Matka Polka samotna

TakRodzinie
(fot. shutterstock.com)

Za pierwszym razem związała się z alkoholikiem. Za drugim z mężczyzną, który cierpiał na zaburzenia psychiczne. Sama wychowuje dwoje swoich dzieci i się nie poddaje.


Jest ich ponad milion i z roku na rok coraz więcej. Jak sobie radzą? I gdzie mogą znaleźć pomoc?

 

Anna: mama Gerarda (8 lat) i Noeli (3 lata), z wykształcenia pracownik socjalny. Nie działa zawodowo, zajmuje się dziećmi, a wcześniej opiekowała się chorą matką, która zmarła.

 

"Samotną mamą jestem po raz drugi. Za pierwszym razem weszłam w związek z alkoholikiem. Drugi mężczyzna miał być normalny, bardzo wierzący, a okazało się, że cierpi na zaburzenia psychiczne. Od początku nie akceptował dziecka, chciał, abym usunęła ciążę. Ja jednak urodziłam i mam teraz piękną córeczkę" - opowiada.

 

Anna każdego dnia staje na nowo do walki o to, co najważniejsze dla jej rodziny. "Siłę daje mi uśmiech dzieci: to, że powiedzą jakąś głupotę, że przytulą, że czasem mnie rozzłoszczą, ale potem zapomną i mówią: «Mamo, i tak nie będziesz pamiętała». Są takie moje. To jest największa siła" - podkreśla.

 

Być na maksa

 

Nie ukrywa trudności, które musi pokonywać każdego dnia. "Kiedy sama zachoruję, muszę wybierać: albo ja, albo dzieci. Wiadomo, dzieci są najważniejsze, ale mama też musi być zdrowa. W małżeństwie można podzielić się obowiązkami. W samotności nie ma możliwości rozdwojenia się - przyznaje. - Są też rzeczy, z którymi sobie nie radzę. Wtedy proszę o wsparcie sąsiada, znajomych".

 

Jednak zdaniem dzieci nie ma takiej sytuacji, w której mama sobie nie poradzi. "Mama jest od wszystkiego. Robi pizzę. Ostatnio próbowałem sam, ale wsypałem za dużo mąki - tłumaczy Gerard. - I mama nie śpi nocami. To prawda. Gotuje dla nas, sprząta…".

 

Jeśli komuś Bóg pozwolił być rodzicem, to trzeba to szanować. To podwójny zaszczyt: bo po pierwsze - Bóg nas w ten sposób docenił, a po drugie - dostajemy tak wiele radości poprzez dziecko, gdy zaczyna mówić, chodzić, śpiewać, tańczyć…

 

Co Anna chciałaby powiedzieć innym samotnym matkom, które czasem nie mają już siły do dalszej walki? "Żeby się nie poddawały, żeby walczyły o to, co najważniejsze! A najważniejsze są dzieci: bezbronne i niewinne. Musisz myśleć o zapewnieniu im bezpieczeństwa. Masz niezbędne narzędzia i środki, a gdy spojrzysz na dzieci, będziesz wiedziała, co zrobić - mówi Ania. - Gdy jestem na maksa zła i zmęczona i stwierdzam, że potrzebuję urlopu, to dzieci mówią, że nie mogę, bo jestem ich kochaną mamusią i kto będzie im gotować, kiedy one nie potrafią" (śmiech).

 

Dokąd po pomoc?

 

Nie każda kobieta potrafi sama udźwignąć ciężar samotnego macierzyństwa. Wiele z nich potrzebuje pomocy, której nie otrzyma od najbliższych. Wsparcie oferują domy samotnej matki. Ponad połowę ze 109 domów prowadzą w Polsce instytucje kościelne. Jedną z tego typu placówek jest Ośrodek Wsparcia dla Samotnych Matek i Kobiet w Ciąży w Lublinie założony w 1984 roku.

 

"Przyjmujemy kobiety w ciąży oraz matki z dziećmi do lat 3. Domy samotnej matki to miejsca, gdzie kobiety mogą przygotować się na przyjście dziecka - mówi ks. Hubert Czarnecki, dyrektor placówki. - To również szansa, aby nauczyły się samodzielności i odpowiedzialności, a często i najprostszych umiejętności, których nie miały okazji nabyć w domu: sprzątania, prasowania, gotowania. Zaczynają wierzyć, że poradzą sobie z opieką nad dzieckiem. I odzyskują poczucie własnej wartości" - podkreśla ksiądz, któremu w pracy pomagają siostry zakonne ze Zgromadzenia Benedyktynek Misjonarek. Kobiety mają tu zapewniony nocleg, wyżywienie, pomoc psychologiczną, psychoterapeutyczną, pedagogiczną ze strony pracownika socjalnego oraz duchową. W budynku znajduje się także kaplica. W ciągu 30 lat istnienia przez dom przeszło około 2500 matek.

 

"Staramy się im pomóc, by mogły niedrogo wynająć mieszkanie. Wtedy matka idzie do pracy, a dziecko do żłobka. Pobyt w domu samotnej matki daje także czas na uregulowanie problemów prawnych. Matki korzystają u nas z pomocy prawnika i uczą się, jak wystąpić o alimenty od ojca dziecka - wyjaśnia ks. Czarnecki. - Dom to miejsce szczególne, gdzie można się schronić, gdzie ma się pewność bycia kochanym, gdzie otacza nas ciepło i miłość. Każdy chciałby mieć taki dom, do którego się tęskni. Niestety, nie każdy ma w życiu szczęście, więc staramy się stworzyć takie miejsce, gdzie można znaleźć wsparcie i pomoc, zrozumienie i miłość".

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.07

Liczba głosów:

14

 

 

Komentarze użytkowników (11)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

jackulus 17:59:51 | 2016-11-13
część 5
Jest jednak tak, że to zajecie się sobą jest często po wielokroć trudniejszym zadaniem niż choćby oddanie się cierpieniu, podczas którego można usłyszeć wiele o swojej "wspaniałości", wytrwałości, etc. To, że w dzięki temu cierpienie się pomnaża, jest już rzadziej zauważane. Chyba, że tak intencjonalnie ma być - wtedy wszystko "w porządku"...

Dlatego nie mam zgody, na przedstawianie problemu matki-polki w formie samego współczucia i pomocy kierowanych do "niej", jako do osoby dotkniętej nieszczęściem. Do sytuacji, w której się znalazła doprowadza najczęściej wiele czynników, po drodze jest wiele problemów, na które w pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę, pomagając samotnym matkom, ale nie gloryfikując takiego sposobu na życie i pokazując im własną współodpowiedzialność za sytuację, w której się znajdują.

Oceń 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jackulus 17:58:59 | 2016-11-13
część 4

Kolejny cytat, dotyczący palącego w moim odczuciu problemu, który dzięki lekturze niniejszego artykułu ma szansę być dalej potęgowany: "... Wiadomo, dzieci są najważniejsze...". To chwytliwy przekaz, któremu trudno się przeciwstawić, nie będąc narażonym na... bezduszność ? Okrucieństwo ? Niestety nie - to nie dzieci są najważniejsze. Nie chcę wchodzić w polemikę, kto jest ważniejszy - czy dzieci, czy rodzice. Jednej odpowiedzi zapewne nie ma. Gdyby nie dzieci, nasza cywilizacja by przepadła, to dzieci decydują o jej przyszłości, są słabe, bezbronne, niewinne, etc. jednak jeśli rodzice przekażą im nieodpowiednie wzorce, jeśli dzieci nauczą się, że to one są najważniejsze, do niczego dobrego to nie prowadzi. Trudno mi akceptować widok, który ostatnio coraz częściej widzę np. w komunikacji miejskiej. Tłok, dorośli ludzie zajmują miejsca, wchodzi mama (lub babcia) z takim "najważniejszym" dzieckiem. Młody człowiek ma 6, czy 7 lat, energii za dwóch dorosłych, tymczasem co się dzieje ? Owi dorośli, na wyścigi zrywają się z miejsc, aby ustąpić miejsca dziecku. Właśnie dziecku - jego opiekunka nie zajmuje miejsca, nie bierze dziecka na kolana, sama znosi tłok, ale dziecko traktowane jest iście po królewsku. Nie chcę już kolejny raz powtarzać, czego taka sytuacja uczy i mam wobec takiego postępowania wielki sprzeciw. W samolocie, w sytuacji awaryjnej rodzic ma obowiązek najpierw sam zatroszczyć się o siebie i założyć sobie maskę tlenową. Jeśli tego nie zrobi, nie będzie w stanie pomóc swojemu dziecku i przepadną obydwoje. Jeśli rodzic w pierwszej kolejności nie potrafi zadbać o siebie, o swoje szczęście i spełnienie, a tylko zajmie się dzieckiem, nic dobrego z tego w dłuższej perspektywie nie wyniknie.
(c.d.n)

Oceń 11 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jackulus 17:57:07 | 2016-11-13
część 3
Tak niewiele mówi się o istocie problemu, którym jest wychowanie kobiet w takich warunkach, iż później w życiu dokonują wyborów, które skazują je na cierpienie i samotność. Problem jest ukryty o wiele wcześniej, w niekiedy świetnie zakamuflowanych "dobrych", "przykładnych" rodzinach, w których dzieje się zło, w których dziecko nie ma szansy doświadczyć dobrych relacji z obojgiem rodziców, doświadczyć ich prawdziwej bliskości, emocjonalnej obecności zarówno matki, jak i ojca. Gdzie nie jest również zachowana właściwa hierarchia ważności - kobieta, która decyduje się na przeżycie swojego życia w cierpieniu, gdzieś taki wzorzec musiała zobaczyć i tym problemem - jego ujawnieniem, diagnozą, należy zajmować się w pierwszej kolejności. "Drugi mężczyzna miał być... bardzo wierzący" - jeśli jedynym, czy przeważającym kryterium staje się kryterium bycia wierzącym (to też jest słowo-klucz i zupełnie nie wiadomo co oznacza), bardzo blisko do tragicznego obrotu spraw. Niestety, jest też tak, że tego typu postawę promuje w wielu przypadkach Kościół, opacznie interpretując znaczenie cierpienia, hołdując w dalszym ciągu patriarchalnemu porządkowi świata. W takim kontekst wpisuje się dla mnie również wydźwięk tego artykułu, akcentujący wartość zjawiska pod tytułem "matka-polka".
(c.d.n)

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jackulus 17:56:14 | 2016-11-13
część 2

"Za pierwszym razem weszłam w związek z alkoholikiem. Drugi mężczyzna miał być normalny, bardzo wierzący, a okazało się, że cierpi na zaburzenia psychiczne. Od początku nie akceptował dziecka, chciał, abym usunęła ciążę. Ja jednak urodziłam i mam teraz piękną córeczkę".

Tym "złym" jest tutaj mężczyzna. To on jest albo alkoholikiem, albo chorym psychicznie. Jak jednak się stało, że matka dziecka dwukrotnie podejmuje w swoim życiu taki wybór, iż wiąże się z "nieodpowiednim" mężczyzną. Przypadek ? Oczywiście nie odpowiem na to pytanie. Nie wiem jak jest w tym konkretnym przypadku, ale ogromna liczba podobnych, nieszczęśliwych historii ma wcześniejszy początek w rodzinach, w których cierpiętniczy przekaz dostają od swoich matek. Bywa tak, że współuzależnienie wysysają niemal z ich mlekiem i nie potrafią funkcjonować autonomicznie, nie potrafią docenić/obronić siebie, nieświadomie dokonują takiego właśnie życiowego wyboru, aby związać się z kimś, z kim mogą powielić jedyny znany sobie sposób na życie, polegający na poświęcaniu się dla innych i własnym cierpieniu.

"Mam teraz piękną córeczkę" "... Jest taka moja..." -  to brzmi wbrew pozorom strasznie. Szanowna Pani - "nie masz tej córeczki". Twoja córeczka może być piękna, ale to nie jest Twoja własność. To nie jest kolejny obiekt, któremu możesz się teraz poświęcić, nie dbając o siebie, za to kolejnemu pokoleniu przekazując ten sam wzorzec postępowania: "Choć nie mam już sił, będę dalej samotnie wychowywać mojej dzieci, poświęcę się dla nich, dam radę". Całym swoim życiem świadcząc, jak źli są mężczyźni (lub nie ma ich wcale), jak trudne jest samotne życie. Tak zwana, nasza dobrze znana - matka polka. Z zupełnym pominięciem jej odpowiedzialności za znalezienie się w trudnej sytuacji.
(c.d.n)

Oceń 13 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jackulus 17:54:58 | 2016-11-13
Choć nie za często to robię, zdecydowałem się skomentować powyższy tekst, ponieważ adresuje problem samotnego macierzyństwa w sposób, który w moim odczuciu robi o wiele więcej szkody niż pożytku.

Może najpierw z czym się tekście zgadzam, ponieważ ten akapit będzie sporo krótszy, a mimo wszystko nie chcę aby zupełnie umknął uwagi. Na pewno, skoro mleko zostało rozlane i dzieje się źle, potrzebna jest pomoc, w związku z czym mówienie o realnych miejscach gdzie taką pomoc można otrzymać jest potrzebne. Nie wspominając nawet o fakcie stworzenia warunków i zaoferowania tejże pomocy, albowiem samo mówienie niczego by nie zmieniło. Chwała za to.

Jednakże większa część artykułu naświetlająca problem i zamieszczone w niej przykłady są mocno jednostronne i zupełnie pomijają sedno problemu. A jeśli nie mówimy o źródle problemu, a tylko zajmujemy się objawami, to taka forma leczenia/pomocy jest mało przyszłościowa. Zacznijmy od kilku cytatów:
(c.d.n)

Oceń 5 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jackulus 17:53:51 | 2016-11-13
Czy tu można dodać komentarz ? Próbuję, próbuję i nic... :-/

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

biucowa 19:39:57 | 2016-11-12
Witam-a ile jest domów dla samotnie wychowujących ojców.
Czy tacy są? Czy takim sie tez pomaga ?

Oceń 10 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Pola 17:26:39 | 2016-11-12
Większość kobiet samotnie musi się borykać z macierzyństwem i ze wszystkimi problemami. A tacy faryzeusze - "obrońcy życia" nie zauważają, że do poczęcia i wychowania dziecka potrzebny jest również ojciec i rzucają gromami z ambon na złe kobiety ubrane w pochodach na czarno.
Faryzeuszu! Gromisz, a nie starasz się zrozumieć. Popatrz się najpierw na samego siebie, jak żyjesz. Głosisz Ewangelię tylko ustami. Ludziom do niczego nie jest potrzebna ta paplanina, bo każdy człowiek ma sumienie i bez Ciebie wie, co jest dobre. Przestań gderać i potępiać kobiety i zacznij świadczyć życiem i przykładem.
Rozejrzyj się i popatrz, ile jest matek samotnie wychowujących dzieci i dzieci, którymi ojcowie w ogóle się nie interesują. Przestańcie obwiniać kobiety o zło tego świata, bo sami jesteście źli.

Oceń 20 33 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook