To pierwsza przyczyna wszystkich kłopotów w związkach

(fot. shutterstock.com)

Ogromna większość rozwodów zdarza się w związkach, w których zabrakło tego czynnika.

 

Tak się złożyło, że z racji zawodu od lat blisko jestem małżeństw, po których zostają tylko zgliszcza. Przyczyn, z powodu których małżeństwa się rozpadają, jest bardzo wiele. Alkoholizm, zdrady, znęcanie - to najbardziej drastyczne. Mniej to pojawienie się tak zwanej różnicy charakterów, egoizm czy uzależnienie od rodziców.

 

To tylko przykłady, ale wydaje mi się, że praprzyczyną większość rozwodów jest brak prawdziwego bycia razem, zaniedbanie tego, by ciągle zdobywać się nawzajem i zapraszać się do swoich prywatnych światów po to, by każdego dni na nowo budować swój wspólny świat.

 

Ogromna większość rozwodów to także związki, w których przy budowaniu ich wspólnego świata zabrakło miejsca dla Boga. Frazesem nie jest stwierdzenie, zwłaszcza w małżeństwie, że jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na właściwym miejscu. Naprawdę wiać to gołym okiem, że w związkach, w których oboje małżonkowie zaprosili Boga, nawet jeśli pojawia się kryzys, to potrafią ten kryzys pokonać.

 

Od czego więc zaczyna się kryzys w małżeństwie? Kryzys zaczyna się już wówczas, kiedy po całym dniu zabiegania, gdy poświęcacie się dla innych, znajdujecie chwilę dla siebie, ale zamiast spędzić ją razem naprawdę, spędzacie ją obok siebie. Siedzicie na przykład obok, popijacie wspólną kawę, ale oboje macie głowy w telefonach czy komputerach. Spędzacie więc czas razem, ale nie wspólnie.

 

Nie chodzi też o to, że będąc w małżeństwie, nie wolno pozwolić sobie na chwile samotności. I takie chwile są potrzebne. Chodzi jednak o to, że planujecie wspólny czas, ale to bycie naprawdę razem staje się za trudne. Idziecie więc na skróty: wspólna kawa, informacje, co w danym dniu zdarzyło się u nas nawzajem i że na drugi dzień dziecko trzeba odebrać wcześniej z przedszkola, a potem ucieczka w wirtualny świat smartfonów, facebooków, zamiast prawdziwego poświęcenia czasu dla siebie.

 

Z czasem przestajemy umieć z sobą rozmawiać. Zamiast rozmowy pojawiają się komunikaty z dnia bieżącego i komunikaty, co w dniu jutrzejszym. Brak wspólnych rozmów, takich prawdziwych, brak dzielenia się swoim życiem, to pra-przyczyna większości kłopotów we wspólnym kroczeniu drogą życia.

 

Tekst pochodzi z bloga podniebem.blog.deon.pl

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.2

Liczba głosów:

5

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

Asmo 15:54:59 | 2018-08-03
Meszuge, a nie przyszło Ci na myśl, że w czasach, gdy nie było smartfonów, Facebooków ludzie też się rozchodzili? Prawda, nie tak często jak dziś, ale też kiedyś bycie rozwiedzionym graniczyło ze zgodą na społeczny ostracyzm, więc małżonkowie trwali ze sobą, choć nic ich już emocjonalnie (duchowo) nie łączyło. Zgoda, co do tego, że przyczyną „śmierci” miłości jest to, że bycie razem staje się trudne. Ale kto wie, czy nie dlatego, że w jakiś stopniu małżeństwo odseparowuje nas od innych. Nie wiem czy zauważyłeś – zakochana para przed ślubem ma z reguły bardzo dużo dobrych, nawet mniej dobrych, ale zawsze znajomych i czuje się z tym doskonale. W miarę jak przybywa nam małżeńskiego stażu, tych zdecydowanie ubywa. Możemy udawać, że pozostali tylko ci najlepsi, ale ich też jest jakby mało. Już nie co drugi, trzeci dzień, najwyżej raz na miesiąc, pół roku, rok. A Bóg ich nie zastąpi, bo my jesteśmy stworzeniami stadnymi.

Oceń 2 1 odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook