USA: protesty przeciwko masowym akcjom wymierzonym w nielegalnych imigrantów

(fot. PAP/EPA/JASON SZENES)

W USA odbyły się protesty przeciwko zaplanowanym od niedzieli masowym akcjom przeciwko nielegalnym imigrantom. Władze niektórych stanów i miast zapowiedziały, że nie będą udzielać pomocyw tych akcjach służbom imigracyjnym.

 

Sobotnie protesty z udziałem setek ludzi odbyły się m.in. w Chicago, gdzie mieszka duża diaspora polska.

 

"Trudno powiedzieć czy w środowisku polskim wielu imigrantów jest nielegalnych czy też nie ponieważ Chicago jest dla nich sanktuarium i nie są przedmiotem represji. Nie prowadzi się statystyk, nasz stan wydaje im dokumenty tożsamości, prawa jazdy i mogą mieć konta w banku" - powiedziała PAP dziennikarka polonijna Małgorzata Ptaszyńska.

 

Dodała, że wielu ludzi, którzy nie mają uregulowanego statusu mieszka tam od wielu lat, ma rodziny i biznesy. Są przestraszeni chociaż stanowi to temat tabu i głośno się o tym nie mówi.

 

"Protesty w centrum miasta przeciw złemu traktowaniu imigrantów, deportacjom, a przede wszystkim przeciw polityce administracji odbywały się wczoraj i dzisiaj. Odzwierciedlała to np. niesiona przez demonstrujących klatka z zamkniętymi w niej laleczkami pokazująca jak władze odnoszą się do dzieci imigrantów" - powiedziała Ptaszyńska.

 

W sobotę pośród dużych miast mieli protestować m.in. mieszkańcy Miami. W piątek protestowali m.in. mieszkańcy Nowego Jorku, Los Angeles i Filadelfii.

 

Według amerykańskich mediów akcja przebiegająca niekiedy pod hasłem "Lights for Liberty" (światła dla wolności) obejmuje ponad 700 mniejszych i większych miast, w tym El Paso w Teksasie, San Diego w Kalifornii, Albuquerque w Nowym Meksyku, Juneau na Alasce oraz stołeczny Waszyngton.

 

Amerykański Związek Wolności Obywatelskich (ACLU) wystąpił z pozwem uzasadniając, że przed deportacją nielegalni powinni mieć prawo przedstawienia swojej sprawy sędziemu imigracyjnemu.

 

W piątek prezydent Donald Trump przypominał, że naloty rozpoczynają się w niedzielę. Niektórzy imigranci zostaną odesłani do swych krajów, a kryminaliści trafią do więzień.

 

"Poszukujemy złych graczy, ale szukamy także ludzi, którzy przyjechali do naszego kraju nielegalnie i muszą wyjechać" - powiedział.

 

Władze imigracyjne nie podały szczegółów zamierzonej operacji ze względu na jej drażliwy charakter i bezpieczeństwo funkcjonariuszy.

 

"Jak zawsze, priorytetami ICE (Agencji ds. Imigracji I Ceł) są: zatrzymanie i usunięcie nielegalnie przebywających w USA cudzoziemców, którzy stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, bezpieczeństwa publicznego i bezpieczeństwa granic" - głosi oświadczenie ICE przesłane telewizji ABC.

 

Według przewidywań ICE zamierza rozpocząć w niedzielę akcję w 10 dużych miastach, w tym w Nowym Jorku, Chicago, Los Angeles, Houston, ale się do tego nie ograniczy. Media podkreślają, że celem staną się także rodziny, włączając w to mieszkające w USA od dziesięcioleci z dziećmi, które są obywatelami amerykańskimi.

 

Przedmiotem zainteresowania ICE ma być co najmniej 2000 imigrantów, którym nakazano już opuszczenie USA, ale tego nie zrobili. Niektórzy nie uczynili tego, bo nie brali udziału w postępowaniu sądowym, inni nie mieszkają pod adresem, pod który wysłano im zawiadomienia o deportacji.

 

Zdaniem p.o. dyrektora ICE Kena Cuccinelli, w Ameryce jest blisko milion osób mających nakaz opuszczenie kraju. Przyznał, że nie wszyscy staną się od razu przedmiotem akcji, ale podejmie się wobec nich “stosowne działania".

 

Jak informował "New York Times" pragnący zachować anonimowość urzędnicy ICE mówili, że naloty będą miały miejsce przez wiele dni i będą obejmować także deportacje prewencyjne wobec napotkanych imigrantów, nawet jeśli nie byli celem akcji.

 

Planowane działania administracji Trumpa spotkały się ze sprzeciwami polityków, zwłaszcza Demokratów.

 

"Mówimy prezydentowi Trumpowi, przestańcie oddzielać dzieci od ich rodzin. (…) Powiedz swoim agencjom, by nie odłączały małego dziecka od rodziców" - wzywał demokratyczny senator Charles Schumer z Nowego Jorku.

 

Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio wydał oświadczenie, że miasto nie będzie współpracować z ICE. Gubernator stanu Andrew Cuomo zachęcał, aby ci którzy wymagają pomocy kontaktowali się z infolinią New York State New Americans Hotline.

 

"Jedyne zagrożenie dla Ameryki istnieje od wewnątrz podczas gdy ta administracja rządzi za pomocą strachu i podziałów. W Nowym Jorku wiemy, że różnorodność jest naszą największą siłą i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby chronić naszą społeczność imigrantów" - zapewnił Cuomo.

 

O tym, że policja w imię utrzymania dobrych relacji ze społecznością imigracyjną nie będzie współpracować z ICE informowały m.in. władze Waszyngtonu, Chicago oraz stanu Illinois.

 

Poparcie dla imigrantów deklarował gubernator Kalifornii Gavin Newsom. Powiedział zaniepokojonym pukaniem do drzwi, że powinni znać swe prawa. "Bez nakazu sądowego nie musicie otwierać drzwi" - akcentował.

Inne stanowisko zajmowali niektórzy republikańscy politycy.

 

"Jeśli (…) byłeś tu przez lata, przeszedłeś przez system sądowy i okazało się, że musisz zostać deportowany, musisz postępować zgodnie z prawem" - ocenił przywódca mniejszości republikańskiej w Izbie Reprezentantów USA Kevin McCarthy z Kalifornii.

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?