"Trwała modlitwa o uzdrowienie, a ja byłam w przełomowym momencie życia"

(fot. depositphotos.com)

W pewnym momencie modlitwa jednak ustała, a ja, z mocno bijącym sercem i wciąż tą samą niepewnością, czekałam na Słowo...


Czułam się niepewnie. Wokół mnie było pełno ludzi, a ja zastanawiałam się, co widać na mojej twarzy i w postawie ciała - bo przysiąc bym mogła, że naprawdę dźwigam na swoich barkach spory ciężar. Zastanawiałam się czy widać, z czym tam przyszłam. Ile waży moja przeszłość, jak bardzo boli.

 

Trwała modlitwa o uzdrowienie w czasie seminarium Odnowy w Duchu Świętym, a ja byłam w pewnym sensie w przełomowym momencie życia. Jedną nogą jeszcze w przeszłości, z sercem pełnym nadziei na przyszłość i z bagażem lęku, poczucia winy i niedowierzania. Z niepewnością, której nie rozwiała nawet pełna ognia i pięknych słów modlitwa o uzdrowienie...

 

W pewnym momencie modlitwa jednak ustała, a ja, z mocno bijącym sercem i wciąż tą samą niepewnością, czekałam na Słowo.


I usłyszałam:


Nie lękaj się, ziemio!
Raduj się i wesel,
bo wielkie rzeczy uczynił Pan.
Nie lękajcie się, polne zwierzęta,
bo zielenią pokryło się pastwisko na stepie,
bo drzewa [znów] rodzą owoce,
drzewo figowe i krzew winny plon przynoszą.
(Jl 2,21-22)

 

Poczułam ciepło łez, spływających mi po policzkach.

 

W tych słowach było coś, co totalnie mnie rozbroiło! Spodziewałam się przecież czegoś w stylu: "Idź i nie grzesz więcej. Nie grzesz, pamiętaj!". Albo przynajmniej: "Jesteś na dobrej drodze, jak bardzo się postarasz, to może za jakiś czas coś w Twoim życiu się zmieni".

 

A tu niespodzianka. Jezus, patrząc na pustynię, jaką w sobie widziałam, powiedział: "drzewo figowe i krzew winny plon przynoszą". Dopiero co wrzucił ziarenko w ziemię, dopiero stworzył mu szansę na to, by mogło wykiełkować - a już mówi, że drzewa znów rodzą owoce. Marzyciel? Niepoprawny optymista? A może… Bóg? 

 

Te słowa z księgi Joela wróciły do mnie ostatnio, a potem przypomniałam sobie o wezwaniu z tej samej księgi:

 

Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem,
przez post i płacz, i lament.

Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty!

 

To wezwanie, które również jest dla mnie dzisiaj bardzo aktualne. Dobrze jest tylko pamiętać, że "rozdzieranie serca", to nie cel i nie finał tej historii. Bo chodzi tak naprawdę o to, aby sercem wybrać to, co przynosi życie. Chodzi o to, na co może masz czasem nieśmiałą nadzieję, a co Bóg już widzi i z czego się cieszy: z drzew rodzących obfity owoc i krzewów winnych, które dają plon stokrotny.

 

On już widzi to dobro. On wie, że nie rzeczy niemożliwych i że nawet jeśli wydaje Ci się, że tkwisz na pustyni - rozkwitniesz. Jeśli tylko pozwolisz sercu, by wybrało życie.

On już to widzi. Już się z tego cieszy. Marzyciel? Niepoprawny optymista? A może... Bóg? :)

 

Wpis ukazał się pierwotnie na blogu chrześcijańska mama >>

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook