Niedoceniany Ojciec Polak. Czy jestem "tym gorszym" rodzicem?

Niedoceniany Ojciec Polak. Czy jestem "tym gorszym" rodzicem?
(fot. Naassom Azevedo / Unsplash)
Logo źródła: Blogi katolwica.blog.deon.pl

Społeczny i medialny przekaz jest jasny: ojciec to rodzic gorszy, mniej istotny. Ma prawo nie interesować się dzieckiem - bo na jego głowie są ważniejsze sprawy. Ojciec, który zajmuje się maluchem, może budzić podziw, bo przecież on, w przeciwieństwie do matki, "ma prawo" mieć dziecko w nosie, ale zdarza się, że także politowanie lub nieufność.


Ojcostwo jest jak sport ekstremalny - ryzykowne, wymaga współpracy i odpowiedzialności. Jeśli coś pójdzie w nim nie tak, cierpi cała rodzina; realizowane z pasją - uskrzydla i rozwija. Zapraszamy do nowego cyklu na DEON.pl. Chcemy w nim pomóc odkryć (nie tylko ojcom), że od roli mężczyzn w rodzinach zależy więcej, niż się wydaje.


Na początek kilka obserwacji:

DEON.PL POLECA

Przewijaki dla dzieci w knajpach zawsze znajdują się albo w damskich toaletach, albo w pokojach "MATKI z dzieckiem".

Położne i lekarze, którzy przychodzą na tak zwane wizyty patronażowe (czyli odwiedzają dzidziusia w domu po urodzeniu), o jego samopoczucie, wagę i apetyt pytają mamę - nawet wtedy, gdy tata siedzi tuż obok.

W reklamach pieluszek i zupek dla dzieci prawie zawsze przedstawiane są mamy, które opiekują się niemowlęciem. Tata co najwyżej bawi się super zabawkami z dzieckiem płci męskiej - ale tylko wtedy, gdy jest ono już starsze.

Społeczny i medialny przekaz jest jasny: ojciec to rodzic gorszy, mniej istotny. Ma prawo nie interesować się dzieckiem - bo na jego głowie są ważniejsze sprawy (choć ja sam jestem zdania, że nie ma nic ważniejszego niż opieka nad własnym dzieckiem). Ojciec, który zajmuje się maluchem, może budzić podziw (bo przecież on, w przeciwieństwie do matki, "ma prawo" mieć dziecko w nosie), ale zdarza się, że także politowanie lub nieufność.

Jakiś czas temu byliśmy wraz z żoną i córką w poradni laktacyjnej. Wizyta przebiegała świetnie - pani pracująca tam bardzo nam pomogła, a atmosfera była serdeczna do czasu, gdy… Żona powiedziała, że w najbliższy weekend musi udać się do Krakowa na zjazd na studiach podyplomowych (są one dla niej ważne i w sumie to konieczne, by mogła odpowiednio wykonywać swój zawód psychoterapeuty). Położna (całkiem młoda!) nie była tym - delikatnie mówiąc - zachwycona. Była też zdziwiona, że ja, ojciec, zostanę w tym czasie sam z dzieckiem. Stwierdziła też, niby żartem, że będzie mi się "za to" należało duże piwo.

No tak - mężczyźnie za opiekę nad dzieckiem (które przecież powołał do życia) należy się nagroda. Matka dzieckiem zajmować się musi - to święty i powszechny obowiązek mam. Nieważne, że żona nie jedzie imprezować (do czego przecież też ma prawo), a się kształcić dla dobra własnego i naszej rodziny - powinna zrezygnować ze wszystkiego, by zostać z niemowlęciem w domu.

Pewna znajoma, kiedy usłyszała tę historię, stwierdziła, że żona jest "odważna", decydując się na zostawienie dziecka ze mną w domu. Bo przecież mogę nie mieć cierpliwości. Mogę nie umieć go nakarmić. Mogę nie poradzić sobie z arcyskomplikowanym zadaniem zmiany pieluszki. Kiedy słucham podobnych mądrości, mam ochotę krzyczeć:

JA, TATA, CHCĘ I POTRAFIĘ ZAJMOWAĆ SIĘ SWOIM DZIECKIEM.

Nie godzę się na lekceważenie ojców i jednocześnie zrzucanie całej odpowiedzialności na matki. Nie odpowiada mi rola jedynie "obrońcy" żony i córki - bo, Bogiem a prawdą, sytuacje, gdy trzeba zasłonić swoją rodzinę własną piersią, zdarzają się niezmiernie rzadko.

Codzienna walka to dzisiaj raczej zmaganie się ze stereotypami. Wierzę w to, że Bóg, powołując mężczyznę do ojcostwa, "wmontował" to powołanie w codzienność - rolą faceta jest codzienna troska o małego człowieka, interesowanie się nim, okazywanie mu ciepła. Tego wymaga też miłość małżeńska, która ma stanowić odzwierciedlenie miłości Boga do ludzi - bycie mężem powinno oznaczać, że dzielimy się obowiązkami wychowawczymi.

Od wielu lat wiemy, jakie szkody wyrządza dziecku nieobecność ojca - dzieci, których ojciec był niedostępny, mają niższą samoocenę, trudniej jest im budować relacje, częściej podejmują ryzykowne zachowania. Znany psycholog, Wojciech Eichelberger, napisał na ten temat książkę "Zdradzeni przez ojca", którą, naszym zdaniem, powinien przeczytać każdy, kto chciałby założyć rodzinę. Poza tym przez taki model "zewnętrznego" ojca tracą wszyscy: odtrącone dziecko, matka, która jest obciążona ponad miarę, a także sam ojciec, który z czasem staje się samotny i czuje się nieważny, w efekcie czego czasami sięga po alkohol… lub sznur.

Niektórym ojcom zapewne taka sytuacja (do czasu!) jest na rękę - bo przecież wygodnie jest "musieć zostać w pracy", gdy dziecko płacze, ma biegunkę albo niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze. W pokoleniu naszych rodziców takich "zapracowanych tatusiów" było bardzo dużo - czasem przychodzili oni na wywiadówki w szkole, a później karali lub nagradzali dziecko za wyniki. Tylko że to nie wychowanie, a tresura! Bóg jest przecież czułym Ojcem, który na kartach Pisma Świętego zapewniał nas o swojej miłości - czemu my, ziemscy ojcowie, mielibyśmy być inni?

Ojcowie - tak samo jak matki - mają prawo i obowiązek opiekować się dziećmi. Nie rzucajmy więc dziwnych komentarzy, gdy widzimy, że to tata przyszedł z dzieckiem na szczepienie (on i tak cały drży, obawiając się krzyku potomka!). Nie dziwmy się, że tata karmi dziecko butelką w parku ("a co to, mama cycuszków nie ma?"). Zaufajmy, że gdy tata mówi, że dziecko lubi marchewkę, a nie przepada za dynią, to mówi prawdę - i nie ma potrzeby dopytywać mamy, co dziecko chce zjeść.

Nie chcę - i odkąd zacząłem w ogóle myśleć o ojcostwie, nie chciałem - być ojcem, którego rola ogranicza się do przynoszenia do domu pieniędzy oraz ewentualnie wymierzania kary dziecku, gdy jest "niegrzeczne". Chcę być obecny przy stawianiu przez moją córkę pierwszych kroków, chcę wiedzieć, jak podoba się jej w przedszkolu, jak ma na imię jej najlepsza koleżanka i za co ją ceni. Zależy mi na tym, by dla naszej pociechy być emocjonalnie dostępnym - ona zasługuje na to, żeby nie tylko wiedzieć, że bardzo ją kocham (bo tak mówi jej mama), ale też po prostu czuć tę zwyczajną, tacierzyńską miłość każdego dnia.

Tekst pochodzi z bloga katolwica.blog.deon.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Grzegorz Kramer SJ, Łukasz Wojtusik, Piotr Żyłka

Czy Kościół może być normalny? Bez tematów tabu, pouczania i krzywdzenia innych?

Grzegorz Kramer SJ i Piotr Żyłka w szczerej rozmowie z Łukaszem Wojtusikiem. 

Kontrowersyjni. Prowokujący do myślenia. Nie wahają się mówić o sprawach...

Skomentuj artykuł

Niedoceniany Ojciec Polak. Czy jestem "tym gorszym" rodzicem?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.