To ty nie prosisz Józefa o dziecko?

Przewodnik Katolicki
(fot. shutterstock.com)

Kiedy przed ślubem Marta dowiedziała się od lekarzy, że prawdopodobnie nigdy nie będzie mogła urodzić dzieci, Paweł stwierdził: zobaczymy. Niezwykłe zaufanie do św. Józefa zaowocowało w ich przypadku dwoma synami.
 

Starszy z chłopców, Kuba, kilka dni temu obchodził piąte urodziny. Szymon w lipcu skończy cztery lata. − Dzieci nie są nasze, dostaliśmy je tylko od Boga na wychowanie. Tym bardziej chcemy mówić o tym, co nas spotkało − stwierdzają Marta i Paweł Szczerzyńscy.


Mieszkają w Sosnowcu i to tutaj się poznali, zresztą w dość niecodziennym miejscu, w Kurii Diecezjalnej. Oboje zaangażowani byli w jedną z akcji pomocowych zorganizowaną z myślą o dzieciach z ubogich rodzin. Paweł koordynował ją jako wiceprezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, Marta pomagała w niej jako wolontariuszka. Jak przyznaje, był to czas, kiedy na nowo odnalazła swoje miejsce w Kościele, a pomogła jej w tym pielgrzymka do Lichenia. Paweł od dawna był bardzo zaangażowany religijnie, a kilka lat wcześniej razem z grupą przyjaciół założył Wspólnotę św. Józefa.

 

Próba wiary


Marta już jako nastolatka zaczęła odczuwać dolegliwości, które z czasem zdiagnozowano jako zespół policystycznych jajników. Objawy tego schorzenia, które jest u kobiet najczęstszą przyczyną niepłodności, mogą mieć różne stopnie nasilenia. U Marty powodowały ogromny ból oraz wiązały się z powstawaniem torbieli. Dwie nich trzeba było usunąć operacyjnie, w pierwszym przypadku razem z jedną trzecią jajnika, co dla niej, wówczas bardzo młodej kobiety, było trudne do zaakceptowania. Marta starała się nie myśleć, z czym może wiązać się w przyszłości takie schorzenie, ale gdzieś w głębi serca czuła, jakie mogą być jego konsekwencje.


W Rzymie, do którego wspólnie z Pawłem się wybrali, pielgrzymując do kolejnych kościołów, prosiła Boga, żeby wszystko dobrze się poukładało. Paweł właśnie jej się oświadczył. − Pamiętam taką szczególną sytuację, przed bazyliką Santa Maria Maggiore. Siedziałam tam sobie po Mszy św. sprawowanej przez pewnego ciemnoskórego kapłana. Nagle zauważyłam go, jak przechodzi, a po chwili, bez powodu zawraca i idzie w moją stronę. Byłam zupełnie zaskoczona, kiedy podszedł do mnie, położył rękę na moim czole w geście błogosławieństwa i po angielsku powiedział, że na pewno wyproszę u Boga wiele łask. Łzy cisnęły mi się do oczu... − wspomina Marta.


Postanowiła więc stawić czoła sytuacji i zapytać lekarzy wprost, czy będzie mogła urodzić dziecko. Jeden z nich stwierdził, że przy tak szybko postępującej jak w jej przypadku chorobie raczej nie ma na to szans. Druga diagnoza była jeszcze mniej optymistyczna, lekarz bowiem całkowicie wykluczył możliwość urodzenia dziecka. − Kiedy Marta mi o tym powiedziała, ani przez moment nie zwątpiłem w moją miłość do niej. Wiedziałem, że damy radę, cokolwiek nam życie przyniesie. Choćbyśmy mieli być wypróbowani tak jak Abraham i Sara − wyznaje Paweł. − Szczerze powiedziawszy, moje myśli zaprzątały wtedy bardziej nieprzychylne opinie środowiska co do naszego związku. Nie wszyscy go w pełni akceptowali, bo jestem od Marty starszy o 14 lat − dopowiada.


Nie prosisz Józefa o dziecko?


Miłość pokonała jednak wszystkie obawy i pobrali się w 2006 r. Po ślubie przez moment nie myśleli o tym, że Marta może być bezpłodna. Ale gdy pojawiło się w nich pragnienie posiadania dziecka, pojechali do Fatimy, by tam prosić Matkę Bożą o dar rodzicielstwa. Kolejne miesiące nie przynosiły jednak oczekiwanego poczęcia. − Nie odbieraliśmy tego jednak w ten sposób, że Matka Boża nas nie wysłuchała. Wyjazd do Fatimy był bowiem dla nas czasem zawierzenia Maryi − wyjaśnia Paweł.


Otoczenie, wiedząc o ich staraniach o dziecko, wkrótce zaczęło podpowiadać, żeby skorzystali z możliwości, jakie daje postęp medycyny. A oni z kolei prosili różne osoby o modlitwę w swojej intencji. − Ktoś nam w końcu wprost zaproponował, żebyśmy sięgnęli po in vitro. Nasza odpowiedź była prosta: do takich metod nie będziemy się uciekać, musimy mieć wiarę! − tłumaczą. W pewnym momencie Paweł przeżył jednak olśnienie. − Pomyślałem: Człowieku, ty należysz do Wspólnoty św. Józefa, a nie prosisz Józefa o dziecko? Chyba coś jest nie tak?! − przyznaje. Zaczęli więc odmawiać Nowennę do św. Józefa o łaskę potomstwa. Tydzień po jej zakończeniu wypadały imieniny Pawła. − Poczułam tego dnia takie natchnienie, że powinnam zrobić test ciążowy. Nic jeszcze nie wskazywało na to, że mogę spodziewać się dziecka. Zrobiłam więc w pracy test i nie mogłam uwierzyć, kiedy zobaczyłam na nim pozytywny wynik. To był prezent dla Pawła, za który wiedzieliśmy, że musimy dziękować Bogu i św. Józefowi − opowiada Marta.


Krótko po tym ich radość została jednak przytłumiona. Dowiedzieli się, że dziecko, owszem, rozwija się prawidłowo, ale Marta ma kolejną torbiel. − Czuliśmy, że Bóg wystawia nas po raz kolejny na próbę. Trwaliśmy jednak w wierze, choć mieliśmy obawy, czy wszystko dobrze się skończy − mówi Paweł. Na szczęście, w czasie rozwoju ciąży torbiel sama się wchłonęła i Kuba przyszedł szczęśliwie na świat.


Symeon i Jakub


Kilka miesięcy później Marta i Paweł ponownie zaczęli odmawiać Nowennę do św. Józefa o łaskę potomstwa, ale tym razem w intencji pewnego małżeństwa. I właśnie wtedy dowiedzieli się sami, że spodziewają się narodzin Szymona. − Tak na wszelki wypadek nie odmawiam na razie tej nowenny − żartuje Paweł.


Imiona ich synów zaczerpnięte są z Pisma Świętego. Młodszy nosi imię Symeona, któremu dane było zobaczyć Mesjasza, a pierworodny − Jakuba walczącego z Bogiem. − Nasze życie też tak trochę wygląda, że chcemy walczyć z Bogiem. Kiedy z perspektywy czasu patrzę na nasze doświadczenia, mam wrażenie, że uparliśmy się jak Jakub, który mówił: Nie puszczę Cię Boże, dopóki mi nie pobłogosławisz − zauważa Paweł i dodaje, że wszystkie przeciwności, które ich spotkały, były drogą do umocnienia. − Trudności nauczyły nas pokory. Dzięki nim dostrzegamy rzeczy, których zapewne w innych okolicznościach by nam umknęły − przyznaje Marta, dopowiadając, że jej problemy z torbielami prawie zupełnie zniknęły.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.54

Liczba głosów:

71

 

 

Komentarze użytkowników (37)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

terapiawawa 13:41:37 | 2018-01-14
Znam kobietę, która modliła się ponad 20 lat - najpierw o chłopaka, potem o męża, chciała mieć rodzinę, dzieci. Potem modliła się jeszcze o zrozumienie tego, że nie otrzymuje i o rozeznanie powołania. Po drodze były lata we wspólnocie, modlitwy do różnych świętych, rekolekcje ignacjańskie... I cóż, nic. Teraz zbliża się do emerytury i nadal nie wie, jaki był ten plan pana Boga wobec niej. I słyszy od ludzi kretyńskie rady w stylu "jak nie masz rodziny, masz mnóstwo czasu i możesz działać w wolontariacie. I owszem, działa, ale tylko w niedzielę, bo 6 dni w tygodniu haruje, żeby się w ogóle utrzymać. Znajome lubią się jej zwierzać ze swoich problemów z facetem i dziećmi, po czym, gdy ich cierpliwie wysłucha dowalają "ty to masz dobrze, cały czas dla siebie, choć w sumie taki dom bez rodziny to tylko zimne mury bez życia, a na starość to ci nikt szklanki wody nie poda" I kiedy ona mi się z tego wszystkiego zwierza, to nie wiem co mam jej powiedzieć. 

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~x. Krystian 22:35:29 | 2015-01-08
Św. Józef naprawdę pomaga! Od kilku lat codziennie odmawiam litanię do tego Wielkiego Patrona za konkretne rodziny oczekujące potomstwa - wczoraj kolejne małżeństwo podzieliło się radością z otrzymanego dziecka! 

Oceń 9 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Miłosz Skrodzki 13:35:34 | 2014-03-22
A jednak cuda się zdarzają :-)

Oceń 5 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~bezbożnik 22:30:50 | 2014-03-19
Jak sąsiad ma na imię Józef to warto poprosić

Oceń 5 18 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~malinowa__mamba 17:03:18 | 2014-03-19
Wspaniałe świadectwo. Bardzo poruszyła mnie ta historia i od dziś będę się regularnie modlić do świętego Józefa o łaski (na razie inne niż macierzyństwo).

Oceń 12 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Olinka 20:52:06 | 2013-07-11
Zasada jest taka, że Bóg nam odmawia albo wydziera to, na czym w danym momencie życia najbardziej nam zależy i bez czego nie potrafimy zyć. Tak żeby dać upust swojemu Boskiemu okrucieństwu.

Oceń 2 27 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~solaris905 20:37:18 | 2013-07-11
ja tez sie modlilam - do sw. Józefa i do wszystkich swiętych jacy mi przyszli do glowy.. i do Matki Bożej i do samego Boga ... i zaszłam w ciążę ..nawet  dwa razy .... i dwa razy straciłam moje dzieci ... już się nie modlę ... nie mam już siły.widocznie się modliłam za mało albo ze zbyt małą wiarą .

...Kochana, niech sie Pani zupelnie nie poddaje. Wiem, ze to bardzo trudno. Ja czekalam na moja coreczke 11 lat. Zanim Pan Bog nam ja przyslal, z trudnoscia zaszlam w ciaze trzy razy, i trzy razy stracilam te dzieci zanim mogly sie urodzic. Dla matki to rozdzierajacy bol. Wszyscy dookola wydaja sie miec dzieci, szczesliwi, itp. Serce doslownie wyje z rozpaczy. Jednakze, nadzieja istnieje zawsze. Z calego serca zycze Pani, aby marzenie o wlasnym dziecku spelnilo sie i aby wyroslo na dobrego czlowieka. <3

Oceń 16 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ANNA 22:04:31 | 2013-07-08
ja tez sie modlilam - do sw. Józefa i do wszystkich swiętych jacy mi przyszli do glowy.. i do Matki Bożej i do samego Boga ... i zaszłam w ciążę ..nawet  dwa razy .... i dwa razy straciłam moje dzieci ... już się nie modlę ... nie mam już siły.widocznie się modliłam za mało albo ze zbyt małą wiarą .
Współczuję Ci tak bolesnych doświadczeń. Ludzkie ciało nie jest doskonałe, wiele musi przejść w życiu.A może przyczyną jest jakaś utajona choroba np.toksoplazmoza? 

...

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ania 09:28:43 | 2013-07-08
Jakie to proste,wystarczy sie pomodlic i juz cud. Az zemdlilo od tej infantylnosci religijnej. A coz maja powiedziec malzenstwa,ktore lata sie modlily ,nawe 20 lat i nie nastapil cud. I juz odpowiadam tez modlily sie z ufnoscia.


Działanie Boga jest nie do ocenienia tu na ziemi. Tu widzimy tylko część. Wiele małżeństw modlących się jak piszesz z ufnością przez długie lata na pewno otrzymały wiele , może nie koniecznie to o co prosiły i tu w komentarzach się to przewija. Bóg jest dobry.

Oceń 6 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~mama 20:02:20 | 2013-03-25
W moim małżeństwie było podobnie. Wielu ludzi nas wspierało w modlitwie a dzidziusia wciąż nie było. lekarze owszem też próbowali nam pomóc , tylko my sami na pewnym etapie powiedzieliśmy dość tym eksperymantom. Bóg miał dla nas inny plan. Adoptowaliśmy dwoje dzieci. Już są dorośli. Są to nasze dzieci. Jesteśmy szczęsliwą rodziną. Nigdy nie mielismy żadnych wątpliwości czy postapiliśmy słusznie.

Oceń 21 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook