Co zrobić, żeby uratować małżeństwo?

(fot. shutterstock.com)

Jeśli przestałeś się wahać, jeśli postanowiłeś podjąć ciężki trud ratowania związku, jeśli uwierzyłeś, że masz w sobie dość siły, by zmienić swoje życie - co teraz?

 

Starogrecka mądrość podpowiada: "Wejrzyj w siebie głębiej i poradź się duszy". Cenna jest też sugestia Elisabeth Kübler-Ross: "Naucz się wsłuchiwać w swoją wewnętrzną ciszę; pamiętaj też, że wszystko w życiu ma sens". Pamiętaj również, że to, co masz teraz robić, jest sprawą wyłącznie twoją, decydujesz w niej sam i robisz to dla siebie.


Ciało człowieka nieustannie pracuje - serce bije, płuca oddychają, oczy patrzą, uszy słyszą, pomalutku rosną włosy. Mechanizm ciała działa sam, żadnej z tych funkcji nie trzeba uruchamiać. Kiedy dojdzie do choroby somatycznej, stosuje się odpowiednią kurację, ale i ona odbywa się poza naszą wolą: złamana kość się zrasta, uszkodzony organ zdrowieje, jeśli tylko jakimś działaniem nie pokrzyżujemy leczenia.


Potrzebą duszy człowieka czy też jego psychiki jest zgoda i spokój. Jeśli więc żyjesz w związku małżeńskim czy innym związku partnerskim, jego charakter emocjonalny jest równie istotny, jak aspekt fizyczny, materialny czy prawny. O stan związku trzeba nieustannie, troskliwie i odpowiedzialnie dbać, podobnie jak o zdrowie fizyczne i materialne środki do życia. W pielęgnację związku, a zwłaszcza w odtwarzanie nadwątlonej więzi, należy zaangażować całą swą pozytywną energię, przede wszystkim zaś obecne w każdym człowieku naturalne pragnienie zgody i pojednania.


Johnsonowie, małżeństwo od siedmiu lat, oboje po trzydziestce, tworzyli burzliwy związek. Życie w małżeństwie nie odpowiadało ich oczekiwaniom. Doszli w końcu wspólnie do wniosku, że obojgu zbyt mało na sobie zależy, by małżeństwo miało trwać dalej. Pochodzili z rozbitych rodzin, zatem rozwód wydawał im się realnym, łatwym do przyjęcia rozwiązaniem. Każde z nich wynajęło adwokata i już zanim rozpoczął się proces, wydali razem na honoraria dla swych prawników ponad masę pieniędzy. Podczas wstępnej rozprawy sędzia zalecił małżonkom poddać się - przez co najmniej sześć tygodni - odpowiedniej terapii i odroczył do tego czasu proces. Wtedy właśnie trafili do mnie, pytając, co mają robić.


Oboje Johnsonowie byli emocjonalnie zranieni, zaskorupiali w gniewie. Z pewnym ociąganiem wspomnieli, że mają troje dzieci. Żona ze złością i łzami w oczach, ale i z akcentem uroczystego patosu, zdjęła z palca obrączkę i rzuciła ją mężowi na znak, że małżeństwo jest zerwane. Powiedziała mi, że mąż w cztery tygodnie po narodzinach ich trzeciego dziecka wyprowadził się od niej do swego dawnego przyjaciela, gdzie zaczął prowadzić życie kawalera.


Oboje patrzyli na siebie z pogardą. Nic nie wskazywało na to, żeby w którymś z nich mogło obudzić się pragnienie pojednania.


"Jakie macie państwo oczekiwania?" - spytałem.
Dłuższą chwilę nie odpowiadali, w końcu żona odezwała się: "Zostawił mnie z trójką dzieci, obraca się teraz wśród swoich przyjaciół. Zupełnie nie poczuwa się do obowiązków ojca czy męża".
"Przesyłam ci pieniądze, prawda?"
"To możesz sobie darować. Dzieci potrzebują ojca".
"Odszedłem, bo nigdy nie czułem się doceniany".
"Bzdura. Mam troje dzieci i chodzę do pracy. Czego więcej chcesz ode mnie?"
"Seksu!" - wykrzyknął gniewnie.


Ich spór robił się coraz gwałtowniejszy, sypały się obraźliwe słowa, uznałem więc, że muszę przerwać tę scenę. Powiedziałem: "To nie ring bokserski. Taka wymiana ciosów do niczego nie prowadzi".


"Bez przerwy tak z sobą walczymy" - odparła żona.
"Zdecydowaliśmy już. Najlepszym sposobem jest rozwód" - dodał twardo mąż.
"To ty zdecydowałeś. Ja nie chcę rozwodu" - powiedziała żona.
"Jeśli państwo pozwolicie, pomogę wam podjąć decyzję" - zaproponowałem.
"Czuję, że już jest za późno" - odrzekła żona, wyraźnie załamana.
"Nasz ślub był pomyłką, nie pasujemy do siebie" - dorzucił Johnson.


"Gdybyście państwo nie mieli dzieci, rozwód byłby łatwiejszy" - wtrąciłem się. "Zastanówcie się jednak, jak spojrzycie im w oczy, zawiadamiając, że rozbijacie rodzinę, że radykalnym cięciem odmieniacie strukturę ich świata i odtąd w ich życiu już nigdy, nawet przez jeden dzień, nie będzie tak jak dawniej. Muszę przy tym powiedzieć, że odnosicie się państwo do siebie w sposób nieodpowiedzialny".


Zobaczyłem, jak twarz Johnsona czerwienieje z gniewu. Pojęcie "odpowiedzialność" musiało poruszyć w nim czułą strunę. Jego żona przyglądała mu się wielkimi ze zdziwienia oczami.


"Dam jej wszystko, czego sobie życzy. Mam tego dość".
"Życzę sobie jednego: żebyś wrócił".
"Nie kocham cię już".
"Nie wiesz, co ja czuję!"
"Nic mnie to nie obchodzi".
"A co z dziećmi?" - rozpłakała się.


Jest naturalnym odruchem wszystkich rodziców, że, o ile tylko jest to w ich mocy, starają się oszczędzić dzieciom cierpienia. Kiedy Johnsonowie powiedzieli swoim dzieciom o perspektywie rozwodu, dwoje starszych rozpłakało się i nie mogły się uspokoić. Płakały rozpaczliwie, aż pod oczami zrobiły się im sińce, pobladłe buzie ściągnęło przeczucie nieszczęścia. Pytały nieustannie: "Mamo, czemu? Tato, czemu? Nie rozwódźcie się, zróbcie coś!"


Kiedy Johnsonowie o tym opowiadali, przyglądałem się uważnie ich twarzom i w pewnym momencie poczułem, że odnajduję nadzieję na przyszłość ich związku. Byli wstrząśnięci reakcją dzieci i zaniepokojeni ich sytuacją. Pomyślałem, że to małżeństwo dałoby się uratować, gdybym zdołał dwojgu siedzących przede mną ludzi uświadomić, że nie brakuje im do wspólnego szczęścia tak wiele - głównie szacunku dla siebie nawzajem i odpowiedzialności za rodzinę, którą stworzyli.


Na szóstym spotkaniu, kiedy wywiązali się już z nałożonego przez sąd zobowiązania, spytali, czy mogliby przedłużyć terapię o kilka następnych sesji.


"Przecież po to tu jestem" - odrzekłem z uśmiechem. Gdy notowałem w zeszycie termin następnego spotkania, przemknęło mi przez głowę zdanie wypowiedziane przez Richarda Taylora: "Małżonków trzyma w związku nie tylko miłość, ale i wiele innych rzeczy; te inne czasem wystarczają, kiedy miłość wygaśnie, albo zostanie z niej tylko ślad".


