Jak przestać porównywać męża z innymi?

(fot. shutterstock.com)

Tam, gdzie mieszkam, mówi się: Trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Raz na jakiś czas siedzę w metrze, patrzę na obcego mężczyznę i zastanawiam się, kim on jest...

 

- Pewnie nieźle zarabia. Jak nic ma piękny dom. Wygląda na takiego z dobrymi manierami. Pewnie dba o swoją kobietę. Nie to co… Jestem pewna, że wam nigdy takie myśli do głowy nie przyszły. Przecież wypowiadając je na głos, czuję, że brzmią zupełnie absurdalnie - bo nic o tym człowieku nie wiem. Może jest na przepustce z więzienia i ubrał najlepsze ciuchy?

 

Albo to - siedzimy w restauracji na romantycznym obiedzie. Rozglądam się dookoła i widzę wpatrzoną w siebie, trzymającą się za ręce parę. Obok bukiet kwiatów, które ta szczęściara dostała od swojego wybranka. No tak, a kiedy ja ostatnio takie dostałam? I oni w ogóle na jakichś takich bardziej zakochanych wyglądają... - myślę sobie.

 

Być może nie wiem, że tamta para przechodzi głęboki kryzys, a ta otoczka jest tylko na pokaz, bo nie chcą zmierzyć się ze swoimi problemami?

 

Na Wyspach, gdzie mieszkamy, jest takie powiedzenie: The grass is always greener on the other side. Po naszemu: Trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu.

 

Nie wspomnę już o filmach i komediach romantycznych. Miałyście kiedyś tak, że skończyłyście oglądać jakąś, z jednym z tych nieziemsko przystojnych amantów, który najpierw pisał swojej ukochanej miłosne listy, a potem razem tańczyli na balu - oczywiście on w smokingu, a ona w pięknej sukni? Film się kończy, lecą napisy, a twój Marcin leży obok w rozciągniętej podkoszulce, z otwartą buzią i chrapie?

 

Westchnięcie.

 

A co z waszymi wspólnymi znajomymi? Ile razy pomyślałaś o mężu przyjaciółki - że on to przecież taki uczynny, we wszystkim Ankę wyręcza. Dziećmi się zajmuje. Przytula ją i całuje przy znajomych. Gdyby tylko mój … (tu wpisz imię) taki był. Westchnięcie. No nic, trzeba ‚pogodzić’ się z rzeczywistością… Wracam do garów.

 

Stop!

 

Stop! Zdajesz sobie sprawę, że porównując swojego męża do innych mężczyzn, sama kopiesz głębokie dołki pod waszym małżeństwem? Zanim następnym razem pozwolisz sobie na takie myśli, zadaj sobie te pytania:

 

1. Czy wiesz o tym, że to ty kreujesz swoją rzeczywistość? A raczej, że twoje nastawienie do niej może ją zupełnie zmienić?
2. Jakie twój mąż - człowiek z krwi i kości - ma szanse w zestawieniu z filmowym amantem, wykreowanym całkowicie na potrzeby scenariusza?
3. Jakbyś się czuła gdybyś dowiedziała sie, że twój mąż porównuje cię (na niekorzyść) do twoich koleżanek?
4. Dlaczego chcesz marnować piękne, wyjątkowe chwile z człowiekiem, z którym prawdopodobnie spędzisz resztę życia, na bezsensowne marzenia o kimś z kim z nigdy nie będziesz? Czy nie lepiej byłoby wykorzystać ten czas na budowanie tej relacji, w której już jesteś?

5. Skąd wiesz, że osoba, z która porównujesz swojego męża naprawdę jest tym, za kogo go uważasz? Jaką masz gwarancję, że on kochałby i szanował cię tak jak twój obecny mąż? (zakładając, że jesteś w zdrowym i kochającym związku)
6. Czy pamiętasz o tym, że twój mąż zna cię najlepiej na świecie - jest świadkiem wielu twoich słabych chwil, a mimo to nadal cię kocha i akceptuje?
7. Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, ile kobiet oddałoby wiele, żeby mieć takiego męża jak twój? A może ktoś, kogo on zna, patrzy na niego właśnie w ten sposób?
8. Czy nie chciałabyś, żeby twój mąż wiedział i czuł, że ma w swojej żonie najlepszego, lojalnego przyjaciela, który zawsze będzie o nim dobrze myślał?
9. Kto jak nie ty (zaraz po Bogu) może być jego największym wsparciem, zachętą? Czy nie chciałabyś, żeby to do ciebie właśnie zwracał się z zaspokojeniem tych potrzeb?
10. Czy wiesz, że to, co jest w naszym sercu i w naszych myślach, jest widoczne na zewnątrz? Szczególnie dla osoby, która zna cię tak dobrze jak mąż. To, w jaki sposób będziesz o nim myśleć, będzie przez niego wyczuwalne. Więcej - to jak widzisz go ty - stanie się obrazem, jaki on będzie budował na własny temat…

 

*

My, kobiety, lubimy dużo myśleć. Zastanawiać się: "co by było gdyby". Pisać w głowie scenariusze typu: "a może rycerz na białym koniu kiedyś przyjedzie po mnie i już nigdy więcej nie będę musiała prać skarpetek Wieśka?!".

 

Rycerz nie przyjedzie. Bo masz go już obok siebie. Od ciebie tylko zależy, czy będziesz chciała go dostrzec w tym chrapiącym obok ciebie mężczyźnie.

Swoją drogą, czy to nie wspaniałe, że masz obok siebie kochającego cię mężczyznę?!

Kto wie? Może, jak zaczniesz traktować go jak księcia, to on się w nim obudzi? Przecież kiedyś tam był, prawda?

A wtedy już jesteś tylko krok od tego, żeby być czyjąś księżniczką…

 

 

Tekst pierwotnie ukazał się na blogu Żona i Mąż

 

 

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.8

Liczba głosów:

15

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook