Kto leży w mogile na Cmentarzu Rakowickim?

(fot. Lisa / flickr.com)

Zanim zapadnie decyzja o sposobie upamiętnienia żołnierzy Armii Czerwonej zmarłych w obozie w Dąbiu w l. 1919-20 konieczne są badania, które wyjaśnią, kto leży w zbiorowej mogile na Cmentarzu Rakowickim - powiedział w środę PAP wojewoda małopolski Jerzy Miller.

 

Na początku października rosyjskie media poinformowały, że Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne chce postawienia na Cmentarzu Rakowickim pomnika upamiętniającego rosyjskich jeńców, którzy zginęli na terytorium Polski w okresie wojny polsko-bolszewickiej. Pomysł ten skrytykował wtedy szef MSZ Grzegorz Schetyna i władze Krakowa.

 

Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (ROPWiM) w piśmie do ambasadora rosyjskiego Siergieja Andriejewa wyraziła negatywną opinię na temat budowy pomnika, motywując to m.in. faktem, że miejsce, gdzie miałby on powstać leży w części Cmentarza Rakowickiego objętej wpisem do rejestru zabytków, a ponadto "jest miejscem faktycznego pochówku nie tylko żołnierzy Armii Czerwonej, lecz także żołnierzy i osób cywilnych różnych narodowości".

 

- Dopóki nie sprawdzimy, kto jest tam pochowany, nie zrobimy żadnego kroku. Musimy spokojnie przedrzeć się przez archiwa, żeby wyjaśnić, jakich narodowości byli żołnierze pochowani w zbiorowej mogile na Cmentarzu Rakowickim - mówił PAP Miller. Dodał, że liczy na pomoc Instytutu Pamięci Narodowej i historyków z krakowskich uczelni.

 

- Dopiero mając te informacje, będzie można podjąć decyzję, jaką formę ma przybrać upamiętnienie tych osób - podkreślił. - Prawdopodobnie zaproponujemy powołanie międzynarodowej komisji w tej sprawie, złożonej z przedstawicieli narodów, której obywatele leżą w tej mogile - dodał.

 

Według danych posiadanych przez Zarząd Cmentarzy Komunalnych w Krakowie w zbiorowej mogile z czasu wojny polsko-bolszewickiej znajdującej się w pasie nr 71 i 72 na Cmentarzu Rakowickim, którą interesowali się Rosjanie, pochowanych jest 1,3 tys. osób różnych narodowości, z których ok. 180 to jeńcy bolszewiccy.

 

Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert powiedział we wtorek PAP, że "należy wziąć pod uwagę, że na tym cmentarzu spoczywają jeńcy różnych narodowości", a "koncepcja wojewody małopolskiego, który jest odpowiedzialny za to miejsce, zakłada godne upamiętnienie pomnikowe wszystkich pochowanych tam jeńców".

 

- Ewentualnie później można by pomyśleć o jakichś indywidualnych upamiętnieniach. Nasz sprzeciw nie dotyczył samego projektu upamiętnienia, ale jego niesłychanie rozbuchanej formy i treści jakie miałyby się na nim znaleźć - powiedział PAP Andrzej Kunert.

 

We wtorek rosyjskie media przytoczyły wypowiedź ministra kultury Władimira Medinskiego, który jest również przewodniczącym Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego (ros. RWIO). - Czy nie ma sprawy bardziej świętej niż ustanowienie znaku upamiętniającego na cmentarzu, gdzie spoczywa wiele tysięcy naszych jeńców wojennych? Przypomnę, że na terytorium Polski zginęło, według różnych szacunków, od 60 do 100 tys. radzieckich jeńców wojennych. Ginęli w nieludzkich warunkach polskich - nazwijmy te rzeczy po imieniu - obozów koncentracyjnych. Ta tragiczna historia jest naszą wspólną historią. Ci ludzie, którzy odmawiają postawienia pomników poległym żołnierzom będą smażyć się w piekle - oświadczył Medinski.

 

Andrzej Kunert podkreślił, że stwierdzenie jakoby jeńcy zginęli nie jest prawdą, bo umierali śmiercią naturalną lub w wyniku chorób i epidemii, co ma potwierdzenie w dokumentach. 

Przyznał też, że po raz pierwszy spotyka się w oficjalnym wystąpieniu z frazą o "smażeniu się w piekle". Za nieprawdę uznał także fakt, że Polska o tych zmarłych się nie zatroszczyła, ponieważ "miejsca, w których chowano tych jeńców zaczęły powstawać już wtedy".

 

Kunert dodał, że jest zdziwiony sposobem, w jaki o powstałej w Rosji inicjatywie poinformowano. - Tak na dobrą sprawę odbyło się to bardziej przez media niż normalną drogą urzędową - mówił Kunert i dodał, że nie przypomina sobie, by do Rady dotarło jakieś oficjalne pismo w tej sprawie.

 

Na początku października polskie MSZ upubliczniło dokumenty dot. jeńców radzieckich w Polsce w latach 1919-1921, które pochodzą z archiwum Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Genewie. Wynika z nich jednoznacznie, że w Polsce nie było celowej eksterminacji jeńców Armii Czerwonej.

 

Sprawa jeńców radzieckich w Polsce budziła zainteresowanie zarówno Czerwonego Krzyża, jak i Komisji Epidemiologicznej Ligi Narodów. Przedstawiciele tych instytucji wizytowali obozy, w których przetrzymywano jeńców radzieckich i opisywali w raportach panujące w nich warunki i problemy, z jakimi zmagały się władze polskie.

 

W wyniku wojny polsko-bolszewickiej w latach 1919-1921 do niewoli trafili żołnierze walczący po obydwu stronach frontu. Naukowcy szacują, że w chwili zawieszenia działań wojennych (pod koniec 1920 r.) w Polsce znajdowało się około 80-85 tys. jeńców bolszewickich. Większość z nich znalazła się tam po bitwie warszawskiej z sierpnia 1920 r. Natomiast liczbę polskich żołnierzy ujętych przez wojska bolszewickie szacuje się na ok. 60 tys. osób. Obie strony konfliktu dążyły do wzajemnej wymiany jeńców. Poza porozumieniem z 6 września 1920 r., w lutym 1921 r. zawarto układ o repatriacji zakładników, jeńców i repatriantów. W efekcie do października 1921 r. większość radzieckich żołnierzy została zwolniona z obozów jenieckich i przekazana do Rosji.

 

Tragicznym aspektem była wysoka śmiertelność jeńców spowodowana głównie epidemiami panującymi w zniszczonej wojną Polsce. Kwestia ta była badana przez polskich i rosyjskich historyków. Według polskich ocen liczba zmarłych w całym okresie działania obozów wyniosła ok. 16-17 tys. Historycy rosyjscy szacują zaś liczbę ofiar na 18-20 tys. Według badaczy przyczyną zdecydowanej większości zgonów jeńców Armii Czerwonej sprzyjającą szerzeniu się epidemii i chorób były złe warunki sanitarne panujące w obozach, trudna sytuacja gospodarcza państwa polskiego u zarania niepodległości, problemy z aprowizacją, nie zaś celowa eksterminacja wziętych do niewoli żołnierzy.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (9)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~tim 20:24:08 | 2014-12-11
DO MOICH POLEMISTOW. Muzeum Historii Zydow Polskich (byłem 2 x) przemilcza  takie prominentne postacie polskiej sceny politycznej, bedace zydowskigo pochodzenia, jak np Jakub Berman, Hilary Minc, Marcel Reich-Ranicki? Według INP, latach 1944-54, az 37,1% osób pełniących funkcje kierownicze w Ministerstwie Bezpieczenstwa Publicznego bylo pochodzenia żydowskiego (167 na 450 osób), podczas gdy ludnosc Polski pochodzenia zydowskiego stanowila zaledwie 1%. Wiec pytam, czy w Muzeum Zydow Polskich zostali upamietnieni, m.in.: Roman Romkowski (Natan Grinszpan-Kikiel), Mieczysław Mietkowski (Mojżesz Bobrowicki), Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), Józef Różański (Józef Goldberg), Edward Kalecki (Szymon Eliasz Tenenbaum), Ludwik Przysuski (Salomon Przysuski), Michał Taboryski (Mojżesz Taboryski), Zygmunt Braude, Zygmunt Okręt (Nechemiasz Okręt), Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Julian Konar (Julian Jakub Kohn), Aleksander Wolski (Salomon Dyszko), Józef Kratko, Bernard Konieczny (Bernstein), Julia Brystiger, Wacław Komar (Mendel Kossoj), Marek Fink (Mark Finkienberg), Józef Światło (Izaak Fleischfarb), Henryk Piasecki (Izrael Chaim Pesses)? Podczas procesu destalinizacji, po 1956, niektorzy funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa żydowskiego pochodzenia, m.in. Roman Romkowski, Józef Różański, czy Anatol Fejgin, zostali osądzeni pod zarzutami torturowania polskich antykomunistów (m.in. Witolda Pileckiego). Większość uniknęła jednak procesu, zwłaszcza poza granicami Polski, m.in. Stefan Michnik, Helena Wolińska, Salomon Morel. Jezeli wiec nie ma ‘kacika katow Polski zydowskiego pochodzenia’, to kto osmiela sie mówić o prawdzie w kontekscie polskich żydów (gwoli prawdy historycznej).

Oceń 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~życzliwy 12:47:20 | 2014-12-11
Mówienie o "dumie Polaków" i Jedwabnem jako "kłamstwie założycielskim III RP" jest tak samo propagandą i ideologią jak brednie, którymi uraczył nas rosyjski minister kultury Medinski. 
Jeżeli tak wybitni z nas Polaków katolicy, to bardziej bijmy się w piersi za grzechy niż nadymajmy dumą, jacy jesteśmy niesamowici i skorzy do poświęcenia.
Rosja nie została wyegzorcyzmowana ze Stalina. Jeśli się nie nawrócimy, będziemy myśleć o sobie tak samo jak on: że jesteśmy wielcy i historia należy do nas. 

Oceń 9 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~tim 09:56:31 | 2014-12-11
To skutki przepraszania za niemiecką zbrodnie w Jedwabnem, które uzasadnia tak powszechne dziś określenie „polskie obozy śmierci”. Powyższe stwierdzenie natychmiast odwołam, jeśli ktokolwiek poda podobne temu wydarzenie, kiedy w państwie prawa świeckiego duchowni zatrzymali toczące się śledztwo. Miało miejsce kiedy przerwano ekshumacje w Jedwabnem, gdy jej wyniki rozmijały się z oczekiwaniami ich wspólnoty. Tak jak Katyń był kłamstwem założycielskim PRL-u, tak Jedwabne jest kłamstwem założycielskim „III Rzeczpospolitej”. W ten właśnie sposób pozbawia się nas i nasze dzieci dumy z przynależności do najbardziej katolickiego narodu Europy, dumy z bycia Polakami. Z Narodu, który przez kilkanaście lat kosztem nieprawdopodobnych ofiar, przez długie okresy samotnie, wielokrotnie zdradzany, prowadził walkę z dwoma totalitaryzmami czyni się dziś wbrew prawdzie twórców „obozów śmierci” i winnych palenia w pogromach swoich sąsiadów. Mają w tym swój wielki udział środowiska dziś rządzące naszym krajem.

Oceń 9 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?