Turcja zmierza ku autorytaryzmowi

(fot. antoher / Foter.com / CC BY 2.0)

Turcja jest krajem półdemokratycznym, zmierza ku autorytaryzmowi, ale społeczeństwo może powstrzymać ten trend - uważa politolog Adam Balcer. Wg ekspertów o tendencjach autorytarnych mówi się w kontekście konstytucji, która wzmacniałaby władzę prezydenta i AKP.

 

- Turcja jest krajem półdemokratycznym. Jest na równi pochyłej w stronę autorytaryzmu. Jak stwierdza organizacja Freedom House, Turcja jest krajem "częściowo wolnym" - mówi Balcer dyrektor programowy z Kolegium Europy Wschodniej. Według niego jednak "wprowadzenie tam dyktatury jest bardzo mało prawdopodobne ze względu na niesłychane zróżnicowanie społeczeństwa". Jak twierdzi analityk, "w Turcji będziemy mieć raczej chaos, w najgorszym przypadku wojnę domową, ale zróżnicowanie społeczne daje gwarancję, że z Turcji nie można zrobić putinowskiej Rosji. To właśnie rosnące w siłę - pomimo presji władz - społeczeństwo może powstrzymać osuwanie się Turcji w stronę autorytaryzmu" - wskazuje Balcer. I przypomina, że prezydent Recep Tayyip Erdogan dawno temu miał maksymalne poparcie na poziomie takim, jak Władimir Putin miał najniższe, czyli na poziomie 60 proc.

 

Erdogan był przez kilka kadencji premierem; w ub.r. w wyborach powszechnych został wybrany na prezydenta. Jest głową państwa, ale wedle konstytucji nie sprawuje władzy wykonawczej i chce to zmienić po ewentualnej wygranej w przyspieszonych wyborach parlamentarnych 1 listopada. Jednak zmiana obecnej ustawy zasadniczej wymaga większości co najmniej dwóch trzecich głosów (367), co nie jest takie ewidentne dla rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w kontekście ostatnich sondaży. Jednak w dalszym ciągu zdobycie np. 330 miejsc pozwoli AKP na przeprowadzenie referendum w sprawie konstytucji.

 

Jak mówi PAP Krzysztof Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW), "każdy polityk w każdym kraju dąży do umocnienia swojej władzy, co nie jest jeszcze dowodem na tendencje autorytarne". W Turcji jednak faktycznie mamy do czynienia z ogromnymi ambicjami gruntownej przebudowy państwa zgłaszanymi przez charyzmatycznego lidera - obecnego prezydenta Erdogana - kierującego partią, która formalnie i nieformalnie kontroluje życie polityczne Turcji. Przy czym Erdogan i AKP otwarcie dążą do zmiany konstytucji i wprowadzenia systemu prezydenckiego, który legitymizowałby i umacniał zdobyte wpływy" - podkreśla ekspert. - Władzom tureckim zarzuca się szereg praktyk autorytarnych: ograniczanie wolności mediów, niezależności sądów, wykorzystywanie służb specjalnych do walki politycznej, brutalne tłumienie Kurdów - zaznacza.

 

W ocenie Konrada Zasztowta z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) "partia AKP zaczęła coraz bardziej dążyć do autorytarnych rozwiązań i niepodzielnych rządów". - Jest kilka sfer, gdzie widać tego przejaw: olbrzymi problem stanowi brak wolności słowa w Turcji, dziennikarze siedzą w więzieniach, prezydent co chwila mówi, że nie podoba mu się czyjaś wypowiedź. Ostatnie podżeganie zwolenników partii rządzącej do ataku na siedzibę opozycyjnej gazety "Hurriyet" było apogeum tej polityki - wylicza Zasztowt.

 

Drugą sprawą jest kwestia państwa prawa, które nigdy nie funkcjonowało sprawnie. - Sądownictwo i prokuratura nie są zupełnie niezależne, nie działają dobrze, często były manipulowane przez rządzących - wcześniej przez establishment zbliżony do armii, teraz przez AKP - zauważa ekspert PISM.

 

- AKP kontroluje media publiczne i część mediów prywatnych. Jeszcze dochodzi do tego silna presja na media niezależne, z tym, że większość Turków odpowiada: telewizja publiczna kłamie, wolę w internecie poszukać informacji - niuansuje Balcer. - AKP to jest olbrzymia partia, ale wywołuje też olbrzymie emocje. Gdy Turcy są pytani, czy chcesz w Turcji systemu prezydenckiego, to przy poparciu dla AKP na poziomie 40 proc., tylko 30 proc. tego chce - podkreśla.

 

Według raportu Amnesty International z 2014 r. szeroko zakrojone przepisy antyterrorystyczne w Turcji wciąż używane były do kryminalizowania zgodnego z konstytucją korzystania z wolności wypowiedzi. Po protestach w parku Gezi w Stambule w 2013 r. i zerwaniu współpracy z byłym sojusznikiem, muzułmańskim duchownym Fethullahem Gulenem, władze zaczęły w autorytarny sposób uciszać krytyków: podważyły niezawisłość sądów, wprowadziły nowe ograniczenia wolności internetu i przekazały krajowej agencji wywiadowczej bezprecedensowe uprawnienia. Naruszano prawo do pokojowych demonstracji, a policja cieszyła się niemalże całkowitą bezkarnością w zakresie użycia siły - czytamy w raporcie.

 

Według AI wciąż miały miejsce niesprawiedliwe procesy, zwłaszcza w sprawach walki z terroryzmem, ale zmniejszyło się zjawisko nadużywania i przedłużania tymczasowego aresztowania. Władze ignorowały prawa osób odmawiających służby wojskowej ze względu na przekonania, a także gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interpłciowych (LGBTI), oraz nie podjęły należytych kroków, by zapobiegać przemocy wobec kobiet. Pod koniec roku w Turcji mieszkało 1,6 mln syryjskich uchodźców; wielu pozbawionych było środków do życia.

 

Według Zasztowta w wizji Erdogana "jest duże ryzyko dążenia do autorytarnego systemu". - Wynika ono - jak tłumaczy analityk - z osobowości samego prezydenta, który wydaje się uważać za postać nieomylną, nieznoszącą żadnej krytyki, nieliczącą się nawet za bardzo ze zdaniem swoich partyjnych kolegów. Pomysł zmiany systemu na prezydencki, szeroko krytykowany przez opozycję, jest konsekwencją osobowości Erdogana - dodaje analityk PISM.

 

Zasztowt przyznaje jednocześnie, że "z drugiej strony w Turcji odbywają się wybory, które należy uznać za demokratyczne i jest to długa tradycja od lat 50. z przerwami na wojskowe zamachy stanu".

 

Dowodem tych przejawów demokracji w Turcji według Balcera jest chociażby to, że w czerwcowych wyborach parlamentarnych, w Diyarbakirze, stolicy tureckiego Kurdystanu, gdzie mieszka ponad milion ludzi, prokurdyjska i lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) zdobywa 80 proc. głosów. Politolog zwraca uwagę na wzrost samoświadomości Kurdów; w czerwcowych wyborach HDP po raz pierwszy dostała się do parlamentu, zdobywając nieco ponad 13 proc.

 

- Okazało się, że kiedy Kurdowie mieli możliwość, to stworzyli partię, weszli do parlamentu i z bardziej równorzędnej płaszczyzny postanowili dyskutować z rządem - dodaje Strachota.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

jazmig 09:43:11 | 2015-10-30
Tę tendencję Erdogana widać od dawna. PAP ma refleks szachisty.

Natomiast czy Turcja może się stać dyktaturą? Ona już nią jest po części.

Teza, że nie jest możliwa dyktatura ze względu na zróżnicowanie społeczeństwa jest chybiony, ponieważ Rosja posiada społeczeństwo o wiele bardziej zróżnicowane i jakaś forma dyktatury tam jest.

Skoro Erdogan może zmieniać sędziów i prokuratorów, którzy prowadzą dochodzenia ws. łamania przez niego prawa, to demokracja jest tam licha.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jazmig 09:31:13 | 2015-10-30
Jaki związek ma budowa kanału sueskiego z Turcją i Erdoganem.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?