Alkoholu nie można bagatelizować

Homo Dei

Nie tylko o duszpasterstwie trzeźwości. Z księdzem Piotrem Brząkalikiem rozmawia Wojciech Zagrodzki CSsR

 

Wojciech Zagrodzki CSsR: Czy problem alkoholizmu w Polsce jest wciąż aktualny?

 

Ks. Piotr Brząkalik: Wydawać by się mogło, że problem ten istnieje jedynie marginalnie, i to przekonanie jest dość powszechne. A jest tak dlatego, że funkcjonuje pewne przekłamanie. Na pytanie: „Czy w Polsce istnieje problem alkoholizmu?” większość z nas odpowiada: „Nie!”. Dlaczego? Ponieważ alkoholik to - zwykle tak sądzimy - ktoś leżący w rynsztoku. Tymczasem wielu alkoholików nigdy nie leżało w rynsztoku. Gdybyśmy jednak zapytali inaczej: „Czy w Polsce istnieje problem nadużywania alkoholu?”, to musielibyśmy odpowiedzieć twierdząco! Oczywiście, każdy nadużywający alkoholu, zapytany o swój problem alkoholowy, natychmiast zaprzeczy, niekiedy nawet się obrazi. Jeżeli jednak ktoś, widząc alkohol, nie potrafi nad sobą, a właściwie nad nim, zapanować, to co to znaczy? Przecież do alkoholizmu, czyli do uzależnienia, a niekiedy, bywa, że i do „rynsztoka” prowadzi właśnie nadużywanie alkoholu. Krótko mówiąc: od nadużywania do uzależnienia. Myślę, że mamy w Polsce właśnie wielki problem z nadużywaniem alkoholu. A nawet więcej, mamy ogromny problem z powszechnym bagatelizowaniem używania, a w konsekwencji nadużywania alkoholu! Gdybym miał jakoś zdiagnozować sytuację, to powiedziałbym tak: mamy olbrzymi problem z nadużywaniem alkoholu, który to problem wyrasta z bagatelizowania używania alkoholu, co w konsekwencji prowadzi do uzależnienia, czyli alkoholizmu.

 

Wojciech Zagrodzki CSsR: Na czym polega bagatelizowanie używania alkoholu?

 

Ks. Piotr Brząkalik: Jako przykład podam, że powszechnie zbagatelizowany został alkohol podawany pod postacią piwa. Jest to zresztą skutek pewnego świadomego działania. Kilkanaście lat temu pojawiła się idea, żeby zmienić strukturę spożycia napojów alkoholowych w Polsce. Pozornie intencje były słuszne: chciano zmniejszyć spożycie alkoholi wysokoprocentowych, zamieniając je na niskoprocentowe, czyli piwo. Ludzie zajmujący się rozwiązywaniem problemów alkoholowych w Polsce zwracali wtedy uwagę na kryjące się w tym pomyśle niebezpieczeństwo. Mimo to ideę podjęto i rozpoczęła się intensywna kampania reklamowa promująca piwo. Problem polega na tym, że wylaliśmy dziecko z kąpielą. W konsekwencji bowiem piwo stało się jednym z wielu napojów chłodzących, które wielu bez oporów ustawiło w swojej świadomości pomiędzy coca-colą i fantą. Jednocześnie wielu rodziców kompletnie bagatelizuje pierwsze piwne przygody swoich dzieci. Dzisiaj mało kto jest świadom, że dwie puszki piwa (pół litra) to tyle samo alkoholu we krwi co 25 gramów czystej wódki. Ogródki piwne wyrosły nam jak grzyby po deszczu. Nie ma meczu, nie ma spaceru, nie ma festynu i nie ma spotkania, żeby można je było przeżyć bez obecności piwa. Nazywam to powstałą nową kulturą piwną. Przyzwolenie na korzystanie z piwa szeroko wpisało się w świadomość młodzieży szkół średnich, a nawet gimnazjalnych. Po piwo coraz chętniej i liczniej sięgają nawet gimnazjalistki. Piwo stało się zwyczajnym i oczywistym towarzyszem, i to tak że każde spędzenie odrobiny wolnego czasu kręci się wokół piwa. Wcześniej czy później takie traktowanie piwa musi prowadzić do nie kontrolowanego używania alkoholu, czyli nadużywania, a w dalszej konsekwencji do uzależnienia. To są pewne etapy, które do uzależnienia prowadzą.

 

Wojciech Zagrodzki CSsR: Ksiądz Marek Dziewiecki bardzo sugestywnie pokazał kiedyś owo oszukiwanie się przez młodzież. Mówił tak: zapytana na lekcji chemii młodzież bezbłędnie odpowie, że piwo zawiera alkohol. Ale ta sama młodzież w ogródku piwnym będzie przekonywać, że piwo to tylko zwykły napój...

 

Ks. Piotr Brząkalik: Właśnie o to chodzi. Problem w nie mniejszym stopniu dotyczy świata ludzi dorosłych. Proszę zwrócić uwagę na sposób eksponowania piwa w sklepach, co widać szczególnie wyraźnie w supermarketach. Wódki i wina umieszczone są tam na specjalnych stoiskach wydzielonych z reszty sklepu, ale piwo znajduje się obok wody mineralnej. Niby to drobna sprawa, ale jak wiele sugeruje!

Warto również zwrócić uwagę na sugestie zawarte w reklamach promujących piwo. Bardzo lubię oglądać telewizyjne reklamy, często szukając w nich „drugiego dna”. Zapamiętałem sprzed laty szczególnie dwie reklamy piwa, które były jednak czymś więcej niż tylko czystą prezentacją promowanego napoju. W jednej z nich trzech mężczyzn idzie na stadion, na mecz. Jednemu z nich zabrakło pieniędzy na bilet. Co wtedy robi? – bez większego żalu idzie do pubu na piwo. Po chwili pojawia się dwóch pozostałych. Okazało się, że zrezygnowali z meczu, żeby dołączyć do kolegi w pubie i razem wypić piwo. To była interesująca, sprawnie zrobiona reklama piwa, w której jednak zawarta była niezwykle silna sugestia: to jest koleżeństwo, to jest grupa przyjaciół, to jest solidarność koleżeńska, którą można zbudować... przy piwie. Druga reklama rozpoczyna się od zwyczajnej sceny z życia małżeńskiego. Wieczorem on, zmęczony pracą, siedzi w fotelu przed telewizorem, a ona tuż obok, coś tam prasując, opowiada, opowiada i opowiada. Jego aż skręca w tym fotelu. W pewnym momencie, nie mogąc już dłużej znieść jej gadania, rzuca czymś czarnym w ścianę i w cudowny sposób przenosi się do... pubu, na piwo. Była to nie mniej od poprzedniej zdradliwa reklama, która przekonuje, że on nie musi słuchać jej nudnego gadania, nie musi się liczyć ze swoją żoną. Piwo wygrywa konkurencję z własną żoną! Nie interesowało go nawet to, że jego żona była ubrana w lekką bieliznę! Zapamiętałem sobie te dwie niezwykle zdradliwe reklamy, które promowały nie tylko piwo, ale również pewne zachowania, pewien styl. Dlatego środowiska trzeźwościowe zabiegały o to, żeby, wzorem innych krajów, reklama piwa nie była związana z żadną opowieścią, bo te towarzyszące reklamie piwa opowieści kreują pewne zachowania i mocno sugerują, że piwo dostarcza zawsze wyjścia z sytuacji, rozwiązuje jakieś problemy, w czymś pomaga, coś ułatwia, tworzy więzi koleżeńskie...

 

Wojciech Zagrodzki CSsR: Mamy zatem problem nadużywania i bagatelizowania alkoholu. Ale czy liczba uzależnionych wzrasta, stoi w miejscu, czy też spada?

 

Ks. Piotr Brząkalik: Można by w tym miejscu przywołać różne wyniki badań statystycznych. Jednak liczb tych nie można interpretować jednoznacznie. W jaki sposób zmierzyć ilość uzależnionych od alkoholu? – można policzyć uzależnionych, którzy poddali się leczeniu. Jednak nie wszyscy trafiają na leczenie. Badania pokazują nam, że liczba leczących się alkoholików rośnie. Ale z tego nie można wyprowadzić wprost wniosku, że skala alkoholizmu poszerza się, że rośnie liczba uzależnionych. Ta liczba równie dobrze może świadczyć o tym, że coraz więcej ludzi widzi sens leczenia. Natomiast wszyscy prowadzący terapię uzależnionych odnotowują alarmujący fakt: zdecydowanie obniża się wiek tych, którzy zgłaszają się do ośrodków odwykowych. Coraz młodsi pacjenci trafiają do tych ośrodków. Jest to między innymi skutek wczesnej inicjacji alkoholowej.

 

1 2 3 4  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

1

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Kabelek 18:05:08 | 2013-08-15
A ja robię piwo w domu i nie jestem uzależniony.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook