Kijów - miasto mieszanych uczuć (RELACJA)

Na dzisiejszym Majdanie następuje zderzenie różnych światów. Obrońcy i bezkresny tłum gapiów, wyposażonych w aparaty fotograficzne. Ogniska kontra flesze. Całość, w pewnym sensie, przypomina wystawę. Na Chreszczatyku stoi zniszczona armatka. Trzeba poczekać w kolejce na możliwość pozowania. Mężczyzna przede mną opiera nogę o oponę i pręży muskuły, żona robi mu zdjęcie - relacjonuje nasz korespondent z Ukrainy.

 

Uzbrojone grupy patrolujące ulice, problemy z dostępnością podstawowych produktów, możliwa blokada dojazdu z lotniska, zawieszenie lotów w przypadku wybuchu wojny, odrzucanie kart płatniczych, konieczność operowania dolarami i jeszcze kilka potencjalnych zagrożeń przewijało się w prywatnych wiadomościach, które otrzymywałem na kilka dni przed wyjazdem. Niedawne wydarzenia z Placu Niepodległości najwyraźniej rozlały się na wyobrażenia o całej blisko 3-milionowej metropolii. Tymczasem w stolicy życie wydaje się płynąć niezaburzonym rytmem i na pierwszy rzut oka powagi politycznego kryzysu nie widać.

 

Międzynarodowy Port lotniczy Kijów-Boryspol funkcjonuje obecnie bez zakłóceń, a przez kontrolę paszportową, w obie strony, przechodzi się płynnie. Pokonanie drogi z hali przylotów na przystanek wymaga oczywiście odrobiny asertywności, jednak po odpędzeniu chmary namolnych taksówkarzy okazuje się, że o miejsce w jednym z autobusów nr. 322, które odjeżdżają co kilkanaście minut, jest bardzo łatwo. Największym zagrożeniem podczas podróży do głównego dworca kolejowego pozostaje utknięcie w korku i spędzenie godziny na oglądaniu wymyślnych blokowisk. Dopiero w hotelu można dostrzec pierwsze oznaki problemów targających krajem.

 

Zwykle rezerwuję noclegi przynajmniej kilkanaście dni przed wyjazdem, aktualnie na Ukrainie lepiej jest czekać do ostatniej chwili. W ciągu minionego tygodnia ceny leciały na łeb na szyję, w efekcie zamiast kolorowego hostelu z łóżkiem i stolikiem mogę wybrać nowy obiekt blisko centrum. Nie zazdroszczę właścicielowi, -50% za pokój, na sprzętach jeszcze niezdarte naklejki producentów, świeżutka pościel i brak gości. Śniadanie w pustym barze może błyskawicznie wyleczyć z radości wykorzystania świetnej okazji cenowej, a zaczepienie recepcjonistki kończy się chwilą smutnej bezradności.

 

Wspominając, że na pierwszy rzut oka miasto funkcjonuje normalnie mam na myśli nie tylko komunikację, ale również restauracje, sklepy i atrakcje turystyczne. Idąc ulicami mijam mieszkańców goniących za swoimi sprawami, bez problemów robię z zakupy w pobliskim markecie, spotykam podpitych imprezowiczów, pytam o drogę młodzież paląca fajki w podwórku na tyłach kamienic, a przechodząc obok Soboru Mądrości Bożej żałuję, że nie dysponuję wolnym czasem przewidzianym na klasyczne zwiedzanie. Wszystkie zebrane dotąd wrażenia umykają jednak na barykadach Majdanu.

 

Tu następuje zderzenie różnych światów. Obrońcy i bezkresny tłum gapiów, wyposażonych w aparaty fotograficzne, smartfony oraz tablety. Ogniska kontra flesze. Całość, w pewnym sensie, przypomina wystawę. Idzie się od miejsca do miejsca ustawiając ostrość i wciskając przyciski. Na Chreszczatyku, od strony Rynku Besarabskiego, obok przygotowanych do walki stert kostek brukowych, stoi zniszczona armatka. Trzeba poczekać w kolejce na możliwość pozowania. Mężczyzna przede mną opiera nogę o oponę i pręży muskuły. Pstryk, jeszcze raz, pstryk. Z mieszanymi uczuciami podaję swój sprzęt i również proszę o zrobienie zdjęcia.

 

Dalej emocje Majdanu powoli stają się klarowne, dominuje smutek. Ze sceny płyną wieści dotyczące Krymu, tłum zatrzymuje się i słucha. "Chwała Ukrainie", później wszyscy idą dalej. Na ulicy stoją jeszcze uszkodzone samochody, ale sprzątanie postępuje. Widać dobrą organizację namiotowego miasteczka, są toalety, kuchnie polowe, miejsce dla mediów, centrum pomocy, punkty zbiórki. Podążając w kierunku rzeki warto zatrzymać się przy ekspozycji karykatur, to jeden z niewielu weselszych zakątków, bardziej realny niż funkcjonująca w okolicach metra kolorowa karuzela. Na uboczu można kupić kawę, flagę, szalik, kwiaty, znicze itp. Wszędzie porządku pilnują mężczyźni w wojskowych strojach, nie ma jakiegokolwiek poczucia zagrożenia, ludzie przemieszczają się swobodnie. Na ekranie pojawia się film historyczny, tuż obok zauważam obraz Jezusa Miłosiernego.

 

Kolejny, naznaczony deszczem dzień pozwala spojrzeć na Plac Niepodległości z innej strony. Dziś brakuje przechodniów. Mieszkańcy wychodzą z namiotów, gotują, grają w pingponga na prowizorycznym stole, grzeją się przy ogniskach. W tle trwają modlitwy. Wartownicy utrzymują pozycje przy wejściach, zaś po ulicach poruszają się zmilitaryzowane grupy. Wokół czuć powszechne zmęczenie, nie ma entuzjazmu, jest za to ogromny ciężar ofiar. Przy każdym kroku mijam miejsca pamięci. Proste ołtarzyki, zdjęcia i setki kwiatów. Polegli bohaterowie wciąż są na Majdanie.

 

Dopiero teraz w oczy kuje brud i trudne warunki. Drogę przecina mi dziecko w hełmie, to jednak wyjątek. W okolicach namiotów koczują głównie ludzie starsi, młodzi wyraźnie starają się utrzymać wojskowego ducha. Wszyscy wyglądają jakby byli tu od zawsze i na zawsze mieli pozostać. Z perspektywy Hotelu Ukraina można w pełni dostrzec upiorność miejsca oraz skalę dramatu. Staje się jasne, że walczono tu symbolem oraz wartością ludzkiego życia. Postawiono na szali wiele istnień i w konsekwencji poniesiono ofiarę. Zrozumcie mnie dobrze, Majdan po prostu trzeba zobaczyć, żeby pojąć czym jest upór. Próżno szukać drugiego takiego miejsca w opływającym w dostatki, przepychającym się na sankcje i słowne groźby zachodzie.

 

Zatrzymując się obok napisu "Krym = Ukraina = Europa" pytam umorusanego mężczyznę co dalej, ile jeszcze tu zostaną. "Tyle ile będzie trzeba. Ukraina musi być jedna" - odpowiada. 

 

 

Paweł Piętka - absolwent filozofii, student informatyki. Z zamiłowania dziennikarz sportowy, historyk i podróżnik. Redaktor naczelny czasopisma Papricana, administrator projektu DziwnaWojna.pl, a także właściciel kilku portali internetowych. Blog: http://pawel.info Twitter: https://twitter.com/pawelpietka
 
 
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.27

Liczba głosów:

11

 

 

Komentarze użytkowników (2)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~pl 19:57:23 | 2014-03-05
do jazmig
Człowieku zgłoś się do lekarza; najwyraźniej masz problem z głową!!!

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

jazmig 17:14:43 | 2014-03-05
Skoro rewolucja zwyciężyła, nie ma Janukowycza i jego ludzi, rządzą ludzi zatwierdzeni przez Majdan, to po co ci ludzie tam jeszcze przebywają, kto finansuje ich pobyt, wyżywienie itp.

Po ulicach poruszają się zmilitaryzowane grupy - czy nie ma już milicji w Kijowie?

Ukraina żąda pomocy od UE, ale niech oni wezmą się najpierw do pracy i skończą wiecowanie.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?