O zbrodni wołyńskiej w Pałacu Prezydenckim

(fot. PAP/Tomasz Gzell)

Pamięć o zbrodni wołyńskiej dzieli Polaków i Ukraińców, jednak prawda o niej jest jedna - zgodzili się uczestnicy konferencji poświęconej zbrodni wołyńskiej. Podczas panelu "Wokół pamięci" omawiali różne rodzaje pamięci historycznej w Polsce i na Ukrainie.

 

W Pałacu Prezydenckim odbyła się pierwsza część konferencji naukowej "Zbrodnia Wołyńska. Historia-Pamięć-Edukacja", którą honorowym patronatem objął prezydent Bronisław Komorowski.

 

Były minister spraw zagranicznych, prof. Adam Daniel Rotfeld mówił, że w czasie zbrodni wołyńskiej był niespełna 5-letnim chłopcem. "Pamiętam jednak, że to był czas pogardy, czas bardzo niskiej ceny dla ludzkiego życia, czas zła, które rozlało się w różnych miejscach, w szczególności na Wołyniu i w Galicji Wschodniej" - wspominał.

 

W jego opinii pamięć historyczna ma wielkie znaczenie dla współistnienia narodów; jednak w każdym przypadku jest ona inna i właśnie z tego faktu wynikają problemy w rozumieniu wydarzeń historycznych.

 

"Pamięć narodów jest różna, możemy się zgodzić co do faktów, wyjaśnić zdarzenia, ale mamy prawo - każda jednostka, każda rodzina - do dochowania swojej własnej pamięci" - tłumaczył, przywołując słowa Jana Pawła II, który mówił, że pamięć oczyszcza.

 

Rotfeld przypomniał, że jako współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych ma ciągłą styczność z badaniem różnych rodzajów pamięci historycznej. "Nie ma złudzeń, że pamięć o bolesnych wydarzeniach z czasów II wojny światowej będzie taka sama u Polaków, jak i u Rosjan" - zaznaczył.

 

Ważne - dodał - aby w przypadku pamięci Polaków i Ukraińców o zbrodni wołyńskiej sporządzić katalog faktów i zdarzeń. "Nie mamy jednak prawa oczekiwać, aby ci, którzy są potomkami sprawców, jak i ofiar, będą mieli wspólną pamięć w tej sprawie" - mówił, zwracając uwagę, że do wybaczenia za bolesne wydarzenia sprzed 70 lat potrzebna jest wspólna, polsko-ukraińska refleksja na temat bolesnej historii i pełna świadomość tego, co się wydarzyło.

 

"Fakty i zdarzenia nie powinny być kwestionowane" - podkreślił Rotfeld.

 

Dodał, że pojednanie, zbliżenie narodów nigdy nie jest wynikiem jednorazowych wielkich aktów. "To jest codziennie działanie" - mówił dyplomata, przypominając dialog między Polską a Niemcami, zapoczątkowany w PRL-u.

 

Historyk, doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego, prof. Tomasz Nałęcz tłumaczył, że dyskutując o kształcie polskiej i ukraińskiej pamięci w odniesieniu do zbrodni wołyńskiej, musimy zdać sobie sprawę, iż są jej różne interpretacje.

 

"My Polacy musimy starać się przede wszystkim zrozumieć uwarunkowania ukraińskiej pamięci" - zaznaczył, zwracając uwagę na dramatyzm XX-wiecznej historii Ukraińców, którzy - w przeciwieństwie do Polaków - w pierwszej połowie stulecia nie żyli w niepodległym kraju.

 

"Dla historyka jest rzeczą zrozumiałą, że pamięć o historii jest niesłychanie ważnym elementem świadomości narodowej, zwłaszcza tej świadomości świeżo okrzepłej (...). W takim ujęciu pamięci historia jest często idealizowana, to jest historia własnych zasług i cudzych przewin" - wyjaśnił Nałęcz. Dodał, że przy budowaniu partnerskich stosunków między Polską a Ukrainą trzeba pamiętać o zagrożeniach płynących właśnie z idealizacji przeszłości.

 

Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Andrzej Krzysztof Kunert mówił, że przy rozmowie o dialogu między narodami podejmowana jest problematyka wyznaczana przez kluczowe zarówno dla Polaków, jak i Ukraińców pojęcia: pamięć, prawdę, pojednanie i przebaczenie. "Mamy pewne problemy z uszeregowaniem tych pojęć (...) z ich zdefiniowaniem, ich akceptacją oraz powszechną zgodą na temat tego, kto ma odpowiadać za każde z nich" - tłumaczył Kunert.

 

"Prawda jest i powinna być jedna, niepodważalna i niedyskutowana. Pamięci mogą być różne (...). Pamięć jednak musi być zakorzeniona w prawdzie" - mówił sekretarz ROPWiM, instytucji odpowiadającej za pamięć o żołnierzach poległych za ojczyznę i ofiarach zbrodniczych totalitaryzmów.

 

Kunert podkreślił, że w przypadku rozmów o rzezi wołyńskiej skala zbrodni jest ogromna, a miejsc wymagających upamiętnienia - bardzo wiele. Według niego wspólna, polsko-ukraińska troska o miejsca pochówku ofiar może być najlepszym początkiem długiej, trudnej, ale niezbędnej drogi, którą mają przed sobą Polacy i Ukraińcy.

 

Wśród panelistów głos miał zabrać przedstawiciel ukraińskich władz; zamiast niego o polsko-ukraińskim dialogu mówił pracownik Uniwersytetu Humboldta w Berlinie, dr Andrij Portnov. W jego ocenie na Ukrainie brakuje wiedzy o zbrodni wołyńskiej, co jak zaznaczył wiąże się między innymi z tym, że po II wojnie światowej w rządzonej przez Moskwę Ukrainie dominowała propaganda komunistyczna. Zwrócił też uwagę, że Ukraińcy, po rozpadzie ZSRS i 20 latach niepodległości, wciąż poszukują wspólnej tożsamości, a proces ten utrudniają spory polityczne.

 

"Ukraina, podobnie jak wiele innych postradzieckich krajów, cały czas jest w stanie poszukiwania języka mówienia o samej sobie i o trudnych tematach w swojej historii" - powiedział ukraiński badacz.

 

Wśród najtrudniejszych problemów dla ukraińskiej pamięci wymienił nie tylko sprawę zbrodni UPA popełnionych na Polakach, ale także kwestię stosunku Ukraińców do Holokaustu i do sowieckiej rzeczywistości po 1945 r. Podkreślił przy tym, że ukraińskie władze nie prowadzą w tych sprawach żadnej konkretnej polityki historycznej. W jego ocenie rozwiązaniem, które może przynieść pozytywny efekt dla polsko-ukraińskiego dialogu, może być umiędzynarodowienie debaty o zbrodni wołyńskiej.

 

Podczas panelu głos zabrali także hierarchowie kościołów greckokatolickiego i rzymskokatolickiego: władyka Benedykt, który jest biskupem pomocniczym Archidiecezji Lwowskiej Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej oraz metropolita przemyski i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik. W ich ocenie dialog na płaszczyźnie religijnej może być jedną z najskuteczniejszych dróg zbliżenia Polaków i Ukraińców do wzajemnego zrozumienia.

 

Władyka Benedykt zwrócił uwagę, że dla chrześcijan: Polaków i Ukraińców pomóc może wspólna modlitwa do Boga - ojca, bo tylko wtedy Polacy i Ukraińcy mogą budować siostrzano-braterskie relacje. "Gdy popatrzymy na tragedię wołyńską, to niewątpliwie jest to tragedia polegająca na tym, że bracia Ukraińcy rozpoczęli mordowanie braci Polaków, a bracia Polacy z kolei zaczęli mordować braci Ukraińców (...). Ktoś może mówić, że większą winę ponoszą Ukraińcy, a kto inny będzie mówił, że większą winę ponoszą Polacy, ale najważniejsze jest to, żeby pamiętając o tych wydarzeniach, rozumieć, że życie idzie dalej" - mówił duchowny greckokatolicki.

 

Abp Józef Michalik podkreślił, że Polacy i Ukraińcy mają obowiązek rozmawiania o zbrodni wołyńskiej, którą określił jako "żarzący się węgiel historii". "Nie wolno tego chować pod dywan, bo będzie się tliła ta nienawiść, czy niechęć" - powiedział Michalik. Jednocześnie podziękował kościołowi greckokatolickiemu za jego wkład w budowanie porozumienia polsko-ukraińskiego w 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej. Przypomniał, że w piątek w sekretariacie Episkopatu Polski zostanie przez niego, abp. Światosława Szewczuka oraz abp. Mieczysława Mokrzyckiego podpisana deklaracja wzywająca do pojednania i przebaczenia między Polakami i Ukraińcami.

 

Podczas dyskusji głos zabrali także przedstawiciele organizacji kresowych. Szczepan Siekierka ze Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów podkreślił, że nie ma nienawiści między narodem polskim a ukraińskim. Według niego sformułowanie o polsko-ukraińskim pojednaniu jest w obecnej debacie nadużywane, ponieważ odpowiedzialni za zbrodnie ukraińscy nacjonaliści nie mają nic wspólnego ze współczesną Ukrainą i jej państwem. "My na siłę dzisiaj Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, faktycznie zbrodniczą, wciskamy państwu i narodowi ukraińskiemu" - powiedział Siekierka.

 

Konferencja naukowa "Zbrodnia Wołyńska. Historia-Pamięć-Edukacja", której organizatorem jest Instytut Pamięci Narodowej, wiąże się z obchodzoną w tym roku 70. rocznicą zbrodni wołyńskiej, w wyniku której w latach 1943-45 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej zginęło ok. 100 tys. Polaków: mężczyzn, kobiet, starców i dzieci. Mordu dokonały oddziały UPA i miejscowa ludność ukraińska. Wśród ofiar UPA byli także ci Ukraińcy, którzy ratowali życie Polakom.

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

2.11

Liczba głosów:

9

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~czekoladowy orzeł 10:33:27 | 2013-06-28
 O, przemień Panie!
 Kolejna  megażenująca megakompromitacja  Pana Prezydenta Polski.  Pan Prezydent Polski  polskie ziemie  nazywa mianem "Galicji" - jak austriacki zaborca!  
Czy ten Komorowski  nie słyszał o Małopolsce?  Czy nie wie, że Galicja leży w Hiszpanii?
Czy Komorowski, Prezydent w końcu,  jak przyjedzie  do Krakowa,  to będzie mówił, że jwst  w Generalnym Gubernatorstwie?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jazmig 18:49:46 | 2013-06-27
Nałęcz jak zwykle kręci, a Rotfeld jest nielepszy. Należy przedstawić fakty, a oceny tych faktów, to jest zupełnie odrębne zagadnienie.

Jeżeli Polacy zgadzają się na zacieranie faktów, to szykują powtórkę tych zbrodni w przyszłości.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~RP 15:54:30 | 2013-06-27
Dobrze, ze sie mowi o Wolyniu. Zginela tam siostra mojego dziadka z trojka malutich dzieci. Teraz ich prochy spoczywaja w rodzinnym grobowcu w Polsce.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?