Na jednym z następnych spotkań poprosiłem Johnsonów, żeby zrelacjonowali, jak wyglądało ich małżeństwo po przyjściu na świat trzeciego dziecka. Jak mi powiedzieli, zgodzili się wtedy ze sobą, że połóg i opieka nad noworodkiem nie pozwalały im na wiele wzajemnej czułości i romantyzmu. W miarę, jak przybywało codziennych trudów, emocjonalnie się od siebie oddalali. Fizycznie byli sobie bliscy - spali w jednym łóżku, razem jedli obiad i oglądali telewizję, prowadzili jakieś rozmowy - ale przestali się rozumieć. Miewali stosunki seksualne, jednak nie przeżywali już miłości. Powoli weszli w stan wzajemnej chłodnej izolacji od siebie, czuli złość i samotność. Role rodziców wypełniali także z oporami.


W toku terapii małżeńskiej Johnsonowie stopniowo dojrzeli do tego, by dostrzec pozytywny potencjał, istniejący w nich i w ich związku. Pojęli, że aby nie dopuścić do wzajemnego osamotnienia emocjonalnego, szybko niszczącego związek, muszą dzielić się ze sobą uczuciami i myślami - że jest to forma odpowiedzialności partnerów za wspólnie stworzony związek. Krok po kroku uczyli się rozwiązywać drobne nieporozumienia, nim urosły do rangi poważnych konfliktów, i zaczynali nawzajem tolerować swoje odmienne poglądy. Przy każdym niemal spotkaniu z Johnsonami dialog oscylował wokół stanu emocjonalnego dzieci. Stopniowo sobie uświadamiali, jaki wpływ miało na dzieci zakłócenie ich interakcji: zapragnęli wówczas zbliżyć się do dzieci i nadrobić rodzicielskie zaległości. Jednocześnie postanowili spędzać razem wszystkie piątkowe wieczory, próbując pielęgnować w tym czasie swą miłość i rozmawiać o niej. Od tamtej pory minęło pięć lat, a Johnsonowie nadal są razem.


Kiedy twój związek przeżywa kryzys, nie znaczy to bynajmniej, że jest już martwy i trzeba z nim skończyć; prawdopodobnie ma wszelkie szanse, by, odbudowany, odzyskał dawną świeżość. Owszem, potrzeba zmiany jego charakteru - powinien to być związek bez wrogości i wzajemnego odrzucania się, nie przynoszący doznań, które wywołały cierpienie i alienację. Zasługujesz na taki związek. Jeśli postarasz się być wrażliwy na potrzeby partnera, twój związek odrodzi się z popiołów właśnie w takiej pożądanej postaci, o jakiej tu mówimy. Inne małżeństwa rozpadają się, ale w twoje może wstąpić nowe życie, bo powiedziałeś "tak".

 

Wiecej w książce: ODBUDOWYWANIE ZWIĄZKÓW - Peter M. Kalellis

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.86

Liczba głosów:

7

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

caitlinjeanette60 01:09:43 | 2019-07-09
Mając tak wiele w moim sercu, jestem tutaj, aby wyrazić się na temat tego, jak ksiądz kubala uratował moje małżeństwo przed rozwodem. Ja i mój mąż mieliśmy pewne nieporozumienia i rozdzierało to nasze małżeństwo na tyle, na ile mój mąż szukał rozwodu. Więc nie mam innego wyjścia, jak pójść do internetu, aby znaleźć rozwiązanie mojego problemu. To właśnie tam natknąłem się na szczegóły księdza kubali i na to, jak pomógł wielu ludziom, przywracając tam związek. Skontaktowałem się z nim i za mniej niż 3 dni mój mąż odwołał papiery rozwodowe. Teraz ja i mój mąż mieszkamy razem w pokoju. wszystko dzięki świątyni kubala za uratowanie mojego małżeństwa przed rozwodem. dane kontaktowe księdza kubali są za pośrednictwem poczty elektronicznej: ([email protected]) dzięki za to, co dla mnie zrobiłeś.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

