Emocjonalny stan ducha

(fot. PAP/Tomasz Gzell)

Zamknij ryj, hańba, chcemy veta, won, skowyt postkomuny, dyktatura, koniec wolności, zdradzieckie mordy, Adrian… To słowa i frazy, które dziś słyszymy w parlamencie (sic!) polskim.

 

To sic! ma zwrócić uwagę na znaczenie pojęcia. Towarzyszą im nie skrywane gesty wrogości, zapalczywość i szyderstwa oponentów, na które odpowiedzią są ironicznie pogardliwe uśmieszki tryumfatorów. Żenadę potęguje widok wybrańców gorączkowo biegających ze smartfonami w dłoni, by uwiecznić ekscytujące widowisko lub - co gorsza - zrobić selfika, który niezwłocznie znajdzie się na FB, Tweeterze lub gdziekolwiek w sieci.

 

Dzieje się to w miejscu zdominowanym przez symbole, jakoby wyznaczające naszą tożsamość. Państwowe barwy i godło oraz, dzięki Bogu, skromnie na boku wiszący krucyfiks. Proporcje w pełni uzasadnione, bowiem Dobrą Nowinę zastąpiła Historia, naszej wielkości i tragizmu, heroizmu i zdrady.


Tak dwadzieścia osiem lat po upadku PRL objawia się majestat Rzeczypospolitej. Pojęcia tego z lubością używano w latach 90. Dziś słyszy się go rzadziej. I dobrze. Gorzej, bo zastąpiło go hasło "Śmierć wrogom Ojczyzny". Skandowane nieraz po zakończeniu Eucharystii w intencji tejże.


Jeden z dzisiejszych głównych publicystów prawicowo-konserwatywnego mainstreamu wydał czternaście lat temu książkę zatytułowaną "Polactwo", w której próbował rozprawić się z postpeerelowską mentalnością. Nie udało się. Książek się nie czyta.

 

Chamuś w gumofilcach, podkoszulku i beretce (to cytat), ciągle przeświadczony, że jest najważniejszy na świecie, ma się dobrze, coraz lepiej, zamieniwszy odzienie na garnitur, białą koszulę, krawat - rzadko dobrze dobrane - i czarne półbuty.

 

Nie ma znaczenia piastowane stanowisko, naukowy tytuł, życiowy dorobek intelektualny lub artystyczny. Nie przeszkadzają one w rzucaniu obelg godnych tzw. lumpów i żuli. Nie powstrzymują przed lokajską pozą i wchodzeniem w razie potrzeby w rolę fizycznego ochroniarza.


Większość z uczestników dzisiejszego życia publicznego kilkanaście lat temu określała się mianem "pokolenia JP II". Na szczęście - z uwagi na pamięć i kult świętego papieża - określenie poszło w zapomnienie.


Obecny Biskup Rzymu jest dla jednych niszczącym Kościół lewakiem, dla innych z entuzjazmem przyjmowanym, ale chytrze wykorzystywanym usprawiedliwieniem ich popapranego życia.


Ks. Wacław Oszajca SJ w jednym ze swoich niedawnych felietonów przytoczył słowa hr. Stanisława H. Badeniego z 1912 r. "Wśród niezliczonych komunałów, którymi się w dzisiejszych czasach karmimy, biorąc często nieudolne falsyfikaty za oryginalny pokarm, jednym z bardziej poszukiwanych jest niewątpliwie wyrażenie: "Polak a katolik to jedno". […] Religia katolicka ma rację bytu i cel sama w sobie i to cel wysoki i święty, iż prawie bluźnierstwem jest szukać dla niej innych ubocznych celów, choćby tym celem było wzmocnienie ducha narodowego. Na nabożeństwa patriotyczne uczęszczają do kościoła tacy, których zresztą w świątyni Pańskiej nie spotkasz nigdy, nie umieją się wcale w niej zachować. […] (tego typu Polak sądzi, że) dosyć czyni jako katolik jeśli stara się być dobrym patriotą, a poza tym uczuć religijnych nie obraża, przypatrując im się - z daleka, ten typ jest specjalnością naszego narodu."

 

Jeszcze trzy lata temu podczas uroczystych Mszy św., także na Wawelu, niemała część ich uczestników gromko śpiewała "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie". Obawiam się, że to niemal bluźniercze nadużycie może powrócić, tyle że w ustach innych kantorów.


Czy możliwa jest konsternacja aniołów mających zanieść tę pieśń do tronu Najwyższego? Wszak w minionych trzydziestu, bez mała, latach, Polska obdarzona została nieszczęsnym darem wolności, straciła okazję, by być cicho, była zieloną wyspą w budowie, następnie Polską w ruinie, a teraz wstała albo wstaje z kolan.

 

Mam wrażenie, że dowodzi to pewnej dezorientacji niebiańskiej. Oby tylko nie przerodziła się ona w zniecierpliwienie. Konsekwencją tego mogłaby być decyzja o ręcznym sterowaniu sprawami polskimi.


Amen. Wyszłoby nam na dobre.


PS. Niepokoi mnie wieczorny blask płonących świec w rękach dziś protestujących. Ten blask w minionych latach w całym kraju towarzyszył narodowej żałobie po odejściu Jana Pawła II i po smoleńskiej katastrofie. Rozjaśniał smutne chwile, niosąc nadzieję. Płonną. 

 

Marek Lasota - polski publicysta, polityk i samorządowiec, adiunkt w Akademii Ignatianum, poseł na Sejm I kadencji.

 

 

Wspomóż Nas
Tagi: sejm, protest

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.29

Liczba głosów:

7

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

 

 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook