Kłótnie zdarzają się, ponieważ... ich szukamy

(fot. shutterstock.com)

Wypadków" komunikacyjnych można uniknąć. Kłótnie nie są czymś nieuchronnym na miarę trzęsienia ziemi czy zawału serca. Kłótnie zdarzają się, ponieważ ich szukamy.

 

W życiu wszystko jest przemianą i wzrostem. Także komunikowanie. Komunikowanie się jest pewnym typem relacji, w której czujemy się dobrze, kiedy cechuje ją oceniające przyjęcie siebie i drugiego. Tak dzieje się, gdy jesteśmy uważni, w pełni nastawieni na obserwację... aby się zrozumieć.

 

Podmiot komunikujący jest osobą "kompletną", ze swoimi przeżyciami, ze swoją przeszłością, z bagażem wychowania rodzinnego i społeczno-kulturowego, którego nie można zignorować ani pominąć. Podmiot komunikujący zatem komunikuje dobrze, jeśli istnieje zgodność między jego cielesnością, jego tonem głosu, dobranymi słowami, miejscem i czasem.

Pozostaje jeszcze jedno pytanie: jak można to wszystko uczynić bez ryzyka, że będziemy źle zrozumiani?

Przykład: "Martwisz mnie" różni się od: "Jestem zmartwiony". W pierwszym wyrażeniu zawarty jest osąd, jakby obwinianie drugiej osoby za spontaniczną reakcję uczuciową. W drugim przypadku ujawnione zostaje własne uczucie "tu i teraz", tam gdzie ono się rodzi, to znaczy w nas samych. Wydaje się to zręczną gierką; w rzeczywistości zawiera podstawowe prawo komunikacji, według którego każdy jest odpowiedzialny za własne stany uczuciowe i za kierowanie nimi.

 

O tyle jest to prawdziwe, że gdy mąż mówi do żony (lub na odwrót): "Denerwujesz mnie", w rzeczywistości, jeśli się nad tym zastanowić, oskarża on żonę o winę, której nie ma możliwości udowodnić. Jak ktoś może być tak "naukowo" pewny, że jego złość zależy wyłącznie od partnera, jako przyczyny sprawczej?
 
Może inne czynniki (zmęczenie, nieświadome skojarzenie z jakimiś minionymi doświadczeniami, pośpiech...) przyczyniły się do jej powstania w nim. Tym bardziej, że w innych momentach można byłoby zaobserwować inny typ reakcji. Warto zatem być bardziej naukowym i ograniczyć się do zarejestrowania tego, co odczuwa się wewnątrz: "jestem wściekły". Ten, a nie tamten stan uczuciowy jest faktem obiektywnie możliwym do skontrolowania.

Dzięki tej zmianie kierunku lub zawróceniu (czy przemianie) od "ty" (jesteś kretynką, jesteś głupia; gdy się kochamy, musisz mnie zrozumieć...) do "ja" (nie mogę cię zrozumieć, kiedy się kochamy, czasem czuję się nieswój, jestem dzisiaj smutny, potrzebuję porozmawiać z tobą...) jest możliwe, a nawet jest pewne, że "pociąg" komunikacji będzie jechał po torach lepiej, bez wykolejeń.

Wypadków" komunikacyjnych można uniknąć. Kłótnie nie są czymś nieuchronnym na miarę trzęsienia ziemi czy zawału serca. Kłótnie zdarzają się, ponieważ ich szukamy. Aby im zapobiec, lub przynajmniej uznać je za takie, wystarczy nasza pokorna uwaga w prowadzeniu "pociągu" własnych myśli i własnych uczuć do stacji partnera, czasami hamując, czasami sygnalizując gwizdkiem, że nadjeżdżamy, a może także uśmiechem.

Jest jeszcze jedna wskazówka. Narzeczeni, będąc świadomi swych różnic, dobrze zrobią konfrontując spokojnie własne myśli i odczucia odnośnie czterech podstawowych rzeczywistości: sposobu rozumienia życia, sensu małżeństwa, dzieci, religii. Bardzo głęboka różnica poglądów lub niezgodność uczuciowa mogłyby w istocie stanowić zalążek prawdziwego dramatu, chyba że oboje są obdarzeni wielkim i magicznym zasobem wzajemnego szacunku, z którego można czerpać na co dzień. Naznaczone materializmem, egocentryzmem, pęknięciami egzystencjalnymi odnoszenie się do rzeczywistości życia przez jedno z dwojga stanowi problem dla partnera bardziej otwartego na świat duchowy, na altruizm, na rozmach egzystencjalny. Podobnie, ocena relacji małżeństwa ze strony jednej z dwojga osób jako usystematyzowania się mniej lub bardziej czasowego może być sprzeczna z oceną małżeństwa jako wyboru powołania.

 

To samo odnosi się do dzieci: poczytywanie ich za ciężar lub za przeznaczenie biologiczne, bądź też konieczność dla prestiżu społecznego, zamiast uznawania za dar, niesie ze sobą, między innymi, również problemy z ich dojrzewaniem.

 

 

Więcej w książce: Kraina miłości. Przewodnik dla zakochanych, narzeczonych i młodych małżeństw - Gigi Avanti

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.78

Liczba głosów:

23

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

amelka 13:57:01 | 2012-05-05
W tym wszystkim chyba chodzi o zaufanie w pierwszej kolejności, szacunek i umiejętność rozmawiania. Nade wszystko jednak chęć przeżywania swojego wspólnego żcia z Bogiem. Trudno jest gdy jedna ze stron nie wierzy, nie szanuje wiary drugiej, ma w nosie...

Oceń 3 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Agnieszka 17:06:49 | 2012-05-01
A może zamiast "wielkiego i magicznego zasobu wzajemnego szacunku" bardziej przydałaby się narzeczonym wiara, determinacja i Boże wsparcie?

Oceń 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~? 07:29:41 | 2011-12-12
Więcej w książce: Kraina miłości. Przewodnik dla zakochanych, narzeczonych i młodych małżeństw - Gigi Avanti

Stare stażem małżeństwa w odstawkę? Bez szans?

Oceń 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook