Manifestacje solidarności z Ukrainą w Polsce

(fot. PAP/Grzegorz Jakubowski)

Polacy manifestowali w niedzielę poparcie dla integracji Ukrainy z UE. Prezydent Bronisław Komorowski mówił, że możemy dzielić się z Ukraińcami swoimi doświadczeniami z transformacji. W komentarzach nie brakowało jednak obaw o przyszłość kraju.

 

Komorowski mówił w niedzielę na spotkaniu z przedstawicielami organizacji niosących pomoc mieszkańcom Ukrainy, że zwycięstwo Majdanu nie jest końcem, a początkiem walki Ukrainy z jej słabościami wewnętrznymi, w tym słabościami gospodarczymi. Wskazywał też na konieczność dbania o jakość wyborów na Ukrainie.

 

Jak tłumaczył, niekwestionowane wybory są potrzebne, nie tylko dla "uspokojenia sumień legalistów dziś", ale też dla umocnienia woli współdziałania na przyszłość. Ocenił, że Polska ma do przekazania ogrom doświadczeń naszym partnerom, zwłaszcza związanych z budową sektora małych i średnich firm, a także reformą samorządową.

 

Wcześniej przed południem Komorowski wziął udział w mszy św. w intencji Ukrainy w warszawskiej archikatedrze i w nabożeństwie żałobnym w cerkwi p.w. Zaśnięcia Najświętszej Bogurodzicy w Warszawie. Wspominał tych, którzy zginęli podczas zajść w Kijowie. Jak mówił, pochylenie się nad ich ofiarą jest też zobowiązaniem do konsekwentnego działania na rzecz europejskich szans Ukrainy.

 

Poparcie dla europejskich aspiracji Kijowa wyrażali też mieszkańcy Warszawy, Lublina i Wrocławia. Ponad 500 osób manifestowało z żółto-niebieskimi flagami Ukrainy, biało-czerwonymi flagami Polski oraz flagami Unii Europejskiej na ulicach stolicy.

 

Przed ambasadą Ukrainy w al. Jana Szucha manifestanci zapalili znicze i złożyli kwiaty. Odśpiewano ukraiński hymn oraz odczytano nazwiska osób, które w ostatnich dniach zginęły w Kijowie. Uczczono ich minutą ciszy. Czytano także wiersze ukraińskiego wieszcza Tarasa Szewczenki.

 

Również w Lublinie kilkadziesiąt osób wzięło udział w "marszu jedności z Ukrainą" zorganizowanym przez tamtejsze Forum Młodych PiS. Zebrani pod Ratuszem uczcili minutą milczenia pamięć ofiar poległych na kijowskim Majdanie. Nieśli plakaty z napisami "Lublin solidarny z Ukrainą" po polsku i ukraińsku, zbierali podpisy pod odezwą, w której wyrażono solidarność ze społeczeństwem Ukrainy walczącym o swoje prawa.

 

Także we Wrocławiu kilkaset osób manifestowało poparcie dla wolnościowych dążeń Ukrainy. Manifestanci skandowali hasła: "Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy", "Wrocław z Kijowem i ze Lwowem", "Ukraino - stop przemocy". Na czele pochodu niesiono wielką flagę Ukrainy z napisem: "Ukraino - my z Tobą".

 

Polacy wspierali Ukraińców również w bardziej wymierny sposób. Tylko w ciągu dwóch dni akcji "Solidarni z Ukrainą" Caritas Polska udało się zebrać ponad 400 tys. zł. Za przekazane do tej pory fundusze zakupiono leki: bandaże, środki przeciwbólowe i antybiotyki.

 

Ambasador Ukrainy w Polsce Markijan Malski dziękował za wsparcie naszego kraju w proeuropejskich dążeniach Ukrainy, a także za pomoc humanitarną, która dociera na Majdan. "Mamy nadzieję, że te ciężkie czasy są już za nami" - mówił dziennikarzom. Podkreślał, że nie można dopuścić do tego, co najgorsze, czyli podziału kraju na dwie części.

 

Separatystycznych ruchów, zwłaszcza mniejszości rosyjskiej, obawiają się polscy europosłowie, którzy byli w weekend z misją Parlamentu Europejskiego w Kijowie.

 

Jacek Saryusz-Wolski (PO) mówił PAP, że Rosja może pośrednio powodować niepokoje i problemy na wschodzie Ukrainy i na Krymie. Jacek Kurski z Solidarnej Polski nie wyklucza, że Rosja spróbuje zaognić sytuację na południu i na wschodzie Ukrainy, by przeprowadzić "jakiś rodzaj wariantu Abchazji, czy Osetii Południowej" (zbuntowanych republik wspieranych przez Moskwę na terenie Gruzji).

 

Z kolei Marek Siwiec (Twój Ruch) wskazał, że po dokonaniu się rewolucji mamy do czynienia z początkiem zmian na Ukrainie, zmian których nie dokonano w ostatnim dziesięcioleciu.

 

Analitycy sytuacji na Wschodzie zwracają uwagę na rolę liderki opozycji Julii Tymoszenko, która w sobotę została wypuszczona z więzienia.

 

Ekspertka ds. Ukrainy Bogumiła Berdychowska oceniła, że jeśli Tymoszenko wystartuje w wyborach prezydenckich, będzie bardzo poważnym konkurentem do objęcia tej funkcji.

 

Z kolei zdaniem szefa Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego Zbigniewa Pisarskiego, była premier miała już w polityce swoją szansę, której nie wykorzystała. Teraz - ocenił - nie ma ona moralnego mandatu w oczach społeczeństwa, aby ponownie objąć najwyższe stanowisko na Ukrainie.

Sama Tymoszenko ogłosiła, że zamierza wystartować w przyspieszonych wyborach prezydenckich, które odbędą się 25 maja.

 

 

 

 

 

Wspomóż Nas
Tagi: ukraina

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook