie zmusi. Szczera miłość pochodzi z serca; nie wypływa z zobowiązania, nie jest zadośćuczynieniem za winę ani skutkiem jakiegokolwiek innego zewnętrznego nacisku, lecz bezinteresownym i żywiołowym darem dla bliskiej osoby.


Przykładem człowieka, który ocalił swoje małżeństwo dzięki bezwarunkowej miłości, jest Theodore, dyrektor szkoły w średnim wieku miłośnik sportu i ćwiczeń fizycznych. Jego żona Lisa w wieku 29 lat była obiecującym asystentem w prestiżowej instytucji finansowej. Mieli dwóch synów. Usiłowała godzić absorbującą pracę zawodową z zajęciami domowymi i opieką nad dziećmi lecz okazywało się to ponad jej siły. Co dzień przy lunchu wypijała drinka dla odprężenia się przed dalszą pracą. Kiedy wyczerpana wracała wieczorem do domu, czekały na mą dzieci domagające się kontaktu z matką i mąż, który nalegał, żeby zrezygnowała z pracy i przekonywał, że mogą żyć skromniej. Szamotanina między światem wielkich finansów a życiem rodzinnym doprowadziła do poważnych zaburzeń w psychice Lisy. Zastanawiała się nad mądrym rozwiązaniem problemu, lecz jednocześnie zaczęła dużo pić. Mąż i chłopcy czuli się zaniedbywani, małżeństwo zaczęło się błyskawicznie rozpadać. Oboje udali się do terapeutów rodzinnych i próbowali różnych form poprawy sytuacji. W pewnym momencie Theodore uznał, że Lisę - a zatem i harmonię w ich związku - może uratować tylko absolutna, bezwarunkowa miłość. Kiedy się o tym dowiedziałem, me było dla mnie jasne, co rozumie przez "bezwarunkową miłość". Wyjaśnił mi, że postanowił poddać się temu, co dyktuje mu miłość do żony - nie zadawać jej pytań, me osądzać, me próbować jej zmienić, i tylko robić wszystko, co w jego mocy, żeby dostrzec i spełnić jej życzenia.


Umieć poddać się miłości - to bardzo ważne. Decyzja Theodora okazała się trafna. Jak jednak wymagać od cierpiących ludzi o poranionych uczuciach, ludzi zagniewanych czy rozżalonych na swych partnerów, żeby obdarzali ich akurat teraz bezwarunkową miłością. Zaniedbam partnerzy twierdzą często, ze me są w stanie wybaczyć. Czy w istocie me są skazani na życie w urazie. Nie Wybaczenie nie musi być wprawdzie łatwe, ale jest możliwe, jeśli rzeczywiście pragną odbudować swój związek. Nigdy me należy wątpić w siłę miłości i własną zdolność do kochania Człowiek został po to stworzony, żeby kochać, więc zdolność ta jest mu wrodzona; natomiast od naszego wyboru zależy, czy zechcemy ją w sobie odnaleźć.


Jak rozpocząć ten zwrot, jak dokonać przełomu. Na początku warto wrócić myślą do dawnych czasów, kiedy każda forma przebywania z osobą wybraną przez ciebie na partnera życiowego była podniecająca. Niezależnie od tego, że partner pociągał cię seksualnie, znalazłeś wtedy kogoś, kto nie tylko akceptował ciebie takiego, jaki byłeś, ale także przejmował się twoimi aspiracjami i sekundował ci w podejmowaniu trudnych zadań. Było ci tak dobrze z osobą, która, inaczej niż większość znajomych, nie osądzała cię i nie żądała, żebyś się zmienił. Świat wtedy wypiękniał, wyglądał, jakbyś patrzył na niego przez różowe okulary. Z tym kimś jedynym mogłeś czuć się całkiem swobodnie i śmiać się ze wszystkiego, miałeś ochotę bawić się z nim, wszędzie razem jeździć.

 

Chciałeś koniecznie wiedzieć jak najwięcej o osobie, dla której najwyraźniej byłeś ważny bez żadnych zastrzeżeń. Im więcej o niej wiedziałeś, tym bardziej cię fascynowała, sam oczywiście też się rewanżowałeś zwierzeniami. Mogłeś dzielić się z tą osobą wszystkim, co przeżywałeś, bez obaw, że ją to zniecierpliwi, że cię odrzuci, wyśmieje, skrytykuje, obwini. Taka gotowość dzielenia się marzeniami, nadziejami i lękami to właśnie miłość; i ta miłość stworzyła twój obecny związek. Posiadasz zdolność do miłości, która może się dalej rozwijać. Czy pragniesz ją odszukać i ożywić, by dać partnerowi miłość bezwarunkową, teraz właśnie gdy tego potrzebuje.

 

Trudno nie zauważyć, że miłość jest ślepa. Człowiek zakochany wyraźnie przecenia ukochaną osobę, a lekceważy jej braki czy zgoła przeczy ich istnieniu. Ukochana osoba nie ma w jego oczach żadnych wad, jest ideałem, niemal bóstwem. Theodore po latach małżeństwa nie mógł być już ślepy; miłość wyostrzyła mu nawet wzrok, bo dostrzegł w swej żonie potencjał, którego inni nie widzieli, i postawił na naiwną z pozoru perspektywę odbudowy z jej udziałem porozumienia i miłości w związku. Powiesz może: "Theodore'owi się akurat udało, ale ja bym na coś takiego nie liczył". Pewnie nie można ci się dziwić. Wielu ludzi wątpi w to, co mogą zdziałać jako kochający partnerzy; nie są może tak przenikliwi czy tak dzielni jak Theodore. Spróbujmy jednak dalej określać miłość przez to, co można z jej pomocą zdziałać.

 

Wielobarwny blask miłości


Wielu ludziom, zazwyczaj tym, którzy we wczesnym dzieciństwie nie otrzymali dość miłości od swoich opiekunów, z trudem przychodzi później kochać drugą osobę. Wszyscy chcemy być przez kogoś kochani, lecz odwzajemniać miłość - to już nie takie łatwe. Zwykle po prostu nie wiemy, jak to robić, mimo że potencjał miłości jest w nas obecny jak w każdej ludzkiej istocie, zaszczepiony tam przez Boga. Jako dorośli i odpowiedzialni ludzie możemy jednak świadomie rozwinąć w sobie tę zdolność, skoro sytuacja tego od nas wymaga.


Miłość mieni się tyloma barwami, bywa określana na tak różne sposoby, że łatwiej jest chyba powiedzieć, czym nie jest. Kiedy mamy do czynienia z pozorem miłości?


Niby-kochający partnerzy to ci, którzy rozprawiają o miłości i dają miłość tak, jakby była czymś, co wręcza się drugiej osobie z oczekiwaniem, że ona ten gest doceni. Są też tacy, którzy robią z siebie kosztowny prezent i każą się uszczęśliwiać zaszczytnie wyróżnionym odbiorcom tego daru. Tego rodzaju miłość jest patologiczna; dla drugiej osoby staje się balastem i rodzi w niej urazy. Jej celem jest przywarcie do drugiej osoby. Taka forma miłości przypomina relację między matką i niemowlęciem, w której niemowlę jest słodkim wprawdzie, ale jednak ciężarem, kochanym bezwzględnie, a nie za to, że daje coś czy robi. Jest bardzo odległa, wręcz przeciwstawna miłości dojrzałej, w której każdemu z partnerów zależy na bezpieczeństwie i zadowoleniu drugiej osoby równie jak na własnym.

W dojrzałej miłości partnerzy dostrzegają zarówno dążenie drugiej strony do trwałego poddania się, jak i odzywającą się często jej potrzebę niezależności; dojrzała miłość respektuje indywidualną odrębność każdego z partnerów. Miłość taka wymaga związku opartego na wzajemnym zaufaniu i szacunku, a jednocześnie w maksymalnym stopniu dopuszcza do głosu gotowość obojga partnerów do dawania i brania. W tej formie miłości każde z partnerów troszczy się o to drugie, szanuje je, uwzględnia, myśli o nim, współczuje mu i przywiązuje się do niego; nie jest to tylko korzystanie z siebie nawzajem i wzajemne zaspokajanie potrzeb. Podobnie jak w udanym stosunku seksualnym nie ma tu podziału na osobę, która daje, i osobę, która otrzymuje; w każdej chwili oboje dają i zarazem otrzymują. Nie jest to opis idealistyczny; tak naprawdę może być.

Miłość, tak jak pieniądze, ofiaruje się drugiemu dla jego dobra. Jest jednak podstawowa różnica między pieniędzmi a miłością: pieniędzy do dawania wciąż ubywa i w końcu brakuje, miłości nie. Z miłością jest wręcz przeciwnie - im więcej jej dajemy, tym szczęśliwsi jesteśmy i tym bogatsi. Pierwszym krokiem jest umiejętność wyznania "kocham cię". Żeby pójść dalej, trzeba zdać sobie sprawę, że miłość jest procesem wewnętrznym, wnoszonym przez partnera do związku. Nie ma potężniejszego od niej leku na zaburzenia w małżeństwie; jeśli doczytałeś aż do tego miejsca, nie trzeba ci tego pewnie wyjaśniać ani nawet przekonywać. Miłość, która ma uleczyć, musi być bezwarunkowa; trzeba ją dawać, nie oczekując nic w zamian. Świadomość i akceptacja tego to niemal wszystko, co na początek potrzebne. Kiedy odważysz się kochać w ten sposób partnera, odczujesz w duszy radość, jakiej nigdy nie zaznałeś.

A co zrobić, jeśli twój partner nie odpowie na twoją bezwarunkową miłość, albo nawet ją odepchnie? Jest to mało prawdopodobne, ale możliwe. Nie trać wtedy ducha. Nie masz nad partnerem żadnej kontroli, musisz jednak trwać w swoim postanowieniu. Odsuwaj wszelkie negatywne refleksje, jakie rodzi w tobie jego reakcja, i czekaj dalej. Uwierz, że miłość, jaką okazujesz teraz partnerowi, ma ogromną moc uzdrawiającą, choć działa pomału i w pierwszej chwili może nie przynosić żadnych widocznych skutków. Podtrzymuj tylko miłość w sobie, okazuj ją nadal cierpliwie, a w resztę nie ingeruj - niech dzieje się, co chce.

Wiemy już zatem, czym jest taka miłość, o jakiej tu mówimy. Zamkniętą w tobie siłą dzięki której możesz odtworzyć więź z partnerem i stworzyć nowe zasady waszego życia. Pozwala wpłynąć na drugą osobę; dać jej siłę, spokój i wolność. Nie należy myśleć o tym uczuciu jako wyniku czy produkcie jakichś uprzednich zdarzeń; przede wszystkim jest przyczyną sprawczą i niemal czystą energią, która, jak elektryczność, zdaje się być bezużyteczna, dopóki nie zastosuje się jej rozumnie i w określonym celu.

Ćwiczenia

 

  • Odsuń od siebie pokusę, żeby winić za coś drugą stronę. Nie ma sensu wskazywać palcem na partnera, mówiąc "to wszystko twoja wina". Kwestia, czyja to wina, nie ma znaczenia wobec faktu, że w związku coś się popsuło, co wymaga naprawy.
  • Zastanów się uczciwie, czym sam mogłeś się przyczynić do kryzysu waszego małżeństwa. Zadaj sobie pytania: "Co mogę w tej sprawie zrobić? Czy mogę w jakimś stopniu wziąć na siebie odpowiedzialność za ten kryzys? Czy potrafię poprosić o wybaczenie? Czy sam mogę przebaczyć?"
  • Zastanów się, w jaki sposób chciałbyś się przyczynić do naprawy związku, wnieść w niego radość i uczynić go wartościowym? Czy jesteś w stanie trochę więcej uczestniczyć w życiu partnera i okazywać większe zainteresowanie jego sprawami?
  • Zastanów się, w jakim stopniu jesteś gotów żyć życiem partnera, żeby zaspokoić jego potrzeby. Ile wielkoduszności jesteś w stanie z siebie wykrzesać, jak bardzo jesteś skłonny do zgodnego współdziałania?
  • Staraj się ograniczyć do minimum czynniki wywołujące stres w waszym związku i podejdź do partnera z bezwarunkową miłością. Do jakiego stopnia jesteś w stanie konstruktywnie użyć tej energii, która tkwi w miłości?

 

Więcej w książce: Odbudowywanie związków - Peter M Kalellis

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.72

Liczba głosów:

47

 

 

Komentarze użytkowników (18)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~kłapouchy 17:42:38 | 2014-11-01
Okej, ale czy to działa, gdy ta druga strona nie wie czy nas kocha..?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Piotr Słowiński 07:03:28 | 2013-06-12
Mam tylko jedno zastrzeżenie - czemu ta 'rubryka' nazwana została 'Inteligentne życie', skoro powinna zostać nazwana 'Emocjonalne życie'.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~akurat 19:03:34 | 2013-04-29
\"Partner\" jest w moim odczuciu bardzo złym słowem jeśli mówi się o głębi miłości. Myślę że że Mąż/Żona/Współmałżonek byłby dużo lepszym słowem.
Tak samo, \"opiekun\" jest nie dobrym sformułowaniem na kogoś kto ma dziecko obdarzać miłością. Tutaj nie ma problemu z jednowyrazowym sformułowaniem w języku polskim: \"rodzice\".


---
Czy nie poszedłeś za bardzo Polskim Poprawnym torem myślenia, gdzie \"bronimy wartości rodziny, mama, tata, itd\"? A co jeśli dziecko jest sierotą wychowywaną przez dziadków, ciocię, najlepszych przyjaciół samotnego rodzica, który zachrowawszy powierzył im je przed śmiercią? Takie dziecko nie będzie miało prawwdziwej miłości, bo temu czym jest darzone odmówimy tego miana, bo to godzi w wizję prawidłowej rodziny?

Oceń 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Basia 07:23:08 | 2013-04-10
Kocham slowo Partner i moim marzeniem jest znalesc Kogos Kto JEST Partnerem .Partner jest to dla mnie prawdziwym Przyjacielem  ,Ktory traktuje mnie jak Kogos sobie rownego ,nie spycha mnie do sprzatania ,prania i innych ,ciezkich obowiazkow.Wrecz przeciwnie - Kocha mnie ,czyli dzieli ze mna te obowiazki .Nie jest Niedorajda lub Kims kto pracuje tylko za pieniadze   . Jest Partnerem - moim Skarbem wiec ja  chce z NIM przebywac  .Nie mozna byc szczesliwym zyjac  w dwoch niesprawiedliwych swiatach . - Prawdziwe Szczescie jest we wspolnocie ,w dzieleniu sie obowiazkami , troskami i radosciami .Milosc nie ma nic wspolnego z podzialem rol na meskie i kobiece .To wymysleli sobie leniwi i wygodni panowie...Napewno to nie jest wola Boza ,bo Bog JEST MILOSCIA ,KTORA JEST  SPRAWIEDLIWA. W krajach cywilizowanych np.w U.S.A. lub w Niemczech przykladni Malzonkowie wspolnie  wypelniaja obowiazki domowe  i szanuja swoje Zony ,ktore naprawde kochaja .

Oceń 2 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Aneta 14:27:28 | 2013-03-19
Okropnie mnie gryzie słowo "partner", aż odechciało mi się czytać dalej

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~:)) 20:04:25 | 2013-03-08
Jaki pozytywny tekst! O i to będzie moje postanowienie na post. Postaram się badzo! Więcej takich tematów! Może nam małżonkom będzie łatwiej, bo zobaczymy nasze problemy a przede wszystkim współmałżonków w innym świetle.
Dziękuję :)

...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~a tak jest DZIELNY ;) 23:42:28 | 2012-06-06
Jakby ten cały Theodore jej pomógł lub nawet przejoł jej część obowiązków domowych to pewnie nie byłoby problemów.

Ale wtedy nie byłby nazwany "dzielny" ;)

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Student 21:47:19 | 2012-06-05
"Partner" jest w moim odczuciu bardzo złym słowem jeśli mówi się o głębi miłości. Myślę że że Mąż/Żona/Współmałżonek byłby dużo lepszym słowem.
Tak samo, "opiekun" jest nie dobrym sformułowaniem na kogoś kto ma dziecko obdarzać miłością. Tutaj nie ma problemu z jednowyrazowym sformułowaniem w języku polskim: "rodzice".

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Kasia 18:15:35 | 2012-06-05
 I znowu piszecie o tym samym: kobieta ma siedzieć w domu i tutaj jest jej szczescie. Znam duzo kobiet które łączą dom z pracą i jakoś w depresję czy alkoholizm nie wpadają. Jakby ten cały Theodore jej pomógł lub nawet przejoł jej część obowiązków domowych to pewnie nie byłoby problemów.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~franek 22:58:48 | 2010-11-26
do ~R: Jeśli co trzecie małżeństwo się rozpada, to czemu taki jestes zmartwiony? Jak masz 2/3 szklanki pełnej to powinienes się cieszyć, a nie smucić, że brak Ci 1/3 szklanki szlachetnego napoju! :)

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook