O exposé, wspólnocie i Marszu

Dobrze, że słowa o narodowej wspólnocie i jej kulturowym fundamencie padły w exposé. Tyle tylko, że nie pierwszy raz pojawia się wątpliwość, jak się mają słowa do intencji i czynów.

 

Bardzo spodobał mi się końcowy fragment exposé premiera, w którym mówił o tym, jak ważna jest, zwłaszcza w kryzysowym, niepewnym czasie, "narodowa wspólnota, jaką powinniśmy razem bez względu na spory i różnice budować. A narodowa wspólnota potrzebuje także wspólnych znaków, wspólnych symboli, wspólnej tradycji, poszanowania dla niej. Nie musimy wyznawać tego samego systemu wartości w stu procentach (…), nie powinniśmy także na siłę nikogo nie chrystianizować. Ale też nikogo nie musimy na siłę laicyzować. Niech żaden polityk nie próbuje zbezcześcić tak ważnych, świętych znaków i symboli dla większości Polaków. Krzyż nie powinien służyć do łomotania przeciwnika politycznego niczym maczugą. Ale krzyż nie powinien być powodem do kolejnej wojny politycznej, tu w Sejmie, ani poza tym budynkiem. Jeśli mamy być wielkim, silnym narodem (…) to musimy umiejętnie i mądrze oprzeć się także na tej wspólnej tradycji. (…) Naprawdę nowocześni będziemy wtedy, kiedy będziemy wspólnie umieli poszanować to, co jest naszym fundamentem. Czy to jest krzyż, czy to jest pamięć po Janie Pawle II, czy to są symbole narodowe, czy to jest nasza biało-czerwona flaga, czy to jest święto 11 listopada, czy to jest orzeł".


Nie ukrywam, że bliskie mi jest takie myślenie. Jest ono zbieżne także z katolicką nauką społeczną, wedle której istotą i celem polityki jest troska o dobro wspólne, najważniejszym zaś dobrem wspólnym państwa są jego obywatele - ludzie tworzący narodową wspólnotę. Jest to wspólnota związana nie tylko - a nawet nie przede wszystkim - więzami krwi, lecz głównie kulturą, wspólną historią, tradycją i samoświadomością. Członkami nie tylko wspólnoty politycznej, czyli państwa, ale także wspólnoty narodowej, są również ci Polacy, którzy choć etnicznie mają inne pochodzenie, identyfikują się z Polską i polskością, dla których Polska jest domem i Ojczyzną. Naród bowiem, jak mówił Jan Paweł II w ONZ, "istnieje z kultury i dla kultury", a tezę tę ilustrował przykładem narodu polskiego, który "zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród, nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę".


Dobrze więc, że słowa o narodowej wspólnocie i jej kulturowym fundamencie padły w exposé. Tyle tylko, że nie pierwszy raz pojawia się wątpliwość, jak się mają słowa do intencji i czynów. Jak bowiem wierzyć w szczerość słów premiera o budowaniu ponad sporami i różnicami narodowej wspólnoty, gdy wkrótce po ich wygłoszeniu, prowokuje kolejne spory i podziały, obrażając największą opozycyjną partię oskarżeniem o popieranie chuliganów atakujących policję? W exposé Donald Tusk apelował: "musimy uwierzyć w to, że każdy z nas na tej sali potrzebny jest Polsce", a za chwilę swoimi słowami sprawia, że posłowie PiS tę salę na znak protestu opuszczają i trudno im się dziwić.


W ogóle, to wszystko, co wiąże się z wydarzeniami tegorocznego Święta Niepodległości, nie napawa optymizmem w kwestii budowania wspólnoty narodowej nie tylko z powodu godnych pożałowania chuligańskich burd. Jak budować narodową wspólnotę, gdy tysiące ludzi, pragnących w Marszu Niepodległości zamanifestować swój patriotyzm i właśnie tę wspólnotę, już kilka tygodni przed świętem wciąż naznaczani byli etykietą faszystów? Jak wytłumaczyć, że w Święto Niepodległości pozwala się na legalną blokadę legalnego patriotycznego przemarszu? Czy budowaniu narodowej wspólnoty miały służyć policyjne prowokacje? Czy przezwyciężaniu podziałów ma służyć skrajnie jednostronny obraz tych wydarzeń w głównym medialnym przekazie? Obraz ten tak diametralnie rożni się od umieszczonych w Internecie niezależnych relacji, że momentami mam wręcz jakieś koszmarne déjà vu, jakbym się znów znalazł w czasach propagandy PRL, z którą obecna pod względem zakłamania całkiem nieźle mogłaby konkurować. Na zakłamaniu zaś i manipulacji nie zbuduje się narodowej wspólnoty.


Ważne, że w exposé takie słowa padły. Ważniejsze, by nie były to puste słowa. Czy słowa te będą się spełniać, zależy oczywiście nie tylko od rządzących, wielką rolę do odegrania ma tu opozycja, a także Kościół, polska szkoła, ludzie kultury i my wszyscy. Jednak to przede wszystkim od rządzących zależy, czy wspólnota narodowa będzie budowana w ramach niepodległego państwa, czy w opozycji do państwa, jak miało to miejsce w czasach, gdy nie mieliśmy niepodległości. Ten drugi scenariusz byłby wielkim nieszczęściem i dla narodu, i dla państwa.
 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.34

Liczba głosów:

44

 

 

Komentarze użytkowników (31)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~było pięknie a nie mogło być 18:25:27 | 2011-11-24
Było pięknie… aż do rogu Świętokrzyskiej, gdzie z narożnego lokalu wypadła inna grupa rekonstrukcyjna, niemieccy faszyści, dla zmylenia przeciwnika bez mundurów i sztandarów, udający Antifę, za to z pałami. Atakowali, tłukli, kopali kogo popadnie, opluwali polskie mundury…  Nasze wojsko, niestety kompletnie nieprzygotowane na atak, poniosło porażkę. Musiało salwować się ucieczką z wyznaczonej trasy.

Po tej wstępnej rozgrzewce, w bunkrze, który przed laty był siedzibą uroczego Kabaretu Dudek, chronieni przez polską policję Niemcy zrobili przegląd pałek, petard, kastetów, przed następnym starciem i z miejscowymi parteigenossen udali się na blokadę ulicy Marszałkowskiej, którędy miał iść Marsz Niepodległości.

Zgodę na ten marsz dużo wcześniej wyraziła prezydentka Warszawy, ale następnym urzędowym aktem wydała zgodę na blokadę Marszu, co znaczy, że cierpi na schizofrenię, albo celowo chciała sprowokować zadymę. Antynarodowcy nie lubią polskiego patriotyzmu, a co za tym idzie naszych bohaterów, świąt, wiary, rocznic, pomników… itd., itp. Starają się to wszystko zohydzić, skompromitować, pogrążyć w awanturach… bo jak twierdzą,Polska to nienormalność, a nienormalnym niepodległość się nie należy.
Rekonstrukcja antynarodowców, felieton Jana Pietrzaka

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~dziennikarze z koncesją 18:18:14 | 2011-11-24
głęboko wierzą i wiary tej nie zmienią
prawda leży między Polską a ich kieszenią…
zarządzam składkę w Niepodległej
na nowe buty dla policjanta-bandziora
silne i bezpieczne państwo budować pora…

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~pytanie o tożsamość 18:16:43 | 2011-11-24
im bardziej wszystko się zmienia
tym pełniej, historia wychodzi z cienia…

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~HK 16:52:09 | 2011-11-24
Był taki przerażający dla ówczesnych władców czas w 1981, gdy my na dole zaczynaliśmy się dogadywać: partyjniacy z bezpartyjnymi, ceerzetowcy z solidarnościowcami, ubecy nawet wychodzili ze swoich kretactw (niby to milicjanci wyrzuceni za pijaństwo)... Wtedy już nie było czasu na pobłażanie, na tolerancję - wprowadzono stan wojenny. Ta zadyma z 11 listopada tak mi przypomina tamte czasy...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Aura 13:12:12 | 2011-11-24
"Jak budować narodową wspólnotę, gdy tysiące ludzi, pragnących w Marszu Niepodległości zamanifestować swój patriotyzm i właśnie tę wspólnotę, już kilka tygodni przed świętem wciąż naznaczani byli etykietą faszystów? Jak wytłumaczyć, że w Święto Niepodległości pozwala się na legalną blokadę legalnego patriotycznego przemarszu? Czy budowaniu narodowej wspólnoty miały służyć policyjne prowokacje? Czy przezwyciężaniu podziałów ma służyć skrajnie jednostronny obraz tych wydarzeń w głównym medialnym przekazie?"

Świetne pytania!

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~XXL 12:24:25 | 2011-11-24
Za dużo nas było aby zakryć prawdę o tym marszu... Jest analogia pomiędzy tym co zdarzyło się 11 listopada a sierpniem 2010 roku, pod krzyżem przy Pałacu Prezydenckim.

Po stronie prawdy - Warszawa, 16.11.2011
http://www.youtube.com/watch?v=WhndXl8al3c&feature=pla<x>yer_em<x>bedded

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~MO 11:31:37 | 2011-11-24
Czego dowiedziałem się w Warszawie 11 listopada. ...Prawica - zwyczajowe określenie sił politycznych, które charakteryzuje szacunek dla tradycji, autorytetów, religii, istniejącej hierarchii społecznej oraz wstrzemięźliwość przy dokonywaniu zmian w systemie społeczno-gospodarczym i politycznym. Jak się okazuje takie poglądy są wystarczającym powodem do tego by znaleźć się w orbicie zainteresowania Polskiej Policji.
O TAJNIAKACH SŁÓW KILKA NA PODSTAWIE WŁASNYCH DOŚWIADCZEŃ Z 11. 11. 11.
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=4815&Itemid=100

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Aura 10:43:56 | 2011-11-24
Dziękuję za ten artykuł! Gdy oglądałam relację z Marszu Niepodległości w telewizji TVP INFO miałam wrażenie jakiejś koszmarnej schizofrenii, p. Zawisza przez telefon pytał, dlaczego nie ma transmisji z Marszu Niepodległości i zapraszał kamery na trasę Marszu Niepodległości a telewizja pokazywała raz po raz tą samą scenę jak kilku dresiarzy próbowało wyłamać barierki..

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~celowe podziały 10:40:20 | 2011-11-24
Macie więc wybór, Panowie Oficerowie, Polacy:
- Albo obrona Narodu, Polski,
- Albo posłuszne (nieistotne, że niechętne) wykonywanie wrogich rozkazów.
Przesilenie się zbliża, musicie się zdecydować TERAZ.

PS. Chyba KAŻDY z Czytelników zna uczciwego policjanta, czy strażnika, a może i pułkownika - żołnierza; trzeba z nimi rozmawiać, dyskutować, dać ten tekst. Odpowiedzi i relacje można mi przysyłać (kto chce w ramach KONSPIRY – może pod pseudonimem) na stronę www.dakowski.pl , pod kontakt.
ze strony:
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=4833&Itemid=100

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~celowe podziały 10:38:05 | 2011-11-24
Hanna Gronkiewicz Waltz nie zapewniła demokratycznego prawa do przemarszu legalnej manifestacji. Co wiecej, wraz z policją, nie zabezpieczyła marszu ani nie postarała się nawet o kontakt z organizatorami. Zarówno policja a więc władze centralne, jak i Pani prezydent byli nastawieni na jedno, na rozróbę. Wszystko po to, by zaostrzyć prawo o demonstracjach. Winę zatem ponoszą te ośrodki władzy.

Odróżniliśmy trzy rodzaje policjantów:
1) Z 10% to brutalni, szkoleni bandyci, mający za zadanie prowokować i szerzyć terror. Prowokatorzy w białych, dla odróżnienia kominiarkach, czyli pracownicy policji spowodowali te wielkie szkody materialne, o których trąbią medialne prostytutki. Sam widziałem akcję bandytów ubranych (może przebranych?) w policyjne mundury przy parku Ujazdowskim - bijących dziewczyny, by spowodować reakcję będących z nimi chłopaków.

2) Brali w tym też udział inni policjanci, niechętnie wykonujący szokujące czy uwierające ich rozkazy, ale czynni przeciw Polakom.

3) Byli też (większość) policjanci usiłujący nam pomóc, ochronić. Mundurowi, którzy ze wstydem obserwowali to, co się wyprawia i w miarę swych możliwości - i odwagi - pomagali ludziom.
Nie możecie dopuścić do takich podziałów!

Nie chcemy też dopuścić do tego, by kulturalny człowiek na widok munduru kurczył się ze strachu czy obrzydzenia i myślał (czy krzyczał) „ZOMO, policja Gestapo!”.

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook