Wiara jest dla dziwaków?

(fot. flickr.com / Waiting For The Word / CC BY 2.0)

Żyjemy w społeczeństwie, które wyraźnie przeżywa kryzys swojej wiary. Nie powinno to nikogo dziwić, bowiem świat oferuje wiele atrakcji, przyjemności odciągających człowieka od Boga i Kościoła.

 

Zły duch pracuje w pocie czoła i jego starania są sowicie wynagradzane - wystarczy spojrzeć na niedzielne Msze Święte, a konkretniej na puste miejsca w ławkach, czy liczbę ludzi poza murami Świątyni. Bycie katolikiem wymaga od nas pewnego poświęcenia. Nie jest to łatwe i przyjemne życie, ale ciągła walka z własnymi słabościami i pokusami, które czekają na nas na każdym kroku. Pewne nieraz słyszeliśmy od znajomych/przyjaciół, że to, co robimy jest totalnie bez sensu, że naszych modlitw i tak nikt nie wysłucha, bo jak można wierzyć w kogoś, kogo nie ma? Bardzo ciężko z takimi ludźmi rozmawiać o wierze, ponieważ następuje zderzenie dwóch światopoglądów, które mają niewiele wspólnego. Czy jedynym słusznym rozwiązaniem wydaje się modlitwa w ich intencji? To na pewno, ale można też wziąć sprawy w swoje ręce! 

 

Żeby rozpocząć jakiekolwiek próby nakierowywania bliźniego i przekonywania go o ogromnej miłości Boga względem niego musimy być… odpowiednio przygotowani. Jakiś czas temu wdałem się w dyskusję ze Świadkami Jehowy. Początek w moim wykonaniu był dość obiecujący, jednak po dłuższej wymianie zdań, zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem ubogi w konkrety. Znajomość Nowego Testamentu w moim wykonaniu była co najwyżej poprawna, ale na pewno nie tak dobra, żebym mógł pozwolić sobie na zacytowanie jakiegokolwiek fragmentu, który wspomógłby mnie. Oczywiście zrobiło mi się bardzo głupio i postanowiłem to zmienić. Ta sytuacja pozostawiła jednak we mnie wiele spornych kwestii, które ciągle rozstrzygam we własnym sumieniu. Ile jest osób, które znalazły się w podobnej sytuacji? Dlaczego nasza znajomość Pisma Świętego jest na tak niskim poziomie? Czemu poziom naszej religijności spada? Dlaczego modlitwa wielu katolików ogranicza się do podstawowego pacierza? Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?

 

Nie tak dawno spotkałem się z dość oryginalnym, choć nieco mylnym stwierdzeniem, że człowiek, który "nigdy nie zwątpił, który nie stracił wiary - nie nawróci innego wątpiącego". Mało jest ludzi silnej wiary. W życiu zawsze przychodzą momenty zwątpienia czy zniechęcenia, które powodują, że spora część ludzi stwierdza, że wyraźnie im nie idzie, więc jak mogą wierzyć w istnienie Boga, skoro dzieje się im taka krzywda?! Jest jednak ta druga część, która jak biblijny Hiob, z pokorą przyjmie to, co ma do zaoferowania Bóg. Skoro dobro przyjmujemy, to dlaczego i zła nie możemy? Bo tak prościej. Wszechobecna wygoda daje się we znaki we wszystkich aspektach naszego życia, a Bóg… jest odstawiany na dalszy plan. Wiara przecież może poczekać, inni ludzie nawracają się dopiero przed śmiercią, a i tak mają szanse na zbawienie, więc i ja mogę sobie pogrzeszyć - przecież od tego jest młodość, studia! To nie jest moja chora fantazja, tylko rzeczywistość i światopogląd większości młodych ludzi.

 

Wystarczy spojrzeć na portale społecznościowe, które aż pękają w szwach od antykościelnych treści czy po prostu coraz śmielszych ataków, skierowanych w głównej mierze w katolików. Jak mamy się zachowywać w takich sytuacjach? Przede wszystkim musimy zachować swoją tożsamość. Jezus wiedział, że będzie powodem wielu prześladowań i konfliktów, ale też zostawił obietnice wszystkim tym, którzy pozostaną wierni Jego nauce. Kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem. Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie! Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

 

Jestem wolny, ale co z tego? ks. Józef Tischner powiedział, że w dzisiejszym świecie nie wolność jest problemem. Wolność już jest. Pozostało pytanie: Co zrobić z wolnością? Dobre pytanie. Pewnie większość z nas sama nie wie, co kryje się pod hasłem wolności. Tak często słyszy się, że nakazy zawarte w dekalogu tak bardzo ograniczają człowieka, ale to dzięki nim możemy unikać zastawianych przez szatana pułapek. Wpadając w nie, oddalamy się od Boga i poddajemy się złemu duchowi, który tak często nas zwodzi pozornym pięknem i domniemanymi korzyściami, które płyną z czynienia zła. Relacja Bóg - człowiek zostaje ciągle testowana, ale za każdym razem Bóg czeka na człowieka w sakramencie pokuty i tylko od nas zależy, czy zechcemy poprawić jakość naszego duchowego życia, a tym samym wrócić na drogę prawdy, czy też pozostać w otchłani własnego zatracenia.

 

Wiara niesie swoje konsekwencje. Ostatnio coraz częściej da się wyczuć tendencje do wyśmiewania osób wierzących. Doszliśmy do takiego momentu, że czymś normalnym jest życie z dala od Boga, zaś sytuacją marginalną - niedzielna Eucharystia, sakrament spowiedzi czy czystość przedmałżeńska. Pewnie większość z nas ubolewa na takim stanem rzeczy, ale musimy pamiętać, że każdy będzie rozliczany ze swoich czynów osobiście. Co powinniśmy zrobić z bliźnim, który grzeszy? Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków opierała się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. Trzeba być jednak ostrożnym i zawsze dostosowywać się do warunków, w jakim przychodzi nam rozmawiać z drugą osobą. Często nie jest to łatwe zadanie, ponieważ nie każdy umie szczerze rozmawiać, albo wychodzi mu to wyłącznie po odpowiedniej ilości alkoholu.

 

Ciężko mi pogodzić się z ogólnie przyjętym stwierdzeniem, że można nie potrzebować Boga. Owszem, człowiek może faktycznie nie chcieć nawiązania relacji, ale nie może zapominać, że ten dialog jest obustronny. Bóg czeka jak Ojciec w przypowieści o Synu Marnotrawnym, nigdy nie jest za późno, żeby zdecydować się na powrót. Jezus dał potwierdzenie tego w przypowieści o pracownikach w winnicy.

 

 

 

 

 

dodał(a): Bartek Becker
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?