Głód komunii w Christuskirche

(fot. shutterstock.com)

Papież w zborze protestanckim to już nic nowego. Poprzednicy też tam chadzali i to bez takiej okazji jak 500-lecie reformacji. Franciszek też nie ogłosił jakichś nowych uzgodnień doktrynalnych, choć wezwał do jedności różnorodności. A jednak ta wizyta dała do myślenia i warto pokusić się o kilka spostrzeżeń.

 

Padło pytanie o komunię świętą. Podobnie jak na synodzie o rodzinie. Czy małżeńskie pary mieszane (katolicko-protestanckie) mogłyby razem przystępować do Stołu Pańskiego?

 

Jaka jest dotychczasowa praktyka duszpasterska Kościoła? Święty Jan Paweł II prosił Brata Rogera z Taizé (protestanta), by nie przechodził na katolicyzm, bo chciał, aby wspólnota braci z Taizé zachowała swój ekumeniczny charakter. Odczytał jego powołanie jako powołanie protestanta modlącego się razem z katolikami i prawosławnymi i w ten sposób przybliżającego pokój oraz pojednanie. Jednocześnie dostrzegał, że wiara w Eucharystię, jaką ma Brat Roger, jest tak naprawdę wiarą niesprzeczną z katolickim spojrzeniem na Najświętszy Sakrament. Dlatego zaprosił przeora z Taizé do przystępowania do komunii św. To zaproszenie podtrzymał kard. Ratzinger, gdy udzielił mu komunii podczas pogrzebu Jana Pawła II.

 

Jeśli protestant wierzy w Eucharystię tak jak my, to czemu nie miałby jako ochrzczony w niej nie uczestniczyć? Trzeba tu pamiętać, że wybór wyznania, np. luterańskiego, to najczęściej nie była dla takiego protestanta decyzja osobista o odejściu z Kościoła katolickiego, ale po prostu urodził się i wychował w takim środowisku. Jeżeli szuka jedności i wierzy w Eucharystię tak jak katolicy, to czemu nie...? Przykładem jest Brat Roger z Taizé.

 

Ktoś może jednak twierdzić, że dopiero po konwersji będzie miał prawo do komunii. Chyba dlatego papież zastanawiał się w zborze luterańskim, czy komunia św. to efekt finalny (w niebieskim Jeruzalem) czy też wiatyk na drogę. To chyba czytelna zachęta, by nie odmawiać tej niesamowitej pomocy tym, którzy są na drodze, którzy szukają, starają się przezwyciężyć przeszkody narosłe przez wieki sporów i prześladowań.

 

Właśnie: prześladowań. To jest prawdziwa przeszkoda: wieki prześladowań. Nawet wzajemne palenie się żywcem, jak wspomniał Franciszek. Za to trzeba przepraszać, bić się w piersi i szukać pojednania. Bez tego nie ma mowy o szukaniu jedności, o zasiadaniu do jednego stołu eucharystycznego.

 

Ale to chyba nie wystarczy. Musimy też zrewidować nasze patrzenie na męczenników. Męczennicy byli po obu stronach. Umierali za prawdę. Jakże mielibyśmy teraz przyznać, że nie mieli racji? Że oddali życie za fałsz?

 

Męczennicy z natury rzeczy byli po stronie prześladowanych. To oni ginęli. Prędzej czy później narasta takie poczucie, że to bici mają rację, a nie bijący. Było to męczeństwo w imię prawa do kroczenia za swoim sumieniem, choć racja dogmatyczna mogła być gdzie indziej.

 

Czy zatem pamięć o męczennikach musi nas dzielić, czy też może łączyć? Pewnie znowu trzeba się odwołać do odróżnienia treści dogmatu od jego języka, od formy, w jakiej został wyrażony. Ona zależy od kultury, od momentu historycznego, stąd podlega przemianom, stąd jest przedmiotem dialogu ekumenicznego.

 

Męczennicy oddali życie za prawdę czy za jej język? Odpowiedź wcale nie jest taka jednoznaczna. Przypomina mi się strajk szkolny we Wrześni. Tam chodziło o język. Chciano Polaków uczyć religii po niemiecku. W tym celu wprowadzono do szkoły katechizm po niemiecku, zatwierdzony przez biskupa. Treść owego katechizmu w niczym nie odbiegała od wersji w języku polskim. A jednak doszło do oporu, do przyjęcia prześladowań (włącznie z przemocą fizyczną). Chodziło o język, o kulturę, o formę, w jakiej ma się wyrażać dusza.

 

Formy nie należy lekceważyć. Ale ona nie jest teoretyczna. Ona wypływa z praktyki, z modlitwy. Nie na darmo mówi się, że wierzymy tak, jak się modlimy. Dlatego papież zachęcał do wspólnej modlitwy, do wzajemnego uczęszczania na nabożeństwa. Wspólny język, wspólna forma to owoc wspólnej praktyki. Doskonałym przykładem są kanony z Taizé. Modlą się nimi ludzie różnych wyznań na całym świecie i uważają je za wspaniałą formę swojej własnej modlitwy.

 

Pozostaje jednak ciągle problem ustaleń teologicznych. I Franciszek zaznaczył podczas wspomnianej wizyty różnice w "księgach". W tym miejscu pojawił się, o dziwo, motyw proboszcza. Papież odpowiadając małemu dziecku, przyznał, że najbardziej lubi (ze wszystkich dań, jakie mu serwują) bycie proboszczem. Wspomniał, że gdy pracował na fakultecie teologicznym też bardzo mu się podobało, gdy mógł odprawiać Msze św. dla dzieci, bo one są bardzo konkretne, a nie teoretyczne.

 

Gdy Jana Pawła II określano mianem proboszcza, wielu się oburzało. Franciszek się tego nie wstydzi. Stoi za tym głęboka myśl ignacjańska.

 

Jest taka stara zasada jezuicka: uczyć dzieci. Nawet najwięksi teologowie jezuiccy, eksperci soborowi musieli uczyć dzieci (i to ślubowali). Dlaczego? Pierwszy powód: bo nauczanie dzieci było zaniedbane. Ale drugi to taki: skoro potrafisz jakąś prawdę wiary wytłumaczyć dziecku, to wiesz, o co w niej chodzi (choć może pozostawać tajemnicą wiary). Ucząc dzieci, musisz też poszukać nowego zrozumiałego, prostego języka, a nie pozostawać w hermetycznym języku akademickim. To przytyk do tych, którzy zarzucają papieżowi brak wykształcenia teologicznego. On ma wspaniałą wiedzę teologiczną, ponieważ potrafi ją przekazać w języku zrozumiałym dla wszystkich, a nie "bujać w obłokach" tak jak różni teologowie, co to swój autorytet budują na niezrozumiałości ich wykładu.

 

Ekumenia to wspólna modlitwa i dialog. Niby wszyscy to wiedzą. Ale ci, co to praktykują, zgłodniali są komunii.

 

 

Jacek Siepsiak SJ - redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe".

 
 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.31

Liczba głosów:

45

 

 

Komentarze użytkowników (54)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~deon 10:23:46 | 2015-11-19
Papież w zborze protestanckim to już nic nowego. Poprzednicy też tam chadzali i to bez takiej okazji jak 500-lecie reformacji. Franciszek też nie ogłosił jakichś nowych uzgodnień doktrynalnych, choć wezwał do jedności różnorodności. A jednak ta wizyta dała do myślenia i warto pokusić się o kilka spostrzeżeń.
więcej

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~undefined 19:53:51 | 2015-11-22
Rz 5, 7: "A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć".

Umierali za język...

Oceń 6 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~undefined 19:45:11 | 2015-11-22
Ojcze Jacku! Jakież spłaszczenie. Umierali za język?
1. Czy Ojciec poda nam jakiś konkretny przykład beatyfikowanego / kanonizowanego męczennika, którego żywot poddany krytycznej analizie na to by wskazywał? Jak to przeczytałem, przyszło mi do głowy, że Ojciec musi się karmić albo wczesnym Wittgensteinem albo jakimiś postmodernistycznymi dekonstrukcjoniostami, bo taka banalizacja aktu męczeństwa jest trudna do pojęcia. Owszem, za język, ideologię umiera się, ale idzie o akty fanatyzmu, często powodowane złością czy agresją. Męczennicy za wiarę tymczasem umierali z miłości i wierności prawdzie w Chrystusie. Zbadał ojciec rygorystyczne causa mortis w kanonicznych procesach uznawania męczeństwa? Owszem, w tle były różnicem, polemiki, ale nie znam przypadku, żeby sednem aktu była tak banalna i psychologiczna motywacja.
2. Co do Eucharystii: owszem - Taize to wyjątek, ale ustanowiony w konkretnej przestrzeni, dla wspólnoty, a nie - znowu, jak w czasie synodu, poddawany subiketywnej ocenie poszczególnych ludzi. Communio jest komunią nie tylko w miłości i nadziei, ale także we wierze. Jeśli protestant ma wiarę eucharystyczną i przyjmuje ze mną komunię, a jest zwolennikiem dopuszczalnego w wielu denominacjach in vitro, to już tu brniemy w kierunku zafałszowania. Popada Ojciec w osobliwą wersję sakramentalnego sentymentalizmu. Warto spojrzeć, jak więży communio definiowali Ojcowie. Sporo o tym pisał we wczesnych okresach Ratzinger. Zawężenie spożywania ze wspólnego stołu Eucharysti do "pokarmu na drogę" to przykry i powalający redukcjonizm.

Oceń 12 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Pawel G 18:19:10 | 2015-11-22
Tak sobie myślę, że całą sprawę dałoby się rozwiązać. Ten "głód komunii" protestantów dzielenia się chlebem z katolikami można nasycić poprzez zaproszenie na Opłatek, taki tradycyjny, jak w Polsce. I piszę całkiem poważnie.

Ci ludzie nie mają w ogromniej większości zrozumienia dla komunii świętej, rozumieją ją jako naśladowanie gestów i łamanie się chlebem, a nie jako Ciało Chrystusa. Komunia to znaczy wspólnota, a tej nie ma z protestantami, jak i niestety z prawosławnymi. Ale można jedności szukać w dzieleniu się opłatkiem, które zresztą jest bardzo dobrze przyjmowane w Niemczech. Tu nie ma teologicznych, eklezjalnych ani pastoralnych problemów.

Oceń 7 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Karmel 01:40:08 | 2015-11-20
"...eksperci soborowi musieli uczyć dzieci (i to ślubowali).
Ojcze jezuito, czy masz na myśli "ekspertów" z ostatniego Soboru?
Rahner,Congar ,Chenu,Schilebeeckxs,de Lubac...
O żesz, ty...

Oceń 15 8 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Karmel 01:40:08 | 2015-11-20
"...eksperci soborowi musieli uczyć dzieci (i to ślubowali).
Ojcze jezuito, czy masz na myśli "ekspertów" z ostatniego Soboru?
Rahner,Congar ,Chenu,Schilebeeckxs,de Lubac...
O żesz, ty...

Oceń 10 8 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Karmel 01:24:06 | 2015-11-20
"Męczennicy z natury rzeczy byli po stronie prześladowanych. To oni ginęli. Prędzej czy później narasta takie poczucie, że to bici mają rację, a nie bijący. Było to męczeństwo w imię prawa do kroczenia za swoim sumieniem, choć racja dogmatyczna mogła być gdzie indziej."
Męczeństwo w imię prawa kroczenia za własnym sumieniem?
Wcześniej wspominałem o konwersji.Wygląda na to,iż o.Siepsiak skłania się do konwersji na protestantyzm.Czy zaprzeczasz , ojcze?

Oceń 10 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Karmel 01:05:33 | 2015-11-20
"To chyba czytelna zachęta, by nie odmawiać tej niesamowitej pomocy tym, którzy są na drodze, którzy szukają, starają się przezwyciężyć przeszkody narosłe przez wieki sporów i prześladowań."
„(…)Kościół rzymskokatolicki głosi transsubstancjację, czyli przeistoczenie. Wierzy, że podczas Komunii substancja (istota) chleba i wina mocą wzywanego Ducha Świętego, przez powtarzane w modlitwie eucharystycznej słowa ustanowienia Eucharystii zostaje przemieniona w ciało i krew Chrystusa, tak że Ciało i Krew Pańska obecne są prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie pod postaciami chleba i wina. Natomiast Wspólnoty luterańskie (w Polsce "Kościół" ewangelicko-augsburski) nauczają o konsubstancjacji, to znaczy, że z chlebem i winem, które nie zmieniają swej fizycznej substancji, obecne jest prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa. Jest to możliwe dlatego, że zdaniem luteranów, Ciało Chrystusa jest wszechobecne. Ewangelicy nie uznają kultu hostii (opłatka)
(Bruce Milne, Poznaj prawdę. Kompendium teologii chrześcijańskiej; „Porównanie wyznań”.
Ależ drogi ojcze jezuito jak widać oni nie szukają, oni "znaleźli"

Oceń 10 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Karmel 00:56:08 | 2015-11-20
"Jaka jest dotychczasowa praktyka duszpasterska Kościoła? Święty Jan Paweł II prosił Brata Rogera z Taizé (protestanta), by nie przechodził na katolicyzm, bo chciał, aby wspólnota braci z Taizé zachowała swój ekumeniczny charakter. "
"Centrum rekolekcyjne Berget w Rättvik nazywane było “szwedzkim Taize” i służyło pogłębianiu ekumenicznej duchowości. Niedawno członkowie wspólnoty zaskoczyli władze diecezji Västerås informacją, że chcą konwertować do Kościoła rzymskokatolickiego.
...W jednym z komentarzy były biskup diecezji Västerås bp Claes-Bertil Ytterberg podkreślił, że ekumenizm nie może być powodem dla konwersji, gdyż cierpi na tym sama idea ekumenizmu.
W Berget oprócz nabożeństwa luterańskiego, odprawiana będzie dodatkowo msza rzymskokatolicka. Członkowie wspólnoty chcieli uzyskać z Kongregacji Nauki Wiary pozwolenie na interkomunię między członkami zgromadzenia, ale Watykan powiedział stanowczo ‚nie’."(ekumenizm.pl 06.10.2015)
A to wstręciuchy - miast się po nowemu ekumenizować - wracają do Kościoła Rzymsko-Katolickiego, nieprawdaż ojcze jezuito?

Oceń 8 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Pawel G 20:45:10 | 2015-11-19
Niestety papież Bergoglio jest źródłem niekończących się problemów i zamieszania. Dotychczasową tego kulminacją jest niedawno zakończony synod, na który powołał chyba wyłącznie heretyków, w ty, szczególnie wielu homo-heretyków, jak tę aberrację trafnie określił ksiądz Oko. Do tego jeszcze, jego najbardziej zaufani twierdzą, że albo już dopuścił do komunii cudzołożników - biskupi niemieccy, albo wkrótce to zrobi - Spadaro SJ.

I tym razem zadbał o to, żeby jasności nie tylko nie było, ale żeby jego gesty można było interpretować na różne sposoby. Doradzał protestantce, żeby się pomodliła przed decyzją o przyjęciu komunii świętej oraz podarował protestantom kielich z insygniami papieskimi, jakby pośrednio sankcjonując, że może się podczas protestanckiego nabożeństwa dokonać przeistoczenie - zupełna herezja. Należy więc bardzo uważać na jego słowa i jak sam powiedział, interpretować je w świetle doktryny Kk, szczególnie wszelkie dwuznaczności.

Jeśli chodzi o protestantów, to oni nie tyle pragną komunii, jak twierdzi o. Sepsiak SJ, ale ludzkiego uznania. Oni w ogromnej większości nie mają zrozumienia, czym jest komunia święta i tak naprawdę wielu z nich rozumie ją po swojemu. Jedni twierdzą, że przeistoczenie następuje, drudzy, że nie. Jedni, że może go dokonać każdy, inni, że nie itp. Także podstawy do dopuszczenia ich do Stołu Pańskiego absolutnie nie ma.

Oceń 22 10 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook