Co przyniesie rok 2012?

Co przyniesie rok 2012? Figę z makiem i pasternakiem. Jeśli ktoś myśli, że mu tutaj przedłożę szczegółowy scenariusz wydarzeń dzień po dniu, to się rozczaruje.


Od tego są inni. Grono zawodów parających się przepowiadaniem przyszłości jest imponujące. Zebrałoby się na niemały cech, a nawet związki zawodowe. A jaką na tym można zbić fortunę (jedna sesja kosztuje od 100 do 300 zł), choć "eksperci" od przyszłości porywają się na rzecz niesamowitą. Próbują uścisnąć rękę temu, co nieznane i nieistniejące. To ci dopiero sztuka. Dlatego taka droga.
 

Weźmy na przykład wróżki. Ten fach rozwija się u nas całkiem nieźle. Dzidzianny, Tamary, Małgorzaty. Doradztwo duchowe. Konsultacje przez Internet, telefon, komunikatory. W Warszawie dowiedziałem się z ogłoszenia na słupie, że mieszka tam jedyna w kraju wróżka, która ma kulę jak Saruman z "Władcy Pierścieni". Uważa, że widzi więcej, bo inne (według niej mniej oblatane), wróżą jedynie z kart albo z fusów.
 

Domorosłych proroków i rodzimych zaklinaczy rzeczywistości mamy u nas na pęczki. Czarnowidzów i jasnowidzów spotkasz niemal w każdym domu, a czasem i w pociągu. Kolorowe czasopisma z horoskopami na rok 2012 rozchodzą się jak ciepłe bułeczki: "Niejedna osoba pomyśli o podniesieniu swoich kwalifikacji, inni odkryją nowe pasje. Uda się także dojść do porozumienia w ważnych sprawach zarówno z członkami rodziny, jak i partnerami biznesowymi". Jak pięknie i budująco! Zabawne, że przyszłość w żadnym momencie nie istnieje, a tyle ludzi udaje, że trzyma ją w garści.

 

Grunt to optymizm

 

Według badań CBOSu na końcu 2010 roku prawie 44 % respondentów spodziewało się pomyślności i dalszego rozwoju. W tym roku karta nieco się odwróciła. Polaków znów coś ugryzło i stali się bardziej pesymistyczni. Prawie 54% badanych uważa, że wzrośnie bezrobocie, zwiększy się liczba biednych (70 %), służba zdrowia będzie kuleć coraz bardziej ( 49%), stan finansów publicznych pogorszy się (46%).
 

Róbta co chceta, ale jeśli Majowie nie pomylili się w swoich obliczeniach, to w tym roku czeka nas wielkie boom. W grudniu niechybnie nastąpi kres naszej cywilizacji. Ale to nie wszystko. Poguglujcie, a przekonacie się, że w międzyczasie ceny żywności pognają w górę, wzrośnie cyberprzestępczość, nasze skrzynki zaleją fale spamu, ogarnie nas globalna depresja, tu i ówdzie zatrzęsie się ziemia, zdrożeje benzyna, kapitalizm sam zacznie się zżerać, świat czeka eutanazja, Kubusiowi Puchatkowi zabraknie miodu, a Stanom papieru i farby do druku dolarów. I co tu dużo mówić, dawniej było lepiej. Uff. Nie będzie lekko. Prognozy na ten rok to iście kasandryczne wizje. Czyli klasyka na naszym gruncie. Lepiej spodziewać się najgorszego, by zmniejszyć siłę rażenia czasem. Niemalże jak w wierszu "Piosenka" Miłosza: " Jakakolwiek jest boleść, będzie więcej boleści. Noc jest czarna, ale będzie czarniejsza".

 

Piłka jest okrągła, a bramki są dwie

 

Cokolwiek by się jednak nie działo, biznes sportowy zawsze się dobrze kręci. Najpierw Euro 2012. I to nie gdzie indziej, tylko u nas. Ten balon propagandy pompujemy już od dobrych 4 lat. I nie wiem, czy w czerwcu dojdzie do nagłego wybuchu, albo powietrze po prostu ujdzie i zostanie sama guma.

 

W każdym razie, piłka nożna stała się kołem zamachowym naszej gospodarki, przynajmniej w ostatniej pięciolatce. Gdzieś trzeba przecież szukać impulsu. Drogi, autostrady, dworce i koleje. Niedługo będziemy stawać na głowie, wyginać się i napinać, byle tylko zdążyć z ułożeniem trawiastych dywanów, rozwinięciem asfaltu na wertepach, a także z okryciem złotkiem wstydliwych widoków. Jaki będzie finał tego wszystkiego? To akurat z grubsza można przewidzieć: Jakoś to będzie. Z wyraźnym akcentem na "jakoś". 

 

Od lat słyszę, jakie to tabuny kibiców mają się przetoczyć przez nasz kraj. Na drogach i na torach zapanuje ścisk nieziemski. Będziemy jeździli gęsiego i posuwali się do przodu w żółwim tempie.

 

Zobacz wyśmiany przez internautów spot promujący Warszawę na EURO 2012. Nasza wersja "Matrixa".

 

  

Spokojnie. Bez paniki. Po co się pieklić na zapas. Na jeden mecz wejdzie góra 45 tys ludzi, nie licząc oczywiście zasłużonych działaczy. A my często trąbimy o takich tłumach, jakby na Stadion Narodowy można było upchnąć pół Warszawy. Jednak w praktyce większość z nas zasiądzie przed szklanym ekranem. Kupi sobie piwo w puszkach, chipsy, orzeszki i popcorn. I będzie krzyczeć, obgryzać paznokcie z nerwów, chrupać i popijać. Pierwsza gra o zwycięstwo. Druga o przeżycie. Trzecia o honor. Potem nastąpi pomstowanie, a telewizja przy okazji zarobi grube miliony na oglądalności. I na tym się skończy.

 

Zostań prokrastynatorem
 

No ale co z tą apokalipsą w grudniu? Trochę jednak mnie to niepokoi. Bo jeśli ci Majowie nie blefują, to w sumie nie można przejść wobec tego obojętnie. Ale i na to znajdzie się lekarstwo. Pierwsze, to wykorzystanie czasu na maksa. Żyj dzisiejszym dniem, bo jutra nie ma. W tym roku będziemy mieć w bród dni wolnych od pracy i naszych ukochanych długich weekendów. Święto Pracy wypadnie we wtorek, a Święto Konstytucji dwa dni później. Wszystkich Świętych w czwartek. A Boże Narodzenie (jeśli bieguny ziemi przedtem się nie odwrócą) przypadnie we wtorek i środę, nie mówiąc już o Nowym Roku we wtorek. Będzie więc sporo laby i chwil do przemyśleń, podsumowań i reformy życia. Nie zawadzi też zaduma nad osiągnięciami ludzkości i straconymi szansami.

 

Zobacz wypowiedź przedstawiciela NASA - "Prawda o 2012" 

 

 

Drugie antidotum na niepokojącą myśl o totalnej zagładzie to ćwiczenia z prokrastynacji. Ten językowy dziwoląg znalazłem w fachowych periodykach psychologicznych. Prokrastynator specjalizuje się w odwlekaniu nieprzyjemnych i trudnych rzeczy, by zaprzątnąć swój umysł czymś znośniejszym i poprawiającym nastrój. Większość z nas wysysa tę zdolność z mlekiem matki, choć jedni już się bardzo w niej wyćwiczyli, a w innych drzemie jak półwygasły wulkan. Najwyższy czas, by doprowadzić ją do perfekcji. W końcu grudzień daleko. A może Majom poprzestawiały się klepki w głowach i całe to zamieszanie to pykanie z nienabitej fajeczki?

 

A ptaki znowu zaśpiewają...
 

Cóż poza tym? Mają się odbyć kolejne Igrzyska Olimpijskie. W Stanach wybiorą prezydenta, nie wiem, czy tego samego, czy bardziej czarnego albo bielszego. W arabskim kotle nie przestanie wrzeć i bulgotać. Kryzys w Europie będzie odmieniany przez wszystkie przypadki. Unia dostanie kilka zastrzyków wzmacniających, oby nie potrzebowała reanimacji. Ryba po grecku stanie się hitem roku. W Korei Północnej euforycznie wołać będą: "Umarł król, niech żyje król", a może i tam coś wreszcie pęknie. Niezadowoleni będą kontynuować podbój światowej sieci i wzywać do walki z niesprawiedliwością.
 

Może Papież znowu się przejęzyczy i media będą to wałkować przez dobrych parę dni. TVN nie raz wlezie z kamerą w miejsce pożaru, zanim piromani podłożą tam ogień. Monika Olejnik zasypie lawiną pytań niejednego śmiałka, pogrąży polityka, albo i księdza. Reklamożercy nie bedą narzekać na brak pokarmu w mediach. Samoloty z powodu mgły zawrócą na sąsiednie lotniska. Zima znowu zaskoczy drogowców. Nie ma zmiłuj się, trzeba będzie  odstać swoje w kolejce do lekarza. Nieraz rozboli nas głowa i po zażyciu Ibupromu przestanie. Liczenie baranów w nocy wcale nie wyjdzie z mody. Krew też nas zaleje, chociażby od stania w korkach, bo budujemy Polskę. A kłótnie polityków doprowadzą niektórych do szewskiej pasji. W dalszym ciągu będziemy mierzyć poziom cukru, cholesterolu i ciśnienia. Jedni utyją, a drudzy schudną. Na Centralnym pociąg do Krakowa odjedzie z niewłaściwego peronu. Żeby tylko raz. W wagonach powieje zimnem albo będzie buchało gorącem w środku lata.
 

Bociany jak zwykle rozgoszczą się na Mazurach. Bo przecież dzieci muszą skądś się brać. Produkt krajowy nieznacznie napęcznieje. Półki w supermarketach bez zmian będą się uginać od ciężaru produktów, a Polacy zapakują swoje bagażniki tonami towarów. Ludzie będą się kochać i rozchodzić. Wielu rodaków pomknie na Majorkę, do Chorwacji i na Wyspy Kanaryjskie. Będziemy odkładali na czarną godzinę do skarpet i na konta. Ktoś wygra szóstkę w totolotka, a pechowiec przerżnie majątek i własne spodnie w karty. Banki bezlitośnie ściągną należności i skuszą następnych naiwniaków "atrakcyjnymi" kredytami. Urząd Skarbowy naśle komornika. Naród będzie budować, remontować, orać, siać i zmieniać bryki. Fryzjerzy zetną tony włosów. Kobiety nałożą grube warstwy tapety. Policja przyłapie gagatków na przemycie. Bez obaw, kabareciarze nie stracą pracy, bo na śmiech, nawet jeśli głupawy, zawsze jest zapotrzebowanie. Ale za to będą inne zwolnienia i przyjęcia. Koło narodzin i zgonów będzie w ciągłym ruchu. Wesela i stypy nie znikną z polskiego krajobrazu. Przed świętami wierni ustawią się w kolejkach do konfesjonału. Pewniakiem będą premiery kinowe: "Hobbit", pierwsza część "Millenium" i nowy "Batman". A tak w ogóle, to dużo wody upłynie w Wiśle.


Więc nie martwmy się zbytnio. Pomimo wielkiego halo, wszystko będzie toczyć się po starych trajektoriach. No może z kilkoma drobnymi modyfikacjami.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.73

Liczba głosów:

41

 

 

Komentarze użytkowników (10)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

tess 15:08:26 | 2012-01-04
Bardzo mi się podoba ta "przepowiednia przyszłości". Wreszcie wiem co będzie sie działo. Już bałam się, że w tym gąszczu jasnowidzeń zabraknie "prawdziwej" wersji wydażeń. Uff... Dzięki:P I pozdrawiam Noworocznie.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~propozycja na 2012 13:38:26 | 2012-01-02
...nie do odrzucenia

Kontrole się nawzajem gonią
Zmarnowano miliard czy milion
Nie zostaliśmy drugą Japonią
Zostańmy drugą Sycylią
Brak dyscypliny i skuteczności
A tam są tacy, co to potrafią
Jak nie umiemy być społeczeństwem
Zostańmy mafią

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~wanda 12:12:40 | 2012-01-02
Tak mówił mój dziadek w 1939 r.....A stadiony nie zawsze slużą do kopania piłki....Mimo to jestem optymistką.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lucy 11:35:52 | 2012-01-02
Samo życie, czasami warto zdobyć się na to aby pod pewnym względem spojrzeć na nie trochę radośniej i z przymrużeniem oka.Nie wszystko brać tak bardzo na serio i nie zadręczać się wytworami czarnej wyobraźni -, czego sobie i Wam życzę
Pozdrawiam I Szczęść Boże wszystkim w Nowym Roku

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~misjonarz 10:51:14 | 2012-01-02
To ja dołożę swoje "sakrastycznie oczywiście".

A portale "Deon", znów będzie "eon" :-), czyli mówił o światle - tylko pytanie jakim światle ? Znów od czasu do czasu będzie robił to co lubi, czyli "rozwijał duchowość w świetle psychologii", a od czasu do czasu, jakiś pseudopsycholog rodem z New Age będzie pouczał, jak mamy myśleć i działać aby "poczuć się dobrze". Będzie oczywiście non stop dawał "nowinki", no bo przecież "stare się nudzi" i trzeba żyć chwilą- chwiala to jest krótki czas artykułu.
Ok, już nie krytykuję, ale jeżeli inni zaczną popadać w jakieś tarapaty i inne dziwne wydarzenia to dlaczego "Deon" ma tego nie robić ?
A tak wogóle - to życzę ojcu dużo zdrowia, dużo wiary i miłości i rozwoju DUCHOWEGO, czyli powtórzę za św Ignacym:
MPZ :-) (modlitwa przygotowawcza zwyczajna :-) - "spraw Panie aby wszystkie nasze myśli, decyzje i czyny skierowane były w sposób CZYSTY ku wikększej Twojej chwale". Tego życzę również portalowi "DEON", aby wybierał to co służy "Jego boskiemu majestatowi, a odrzucał to co jest temu przeciwne".

pozdrawiam - misjonarz Janusz

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~leon 10:48:34 | 2012-01-02
moja koleżanka została "wróżką na telefon" oczywiście pracodwaca nie rządał od niej takiej umiejętności a jedynie "dobrej gatki". Rzuciła tę robotę po pół roku gdy przydażyła jej się pewna rozmowa: za którymś razem rozmawiała z kobietą która zpaytała ją o swojego syna - co z nim, jak się miewa. Gdy "wróżka" odpowiedziała że dobrze kobieta wykrzykneła "wiedziałam". Mój syn nieżyje od dwóch lat ale Pani jest koleją wróżką która mówi że on żyje. A więc człowiek który zginął dwa lata temu nie był moim synem, musieli go podmienić podczas porodu - muszę odnaleźć mojego prawdziwego syna. Koleżanka miała skrupuły więc zrezygnowała, ale ile ludzi robi kasę na ludzkim nieszczęściu. Zacytuję tu jeszcze pewnego redaktora "kto nie wierzy w Boga wierzy w cokolwiek"

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Beniamin 08:46:18 | 2012-01-02
Są media które z czarnowidztwa i siania strachu żyją (niektóre nawet katolickie)bo to jest chwytliwe i zwiększa popularność , ale nie dajmy temu wiary  i nie ulegajmy panice
"Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?" 
Dobry tekst , pozdrawiam i Szczęść Boże ojcu w Nowym Roku

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~ROK WIARY. 00:54:46 | 2012-01-02
Benedykt XVI oznajmił: "Chciałbym ogłosić Rok Wiary (...)
Rozpocznie się on 11 października 2012 roku,
w 50. rocznicę otwarcia Soboru Watykańskiego II

i zakończy 24 listopada 2013 roku,
w uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata".
 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~kris 21:29:06 | 2012-01-01
nic dodac nic ująć :)
pozdrawiam

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Effa 19:20:43 | 2012-01-01
Nieźle się Ojciec "przejechał po bandzie"....... i niezłymi 'życzeniami' zaczął ten tekst.....
Podoba mi się.
Pozdrawiam

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?