Polka, co urodziła

Materiał nadesłany
(fot. J.K. Califf / flickr.com / CC BY-SA 2.0)

Jeszcze pięć lat temu myślałam tak samo jak Marta Brzezińska-Waleszczyk, która w felietonie "Młoda Polka, co nie chciała rodzić" opisała obawy młodych kobiet przed macierzyństwem. Z zapałem przekonywałam mojego wówczas jeszcze narzeczonego, że nie chcę mieć nic wspólnego ze statystkami demograficznymi, a postulowanie wzrostu dzietności w Polsce uprzedmiotawia mnie jako kobietę. Od tamtego czasu wyszłam za mąż, urodziłam jedno, potem drugie dziecko i doświadczyłam radykalnego zwrotu w swoim myśleniu o macierzyństwie.

 

Po pierwsze, odkryłam, jak wspaniałą drogą do uświęcenia może być macierzyństwo. Jest to droga bardzo prosta, a zarazem skuteczna, polegająca na służbie w miłości drugiemu człowiekowi. O tyle łatwiej ją praktykować, że chodzi o więź z własnym dzieckiem. W ten sposób realizuje się przecież jeden z najbardziej naturalnych ludzkich instynktów, nakazujący opiekować się bezbronnym potomstwem. W fascynujący sposób przenika się tutaj porządek natury i łaski i sama biologia skłania kobiety do tej miłości. Nie jest ona szczególnie trudna do praktykowania również z tego względu, że nie wymaga jakichś heroicznych czynów, ale spełniania najzwyklejszych codziennych obowiązków. W ten sposób matka może się uświęcać, gotując zupę, zmieniając pieluchę, biorąc dziecko na ręce. Jeżeli to czynię z miłością, to naprawdę nie chcę niczego więcej. Te, wydawałoby się, błahe rzeczy mają przecież znaczenie egzystencjalne z punktu widzenia dziecka. Jeśli nie da mu się jeść, to umrze z głodu. Jeżeli nie zmieni mu się pieluchy, powstaną rany na jego ciele. Jeśli nie dostanie lekarstwa, jego organizm nie przezwycięży choroby. Dlatego uważam za niesprawiedliwy lekceważący ton, z jakim zarzuca się rodzicom ich zainteresowanie "zupkami i kupkami". Naprawdę jest niewiele zawodów, w których można by równie namacalnie być odpowiedzialnym za czyjeś życie. Chcąc robić coś wznioślejszego od wycierania nosa i czytania bajek, mogę napisać wiersz albo nawet doktorat, mogę założyć firmę albo fundację charytatywną, ale nie mam pewności, że moje wysiłki wniosą jakieś dobro do czyjegoś życia. Będąc mamą, widzę to dobro każde dnia.

 

Oczywiście, również kariera zawodowa może być drogą do świętości, ale o ileż jest ona trudniejsza i mniej pewna. O wiele trudniej przecież kochać swoich przełożonych, współpracowników i klientów niż własne dziecko. Uświadomienie sobie tego pozwoliło mi odkryć wielką wartość macierzyństwa duchowego, które kiedyś traktowałam jako ideę wymyśloną dla dowartościowania wszelkiego rodzaju starych panien. Teraz z wielkim szacunkiem patrzę na kobiety, które starają się być matkami dla tych, z którymi nie łączą ich więzy krwi ani owe ogromne pokłady czułości wyzwalane przez małe dziecko.

 

Po drugie, macierzyństwo to umieranie. O ile cechą dojrzałości samej w sobie jest świadomość i akceptacja straty, o tyle w macierzyństwie szczególnie łatwo tego doświadczyć. Zostając mamą, nie tylko zyskuję, ale i tracę. Dlatego muszę się pogodzić z tym, że nigdy nie będę taka piękna, wykształcona i bogata, jaka mogłabym być, nie mając dzieci. Macierzyństwo ma wiele ciemniejszych stron, a wśród nich blizny po cesarskim cięciu, rozstępy, popsute zęby. Będąc matką, nie zrobię też wielu dobrych i pożytecznych rzeczy. Nie pójdę do kina ani na koncert tak często, jak bym chciała. Nie przeczytam wartościowej książki. Być może nie skończę studiów. Nie awansuję w pracy ani nie dostanę podwyżki. Mając świadomość tego, wcale nie chcę być zaniedbaną cierpiętnicą, ale wtedy, gdy muszę z czegoś zrezygnować, wiem, że wybrałam większe dobro.

 

Po trzecie wreszcie, macierzyństwo to naśladowanie Matki Bożej. Najwspanialsza kobieta na ziemi jest też matką, która swoje życie przeżyła w tak cudownie prosty sposób. Ze swoimi przyjaciółkami rozmawiała raczej o kaszkach i ząbkowaniu niż o teologii dogmatycznej, a przecież jest Stolicą Mądrości. Prawdopodobnie nie miała dylematu dziecko czy kariera, ale decydując się na urodzenie Syna Bożego straciła ona, Panna wsławiona, dobre imię wśród sąsiadów. Niech więc Ta, która karmiła, przewijała, myła Słowo Wcielone, pomoże wszystkim kobietom kochać prawdziwie macierzyńską miłością własne dzieci i każdego człowieka.

 

Anna Gajewska

 

 

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.83

Liczba głosów:

47

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook