Kapitał Marksa - nowa propozycja Kościoła

Homo Dei

7 listopada 2009 roku, podczas Targów Książki w Krakowie, z inicjatywy wydawnictwa Homo Dei odbyła się debata zainspirowana książką abpa Reinharda Marksa pt. Kapitał. Mowa w obronie człowieka. Do udziału w debacie zostali zaproszeni: dr Małgorzata Duda (Instytut Rodziny na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie), o. dr hab. Witold Kawecki CSsR (Instytut Wiedzy o Kulturze na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie) oraz o. prof. Jan Mazur (Katedra Polityki Społecznej i Etyki Politycznej na Wydziale Nauk Społecznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II). Debatę poprowadził red. Marek Zając (Redakcja Programów Katolickich Telewizji Polskiej S.A.). Wydawnictwo Homo Dei reprezentował o. dr Wojciech Zagrodzki CSsR (dyrektor wydawnictwa).


KAPITAŁ MARKSA – NOWA PROPOZYCJA KOŚCIOŁA?


Marek Zając: Będziemy rozmawiać o książce niezwykłej, i nie mówię tak dlatego, że tak wypada powiedzieć. Jest ona zresztą niezwykła nie tylko z tego powodu, że doszło do nietypowej zbieżności nazwiska jej Autora z nazwiskiem Karola Marksa i jej tytułu Kapitał z tytułem programowego dzieła komunizmu. Autorem jest abp Reinhard Marx, od 2008 roku arcybiskup Monachium i Fryzyngi, człowiek uważany za ghostwritera ostatniej encykliki Benedykta XVI Caritas in veritate. Kiedy mówię, że jest to książka niezwykła, to mam na myśli coś zupełnie innego. Otóż bardzo rzadko zdarza się, żeby Kościół tak otwarcie, tak prostym językiem i tak bezpośrednio dotknął bardzo prozaicznych problemów każdego z nas. Jeżeli Państwo zastanawiają się, dlaczego pracujemy coraz więcej, a wcale proporcjonalnie więcej nie zarabiamy; dlaczego kiedyś kupowaliśmy wiele towarów wyprodukowanych w Polsce, a dzisiaj kupujemy wiele takich, na których widnieje naklejka „Made in China”; jak to się dzieje, że przedsiębiorstwa odnotowują dobre wyniki finansowe, a równocześnie ich pracownicy muszą się godzić na redukcję swoich zarobków (miała ona miejsce w wielu firmach również w Polsce w ciągu ostatnich miesięcy, a potem okazało się, że wcale w aż tak wielkim stopniu kryzys gospodarczy nie dotknął tychże firm), to odpowiedzi na te pytania można szukać w książce abpa Marksa. Autor stawia dość pesymistyczną diagnozę tego, co się dzieje ze światową gospodarką. Po przeczytaniu tej książki trudno nie odnieść wrażenia, że znaleźliśmy się na jakimś dziejowym zakręcie i na dodatek powoli tracimy kontrolę nad tym pojazdem, który właśnie wchodzi w wiraż. Czy tak jest rzeczywiście? Czy abp Marx ma rację?


Jan Mazur OSPPE
: Chcę zauważyć, że pesymizm abpa Reinharda Marksa jest względny. Oczywiście, w sensie ekonomicznym można mówić o wielu bolesnych problemach, karygodnych „przekrętach” czy o nieprawidłowościach i niedociągnięciach. Ale... książka jest utrzymana w perspektywie mimo wszystko teologicznej. Przebija z niej chrześcijańska nadzieja pomimo tych wszystkich bolączek i mankamentów, których milczeniem nie pomija. Zasadnicza diagnoza abpa Marksa jest następująca: mamy do czynienia ze światowym kryzysem ekonomicznym, gdyż dominuje błędne przekonanie odnośnie do roli gospodarki w społeczeństwie. Wielu protagonistów współczesnego rozwoju uważa ją za cel sam w sobie. Innymi słowy, to, co w rzeczywistości stanowi tylko środek, traktowane jest jako cel. Tymczasem zdrowy rozsądek nam podpowiada, że zarówno kapitał, jak i rynek nie są wartościami samymi w sobie, lecz mają służyć człowiekowi, którego dobro osobowe stanowi ich właściwy cel. Gospodarka powinna służyć społeczeństwu, jego wspólnemu dobru!


Marek Zając: Powiedział Ojciec Profesor, że abp Marx trafnie diagnozuje wiele naszych współczesnych bolączek. Ja bym dodał, że nie przebiera także w słowach, np. kiedy mówi o polityce prorodzinnej. Termin „polityka prorodzinna” słyszeliśmy już wiele razy, bo każdy rząd, który obejmuje władzę, mówi o dwóch sprawach: po pierwsze, że będzie wreszcie prowadził politykę autentycznie prorodzinną; po drugie, że będzie takie okienko, w którym w ciągu jednego dnia będzie można zarejestrować działalność gospodarczą. Czekamy już dwadzieścia lat i na razie ani jedno, ani drugie jeszcze nie nastąpiło. Kiedy jednak o braku polityki prorodzinnej pisze abp Marx, to przywołuje niemieckiego ekonomistę z XIX wieku Friedricha Lista, który powiedział: Jeżeli ktoś hoduje świnie, to z punktu widzenia ekonomicznego jest produktywny, natomiast jeżeli ktoś wychowuje dzieci, to z punktu widzenia ekonomii społecznej jest bezproduktywny. Czy w tych słowach nie ma przesady? Czy rzeczywiście jest tak źle ze współczesnym światem, albo powiedzmy bardziej konkretnie: ze współczesną Polską? Czy rzeczywiście nasze państwa, nasi rządzący nie szanują tych, którzy wychowują dzieci, będące przecież przyszłością narodu i społeczeństwa, a lepiej traktują tych, którzy hodują świnie?


Małgorzata Duda:
W nasze myślenie o ekonomii wkradło się wiele błędów. Źródło błędnego myślenia tkwi w tym, co Jan Paweł II nazwał błędem antropologicznym. Jeżeli lekceważy się naturalny porządek społeczny, to wtedy człowiek staje się mniej wartościowy w stosunku do świata, który go otacza. Wtedy ważniejsza jest osoba, która przynosi realne w sensie ekonomicznym zyski, niż osoba, która – ze względu na podejmowaną służbę społeczną – sama nie będąc w stanie wypracować odpowiedniego zysku dla siebie, jest zmuszona korzystać z zysku wypracowanego przez kogoś drugiego. Nie myśli się o tym, że ten ktoś poświęcający się np. wychowaniu dzieci i korzystający z zysku wypracowanego przez innych odda go choćby przez to, że dostarczy społeczeństwu nowych obywateli, rozwijających preferowane przez nie wartości i normy kulturowe.


Marek Zając:
Ale to nie jest tylko kwestia wartości, ale również realnego zysku, co próbuje pokazać abp Marx. Z tym, że ten zysk pojawi się nie w krótkim, ale w długim terminie...


Małgorzata Duda:
Zgoda. Jest to zatem kwestia zysku, który ma na celu dobro wspólne. To jest kolejna z zasad nauczania społecznego Kościoła, które abp Marx przypomina. Jeżeli mamy do czynienia z zyskiem, który buduje dobro wspólne, to w efekcie końcowym mamy dobro także dla konkretnego człowieka. W Polsce dzisiaj, ze względu na brak prostej zastępowalności pokoleniowej, a na to nakłada się jeszcze potężne zjawisko emigracji, mamy olbrzymią dziurę pokoleniową. Niestety, niewielu dzisiaj zwraca uwagę na to, że w tej sytuacji wkrótce będziemy mieli problemy np. z systemem świadczeń emerytalnych, ubezpieczeń społecznych, a wreszcie pod znakiem zapytania może stanąć nawet samo istnienie bytu narodowego. Współczesne społeczeństwa rozwiniętych krajów zachodnich zaczynają ten problem dostrzegać i próbują na różne sposoby wprowadzać etapami politykę prorodzinną, chociaż – przyznajmy – pozostaje ona daleka od istniejących potrzeb. Jednak coś w tej materii próbuje się zmieniać. Punktem wyjścia dla tego typu myślenia jest dobro człowieka – podstawowa zasada KNS.


Marek Zając:
Akurat w naszym gronie generalnie zgadzamy się, że najważniejszy powinien być człowiek i on powinien być celem działalności gospodarczej, że należy prowadzić politykę prorodzinną, że należy myśleć długofalowo. Jednak reszta świata, na co zwraca uwagę abp Marx, zdaje się dążyć dokładnie w odwrotnym kierunku. Czy w ogóle istnieje szansa, żeby w pewnym momencie przestawić tę dziejową zwrotnicę?


Witold Kawecki CSsR:
Książka abpa Marksa proponuje odejście od dotychczasowego sposobu uprawiania katolickiej nauki społecznej, z całym jej naukowym aparatem podejmującym analizę kolejnych encyklik papieskich i z tworzeniem logicznie spójnych koncepcji życia społecznego. Abp Marx proponuje styl nowy, zadziorny, a chwilami nawet nieco drapieżny, polemizujący wręcz z konkretnymi osobami czy środowiskami funkcjonującymi dzisiaj w ekonomii i w polityce. W ten sposób poniekąd „wkłada kij w mrowisko” w toczącej się dyskusji społecznoekonomicznej. Ktoś, kto rzetelnie przeczyta tę książkę, niezależnie od swoich przekonań religijnych, niezależnie, czy jest wierzący czy niewierzący, musi przyznać rację abpowi Marksowi, że należy koniecznie zmienić dotychczasowy porządek ekonomiczny świata. Autor zauważa wiele problemów współczesnego świata trudnych do rozwiązania, jak choćby niesprawiedliwość w podziale dóbr, choć nie tylko o niesprawiedliwości dystrybucyjnej mówi. I co z tego wynika? Wynika stąd to coś, czym ta książka się kończy, a mianowicie przestroga, że jeżeli świat nie pójdzie po rozum do głowy, jeżeli w globalnej ekonomii czegoś istotnego nie zmienimy, to będziemy mieli nie trzecią wojnę światową, ale rewolucję społeczną. Jeżeli dzisiaj antyglobaliści są w stanie w jednym miejscu zgromadzić milion ludzi manifestujących na obrzeżach spotkania przywódców najbogatszych państwa świata, to pojutrze na jakimś placu może się zgromadzić 10 milionów ludzi, którzy się na serio nie zgodzą z istniejącym ładem świata, w którym mamy do czynienia z wyzyskiem, przenoszeniem produkcji do krajów ubogich, by uzyskać jeszcze większy zysk, przy równoczesnym lekceważeniu praw człowieka, z kurczeniem się klasy średniej, bogaceniem się maleńkiej grupy ludzi, którzy stają się coraz bogatsi przy równoczesnym ubożeniu szerokich warstw współczesnych społeczeństw, itd. Przecież dzisiaj 2,5 miliarda ludzi na świecie żyje na granicy nędzy! – to jest liczba porażająca. Przy tej liczbie trzeba podać inną przywoływaną przez abpa Marksa: 0,7% budżetu państw bogatych byłoby w stanie rozwiązać problem nędzy na świecie. Nikt z nas nie odczuje w swoim portfelu ubytku 0,7% własnych przychodów! Jak głęboko więc musi być zakorzeniony egoizm świata, że nie potrafi my pomóc ubogim rejonom przy tak relatywnie niewielkim koszcie własnym...

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4

Liczba głosów:

1

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook