Niezawodny sposób na odzyskanie radości z prostych rzeczy

(fot. shuttersrtock.com)

Człowiek nie od wczoraj lubi się zachwycać tym, czego nie posiada, lub marzyć o takim miejscu, w którym jeszcze go nie było. Często to po prostu nie nadchodzi, a wtedy psuje nam to humor i czujemy się zdołowani i przygnębieni. Co zrobić, aby poczuć się na swój sposób spełnionym i radośniejszym?

 

O dziesiątej rano przychodzi pani i otwiera punkt pralniczy znajdujący się nieopodal. W tym czasie z wieży kościelnej rozbrzmiewa znajoma melodia, zresztą jak co godzinę. Dwie przecznice dalej grupka dzieci wybiera się do szkoły mieszczącej się w starej kamienicy. Z kawiarni na rogu roznosi się zapach świeżo prażonych ziaren kawy. Przez okno można podejrzeć, jak na zapleczu powstaje ten napój bogów. Przy słonecznej pogodzie para pijaczków opróżnia butelkę taniej wódki w parku miejskim, a na zamku przytula się para zakochanych. I tak prawie codziennie, prawie zawsze. Czy opisy brzmią znajomo? Czy to sceny z jakiegoś sennego miasteczka na polskiej prowincji? Nie do końca - te sytuacje wydarzyły się, owszem, na prowincji, ale w Estonii.

 

Człowiek nie od wczoraj lubi się zachwycać tym, czego nie posiada, lub marzyć o takim miejscu, w którym jeszcze go nie było. Często to po prostu nie nadchodzi, a wtedy psuje nam to humor i czujemy się zdołowani i przygnębieni. Co zrobić, aby poczuć się na swój sposób spełnionym i radośniejszym? Zacznij obserwować małe rzeczy obok siebie, zamiast wypatrywać wielkich gdzieś daleko. Wielu zna powiedzenie, że życie składa się z chwil i to w pamiętaniu o tych wielu momentach tkwi niekiedy klucz do naszego spokoju ducha. "Małe szczęścia" to właśnie metoda postrzegania rzeczywistości inspirowana tym, w jaki sposób żyje społeczność małomiasteczkowa w Estonii. Co zrobić, by odzyskać prostą, codzienną radość z małych rzeczy? Oto kilka prostych rad od Ugrofinów z północy Europy.

 

1. Zostaw oczekiwania przed drzwiami domu, do którego wchodzisz. Często nakręcamy się na świetne spotkanie ze znajomymi, na udaną randkę, na podróż pełną pozytywnych wrażeń. Zostaw na śmietniku te gotowe scenariusze swoich myśli. Daj życiu i prostym sytuacjom toczyć się swoim naturalnym tempem. Wtedy dużo łatwiej także o pozytywne zaskoczenie, czyli o kolejne "małe szczęście".

 

Kiedy jadę w góry, to staram się odrzucać wszelkie myśli podpowiadające, że tam na pewno będzie pięknie. Pogoda bywa zmienna. Raz mogą być piękne widoki, a raz gęsta mgła. Kiedy wędruję bez oczekiwań wobec tego, co mnie spotka na szlaku, to wtedy zaskakuje mnie każda drobnostka - cisza, pajęczyna na paproci, przypadkowo spotkani piechurzy albo niespodziewany widok z polany.

 

2. Jesteś na spotkaniu z ludźmi? Słuchasz inspirującego wykładu? Albo właśnie masz prawdziwy zawrót głowy w pracy w związku z wymarzonym projektem? Lub wręcz przeciwnie - chwilowo wiedziesz żywot pracoholika i masz dość? Zatrzymaj się wtedy na kilka sekund. Stań. Odłącz się od otoczenia. Bądź przez ten moment sam ze sobą. Spójrz na daną sytuację z zewnątrz i doceń samego siebie, że jest właśnie fajnie. Czy nie pojawia się wtedy świadomość, że jesteś w najlepszej sytuacji z możliwych? Być może uczucie psychicznego zmęczenia zniknie, a kryzys okaże się nie taki straszny.

 

Dla człowieka wiecznie zabieganego to najlepsza metoda. Kiedy jestem w amoku działań, znajduję ten jeden moment - zatrzymuję się, obracam dookoła i staram, aby doszło do mojej świadomości, w jakiej sytuacji jestem. Bardzo często okazuje się wtedy, że nie taki diabeł straszny jak go malują.

 

3. Zaplanuj czas wolny w ciągu dnia. Jakkolwiek to brzmi niedorzecznie. Zbyt często planujemy swoje obowiązki, pracę, naukę, a za mało przeznaczamy w ciągu dnia chwil na odpoczynek (czy też modlitwę). Nie mowa tutaj o zakreśleniu w kalendarzu swojego urlopu, ale o tym, aby w ciągu każdego, pojedynczego dnia mieć czas dla siebie, swoich myśli i spotkania z Bogiem. Może poranna kawa w ciszy albo włączenie ulubionej piosenki do śniadania? Kogoś może ucieszyć spacer do pracy inną drogą niż zazwyczaj, może okrężną, prowadzącą przez park.

 

Jako ranny ptaszek (choć wstawanie przed szóstą rano dla każdego jest trudne) w codziennej krzątaninie przed wyjściem do pracy znajduję 10 minut dla siebie samego - dopijam przy tym kawę, obserwuję przez okno śpiące jeszcze miasto i niekiedy włączam po cichutku ulubioną muzykę.

 

Dlaczego nazwa "małe szczęścia"? Ponieważ każda radość, jakiej doświadczamy, przynosi nam szczęście. A jest ono małe, gdyż wydaje się wtedy bardziej osiągalne, bliższe i przyjazne. Estończycy poza tym żyją w małym kraju, gdzie każdy zna każdego, gdzie wszystko jest niewielkie i przytulne. Żyjąc w tak uroczym światku, nie mają w swej naturze potrzeby robienia wielkich rzeczy, a bardziej te niewielkie, na które składa się magia życia w tym bałtyckim kraju. W naszych polskich warunkach też możemy stworzyć własny, mały świata pełen pojedynczych "szczęść". Wystarczy zakolegować się z panią z lokalnej piekarni, wysłuchać czasem kierowcy porannego autobusu, uśmiechnąć się do współpasażerów czy w ulubionej kawiarni razem z właścicielem wypić popołudniową kawę.

 

Na parterze domu, w którym mieszkałem, była kawiarnia prowadzona przez małżeństwo portugalsko-estońskie. W środku śpiewała często z winyli Cesaria Evora, na ścianach wisiały stylowe obrazy, za oknem zawsze ten sam widok na kościół św. Jana. Po godzinie dwunastej przychodziły tłumy pracujących, aby tradycyjnie zjeść lunch i chwilowo złapać oddech w codziennym zabieganiu.

 

Zamarznięte jezioro Viljandi. Kilkoro amatorów sportów zimowych przypinało panczeny do nóg i ruszało na kontrolną rundkę dookoła. Za nimi podąża pies spragniony długodystansowych spacerów. Kiedy taflę jeziora skuwał lód, taki widok był codziennością.

 

Słoneczne, sobotnie przedpołudnie. Zdaje się pół miasta wyruszało na spacery z dziećmi, pobiegać, na rower. W miejskim skate-parku grupka dzieci na hulajnogach ćwiczyła kolejne triki, które planowała pokazać podczas najbliższego eventu w centrum młodzieżowym.

 

Podobnych historii i momentów z życia można spisywać każdego dnia po kilka. Zamiast wyczekiwać wielkich rzeczy, cieszmy się małymi. Ponieważ, jak mówiła Matka Teresa z Kalkuty, nie potrafimy robić wielkich rzeczy, a jedynie małe z wielką miłością.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?