Komentarze na temat raportu MAK

Komentarze na temat raportu MAK
Senatorowie oglądają transmisję z konferencji prezentującej raport MAK na temat przyczyn katastrofy samolotu Tu-154m pod Smoleńskiem (fot. PAP/Radek Pietruszka)
PAP / psd

Na pewno nie jest tak, że strona rosyjska nie ponosi żadnej winy za katastrofę smoleńską; czuję jakby ktoś dał mi w twarz - tak polityk PSL Eugeniusz Kłopotek skomentował końcowy raport MAK o przyczynach katastrofy Tu-154M. Dodał, że oczekuje zdecydowanej reakcji polskiego rządu.

"Najlepiej jakbym milczał, bo to jest najlepsza odpowiedź na to, co przedstawił dzisiaj MAK. Czuje się bardzo przybity, tak jak ktoś po prostu dałby mi w twarz" - powiedział PAP Kłopotek.

Podkreślił, że zdaje sobie sprawę z tego, że "lwia" część winy za katastrofę leży po polskiej stronie, lecz - jak zaznaczył - na pewno nie jest tak, że strona rosyjska jest bez żadnej winy.

"Ten lot przez stronę rosyjską został kompletnie zlekceważony. Chciałbym wiedzieć, jak strona rosyjska przygotowywała się do przyjęcia tego samolotu w Smoleńsku oraz co zrobiła strona rosyjska tuż po katastrofie tzn. jak zostało zabezpieczone miejsce katastrofy, ciała zmarłych i szczątki samolotu" - powiedział poseł PSL.

DEON.PL POLECA

W jego ocenie, obecnie potrzebna jest szczera rozmowa polsko-rosyjska na szczeblu prezydentów i premierów, aby podjąć próbę ustalenia obiektywnej prawdy o przyczynach katastrofy.

"W przeciwnym wypadku będzie to nasz Katyń numer dwa. Czy takie rozmowy są możliwe - nie wiem. Brak prawdy obiektywnej o całości przyczyn tej katastrofy pod Smoleńskiem będzie nam zatruwało życie, nie tylko we wzajemnych relacjach polsko-rosyjskich, czy naszych wewnętrznych relacjach politycznych, ale także w naszych rodzinach" - powiedział Kłopotek.

"Czekam na reakcję mojego rządu w tym względzie i to zdecydowaną, podyktowaną cały czas dążeniem do obiektywizmu w całej tej historii. Ja nie mogę się pogodzić z tym co się stało 10 kwietnia 2010 i myślę, że wielu moich rodaków także" - podkreślił poseł ludowców

Andrzej Melak, brat Stefana Melaka, byłego przewodniczącego Komitetu Katyńskiego:

Potwierdził się przewidywany przeze mnie scenariusz. Postępowanie rządu Rzeczpospolitej doprowadziło do tego, że całkowita odpowiedzialność za katastrofę smoleńską spadła na polskich pilotów i polskie służby. Rosjanie są całkowicie oczyszczeni i to możemy zawdzięczać tylko i wyłącznie premierowi rządu i jego ministrom, a także prezydentowi, który też decydował, by wyjaśnienie sprawy katastrofy znalazło się w rękach rosyjskich.

To jest całkowita kapitulacja Polski. Okazuje się, że Rosjanie, nawet ich kontrolerzy na lotnisku Siewiernyj, byli w porządku. Samolot był idealny, a wszystko co było złe uczynili Polacy. Absolutnie się z tym nie zgadzam. I uważam, że aby całkowicie wyjaśnić katastrofę należy powołać międzynarodową komisję. Najwyższy na to czas.

Proszę zauważyć, że MAK stwierdził, iż bada wyłącznie przyczyny techniczne. Ale jak to się ma do ich uwag, że na załogę samolotu wywierały wpływ inne osoby, jak np. szef sił powietrznych gen. Błasik. To jest wyraźna niekonsekwencja. Co wspólnego ma badanie przyczyn technicznych do rzekomego napięcia emocjonalnego pilotów? Trzeba uważnie słuchać tego, co Rosjanie nam mówią. Pamiętajmy też, że Rosjanie zmusili Polaków do przyjęcia konwencji chicagowskiej, co spowodowało, że uznano status lotu prywatnego, który przecież był samolotem wojskowym, samolotem rządowym. A to ma znaczenie przy wyjaśnianiu kwestii pozwolenia na lądowanie.

To jest podobne do mordu katyńskiego, który nie został nazwany ludobójstwem, nie został nazwany zbrodnią, był (nazwany) mordem pospolitym. To jest takie samo podejście. Analogie nasuwają się same. Postępowanie rządu w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy samolotu pod Smoleńskiem to chyba największa hańba w dziejach Polski. Zgodziliśmy się na dyktat Rosjan w tej sprawie, który był typowo putinowski.

Paweł Deresz, mąż tragicznie zmarłej w katastrofie smoleńskiej posłanki Jolanty Szymanek-Deresz:

"Spełniły się moje najgorsze przeczucia. Obawiałem się, że raport MAK będzie się składał przede wszystkim z obciążeń polskiej strony, wyliczania polskich błędów i tak się stało. Obawiałem się, że tylko w niewielkim stopniu będzie w raporcie mowa o błędach rosyjskich, których przecież jest wiele i niestety też tak się stało.

Jestem teraz ciekaw reakcji polskiej strony, a przede wszystkim polskiego rządu na rosyjski raport. Interesuje mnie też, jak potoczą się dalej losy śledztwa. Zakładam, że powstaną dwa oddzielne raporty, będą więc dwie prawdy o tragedii smoleńskiej i niezwykle trudno będzie o jej wypośrodkowanie.

Ja sądzę, że trzeba będzie zwrócić się do międzynarodowych ekspertów i zaproponować im funkcję kogoś w rodzaju supervisorów, a także wykorzystać możliwości wynikające z konwencji chicagowskiej, a więc zwrócenia się do Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego, której należałoby udostępnić zarówno raport MAK-u, jak i nasze uwagi do tego raportu.

W raporcie MAK szczególnie mnie uderzyło totalne samozadowolenie pani Anodiny i totalny brak poczucia winy.

Jeżeli chodzi o stwierdzoną obecność alkoholu we krwi gen. Błasika, to jest zupełnie normalne, że na pokładzie samolotu wypija się kieliszek koniaku. Miałem przyjemność wielokrotnie towarzyszyć delegacjom rządowym i nie widzę w tym nic dziwnego.

Myślę, że teraz sprawą presji, jaka miała być wywierana na załogę przez innych członków lotu, zajmie się polska prokuratura. Odnoszę wrażenie, że taka presja mogła być, ale nie twierdzę, że była.

My, jako rodziny, nie mamy obecnie żadnych uprawnień do podjęcia jakichś nowych kroków. Ta część rodzin, którą ja reprezentuję, nie zamierza działać w sprawie raportu MAK-u, zdajemy się w pełni na działalność polskiej prokuratury. Mam nadzieję, że ona - uwzględniając w jakiś sposób raport MAK-u - dojdzie do tej prawdy, która będzie zadowalać wszystkich."

Ekspert lotnictwa, były pilot wojskowy mjr rez. dr Michał Fiszer z miesięcznika "Lotnictwo" o raporcie MAK:

"Popełniona została cała seria błędów (podczas lądowania - PAP), trudno się tu nie zgodzić, bo ja nie mam żadnej podstawy, żeby kwestionować to, co ogłosił MAK. Pilot przyjął tutaj większą prędkość i wskazuje to, że zakładał odejście na drugi krąg. Łatwiej jest, szybciej się odchodzi na drugi krąg z większej prędkości niż z mniejszej. Miał zaprogramowaną niewłaściwą ścieżkę podejścia, typową dla lotnisk komunikacyjnych zachodnich, natomiast na lotniskach rosyjskich, wojskowych jest nieco inny kąt podejścia, bardziej płaskie podejście do lądowania.

Załoga nie zdawała sobie sprawy, na jakiej jest wysokości, ponieważ niewłaściwie wykorzystywano wysokościomierze dostępne w kabinie. Odczytywano wysokość z radiowysokościomierza, jednocześnie na głównym, najważniejszym wysokościomierzu dowódcy załogi nie wprowadzono ciśnienia lotniskowego, tylko zostało standardowe i kontrola - według tego wysokościomierza - oczywiście tylko utrwalała załogę w błędnej ocenie wysokości. Dlatego nie doszło do przejścia na drugie dojście, ponieważ oni nie mieli świadomości, na jakiej są wysokości faktycznie.

Inna kwestia, że kontroler - niezależnie od przepisów, jakie obowiązują - jeżeli widzi, że samolot schodzi pod ścieżkę, to powinien reagować, powinien ostrzec załogę o schodzeniu pod ścieżkę i to już jest jego wina. Nawet jeżeli w myśl przepisów postępował prawidłowo, no to jest jego wina, jakaś taka moralna.

Jeżeli chodzi o system TAWS to on ostrzegał grubo powyżej właściwej wysokości ze względu na to, że w systemie tego lotniska po prostu nie było, ono nie istniało w tym systemie i system odbierał to jako próbę zniżania się w szczere pole. (...)

To był kontrolowany lot w ziemię z powodu błędnego wykorzystania przyrządów pokładowych, błędnej świadomości sytuacyjnej, czyli świadomości, na jakiej są wysokości i kilku innych błędów, które MAK szczegółowo wypunktował.

Raport MAK wyjaśnia podstawowe przyczyny katastrofy, natomiast trzeba by się szczegółowo zapoznać z tymi wszystkimi okolicznościami, które mówią o pośrednich przyczynach. Natomiast te bezpośrednie przyczyny wyjaśnia w sposób logiczny".

Izabella Sariusz-Skąpska, córka tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej prezesa Federacji Rodzin Katyńskich Andrzeja Sariusz-Skąpskiego:

"Podczas konferencji nie przestawiono niczego nowego, tylko jakiś zarys. Informacje, które się pojawiły są raczej potwierdzeniem tego, co już do tej pory wielokrotnie publikowano, także ja to raczej traktuję jako zamknięcie pewnego etapu śledztwa i czekam na kolejne. Raport potwierdza praktycznie wszystkie informacje medialne na temat katastrofy, jakie były znane, poza jakimiś niewielkimi faktami. To jest tylko potwierdzenie tego, co wiedzieliśmy wcześniej, tyle że wreszcie nie ma charakteru przecieku i jest potwierdzeniem tego, że niektóre rzeczy były wyssane z palca. Raport pozwoli może uporządkować to, co było przedmiotem jakichś spekulacji.

Dla każdego, kto kiedykolwiek miał kontakt z zapisem z czarnych skrzynek, kwestia wywieranej na członków załogi presji była oczywista od początku i mnie to nie dziwi. Chciałabymjednak, by było doprecyzowane, jakiego typu była to presja, jakie słowa padły, być może jeszcze polskie badania to doprecyzują.

Nie potrafię ocenić, czy ta ilość alkoholu, jaka miała być stwierdzona we krwi gen. Błasika, oznacza, że coś się działo na pokładzie samolotu, czy to było wynikiem poprzedniego dnia, na przykład. Nie gen. Błasik kierował jednak tym samolotem i myślę, że koncentrowanie się na tym byłoby jakimś nakręcaniem pobocznego wątku. Brzmi to sensacyjnie, ale nie ma bezpośredniego związku z katastrofą.

Ważniejsze jest to, że gen. Błasik był w kabinie. Na szczęście jednak upadła jedna z histerycznych teorii, że kierował samolotem. Została ona wykluczona, bo wiadomo kto gdzie siedział, gdzie kogo znaleziono. I myślę, że tego typu sensacje nie służą ostatecznemu wyjaśnieniu czy zamknięciu sprawy. Myślę, że wyjaśnień jest tyle, że należałoby już się skłaniać ku zamknięciu sprawy. Sądzę, że każda z rodzin, która wielokrotnie musiała analizować te informacje ma już swoją wersję wydarzeń.

Myślę, że gdy raport zostanie w całości udostępniony i przetłumaczony na polski, a nasi eksperci będą się mogli na ten temat wypowiedzieć i wyciągnąć jakieś własne wnioski, wtedy będzie to dużo bardziej czytelne. Teraz mieliśmy do czynienia z przedstawieniem jakichś podstawowych wniosków technicznych, zwłaszcza tych kategorycznie dementujących wersję zamachu, ale nie mam złudzeń, że znikną spekulacje czy teorie spiskowe. Czekam na polską komisję, która swoje dopowie i wyjaśni.

Myślę, że istotne jest zsumowanie wiedzy z raportów obu komisji, nie rozstrzygam, który jest bardziej wiarygodny. Raport MAK jest zakończeniem pierwszego dużego etapu. Polska komisja ma już teraz podstawowy materiał, już nie spekuluje, a za tym pójdą ustalenia polskiej i rosyjskiej prokuratury wojskowej. I dopiero zsumowanie tych działań da jakiś wynik".

Tomasz Hypki, sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa:

"Dla specjalistów raport nie jest zaskoczeniem, ponieważ większość cząstkowych informacji już mieliśmy, szczególnie po opublikowaniu stenogramu z tego, co się działo w kabinie załogi. Natomiast nastąpiło uściślenie elementów w tym całym ciągu nieprawidłowości, które występowały w tym locie.

Dowiedzieliśmy się z całą pewnością, że w ostatniej fazie na przykład był używany radiowysokościomierz, co jest zachowaniem niezgodnym z procedurą, przepisami, zasadami eksploatacji TU-154. Dowiedzieliśmy się, chociaż nie zostało to dokładnie powiedziane, że w sumie już przed zderzeniem z brzozą samolot był chyba niesterowny i miał zbyt małą prędkość.

Informacja o generale Błasiku, z lotniczego punktu widzenia nie była konieczna, natomiast jeżeli brać pod uwagę to, że komisja musi również wskazywać na okoliczności, które wpływają na ten sam lotniczy przebieg lotu, to niestety musiało to być powiedziane.

Co tu dużo mówić, obecność osób trzecich w kabinie miała tutaj, i według Rosjan, i ja to rozumiem, według naszych członków komisji, musiała mieć wpływ na podjęcie decyzji załogi o lądowaniu w warunkach, które absolutnie na to nie pozwalały.

Podkreślę to, co wcześniej wiedzieliśmy, że załoga o tym, iż tam nie da się lądować, wiedziała z bardzo wielu źródeł. Bo już od kontrolerów w Mińsku się tego dowiedzieli, od kontrolerów na lotnisku, od swoich kolegów z Jaka 40. Nieprawdopodobne jest to, że oni w ogóle na to nie reagowali, a całe to lądowanie realizowali zupełnie beznamiętnie.

Było też bardzo wiele nieprawidłowości, to też się tego dowiedzieliśmy, jeżeli chodzi o współpracę z kontrolerami. Polscy piloci niespecjalnie znali język rosyjski. MAK podaje, że kapitan znał rosyjski w stopniu wystarczającym, ale sam raport pokazuje, że nie do końca chyba rozumiał te polecenia i w szczególności nie znał procedur obowiązujących w czasie lądowania na terenie Federacji Rosyjskiej, w tym na przykład tego, co było bardzo istotne, że powinien nawigator kwitować podawanie odległości przez kontrolera, podawaniem wysokości.

Piotr Abraszek z miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa":

"Nową informacją jest sprawa nastawienia wysokościomierza barometrycznego. Jak podali Rosjanie, wysokościomierz został przestawiony według wskazań systemu TAWS, co spowodowało błąd wskazań rzędu 170 metrów. Nasuwa się pytanie, czy nie przyczyniło się to, w znaczący sposób do katastrofy, obok warunków pogodowych.

Alkohol we krwi dowódcy Sił Powietrznych to sprawa do pominięcia, generał Błasik nie był w tym locie pilotem, lecz pasażerem, nie miało to wpływu na przebieg zdarzeń.

Jest też sprawa polskich uwag do raportu i sprawa Iła-76, który próbował lądować tuż przed polskim Tupolewem i wykonał odejście na bardzo małej wysokości. Nikogo nie zastanowiło - ani załogi polskiego samolotu, ani kontrolerów, którzy nie zawiesili - nie mówię o zamknięciu lotniska - operacji lotniczych na godzinę lub dwie".

Beata Gosiewska, wdowa po Przemysławie Gosiewskim:

"Człowiek myślący mógł się tego spodziewać - raport MAK na temat katastrofy smoleńskiej jest zupełnie niewiarygodny. Dziwi rozłożenie odpowiedzialności za katastrofę. Stawiane w raporcie tezy to te same stwierdzenia, które pojawiały się w ramach informacji, a raczej dezinformacji, medialnych. Ten raport dezinformuje opinię światową, przedstawia wersję wydarzeń, którą Rosjanie chcą przekazać światu. Natomiast nie ma to nic wspólnego z prawdą. Prawdziwe jest tylko stwierdzenie, że raport został przygotowany na zlecenie rządów polskiego i rosyjskiego.

Mówienie o tym, że był to międzynarodowy lot i w związku z tym całą odpowiedzialność ponosi pilot jest skandaliczne i świadczy o tym, że konwencje międzynarodowe i prawo nie obowiązują w Rosji. Wedle raportu MAK, strona rosyjska nie odpowiada za nic - nawet za to, że prawdopodobnie wprowadzali w błąd pilotów. Jest to szokujące stwierdzenie i zupełnie dyskwalifikuje tych, którzy takie treści podają.

W raporcie MAK nie ma wskazanych bezpośrednich przyczyn katastrofy. Nie ma również śladów, że była badana hipoteza zamachu, celowego działania człowieka, aby doprowadzić do tej katastrofy. Komisja nie wyjaśniła, dlaczego szczątki samolotu wyglądają tak, jak szczątki innych samolotów po zamachach. Tutaj nie ma żadnego wyjaśnienia, tak jakby od początku badano przyczyny nieszczęśliwego wypadku. Czyli teza wygodna zwyciężyła prawdę.

Informację, że w organizmie generała Błasika znaleziono alkohol świadczy tylko o tym, że wypił drinka na pokładzie samolotu. Generał Błasik był na pokładzie tylko pasażerem. Eksponowanie czegoś takiego ma tylko wzmocnić fałszywą tezę o naciskach. Nie udowodniono w żaden sposób, że takie naciski miały wpływ na katastrofę.

Najbardziej skandaliczne jest jednak dla mnie stwierdzenie, że ponieważ lot był międzynarodowy to wszelką odpowiedzialność ponosi pilot. Gdyby ten samolot lądował w jakimś buszu, to przynajmniej by nie przeszkadzano pilotom i wtedy możnaby powiedzieć, że pilot ponosi wszelką odpowiedzialność i podejmuje decyzje"

Prof. Władysław Stępniak z Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych:

"W moim przekonaniu raport nie będzie kolejną sprawą dla Grupy ds. Trudnych, bowiem dotyczy on spraw technicznych, organizacyjnych, a my przecież jesteśmy historykami.

Zajmowanie się tą sprawą wymaga specjalistycznej wiedzy technicznej, dotyczącej organizacji lotów. Na tym etapie, gdyby to miało przejść na poziom Grupy do spraw Trudnych, to moim zdaniem byłoby jedno wielkie nieszczęście, ponieważ w relacjach polsko-rosyjskich pojawiłby się kolejny bardzo bolesny problem.

Mam nadzieję, takie jest moje osobiste przekonanie, że przyczyna katastrofy leży po stronie spraw organizacyjno-technicznych, niezamierzonego działania ludzkiego. Wykluczam możliwość zamachu, to moim zdaniem nie wchodzi w rachubę, czyli mamy do czynienia z katastrofą i jej przyczynę powinni badać specjaliści.

Wyciąganie analogii w stosunku do wydarzeń z przeszłości nie powinno mieć zastosowania i raczej miejsca mieć nie będzie. Sądzę, że po jakimś okresie wzajemnych dyskusji, być może utarczek, strony dojdą do porozumienia na temat przyczyn katastrofy.

Nie ulega wątpliwości, że ta tragedia rozłożyła się na wiele sił politycznych, na wszystkie partie polityczne i na całe społeczeństwo. W tym trudnym momencie ludzie stanęli ponad podziałami politycznymi i gromadzili się nad trumną pana prezydenta i jego małżonki.

W obliczu potrzeby wyjaśnienia tej tragedii narodowej także podziały polityczne nie będą decydującym czynnikiem, który wpływać będzie na ostateczną ocenę tego wydarzenia".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Komentarze na temat raportu MAK
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.