Zbrodnia polityczna

Małgorzata Bilska
(fot. Thomas Leuthard / flickr.com / CC BY 2.0)

Przez dwa dni cały świat z napięciem, przerażeniem i zgrozą śledził wydarzenia we Francji. Już wiemy, że dwóch braci, sprawców ataku terrorystycznego na redakcję tygodnika satyrycznego "Charlie Hebdo", zginęło podczas szturmu na ich kryjówkę. Zakładnicy wzięci przez nich i kolejnego terrorystę w supermarkecie przeznaczonym głównie dla społeczności żydowskiej w Paryżu - ocaleli (od red.: już po napisaniu tego tekstu okazało się, że nie wszyscy). Kilkanaście ofiar śmiertelnych, kilkunastu rannych, cierpienie ich rodzin i przyjaciół. Przejawy solidarności i wyrazy współczucia. Pytania o to, co przyniesie najbliższa przyszłość, skoro kolejni "bojownicy islamu" są szkoleni do zabijania.

 

Na nowo rozgorzała dyskusja na temat przemocy motywowanej religijnie. Ponieważ w Polsce dużo częściej słychać ostrą krytykę relatywizmu, a o fundamentalizmie mówi się - nomen omen - relatywnie rzadko, zwłaszcza w środowiskach kościelnych, dorzucam głos na ten temat. Dwie rzeczy trzeba bowiem podkreślić, żeby zrozumieć, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Po pierwsze, mimo pokusy upraszczającego obwiniania w duchu odpowiedzialności zbiorowej, morderców krzyczących "Allah Akbar" w żaden sposób nie można utożsamiać z islamem jako takim. Po drugie - reakcje odwetowe Zachodu wynikają nie tylko z potrzeby obrony swoich obywateli, uzasadnionej troski o ich bezpieczeństwo ale mogą być też formą "odreagowania" upokorzenia, wyrównania rachunków z "wrogiem". O ile w pierwszym przypadku uderza to w żyjących w pokoju, poszanowaniu innych ludzi wyznawców islamu, to w drugim - w "nieeuropejskich" chrześcijan żyjących wśród muzułmanów. Ci bowiem, bezsilni wobec arogancji Zachodu, są skłonni kompensować sobie własne upokorzenia prześladowaniem wyznawców zachodniej religii, choć nie mają oni z wartościami rysowników z "Charlie Hebdo" nic wspólnego.

 

Ad. 1. Znany badacz fundamentalizmu przede wszystkim w wydaniu muzułmańskim, prof. Bassam Tibi, pochodzący z Damaszku politolog, który od 1962 roku mieszka i wykłada w Niemczech, w głośnej książce "Fundamentalizm religijny" podkreśla: "Islam jest religią, fundamentalizm religijny jest ideologią polityczną". Dalej ujmuje to jeszcze mocniej: "Muzułmański fundamentalizm jest totalitarną ideologią opartą na świadomie dobranym zastępczym elemencie - islamie." Według niego (i nie jest w tym odosobniony) jest to ruch polityczny oparty na podłożu społeczno-ekonomicznym, który "żywi się" religią gdyż legitymizuje nią dążenie do władzy. Władza Boga ma się zrealizować w postaci konkretnego państwa, jego aparatu przymusi i kontroli. Oczywiście Boga wybranych i posłanych na świat "spadkobierców" Mahometa. 

 

Tibi doskonale zna tę religię z autopsji, gdyż z pochodzenia jest Syryjczykiem. Jak pisze: "Islam od samych swoich początków był religią polityczną. Byłoby jednak błędem utożsamiać stworzenie islamu jako religii ze współczesną ideą państwa muzułmańskiego, określaną przez współczesnych fundamentalistów jako nizam islami (ustrój muzułmański). Czytelnik Koranu nie znajdzie tego nowoarabskiego terminu w muzułmańskim objawieniu ani w żadnym innym źródle klasycznego islamu." Idea "ustroju religijnego" jest wytworem zwolenników islamu politycznego, którego wyróżnikiem jest defensywna postawa wobec nowoczesności i zmian kulturowych. W reakcji na proces globalizacji, będący w istocie westernizacją, który zagraża tamtejszym tradycyjnym wartościom, mamy wykorzystywanie sfery duchowej do celów zupełnie doczesnych. Na to nakłada się kwestia pogłębiających się różnic w rozwoju cywilizacyjnym, gospodarczym, naukowym itd.. Frustracja nie służy rozwojowi religijnemu, w przeciwieństwie do populistycznej, nastawionej na poparcie mas polityki.

 

Islam nie ma w sobie pojęcia świeckości w naszym rozumieniu. Boskie i cesarskie nie zostało oddzielone. Ma też inną antropologię, więc inaczej rozumie godność człowieka. Mimo to terroryzm jest wypaczeniem tej religii a nie jej wyrazem! Dodajmy, że kiedy Tibi to pisał, nie było Państwa Islamskiego.

 

Ad. 2 W maju 2013 roku w Domu Arcybiskupów Warszawskich odbyła się konferencja naukowa "Chrześcijanie na Bliskim Wschodzie". Na zaproszenie kard. Kazimierza Nycza wziął w niej udział kard. Béchara Boutros Raï, maronicki patriarcha Antiochii, głowa Kościoła Maronickiego w Libanie. Liban jest jedynym państwem bliskowschodnim, które podpisało Powszechną Deklarację Praw Człowieka ONZ, ma ustrój demokratyczny i świeckie prawo państwowe (niektóre kwestie pozostawia regulacjom prawnym 18 wyznań). Przy jednej granicy toczy się konflikt palestyńsko-izraelski, za drugą znajduje się Syria. Przez całe dekady Liban pozostawał pod wpływem politycznym Francji (w latach 1920-26 było to nawet oficjalne terytorium mandatowe, 1926-1943 protektorat). Między innymi dzięki temu nie uległ radykalnej islamizacji, choć pozostaje krajem arabskim.

 

Kard. Rai z żalem mówił, że chrześcijanie na Bliskim Wschodzie płacą ogromną cenę za politykę Zachodu w tym regionie. Dla muzułmanów wciąż są potomkami kolonizatorów i krzyżowców. Gdy współczesne wojska amerykańskie czy z krajów Europy wkraczają "robić porządek demokratyczny" w jakimkolwiek kraju islamskim, natychmiast płacą za to lokalni chrześcijanie. Gdy padają dyktatury (często mniejszościom przychylne), w pustkę po nich wkracza… wcale nie lepszy od nich fundamentalizm. W sytuacji chaosu politycznego to głównie chrześcijanie stają się kozłami ofiarnymi. Wojska zrobią swoje i wyjadą, oni mieszkają tu od zawsze. Zostaną i tym razem. I jak mówił Patriarcha, wiedzą jak wspólnie żyć z muzułmanami bo znają się od stuleci na co dzień. Chyba, że w wyniku narastającego konfliktu z Zachodem zradykalizują się wszyscy wyznawcy islamu. Wtedy nie będzie już punktów wspólnych. A one nadal są.

 

Terroryzm islamski ma charakter polityczny i nie przypisujmy go każdemu muzułmaninowi z racji wyznania. Polityka Zachodu wobec muzułmanów nie ma z kolei nic wspólnego z religią chrześcijańską czy religią w ogóle. Na poziomie religii dialog nigdy się nie kończy. Żaden terrorysta go nie zabije.  

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.15

Liczba głosów:

20

 

 

Komentarze użytkowników (29)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Tor 23:19:30 | 2015-01-10
Każda religia twierdzi, ze jest ta jedyna i prawdziwa. chrzescijanstwo tez kiedyś zabijało w imię Boga. NA SZCZĘŚCIE SWIAT CORAZ CZEŚCIEJ MA RELIGIE W DUPIE. I w tym cała nadzieja.

Oceń 1 7 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 18:55:03 | 2015-01-10
"Islam jest religią, fundamentalizm religijny jest ideologią polityczną"

jest jeszcze druga strona, jak wskazano wczoraj w Radiu Plus:

Islam nie wyróżnia, w odróżnieniu od chrzęscijaństwa i judazmu,  sakrum i profanum.

Oceń 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

T7HRR 18:52:25 | 2015-01-10
A kto się zająknie o 2000 zabitych w tym samym czasie w Nigerii?

http://www.theguardian.com/world/2015/jan/09/boko-haram-deadliest-massacre-baga-nigeria

Oceń 5 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Rafał Borowski 16:05:06 | 2015-01-10
Przyglądam się muzułmanom od lat. Gdy swego czasu zacząłem poważnie podchodzić do wiary w Boga, raziło mnie zepsucie świata oraz jego letniość na Boga z uwagi na zwiększającą się samowystarczalność. Wówczas wyznawcy islamu zaczęli mi się jawić jako ci jednak serio podchodzący do Boga.

Nie do zaakceptowania są dla mnie zbrodnie fundamentalistów muzułmańskich i tu uważam za jak najbardziej uzasadnione prawo do odpowiednio skutecznej, militarnej obrony. Nie ma zgody na wyrzynanie jak prosiaków chrześcijan, czy jakichkolwiek innych ludzi. Po prostu nie ma.
Ekstremizm islamski to szaleństwo. Powiązanie ścisłe i bezwarunkowe z Koranem? Naszą szacowną Biblię fanatycy też potrafią tak interpretować, że potrafią zabić (słowem, ale też fizycznie) w imię wymierzenia sprawiedliwości i pomsty Bożej... Fakt, inna skala, lecz czy ktoś ukradnie 1.000 zł, czy 1.000.000 dla mnie jest złodziejem. Drugi jest w tym lepszy, bardziej zdeterminowany, ale nie oczyszcza to pierwszego z zarzutu kradzieży.

W tym ambiwalentnym uczuciu do muzułmanów, w zestawieniu z światem tzw. Zachodu, który moim zdaniem zmierza drogą Sodomy i Gomory, zacząłem upatrywać ich ekspansję demograficzną jako coś, co Bóg dopuszcza. Ułomne (w teologicznym rozumieniu chrześcijańskim, kulturowym w kwestii podejścia do kobiet), potrafiące mieć krwawą, nie do zaakceptowania dla cywilizowanych ludzi twarz, ale jednak z braku laku - zamiast pobudzać do życia kamienie - lepiej dopuścić rozrastanie w siłę potomków (początkowo wprost genetycznych) Ismaela:
"A będzie to człowiek dziki jak onager: będzie on walczył przeciwko wszystkim i wszyscy - przeciwko niemu; będzie on utrapieniem swych pobratymców" (Rdz 16,12)
A jak już wystarczająco wyprą samo-unicestwiający się świat zachodni, w pewnym momencie Wszechmogący okaże im łaskę poznania Jezusa Chrystusa-Boga, Zbawiciela świata? Jednym ruchem przybywa mnogość semickich chrześcijan... Fantastyka? Czas pokaże. Kwestia jednego-dwóch pokoleń?

Oceń 6 1 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~owoce pychy i głupoty 12:17:22 | 2015-01-10
W zachodnim świecie wiele się robi, żeby przegrać z coraz bardziej agresywnym światem islamskim. I wcale nie chodzi o ostatni atak w Paryżu, bo świat zachodni jest w defensywie od początku XXI wieku. Zaczęło się całkiem niewinnie, od podważenia chrześcijańskich korzeni Europy. Gdy trwały dyskusje na temat europejskiej konstytucji postanowiono z niej wyciąć fragmenty dotyczące ogromnego wpływu chrześcijaństwa na współczesną Europę. Już wówczas europejscy możnowładcy podcinali gałąź, na której sadzali swoje tłuste od przepychu dupska. Otwierajmy granice, bądźmy tolerancyjni, mieszajmy kultury. Multikulti, miszmasz, jak zwał tak zwał, ale w tym wszystkim jest ukryta prawda o tym, że taki stan rzeczy doprowadza do stanu, w którym kultura słabsza, otrzymująca ciągłe przywileje, staje się w końcu na tyle mocna, że postanawia zaatakować rdzenną kulturę. Europa, wstydząc się swoich korzeni, daje zielone światło dla niczego nie wstydzących się muzułmanów. Kiedyś to w Europie tętniło życie religijne. Pełne kościoły były normą, a dziś? Dziś Europejczycy rozdziawiają japy, gdy zobaczą pobożnych muzułmanów. Traktują ich jak ciekawe obiekty. „Zacofani” muzułmanie modlą się i w ogóle się z tym nie kryją. A jeszcze dziadkowie tych, którzy dziś są zdziwieni robili dokładnie to samo tyle, że w chrześcijańskich świątyniach. Dziś kościoły we Francji nie służą jako miejsca modlitwy, ale są muzeami, które można zwiedzać. 

Oceń 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~stary belfer 10:40:17 | 2015-01-10
Oddzielenie zamachowców od islamu jest pewną operacją myślową wymagająca wysiłku intelektualnego. Podobnie można twierdzić, że duchowni zasiadający w trybunałach inkwizycyjnych nie są charakterystyczni dla chrześcijaństwa. Kościół przez 1600 lat głosił ideę państwa chrześcijańskiego. Jeszcze 130 lat temu, jak na Kościół całkiem niedawno, Leon XIII przedstawił ją w encyklice Immortale Dei. Wyrzekł się jej w 1965 r. uchwalając Deklarację o wolności religijnej, zaledwie 50 lat temu. Koncepcje państwa chrześcijańskiego nie wynikały z Ewangelii, jednak jej konsekwencją było aplikowanie chrześcijaństwa na siłę, różne tego bywały skutki. 
Mając to w pamięci, powiedzmy sobie: nie da się rozpatrywać zamachów w oderwaniu od idei państwa islamskiego.
Jak powiedział pewien niemiecki policjant: nie wszyscy Polacy to złodzieje, ale wszyscy złodzieje, ktorych złapaliśmy to Polacy.

Oceń 2 5 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Światowy 09:43:22 | 2015-01-10
Artykuł już od drugiego zdania zawiera zakłamanie:
"Już wiemy, że dwóch braci, sprawców ataku terrorystycznego na redakcję tygodnika satyrycznego ..."
To nie był atak terrorystyczny, ale zamach. Prasa światowa tego terminu używała nie bez przyczyny. Terror dotyczy osób przypadkowych, zamach osób odpowiedzialnych - tak w skrócie. Radziłbym p. Bliskiej zajrzeć do słownika j. polskiego. Czas już najwyższy, bo "terror" to słowo często używane i bez znajomości jego znaczenia nie można zrozumieć treści wiadomości, nie mówiąc o sensownym pisaniu;)

"Ponieważ w Polsce ... o fundamentalizmie mówi się ... relatywnie rzadko..."
Tak, Bogu dzięki to słowo jest w Polsce rzadko używane w odniesieniu do katolików, bo fundamentalistów u nas nie ma, no i mamy większą wolność religijną, pomijam ludzi pokroju Środy, Hartmana, Palikota, ... i przedstawicieli 'kościoła otwartego', których w tutejszej redakcji  nie brakuje.

Jeśli chodzi o termin 'fundamentalizm' to jest to bardzo skuteczna pałka używana w wielu krajach do niszczenia wszystkiego, co nie jest relatywizmem. W niektórych krajach np. USA, lewica także katolicka, używa tego słowa w odniesieniu do wszystkich, którzy np. uznają dziesięcioro przykazań. Sam czytałem artykuły, w których oskarżano o nietolerancję i fundamentalizm osoby, które zachowują 6te przykazanie.

Oceń 3 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?