Nie trzeba wyważać otwartych drzwi

Różaniec
(fot. Priscilla Du Preez / Unsplash)

Ona jest lekarzem, on architektem. Mają troje dzieci. "Ludzie, aby być gotowi przyjąć Bożą miłość, najpierw muszą odkryć, że mąż/żona ich kocha" - podkreślają. Od lat są związani z Ruchem Światło-Życie i Domowym Kościołem, posługują też w Diakonii Ewangelizacji. Przeczytaj rozmowę z Barbarą i Wojciechem Gałązkami, animatorami rekolekcji formacyjnych dla małżeństw.

 

Agnieszka Warecka: Małżeństwo to - używając metafory bliskiej kierowcom - mechanizm, który niczym auto musi być odpowiednio serwisowany. Zgadzają się Państwo z tą opinią?

 

Barbara Gałązka: Serwis małżeński niewątpliwie jest potrzebny, chociaż bliższe wydaje mi się pojęcie regularnego przeglądu, obejmującego wszystkie dziedziny życia - począwszy od wzajemnych relacji, po pracę zawodową. Sfery te mogą stać się mocnymi stronami małżeństwa, ale jednocześnie progami, o które łatwo się potknąć…

 

Wojciech Gałązka: Z małżeństwem jest jak z wyprawą w dziką amazońską puszczę. Za każdym zakrętem czeka przygoda, która może skończyć się albo chwałą, albo niebezpieczeństwem. Można skrupulatnie przygotowywać się do wyjazdu, zdobyć potrzebną wiedzę, a kiedy już się wyruszy, nie wolno usiąść w oczekiwaniu, że samo się zrealizuje… Jazda autem bez serwisowania niesie ryzyko, że pewnego dnia ono się popsuje. W puszczy amazońskiej jest bardziej dosłownie: jeśli nie ruszymy do przodu, gotowi walczyć z czającymi się po drodze przeciwnościami, zjedzą nas zwierzęta.

 

Małżeństwo to przygoda życia - przypominają Państwo. Tymczasem wystarczy rozejrzeć się dookoła, by zobaczyć, jak wielki problem ludzie mają z komunikacją. Skąd te litanie wzajemnych pretensji?

 

W.G.: Zdarza się, że ludzie coś zaniedbali po drodze, niejednokrotnie są zmęczeni niedomówieniami i zaczynają na siebie krzyczeć. Krzyczą, ponieważ czują się nierozumiani, a bardzo chcą być usłyszani. Kłótnia jest czasem nieudolną i rozpaczliwą, ale jednak walką o małżeństwo. Niesie ze sobą zranienia, więc bywa, że kończy się jego śmiercią, ale zdarza się także, że ludzie w ogóle na siebie nie krzyczą, a małżeństwo umiera… po cichu. Można nauczyć się kłócić według zasad. Ważne też, by nie traktować kłótni jako końca świata.

 

B.G.: Dbałość o wzajemne relacje przypomina pielęgnację kwiatów. Ich podlewanie nie jest czynnością, która wymaga specjalnej oprawy, troska bazuje na odruchach. Jeśli jednak ich zabraknie, można zasuszyć nawet kaktusa. I tak jest w małżeństwie, gdzie pewien poziom zaniedbań jesteśmy w stanie przetrwać, ale w pewnym momencie brak wody zaczyna doskwierać…

 

W.G.: Ciche dni są jak arszenik. Obojętność okazuje się o wiele bardziej toksyczna dla miłości niż nieudolna próba komunikacji, jaką jest kłótnia. Kłótnia to upadek, ale nie nieszczęście, a każdy upadek to pretekst, by wstać i iść dalej. Dzięki odpowiednim narzędziom kłótnia ma szansę przemienić się w rozmowę. Zamiast: "Tylko byś siedział w pracy!" można przecież powiedzieć: "Tęsknię za tobą". Niby to samo, a jaka różnica! Czasem to też kwestia warsztatu, by nauczyć się opanowywać emocje.

 

I zacząć kłócić się mądrze! Tym samym przechodzimy do dialogu małżeńskiego. Co jest jego istotą?

 

W.G.: Małżeństwo sakramentalne jest widzialnym znakiem obecności Boga w naszych relacjach. Jeśli więc moja żona mówi, słucham jej tak, jakby przemawiał do mnie sam Bóg. I na odwrót. Nie zakładam z góry, że wiem, co żona chce mi powiedzieć, ale otwieram się na zaskoczenie. Warunkiem zaistnienia dialogu małżeńskiego jest więc uwzględnienie dwóch założeń: że małżeństwo to najprostsza droga do świętości, a także że przez usta męża czy żony przemawia do mnie sam Bóg. Słucham i odpowiadam. Wtedy zaczyna się spokojna rozmowa.

 

B.G.: Trzeba odwagi, by słuchać, stawiać pytania i umieć przyjąć odpowiedzi. Nie musimy mieć w danym momencie takiej samej wizji dotyczącej kształtu naszego małżeństwa. Żona odbiera wydarzenia bardziej przez pryzmat emocji, a mąż z punktu widzenia logiki. I dopiero te dwie wizje tworzą całość. Dialog małżeński to innymi słowy próba spojrzenia na wspólne życie oczami współmałżonka, co pozwala dążyć do jedności.

 

W.G.: Dialog to z pewnością nie dyskusja ani próba przekonania drugiej strony do swoich racji. Dialog wiąże się z ciekawością, co mąż czy żona sądzą na dany temat. Dialog oznacza rozmowę, która niekoniecznie musi zaowocować natychmiastowym rozwiązaniem spornych kwestii.

 

B.G.: Dialog nie musi kojarzyć się z trudnościami i sporami. Dialog to także okazja do powiedzenia komplementu, podziękowania za wszelkie dobro, jakiego od siebie doświadczamy…

 

W.G.: …a przy tym przypomnienia sobie czasów zakochania, odświeżenia wspólnych pasji… To również pretekst, by zastanowić się, czy marzenia z okresu narzeczeństwa o wspólnym życiu się spełniły. Małżeństwo to życie w świecie realizowanych marzeń. A jeśli tak nie jest, to trzeba brać się do pracy…

 

W jaki sposób przynależność do wspólnoty może umocnić małżeńską więź?

 

W.G.: Piękne założenia nieustannie potykają się o prozę życia, dlatego potrzeba nam umocnienia na wspólnej drodze do świętości. Mając obok siebie ludzi, którzy - podobnie jak my - próbują budować duchowość małżeńską w oparciu o wiarę i chrześcijańską hierarchię wartości, nie czujemy się osamotnieni. Spotkania w ramach wspólnoty pozwalają nam dzielić się swoimi doświadczeniami.

 

B.G.: We wspólnocie jedni dla drugich mogą być też inspiracją.

 

W.G.: Człowiek niejednokrotnie wali głową w mur, nabije sobie przy okazji siniaków, a po rozmowie we wspólnocie odkrywa, że nie musi wyważać otwartych drzwi i może uczyć się na cudzych błędach. Dużo efektywniejsza jest praca nad relacją w sytuacji, kiedy możemy skonfrontować swoje starania z doświadczeniami innych małżeństw.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

6

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 16:24:37 | 2017-09-12
Ot robienie z patolicznych zachowań reguły i normy. Kanibalizm, owszem, okropny, okrutny i nie do przyjęcia. Ale czasem wynika z niezrozumienia, jest rozpaczliwą walką o człowieczeństwo. Ważne, żeby się nauczyć podchodzić do niego w sposób cywilizowany.

Piękne...

(...) niejednokrotnie (...) zaczynają na siebie krzyczeć. Krzyczą, ponieważ (...) Kłótnia jest (...) walką o małżeństwo. Niesie ze sobą zranienia, więc bywa, że kończy się jego śmiercią. (...) Można nauczyć się kłócić według zasad. Ważne też, by nie traktować kłótni jako końca świata.

Oceń odpowiedz

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook