Udało się. Jestem szczęśliwa

Nie można się poddawać. Trzeba walczyć do samego końca. Wychodzę z założenia, że jak mnie wyrzucą przez drzwi, to wejdę przez okno. Nauczyłam się walczyć o swoje, o to, co mi się należy - rozmowa z Agnieszką , jedną z bohaterek książki Brygidy Grysiak "Wybrałam życie".

 

Przemysław Radzyński: Dlaczego zdecydowała się Pani opowiedzieć swoją historię Brygidzie Grysiak? Dzięki książce dotrze ona do opinii publicznej.

 

Agnieszka: Myślę, że moja historia nie jest tylko moją historią. Chciałabym, żeby czytający - zwłaszcza kobiety - przyjęli to jako przestrogę przed tym, co może się zdarzyć, co może ich czekać w różnych momentach życia. Nie wiadomo, na kogo w życiu się trafi. Mężczyźni na początku są idealni. Gdy pojawiają się dzieci, przychodzą też problemy. Ojców często to przerasta, nie dorastają do tego faktu. Skutkiem jest przemoc w rodzinie czy alkohol i wszystko, co się z tym wiąże.

 

Była Pani na skraju wyczerpania psychicznego i emocjonalnego. Opisywane w książce zachowania męża wydają się wręcz chorobliwe. Dlaczego tak długo pozostawała Pani z tym mężczyzną?


Człowiek jest młody, zakochany i to różnie bywa. Problemy zaczęły pojawiać się później, ale wtedy łączyły nas już dzieci. Ze względu na ich dobro robiłam wszystko, żeby rodzina się nie rozpadła. Na wszelkie sposoby chciałam to naprawić. Ale doprowadził mnie do takiego stanu, że wiedziałam, że jeśli nie odejdę, to wykończę się w tym związku. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę - zabrać dzieci, wyjść, zostawić go, zostawić wszystkie problemy i zacząć nowe życie.

 

Był taki moment, że postanowiła Pani odejść. Ale po jakimś czasie Pani wróciła…


Mieszkałam w domu samotnej matki. Jedna córka miała półtora roku, z drugą byłam w ciąży. Brakowało mi w tym czasie kontaktu z rodziną czy osobami, które mogłyby mi pomóc. Nie miałam z kim porozmawiać o swoich problemach. Bałam się, że sobie nie poradzę. Że nie będę potrafiła wychować dzieci i zapewnić im konkretnego bytu. Po pół roku wróciłam. Liczyłam na to, że ten człowiek dostał nauczkę, że się zmienił, że przemyślał to, co zrobił. Niestety było inaczej.

 

Ma Pani pretensje do instytucji, osób - rodziny, sąsiadów, którzy widzieli tragedię Waszej rodziny a nie reagowali, nie pomagali?


Akurat w rodzinie miałam bardzo duże wsparcie, choć rzadko się z nimi widywałam, bo partner nie pozwalał mi na te kontakty. Musiałam telefonować do nich po kryjomu. Gorzej z pomocą od różnych instytucji, np. fundacji. Kobiety, które tam przychodzą, naprawdę nie mają się do kogo zwrócić. Idą tam i proszą o jakąkolwiek pomoc. I słyszą "ma pani rację, ale my tu nie możemy nić zrobić; proszę sobie radzić". Nikt nie jest w stanie powiedzieć, gdzie mam pójść, o co wystąpić. Kobiety takie jak ja są zostawiane samym sobie.

 

Pani wyszła ze swojej dramatycznej sytuacji. Jak mają sobie radzić kobiety z podobnymi problemami?


Nie można się poddawać. Trzeba walczyć do samego końca. Wychodzę z założenia, że jak mnie wyrzucą przez drzwi, to wejdę przez okno. Nauczyłam się walczyć o swoje, o to, co mi się należy. Nie można ulegać stereotypowi, że kobieta jest w domu do sprzątania, gotowania i zajmowania się dziećmi. Nie. Każda kobieta ma prawo do swojej pracy, pieniędzy, zainteresowań, wyjść z koleżankami. U mnie niestety tak nie było.

 

W czasie ciąży z drugą córką zastanawiała się Pani nad aborcją. Myślała Pani, że to rozwiąże problem?


Nie wyobrażałam sobie mieć drugiego dziecka z tym człowiekiem i myślałam, że to jest jakieś rozwiązanie tego problemu. Drugie dziecko, więcej problemów, zero wsparcia z jego strony…

 

Ta historia, spośród kilkunastu, zrobiła na mnie największe wrażenie. Między innymi przez to, że to 200 zł zaważyło na tym, że Pani córka teraz żyje. Myśli Pani, że faktycznie z powodu braku pieniędzy na aborcję Pani dziecko się urodziło?


To jest dar od Boga. Tak musiało być. Bóg nie pozwolił mi tego zrobić; wiedział, że to jest złe; wiedział, że lepiej, żeby ona żyła i była na tym świecie. Teraz jest moim oczkiem w głowie.

 

Później nie wracała już Pani do tej myśli?


Nie. Nigdy do tego nie wróciłam. Teraz, jak na nią patrzę i pomyślę, że mogłoby jej nie być, to widzę, co bym straciła.

 

To przychodzi w formie wyrzutów sumienia?


Mam wyrzuty sumienia, że w ogóle o tym pomyślałam. Ale to nie było na zasadzie "zaszłam w ciążę, to sobie teraz usunę". To działo się pod wpływem wielkich emocji wywołanych moją sytuacją życiową. Bałam się.

 

Przeszła Pani w swoim życiu wiele. Czytając opisy w książce, bez przesady można powiedzieć, że ten mężczyzna obdarł Panią z godności.


Z jego powodu został mi uraz do wszystkich mężczyzn. Gdy kogoś spotykam to najpierw zastanawiam się, czy mnie nie skrzywdzi. Analizuję jego zachowanie. Może z tego powodu już pięć lat jestem sama i nie potrafię znaleźć odpowiedniej osoby. Odcinam się od tego świata.

 

Ale to dzieci rekompensują trudny czas w Pani życiu.


Dzieci są dla mnie najważniejsze. Ale nie ukrywam, że chciałabym mieć osobę, w której będę miała wsparcie, pomoc, której będę mogła się wygadać. Jak na razie nikogo takiego nie znalazłam. Jedynym wsparciem są moje dzieci. To one dają mi siłę do działania.

 

Jakieś słowa, zachowanie, zmiana postawy ojca Pani dzieci są w stanie przekonać Panią do powrotu?


Nie. Nie wyobrażam sobie życia z tym człowiekiem. Wymazałam ze swojego życia siedem lat, kiedy byłam z nim w związku. Przez siedem lat krzywdził mnie i dzieci. Nie mogę pozwolić, żeby było tak dalej.

 

Jaki musi być mężczyzna, którego byłaby w stanie obdarzyć Pani zaufaniem?


Prawdziwy przyjaciel. Człowiek, który będzie wspierał mnie w każdej sytuacji, który będzie pomagał rozwiązać każdy problem, z którym będę mogła porozmawiać. Nie toleruję przemocy, wulgaryzmów i alkoholu. Został we mnie uraz i tego nie da się cofnąć.

 

Czy mimo tych wszystkich złych chwil w swoim życiu jest Pani dzisiaj szczęśliwa?


Jestem szczęśliwa. Jestem bardzo szczęśliwa. Udało mi się wyjść z tego i zacząć życie od początku. Minęło wszystko to, co złe. Nie chcę do tego wracać. Udało się. Jestem szczęśliwa.
 

Wybrałam życie. Brygida Grysiak. Wydawnictwo Znak.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.67

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~L-zetka :) 23:49:25 | 2012-06-02
 Przeszlam dokladnie to samo pieklo, tylko na szczescie w innym kraju, gdzie znalazlam pomoc i wsparcie. Bylam na skraju popelnienia samobojstwa ze zniszczona psychika, nieistniejacym poczuciem wartosci czlowieczensta. Pomimo przeogromnej checi zachowania rodziny, wybralam zycie. Swoje i mojej coreczki. I spokoj, radosc, szczescie. Nie zamierzam juz wchodzic w zaden inny zwiazek. Mezczyzna mojego zycia jest moj Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus :)

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Owca 20:30:37 | 2012-06-02
Dziecko mam nadzieję będzie umiało przeczytać coś więcej w tym tekście, drogi Czytelniku piętro niżej. Jak to rzekł nasz Pan: Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~. 16:57:14 | 2012-06-02
dziecko urośnie i przeczyta, że matka chciała je zabić, a nie zrobiła tego tylko ze względu na pieniądze... :(
"parcie na szkło"...

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?