laramicheal75 12:06:51 | 2019-05-31
Please, my dear friend, my name is Lara Micheal, I will talk to the world about the help I received from the High Priest, I see only that it is a way of help that will need the help I have. Read this my testimony, until the end will be a tale of life, because it is a testimony that I will tell everyone. I have been married for 3 years and 4 years of my marriage, another woman took me from me, and my husband left me and children and we suffered for two years until I met. I helped someone and decided to give him a hand to help me take my lover home and I believe that I sent him my picture and my details, and my husband and two days at home, and I'm glad that every one of you looks so man because I can swear on my life that a man is a very powerful mage, and his spell works without any side effects. If you want more information about the priest, do you really have a relationship now? Do you want the intervention of the high priest in your relationship to help you fix the relationship? so contact him today via his email: [email protected] if you have problems in the next issue
(1) If you want your ex
(2) if you still have bad dreams.
(3) You want to be promoted in your office.
(4) If you want to have a child.
(5) herbal care
(6) You want to be rich.
(7) You want your husband / wife to be yours forever.
(If you need financial help.
(9) Let people follow your words and meet your wishes.
(10) Case Resolution ETC
Contact him through his e-mail address and expand all problems by sending an e-mail to doctorosagiede75 @ gmail .com

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

odiasolutioncenter 01:58:02 | 2019-05-09
Witam, Nazywam się jannik Brinkerhoff Chcę podziękować temu wspaniałemu człowiekowi Dr Odii za to, co zrobił w moim życiu, (4 lata) temu ja i moja żona mieliśmy katastrofę, więc odeszła, nie wiedząc, gdzie ona wyszła z moim 2 dzieciaki, byłem naprawdę zszokowany, że poszedłem złożyć raport na policję o mojej zaginionej żonie, zabierającej moje dzieci, więc szukali i szukali wciąż nie mogli jej znaleźć, byłem naprawdę chory i nie mogę żyć bez niej i ja naprawdę tęskniłam za moimi dziećmi, byłam naprawdę zdenerwowana moją jaźnią, ponieważ nie mogłam dwukrotnie kontrolować mojej bezużytecznej złości, stawałam się sfrustrowana, stałam się uzależniona od narkotyków i piję alkohol z powodu mojej sytuacji po tym, jak moja żona opuściła mnie na dobre (4 lata ) więc niestety znajomy powiedział mi o rzucającym zaklęcie internetowym o nazwie Dr Odia i powiedział mi, żebym skontaktował się z nim, żeby pomógł mi przywieźć moją żonę, z początku uczyłam go, że żartuje, dopóki nie zauważyłam, że jest cholernie poważny , więc postanowiłem się z nim skontaktować, nie mogłem uwierzyć własnym oczom Dr Odia powiedziała mi, żebym się tym nie martwił moja żona wróci do mnie z moimi dziećmi bezpiecznie w ciągu 12 godzin. Po rzuceniu zaklęcia zadzwonił do mnie i powiedział, że nie powinienem się martwić, że moja żona przyjdzie teraz, w chwili, gdy skończył ze mną rozmawiać przez telefon, niestety moja żona wróciła do mnie z moimi dziećmi, byłem naprawdę szczęśliwy, to było najszczęśliwsze dzień w moim życiu, więc postanowiłem podzielić się swoim świadectwem o nim, jego czar działa natychmiast po rzuceniu go, wielkie dzięki dla Dr Odii za przywrócenie mojej żonie do mnie szczęśliwie. Jeśli masz jakieś problemy, prosimy o kontakt z nim, ponieważ może on pomóc w rozwiązaniu problemów. przez e-mail: [email protected], dla WhatsApp i Viber chat: +27638836445

Oceń 2 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?