Dlaczego (nie) wierzę?

(fot. materiały autora)

Dlaczego (nie) wierzę?

moniatres
XII Tydzień z...

ZOBACZ TAKŻE

Jestem szczęściarą! Dlaczego? Bo mam wiarę! Dopiero dzisiaj sobie to uświadomiłam jaka to radość. Przecież nie każdy ją ma. Równie dobrze mogłabym jej nie mieć. Bo wiara jest łaską, darem. A dlaczego wierzę? Bo tylko Jezus może zaspokoić pragnienie mojego serca, nikt inny.

 

Zawsze zastanawiałam się dlaczego niektórzy Polacy, którzy wychowali się w wierze katolickiej (więc ją znają) odrzucają tą wiarę, wybierają ateizm, różne formy New Age lub wybierają jakąś inną wiarę (np. buddyzm, hinduizm itp.). Myślę, że przysłowie "cudze chwalicie, swego nie znacie" byłoby bardzo trafne jeśli mówimy o wierze. Dla niektórych Kościół katolicki jest taki zwykły, nie ma nic w nim ciekawego, a inna religia -  z którą nie mieli styczności na co dzień - wydaje się bardziej atrakcyjna, bo egzotyczna. Ludzie wolą wierzyć np. w reinkarnację (czyli w to, że nigdy nie zaznają spokoju, bo zawsze będą się rodzić kimś innym - a więc ciągłe cierpienie) niż w to, że po śmierci, cała wieczność przed nimi w Niebie, gdzie nie ma cierpienia, płaczu, ale jest wieczna radość i miłość. Albo wolą wierzyć, że życie kończy się tu na Ziemi i nie ma nic dalej.

 

Przeważnie  jest tak, że człowiek z natury  wybiera tą lepszą opcję, a obserwuję, że jeśli chodzi o wiarę to jakoś nie. Odpowiedź przyszła podczas dyskusji z moją koleżanką ze studiów, która stwierdziła, że "wiara to nie sklep, nie możesz wybrać jej z półki". No właśnie, nie da się jej wybrać, bo gdyby tak było, no to przecież każdy czytając opis "produktu" wybrałby wiarę katolicką, bo najlepsza jakość. I to nie jest brak obiektywizmu z mojej strony. Dlaczego? Bo żadna religia nie "oferuje" takiej cudownej wieczności! W żadnej religii Bóg nie jest tak blisko człowieka (daj się mu w sakramentach). W żadnej innej religii Bóg nie staje się człowiekiem. Czemu jest to takie ważne? Bo my nie potrafimy tworzyć relacji z czymś, ale z kimś.

 

Nie kocha się dogmatów, paragrafów, ale kocha się osobę. Wiara jest łaską. Tak, ale darmo daną. Nie muszę sobie na nią zasłużyć. /por Ef 2,8/. Więc dlaczego nie wszyscy ją mają? Bo to jest dar, który daje Bóg, czyli mogę go przyjąć, ale równie dobrze mogę go odrzucić. Jezus nie zmusi Cię byś Go pokochał, pokochała. Nie zmusi Cię byś odpowiedział, odpowiedziała na Jego zaproszenie. On uszanuje decyzję gdy powiesz Mu: Nie, nie wierzę w Ciebie i nie chcę wierzyć. A co z tymi którzy wiarę mieli, ale ją stracili[/b]? O wiarę trzeba dbać, tak jak o każda relację z kimś na kim nam zależy, bo wiara jest relacją. Gorzej jeśli tej relacji w ogóle nie było, bo wiara opierała się tylko na coniedzielnym rytuale chodzenia do kościoła i odmawiania "paciorka". W takiej sytuacji nie dziwię się, że przestali wierzyć (tak naprawdę to nigdy nie wierzyli) bo to w co wierzyli to był dramat a nie wiara.

 

Niektórzy twierdzą, że jeśliby mieli naukowe dowody na istnienie Boga, to wtedy by uwierzyli. A guzik prawda. Czemu? Np. cud Eucharystyczny w Sokółce. Został potwierdzony naukowo, że ta hostia która przemieniła się w tkankę mięśnia sercowego, to tkanka człowieka w agonii. I co? Czemu nie ma masowych nawróceń? Popatrzmy na pierwszych  apostołów: przecież oni dotykali Jezusa, widzieli cuda na własne oczy których dokonywał i dalej nie wierzyli! Mówili: "Panie przymnóż nam wiary." To nie jakiś dowód na istnienie Boga przekona Cię do nawrócenia, ale spotkanie z Miłością. Bo "nie trzeba przekonania, żeby się nawrócić, ale trzeba nawrócenia aby się przekonać." /Franciszek Kucharczyk, Gość Niedzielny nr 22, 2013r/.

 

Nie katechizmowe formułki, ale osobiste spotkanie Jezusa prowadzi do wiary. Doświadczenie Jego miłości powoduje, że człowiek już nie chce żyć jak dawniej, nie chce żyć bez Jezusa. Niektórzy  mogą stwierdzić, że nie chcą wierzyć, bo wiara to nic innego jak [b]placebo[/b]. Ludzie wmawiają sobie, że Bóg ich kocha, że jest z nimi, że im pomaga, więc od razu czują się lepiej, są szczęśliwsi. Dobra, załóżmy , że tak jest. I teraz pomyśl, że to placebo zwane wiarą, strasznie musi być mocne, skoro ludzie, którzy zapraszają Jezusa do swojego życia, mówią mu TAK, nagle potrafią wychodzić z uzależnień (a wcześniej im się to nie udawało, mimo różnych terapii), narkoman nie czuje już ochoty do wzięcia następnej działki, alkoholik przestaje pić, chociaż stosowali wcześniej różne metody i techniki, a nic nie pomagało. Nagle rodziny, które były skłócone przebaczają sobie i znów są razem. Placebo tak działa, że osoba sparaliżowana, na wózku wstaje o własnych siłach i chodzi. Kurczę, nieźle nie? Pomyśl, jeśli to byłoby placebo, to nie działyby się takie cuda. To Jezus! który tak samo działa i uzdrawia jak 2 tysiące lat temu! Zakończył się Rok Wiary. Co on mi dał? Czy umiem odpowiedzieć na pytanie dlaczego wierzę?

 

A jeśli nie wierzę, to wiem dlaczego? Zapraszam do podzielenia się swoimi przemyśleniami.

 

 

dodał(a): Monika Tomalik
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.33

Liczba głosów:

6

 

 

Komentarze użytkowników (89)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

kwi11 23:31:07 | 2018-01-03
Ja uważam natomiast, czytając wasze wypowiedzi, że kwestia wiary bądź niewiary jest indywidualną wypadkową. Każdy w swoim życiu spotyka się z sytuacjami (właściwie ich synergią) pod wpływem której jego światopogląd się krystalizuje. Moim zdaniem dziecko, a nawet młody dorosły człowiek nie jest tak naprawdę świadomy tego czy jest wierzący, ponieważ nie zna losu jaki będzie dzielił i z czym się w życiu jeszcze spotka. Myślę, że tak gdzieś po 40-ce człowiek juz zna na tyle swoje życie, że pozbywa się iluzji. Gdy dane mu będzie doczekać pewnego wieku, do pewnych kwesti odniesie się z większą determinacją. Ja osobiście zadaję sobie nurtujące mnie pytanie: jak kształtowałaby się moja osobowość, gdybym urodził się w rodzinie, a raczej kulturze o tradycjach czysto ateistycznych? - prawdopodobnie całkiem inaczej niż w religijnych. Czy potrzebowałbym Boga (bogów) - z perspektywy lat - nie sądzę! Dla mnie wiara, bez obrażania tych którzy wierzą, to slogan niczym powiedzenie, że bocian przynosi na świat dzieci. Wiemy, że to nieprawda. Dla mnie wartością jest rozum, racjonalizm i analityczne podchodzenie do wszystkiego co mnie otacza. Zdaje sobie sprawę, że dla wielu wiara jest cennym darem, dla mnie tym darem jest rozum.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

AGNES 23:27:43 | 2013-10-29
Oczywiście są konsekwencje odrzucenia wiary, gdzie najwyższą jest prawdopodobny brak zbawienia, tyle, że jest to logiczna konsekwencja odrzucenia wiary w zbawienie. Z pełni wolnej woli człowieka wynika, iż nie może zostać zbawiony wbrew sobie.

@TomaszL
Dobrze to ująłeś.. Bóg zna historię każdego człowieka i na pewno nie wymaga od niego rzeczy niemożliwych. Każdemu, absolutnie każdemu dana jest szansa poznania Prawdy i uznania Pana Jezusa za Boga i Zbawiciela (Ja Jestem Drogą, Prawdą i Życiem – JA JESTEM jest pierwszym imieniem Boga objawionym człowiekowi). Jako, że człowieczeństwo wykracza poza świat materialny, Pan Jezus może niektórym dać się poznać bezpośrednio, już poza tym światem (na granicy życia i śmierci), i tam dać człowiekowi możliwość uznania w Nim Boga, bądź odrzucenia Go (nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie). Na to, jaką człowiek (a właściwie dusza) podejmie wówczas decyzję będzie miało pewnie wpływ to, jaki był jego stosunek do pojawiających się w jego życiu obrazów Boga i jaką pracę w tym zakresie wykonał. Jednym słowem, czy nie był na sprawy Boże i wybieranie dobra kompletnie obojętny. Ta praca nie dotyczy tylko tych, którzy nigdy z żadnym obrazem Boga się nie zetknęli (np. zmarli jako małe dzieci), co w dzisiejszych czasach jest już raczej absolutną rzadkością.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 21:30:12 | 2013-10-29
@Psp – nie chcę się wypowiadać, jak jest w innych religiach, ale katolicyzm jest religia wolnych ludzi.
Począwszy od chrztu, gdzie wcześniej rodzice dobrowolnie biorąc „ślub kanoniczny” zobowiązują się, iż wychowają swoje dzieci po katolicku. Zauważ, iż „ślub kanoniczny” nie jest obowiązkowy. Jeżeli ktoś nie wierzy w Boga, takiego ślubu nie bierze. I dziś jest już wielu katolików, którzy nie przekazują wiary następnego pokoleniu, bo sami przestali wierzyć.
Dziecko, choć ochrzczone, nie musi uczestniczyć w życiu swojego Kościoła, to znaczy nie ma żadnego prawnego środka przymusu, aby dziecko, czy dorosły był wierzącym katolikiem.
Oczywiście są konsekwencje odrzucenia wiary, gdzie najwyższą jest prawdopodobny brak zbawienia, tyle, że jest to logiczna konsekwencja odrzucenia wiary w zbawienie. Z pełni wolnej woli człowieka wynika, iż nie może zostać zbawiony wbrew sobie.
Jeżeli argumentujesz, iż jest to straszenie piekłem, to znaczy, ze masz problem z logiką.
Jeżeli argumentujesz, iż wiarę dziedziczy się od rodziców – nie oznacza to, iż faktycznie wiara katolicka pochodzi z dziedziczenia. Być katolikiem wymaga dokonania świadomego wyboru.   Natomiast dziedziczysz jedynie wychowanie w tradycji religijnej.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Ag 10:50:38 | 2013-10-29
jeden wielki bełkot.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~psp 10:01:47 | 2013-10-29
@TomaszL
Chyba trochę nie rozumiesz. Nie przejmuję się, nie przekonuję nikogo do porzucenia wiary, nie oczekuję, że ktoś będzie mi tu udowadniał, że wiara jest prawdziwa, nie mam do nikogo pretensji. Autorka artykułu zadała pytanie: "dlaczego nie wierzę?" I ja na nie odpowiadam. Jednym (ale nie jedynym) z powodów mojej niewiary jest fakt, że wiarę dziedziczymy od rodziców, to że wyznajemy daną wiarę to przypadek, gdybysmy się urodzili gdzie indziej - wyznawalibyśmy z równą żarliwością inną wiarę. Jest wiele religii, a każda uzurpuje sobie prawo do bycia tą najprawdziwszą, a ich wyznawcy (przynajmniej niektórzy) są zdolni do najwyższych poświęceń, z oddaniem życia włącznie. Dodatkowo każda z religii stosuje szantaż: tych, którzy ją poznali, ale jej nie wyznają czeka potępienie (a czasem i śmierć z ręki "współbraci" jak w islamie). Jest to dla mnie jedna z przesłanek (ale nie jedyna), że żadna nie jest nadprzyrodzona, lecz wszystkie stworzone przez człowieka.
Jest teraz na Deonie taki artykuł "Gdy syn nie chce chodzić do kościoła". Poczytaj komentarze, jak ogromną presję emocjonalną wywierają religijni rodzice na ich dzieci. Wiara taka czy inna to zestaw odziedziczonch poglądów, które - oczywiście w jak najlepszej wierze - są wtłaczane człowiekowi od najmłodszych lat pod olbrzymią presją emocjonalną. Dlatego - między innymi - nie wierzę i to jest moja odpowiedź na pytanie zawarte w tytule komentowanego artykułu.

Oceń 4 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 07:26:00 | 2013-10-29
@TomaszL
jakimi mitami? Polecam wczytanie się w KKK 846-847: kto poznał nauczanie KrK ale nie uwierzył - nie będzie zbawiony -> piekło.


...

@Psp - słyszaleś kiedyś o logice?
Skoro warunkiem Zbawienia jest wiara, to oczywisteym jest, iz brak wiary oznacza brak zbawienia.
Tylko dalej nie rozumiem, czym sie przejmujesz, skoro bowiem wg Ciebie (jako ateisty) nie ma Boga, nie ma tez zbawienia, nie ma piekła.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MR 16:27:58 | 2013-10-28
       Brak empirycznych dowodów na istnienie Boga nie jest empirycznym dowodem na Jego niestnienie. Dla mnie najprostszy jest podział to: osoby wierzące w Boga w ramach jednej z wielu religii monoteistycznych, bo animizm i wielobóstwo nie ma chyba już znaczenia.
Drugą grupę stanowią ( w moim pojęciu) atreiści, czyli ci którrzy wierzą, że Boga nie ma, a "trybikami" kręci coś, lub kręcą się same. Nie obraża to chyba nikogo. Szanuje wiarę ateistów, choc jej nie, podzielam .
Trzecia grupa to agnostycy, którzy na pytanie o Boga odpowiadaja "nie wiem, poszukuję" etc.
No i wreszcie ci ktrzy móqwią najogółniej "mnie to nie interesuje, mam swoje kłopoty" itp.
 Cieszę sie z tej wymiany pogladów bez personalnych ataków i Zzośliwości. Jest to mozliwe.

Oceń 1 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~psp 16:26:09 | 2013-10-28
@TomaszL
jakimi mitami? Polecam wczytanie się w KKK 846-847: kto poznał nauczanie KrK ale nie uwierzył - nie będzie zbawiony -> piekło.
To samo twierdzą inne religie: kto Jezusa uznaje za Boga - bluźni przeciw Allahowi, bo tylko on jest jedynym Bogiem wg islamu -> piekło.
No, może pogańskie religie politeistyczne są bardziej tolerancyjne: tam oddawanie czci innym bogom jest ok.
Wracając do naszej analogii radiowej: jeśli posłuchasz trochę audycji stacji "Jezus" nadawanej z Watykanu to przestrojenie na inna stację, niesie poważne konsekwencje - potępienie wieczne.

Oceń 2 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 16:03:00 | 2013-10-28
@Psp - faktyczny stosunek Kościoła Katolickiego do innych religii opisuje Katechizm KK 836-856. Polecam do przeczytania.

Warto dyskutować nad faktami, a nie nad mitami, które sie tutaj pojawiały.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

TomaszL 15:51:48 | 2013-10-28
ok, dla głuchego nie ma różnicy w jakiej technologii jest radio czy na jakich falach działa.

Dlaczego wiec ateista, osoba niewierząca w Boga / bogów, argumentuje, iż jest tak wiele religii i tak wielu bogów, ze nie wie , w którego ma uwierzyć.
W naszym przykłądzie, ktory twórczo rozwniąłeś, to wygląda, jakby głuchy prowadził dyskusję, dlaczego osoba slucha stacji z muzyką rockową, skoro jest tak wiele róznych stacji z muzyką.
Czy odpowiedź o głebi basu, albo o solówkach gitarowych przekona głuchego?

ps. przepraszam osoby, które maja problem ze słuchem, domyslam sie ,jaki dramat kryje sie za problemami ze słuchem, szczególnie dla tych, którzy słyszeli, a utracili później słuch.
 

Oceń odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook