Chrystus w gospodzie

Chrystus w gospodzie
(fot. ЯL/flickr.com)
ks. Arkadiusz Lechowski / artykuł nadesłany

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. (…) Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. Łk.2

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo (…) lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. J.1

„Słowo stało się ciałem”. Jakże niepojęte to wydarzenie, że Bóg w taki sposób wkracza w świat. Bóg stworzyciel wszechświata, wszechpotężny i niczym nieograniczony. On staje się człowiekiem. Wszystko to dzieje się z miłości do nas ludzi. Skoro sam Bóg staje się jednym z nas. Podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu, warto sobie wciąż na nowo uświadamiać, że tej miłości Boga do nas nic już nie jest w stanie zmienić i zakłócić.

Bóg stając się Człowiekiem chce nam pokazać, że nie jesteśmy mu obojętni, że on chce wkraczać w nasze życie. Jednakże historia nam pokazuje, że to wkraczanie Boga w ziemską rzeczywistość nie jest wcale takie proste. Chociaż On jest Stwórcą świata, to ten „świat Go nie poznał i nie przyjął”. Maryja „porodziła swego Syna(…) i położyła w żłobie, gdyż nie było dla niech miejsca w gospodzie”. Myślę, że ten historyczny fakt „braku miejsca dla Chrystusa”, powinien być dla nas nie tylko przestrogą, ale również wskazówką.

DEON.PL POLECA

Nie wiemy, dlaczego w gospodzie zabrakło miejsca dla Jezusa. Nie wiemy, dlaczego współcześni mu nie zauważyli Jego przyjścia na świat. Wiemy jednak, że taka forma „odrzucenia” Boga zdarza się również w naszym życiu. Może właśnie dzisiaj powinniśmy zadać sobie pytanie, czy potrafimy dostrzec działanie Boga w naszej codzienności i czy potrafimy „na oścież otworzyć Jemu drzwi”. Tak, aby świadectwo naszej wiary było obecne w całym naszym życiu. W miejscu pracy i odpoczynku. Czy rzeczywiście jesteśmy Jego świadkami bez względu na to, co czynimy?

Oczywiście nie powinniśmy się dać zwieść w pułapkę zatrzymania się na jakimś zewnętrznym znaku. Nie chodzi nam, bowiem tylko o jakąś zewnętrzną tradycję obrzędów religijnych. Tutaj chodzi o coś zdecydowanie więcej. Gesty mogą być czasami puste i niewiele znaczące. Można wystawiać pomniki i krzyże, i może to nie wiele znaczyć. Oczywiście w żadnym wypadku nie występuję przeciwko obecności tych znaków i obrzędów w sferze publicznej naszego życia. Trzeba jednak zadać pytanie, czy to, co zewnętrzne i naznaczone przepisami tradycji, jest tym co wystarcza za wszystko inne.

Nie wiemy, dlaczego zabrakło miejsca dla Jezusa w gospodzie. Biorąc pod uwagę, że ci, którzy nie zauważyli Jezusa nie byli jakimiś ateistami, czy zepsutymi ludźmi. Możemy się pokusić o pewną hipotezę, że niemal wszyscy byli zajęci dbałością o własną czystość rytualną. Ci ludzie, którzy zajmowali gospodę byli najprawdopodobniej bardzo religijnymi Żydami. Być może bali się przyjąć Maryi pod dach, właśnie dlatego, że miał przyjść Jej czas rozwiązania, a wówczas wielu z nich mogło by zaciągnąć zewnętrzną nieczystość. Niewykluczone, że nie jeden nie chciał ustąpić miejsca w gospodzie i spędzić nocy poza jej granicami, aby przez przypadek nie spotkać jakiegoś poganina i nie zaciągnąć podobnej nieczystości. Można bowiem tak bardzo dbać o „swoją religijność” i „przestrzeganie prawa”, że można nie zauważyć przychodzącego Boga.

Można również dzisiaj wystawiać pomniki i krzyże. Można być tak bardzo zajętym ich pilnowaniem, że nie zauważymy tego co najważniejsze. Samego Chrystusa. Oczywistym jest, że nie da się rozwiązać tego problemu eliminując naszą zewnętrzną religijność i tradycję. Taka postawa nie tylko nie pozwoliła by nam rozpoznać Chrystusa, a dodatkowo zniosła by wszystkie drogowskazy, które na Niego wskazują. Zatem zlikwidowanie znaków i obrzędów religijnych z naszego życia nie jest rozwiązaniem problemu, a często tylko jego spotęgowaniem.

Co zatem powinniśmy czynić by rozpoznać nadchodzącego Boga i przyjąć go do swojego życia? Niewątpliwie przede wszystkim powinniśmy starać się uchwycić istotę naszej religijności i tradycji, aby nie zamknąć się pod skorupą zewnętrzności i pozorów. Musimy wiedzieć, czemu nasza religijność ma służyć, że nie jest ona celem samym w sobie. Nie jest to zadanie łatwe. Wymaga ono często przemiany naszego serca, nawet za cenę zburzenia dotychczasowych wyobrażeń o Bogu i naszej religijności. Wówczas będziemy mogli świadczyć o Ewangelii bez względu na to, kim jesteśmy i gdzie jesteśmy. I to będzie najpełniejsze zrobienie miejsca Chrystusowi w naszej ludzkiej „gospodzie”.

http://nowy.tezeusz.pl/blog/202029.html

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Chrystus w gospodzie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.