Pozwól człowiekowi, żeby poradził sobie sam

(fot. Peter Jančárik / flickr.com)

"Niektórzy potrzebują dobrego, ciepłego słowa, a inni kopa w tyłek" - o pomaganiu, walce z depresją i Santiago de Compostela opowiada Jan Mela.


Jerzy Chodorek: W jaki sposób można obudzić nadzieję w ludziach, którzy są załamani, mają depresję?

 

Jan Mela: Nie jestem absolutnie żadnym specjalistą w tej dziedzinie. Myślę, że do każdego człowieka dociera inna rzecz. Niektórzy ludzie potrzebują ciepłego, dobrego słowa wsparcia, a inni potrzebują kopa w tyłek - mocnego zrywu i zrzucenia na nich odpowiedzialności za ich życie. Często jest tak, że choroba lub niepełnosprawność powodują chory i patologiczny schemat polegający na tym, że te osoby miałyby być we wszystkim wyręczane. Kiedyś przeczytałem świetny fragment o pomaganiu:
''Pomagając drugiemu człowiekowi, nie można mu nigdy odbierać możliwości poradzenia sobie samemu''.


Jeżeli kogoś we wszystkim wyręczasz - nawet w dobrej intencji - to nawet możesz skrzywdzić takiego człowieka. Z osoby niepełnosprawnej robisz kalekę. Wierzę, że kalectwo, to są wszystkie rzeczy, które mamy w głowie - zatruwamy się nimi, a można się z tym przecież rozprawić.


Czasem jeździmy na wyjazdy z moją mamą - mogę spokojnie powiedzieć, że jest świetnym psychologiem. Mieliśmy wiele sytuacji, w których podczas spotkania - np. z naszym nowym podopiecznym w szpitalu - siedzieliśmy i gadaliśmy, lecz wydawało mi się, że ten człowiek nas nawet nie słyszał. Miałem wrażenie, że w ogóle nie dochodzą do niego nasze słowa. Ale po tygodniu lub dwóch  zadzwoniła do mnie nagle jego siostra lub matka i powiedziała, że nasze spotkanie na tą osobę naprawdę podziałało.


Słowa są jak ziarna, które upadają. Bywa, że potrzeba dużo czasu na ich wzrost - musi spaść deszcz, musi wykiełkować. Ale to ziarno gdzieś leży.


Nie raz miałem takie poczucie, że wracałem do domu i myślałem - ''No kurde. Zmarnowany dzień - nic nie osiągnęliśmy''. Ktoś mógłby po prostu powiedzieć - ''Bujaj się, ale przynudzasz'' - a tu nic! A ty siedzisz i się produkujesz. Potem jednak okazuje się, że osoba, u której byliśmy, zaczyna coś robić - inaczej patrzeć. To jest świetne. To bardzo dużo daje. I innym, i nam samym.

 

Nie każdy ma na koncie tyle zdobytych szczytów, podróży, napisaną książkę, film zrealizowany na podstawie swojej biografii. Jak dzisiaj podchodzisz to tych sukcesów?

 

Te podróże były dla mnie szalenie ważnie, pojawiły się w odpowiednim momencie mojego życia, gdy potrzebowałem przede wszystkim samemu sobie udowodnić swoją wartość. Ale nie jestem kolekcjonerem szczytów, dlatego dziś spektakularne wyprawy poszły w moim życiu w odstawkę. Człowiek całe życie się uczy. Odpowiedzialności za innych uczę się ciągle na bieżąco. W mojej pracy fundacyjnej miałem różne okresy - mniejszego lub większego zaangażowania. Fundacja przez długi czas istniała, ale kręciła się beze mnie. Mówiąc szczerze - mocno to olewałem. Teraz czuję się jednak za nią dużo bardziej odpowiedzialny.


Kiedyś robiliśmy mocno wyczynowe rzeczy, a potem nauczyliśmy się, że nie ma sensu promować obrazka ''super hero''. Myślę, że teraz jesteśmy gdzieś pomiędzy, bo na wszystko przychodzi w życiu czas. Dla nas jest istotne, że różne rzeczy, które robimy u nas w pracy są dla wielu osób pewnym wyznacznikiem. Zdaję sobie sprawę, że jeżeli będziemy na fundacyjnym facebooku pokazywać ciągle przykłady tego, że ktoś jest miesiąc po amputacji, a już biega, szykuje się do maratonu, robi crossfity i inne kosmiczne rzeczy, to może spowodować skutek odwrotny. Osoba, która jest rok po amputacji i wszystko jej zajmuje dłużej, może mieć momenty, że będzie chciała sobie w łeb palnąć. Ktoś, kto dopiero zaczyna chodzić na protezie, albo jeszcze jej nie ma może sobie pomyśleć - ''Ja nie daję rady, jestem niewystarczający. Oni promują takie fajne osoby, a ja jestem cieniasem''.


To nie jest nic dobrego. Takie przesadzanie - podążanie w kierunku super odjechanego działania. Nie trzeba ciągle promować super ekstremalnych rzeczy, sportu lub nie wiadomo czego. Wyprawy survivalowe są bardzo fajne, ale tak naprawdę łatwiej jest poradzić sobie w sytuacjach bardziej ekstremalnych, niż być na co dzień dobrym człowiekiem. Jest taki cytat, który bardzo lubię: "I tak się składa, że kiedy wy siedzieliście w żółtym kręgu lampy, czytając o odległych miejscach i być może pragnąc je odwiedzić, ja, który byłem tam dziesiątki razy, przejeżdżałem akurat pod waszymi oknami, pragnąc czegoś wprost przeciwnego. Marzyłem o waszym fotelu i lampie, waszej rodzinie i waszych przyjaciołach."


Wszystko w życiu jest bardzo względne. Kiedy się spotykam z różnymi osobami - w tym z naszymi podopiecznymi - to nie raz ktoś na mnie patrzy z podziwem i mówi mi, że mam bardzo fajne życie i robiłem tyle super rzeczy. Ale za każdą rzecz, którą się w życiu robi, płaci się jakąś cenę. Zamiast zazdrościć innym, lepiej skupiać się na tym, co się ma. Jest inny adekwatny cytat: ''Tą drogą, którą człowiek chce podążać, tą będzie prowadzony''. Ta droga, którą mamy w życiu, jest najlepsza. Nikt nie dostaje w życiu więcej, niż nie byłby w stanie unieść.

 

Może pragniemy dopiero, kiedy sytuacja sprawi, że upadamy na kolana - tym razem cytując Luxtorpedę -  i wyjemy do księżyca prosząc się o litość. Kiedy dostanie się ostro po łbie, człowiek zaczyna krzyczeć do Góry. 

 

Luxtorpeda ma też taki mocny numer o dziecku, które się narodziło i po 44 dniach umarło. Śpiewają o tym, że trzeba potrafić nauczyć się żyć bez odpowiedzi. Wszyscy się pytamy losu, przeznaczenia, świata, Boga - każdy innej istoty - dlaczego? Dlaczego tak jest? Dlaczego tyle cierpienia? Na pewne pytania nie znajdziemy odpowiedzi. Można się wkurzać albo iść dalej. Ale też nie należy się oszukiwać - że nic złego się nie stało.

 

W naszej fundacyjnej pracy zachęcamy często podopiecznych i ich otoczenie do wychodzenia poza utarte  schematy. Mamy zakodowane dążenie do pewnych norm - jeżeli ktoś leży w szpitalu, to każdy mu mówi: ''nie martw się'', ''wszystko będzie dobrze'' albo ''nic się nie stało''. Być może ludzie mówią to z dobrą intencją, ale to jest ściema. Jak to się nic nie stało? Jak mam się nie przejmować? Trzeba się przejmować. Tak samo jest w naszej religii. To nie jest na siłę jakieś cierpiętnictwo, ale chodzi o to, że cierpienie trzeba w sobie zaakceptować - nie dlatego, aby się w nim pławić i upadlać, tylko żeby zaakceptować w sobie to, że jest we mnie brudna, trudna i grzeszna część. Jeżeli to zaakceptuję,  mogę iść dalej i odkrywać radość. To są dzisiaj często niemodne wartości i tematy.


Dla mnie jest to niezwykłe, czego doświadczamy u nas w pracy. Doświadczamy tego, że lepiej się wychodzi pod każdym względem - nawet biznesowym - kiedy bardziej się ufa ludziom. Albo głośno się mówi o rzeczach ważnych. Czasem mamy bardzo fajny ''Boży feedback''. Nawet na dużych, korporacyjnych spotkaniach. Jeżeli mam jakieś szkolenie dla dużych firm i mówię o zaufaniu do Boga, to zdarza się, że ludzie patrzą na mnie, jak na debila. Siedzą prezesi w pierwszych rzędach, obserwują, komentują - ''No i jak to opierać swoje życie na Bogu? Rozumiem - można wierzyć, poczytać książkę, ale żeby naprawdę ufać Bogu? No to raczej trudne.''


Ale pamiętam, gdy po jednym z takich spotkań podszedł pan prezes i powiedział: ''No to piąteczka, Jasiek. Mam nadzieję, że zobaczymy się kiedyś w drodze do Santiago de Compostella''.


W najdziwniejszych miejscach mieszka Bóg. Jeżeli ufamy i staramy się robić rzeczy wartościowe, to łatwiej jest znajdować różne rzeczy - nawet fundusze do działania. Trzeba działać w zgodzie ze sobą.

 

Myślisz, że nasze czasy  powodują wśród młodych ludzi kryzys tożsamości?

 

Myślę, że żyjemy w czasach mocnego kryzysu męskości, czy męstwa. Na jednych z warsztatach biblijnych, na których od czasu do czasu chodzimy, usłyszałem, że każdy człowiek jest powołany do męstwa - do życia w odwadze. Problem polega na tym, że ''odwaga'' kojarzy się raczej z łażeniem po jakiś szczytach, a męstwo z piwkiem, telewizorem lub władzą. A to w ogóle nie o to chodzi. Męstwo to odpowiedzialność - nie tylko za siebie, ale też za innych ludzi. Dlatego warto się otaczać fajnymi ludźmi, którzy wyznają podobne wartości. Nawet jeżeli jesteś trochę wariatem, to może się okazać, że takich wariatów jest więcej. Jest w tym dla nas jakaś nadzieja.


Myślę, że często brakuje nam poczucia sprawczości - tego, że mają na coś wpływ. A kiedy indziej udajemy, że mamy wpływ. Że gdy komuś dzieje się jakaś krzywda, jest bieda i zło, a ja kliknę łapkę w górę, to już wystarczy, zrobiłem swoje. Stary, wstań i działaj! Nie podoba Ci się coś, co Cię otacza? To spróbuj to zmienić. Sam robię to samo - marny ze mnie kaznodzieja - ale otaczam się ludźmi czynu, którymi się inspiruję. Razem jest łatwiej coś zmienić. Albo odnaleźć się w tej lekko chorej rzeczywistości. Warto się skupiać tylko na tych sprawach, na które mamy wpływ, a innymi nie zajmować sobie głowy.

Gdzie w takim razie można odnaleźć siebie w takiej rzeczywistości?

 

Warto jest szukać swojego miejsca. Narzekanie nic tutaj nie pomoże. Dobrze jest też spędzać razem czas - osiągać wspólne cele. To daje poczucie sprawczości, które nie pozwala na marudzenie. Nigdy się całego świata nie zmieni - ale można zmieniać konkretnych ludzi. Jezus powiedział: ''Biednych zawsze mieć będziecie''. Nie chodzi o złudne przekonanie, że nakarmisz wszystkich bezdomnych albo kupisz wszystkim protezy. Zawsze będą kolejni ludzie poszkodowani. Nie jest to jednak powód, żeby nie robić nic.

 

Zaczynając od tego, że w znacznym stopniu jesteśmy kowalami swojego losu, przeszliśmy przez pokorę i ostatecznie odnajdujemy swoją tożsamość. Jak to ująłeś w biblijnym cytacie: ''Tą drogą, którą człowiek chce podążać, tą będzie prowadzony''. Warto szukać?

 

Warto szukać sensu w doświadczeniach, które nam się akurat przytrafiają. Głęboko wierzę w to, że one nie są przypadkowe. Przy moich niektórych spotkaniach najbardziej poruszają mnie te  najmocniejsze. Może dlatego, że ciągnie mnie do ekstremów. Dużo bardziej przemawiają do mnie bezdomni, uzależnieni, czy osadzeni w zakładach karnych. Widzę w nich często bardzo duży potencjał. Czasem paradoksalnie łatwiej jest przekłuć silną i złą energię na dobro. Łatwiej jest zimne zamienić w gorące, niż podgrzać letnie. Tam naprawdę mieszka dobro. Myślę, że wiele takich osób niszczy ocenianie - to, że przez wygląd i doświadczenia życiowe, które odciskają się również wizualnie - są szufladkowane.


Pan Bóg stworzył w taki sposób człowieka, że każdemu z nas dał jakiś potencjał. To jest trochę tak jak w przypowieści o talentach. Jeżeli masz jakiś talent - nieważne, czy jest to jednostka waluty, czy talent rozumiany jako zdolność - i go nie używasz, zakopujesz, bezpiecznie trzymasz, to marnujesz go. Im więcej masz talentów i bardziej z nich nie korzystasz, tym większy jest to grzech. Jesteśmy stworzeni do tego, żeby w sobie to odkrywać i korzystać z talentów. To mogą być bardzo różne rzeczy - dla kogoś, kto się krwi nie boi i ma dryg w łapach, może być zawód lekarza. Ktoś inny może być lekarzem dusz. Jeszcze ktoś ma ciężkie doświadczenia strasznych błędów życiowych, za które słono zapłacił -  taki człowiek może być dla kogoś autentyczną inspiracją.


Do mnie zawsze najbardziej przemawiały historie takich nawróceń, gdzie ktoś był wyciągany w życiowego błota. Może jest tak, że Pan Bóg musiał na początku ubrudzić, żeby potem takiego mnie - i masę innych ludzi - przekonało jego świadectwo. Jeżeli tzw. ''złego człowieka'' Pan Bóg powołał do dobra, to dla mnie też jest nadzieja.

 

Przeczytajcie też pierwszą część wywiadu z Jaśkiem Melą - Bądź pokornym kowalem swojego losu >>

 

Jasiek Mela mając 13 lat, stracił lewe podudzie i prawe przedramię w wyniku porażenia prądem. Podróżnik i polarnik. Najmłodszy w historii zdobywca obu biegunów w ciągu jednego roku. Pierwszy niepełnosprawny, który tego dokonał. Zdobywca Kilimandżaro i Elbrusu. Założyciel fundacji "Poza Horyzonty" pomagającej w finansowaniu protez. W wolnych chwilach podróżuje autostopem, robi zdjęcia w pustostanach i szyje na maszynie.

 

Jerzy Chodorek z wykształcenia kulturoznawca. Obecnie studiuje antropologię kulturową na Uniwersytecie Jagiellońskim. Interesuje się dialogiem międzyreligijnym i międzykulturowym. W wolnych chwilach zajmuje się muzyką (czynnie i biernie), podróżami, aktywnością fizyczną lub piciem yerba mate. Współpracował m.in. z Tygodnikiem Powszechnym, serwisem internetowym pl.aleteia.org, portalemmagazyndywiz.pl

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

6

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plNewsletter DEON.pl

[X]
 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook