Rakieta Phenianu dzwonkiem alarmowym

Rakieta Phenianu dzwonkiem alarmowym
(fot. PAP/EPA/MINISTRY OF DEFENSE / HANDOUT)
PAP / mh

Niewątpliwy sukces Korei Płn., jakim było wystrzelenie 12 grudnia br. na okołoziemską orbitę rakiety z satelitą, jest dzwonkiem alarmowym dla świata. Kolejna prowokacja Phenianu realnie przybliżyła ten komunistyczny reżim do pozyskania technologii balistycznej.

Ostatnia próba z rakietą dalekiego zasięgu nie tylko pokazuje nieskuteczność 20-letniej waszyngtońskiej polityki przeciwstawiania się rozprzestrzenianiu broni jądrowej przez Phenian, ale również konieczność zajęcia przez administrację prezydenta Baracka Obamy zupełnie nowego stanowiska wobec KRLD - uważa Evan Moore z waszyngtońskiego ośrodka The Foreign Policy Initiative (FPI).
Zdaniem eksperta północnokoreański pokaz siły to jeszcze jeden argument za tym, by USA jeszcze ściślej współpracowały z sojusznikami w regionie Azji i Pacyfiku na rzecz rozwoju i rozmieszczenia tam faktycznie silnego systemu obrony antybalistycznej (BMD). Pociski przechwytujące w Azji przyczynią się do zmniejszenia podatności zarówno sił USA i ich sojuszników, jak i cywilnej ludności Pacyfiku na cios ze strony Korei Płn.
"Ta trzyczłonowa rakieta balistyczna ma zasięg do 6 tys. km; może więc dosięgnąć terytorium USA" - podkreśla w rozmowie z PAP Marceli Burdelski z Centrum Studiów Azji Wschodniej Uniwersytetu Gdańskiego. Dodaje, że "zamiast satelity obserwacyjnego można na takiej rakiecie umieścić głowicę nuklearną, gdyż rakiety dalekiego zasięgu mogą służyć jako nośnik przenoszenia ewentualnie broni jądrowej".
Według Moore’a kontrowersje wokół próby rakietowej dają Waszyngtonowi powód i możliwość "wysunięcia na pierwszy plan na arenie międzynarodowej kwestii skandalicznego łamania praw człowieka przez północnokoreański reżim". Analityk FPI przypomina, że w obozach pracy przetrzymywanych jest ponad 200 tysięcy więźniów politycznych. Jak pisał "The New Yorker", głód w Korei Płn. pozostaje najbardziej nieudokumentowaną katastrofą humanitarną od czasów reżimu Pol Pota w Kambodży, powodując śmierć, jak się szacuje, od 1 do 2 mln osób.
Chociaż wspólnota międzynarodowa dokładnie wie, co pod względem humanitarnym dzieje się w Korei Płn., to od lat jest bezsilna wobec tego najbardziej nieprzewidywalnego reżimu na świecie, mimo nakładania na niego kolejnych sankcji przez Radę Bezpieczeństwa ONZ.
Ostatnią próbę rakietową RB ONZ potępiła w oświadczeniu; nie przyjęła na razie w tej sprawie rezolucji. Pozostaje pytanie, na czym może polegać dalsza izolacja reżimu po wydarzeniach z 12 grudnia.
"Ja naprawdę nie widzę, co można by jeszcze więcej zrobić - mówi PAP Burdelski. - Dobra luksusowe są tam zakazane, ale praktycznie w dzisiejszym świecie są sposoby na ominięcie tego embarga. Gdybym miał powiedzieć o ewentualnych dalszych sankcjach, to po prostu nie bardzo wiem, co by to mogło być". Burdelski podkreślił, że w relacjach gospodarczych, które obecnie utrzymuje Korea Płn., kolejne sankcje jej nie zaszkodzą. "To było dokładnie analizowane przez amerykańskie think thanki. Korea próbowała przecież omijać embarga, szukając partnerów" w handlu - wskazał.
Wystrzelenie rakiety Unha-3 ma również aspekt wewnętrzny. Próba została przeprowadzona na kilka dni przed 1. rocznicą śmierci północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong Ila, ojca obecnego młodego lidera Kim Dzong Una. Zaraz po wystrzeleniu rakiety MSZ KRLD wydał oświadczenie, że jest to wielki sukces wodza Kima, który prowadzi naród koreański do nowych zwycięstw.
Zachodnia prasa podkreślała, że test Phenianu powinien rozwiać wszelkie złudzenia, iż jej nowy lider jest bardziej ugodowy i otwarty na współpracę ze społecznością międzynarodową niż jego ojciec.
"Koreańczycy z Północy w ogóle bardzo się denerwują, kiedy mówi się o tym, że Korea Płn. otwiera się na świat i się chce zmieniać. Ona tylko chce pozyskać pewne instrumenty, szczególnie technologię, czy użyć handlu dla wzmocnienia swego potencjału - tłumaczy Burdelski. - Nie wierzę w to, żeby ta izolacja została rychło zdjęta, gdyż jest gwarancją perfekcyjnego systemu edukacji politycznej i posiadania wpływu na ludzi".
Burdelski zwraca uwagę na różne aspekty ostatnich działań Phenianu. "Jeden - na użytek wewnętrzny - i jest to pokazanie społeczeństwu północnokoreańskiemu, że nowy przywódca jest bardzo sprawny, że dobrze kieruje państwem, że Korea Płn. ma siłę odstraszania i może dzięki temu negocjować, czy w ogóle utrzymywać równoprawne stosunki z USA i Koreą Płd." - wskazuje ekspert Centrum Studiów Azji Wschodniej UG. "Phenian podkreślał też, że wysłanie satelity obserwacyjnego jest zgodne z międzynarodowym prawem kosmicznym i prawem suwerennych państw do pokojowego podboju kosmosu" - zauważa rozmówca PAP. Jak dodał, chodziło o to, żeby pokazać, że Phenian dysponuje kosmiczną techniką rakietową w sytuacji, gdy niewiele państw ma takie osiągnięcia.
Według "Washington Post" jest bardzo prawdopodobne, że nowy przywódca będzie powtarzał "sztuczki" swych poprzedników, ojca i dziadka (Kim Ir Sena), prowokując USA i Koreę Płd., by próbowały powstrzymać postępowanie Phenianu, przekupując reżim pieniędzmi i dostawami żywności. "Korea Płn. już dawno nauczyła się składać czcze obietnice odstąpienia od prób rakietowych lub zamrożenia programu nuklearnego w zamian za taką pomoc, którą inkasuje, po czym wycofuje się z obietnicy" - pisał niedawno waszyngtoński dziennik.
Jednak prowokacje w postaci nieudanych prób Północy z rakietami dalekiego zasięgu prawdopodobnie bezpowrotnie minęły. "Rok po śmierci Kim Dzong Ila i +intronizacji+ Kim Dzong Una KRLD wydaje się bardziej stabilna niż wielu przewidywało. Udana próba rakietowa wzmocniła przywódcę" - twierdzi w swym najnowszym opracowaniu na temat Korei Płn. Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych (IISS)z siedzibę Londynie.
"Hasło +Armia najpierw+ pozostaje przewodnią regułą w narodzie. Co więcej, slogan ten ustanawia kierunek zarówno gospodarki, jak i polityki zagranicznej" - pisze IISS, podkreślając, że egzemplifikacją tej militarystycznej orientacji jest właśnie ostatnia decyzja o wystrzeleniu rakiety dalekiego zasięgu.
W kontekście polityki zagranicznej Marceli Burdelski zwraca uwagę na stosunki z największym sąsiadem Korei Płn. - Chinami. "Chiny traktują Półwysep Koreański jako bliską zagranicę i raczej nie chcą zjednoczenia Korei w oparciu o model absorpcji Północy przez Południe" - ocenił.
Jak podkreślił, "Chińczycy oczywiście chcieliby, żeby Korea Płn. nie prowokowała, nie tworzyła broni nuklearnej, nie robiła testów rakietowych, natomiast uporządkowała gospodarkę w takim stopniu, żeby jej obywatele nie uciekali do Chin. Chiński program rozwoju gospodarki zakłada bezpieczne otoczenie, żeby móc handlować, wymieniać towary, ewentualnie też ludzie mogą tu przyjeżdżać do pracy".

DEON.PL POLECA

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Rakieta Phenianu dzwonkiem alarmowym
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.