Teologia a rozwody i powtórne małżeństwa

(fot. jcoterhals/flickr.com)

Kwestia powtórnych związków małżeńskich, tak zwanych małżeństw niesakramentalnych od jakiegoś czasu coraz częściej powraca w papieskich przemówieniach. Upomnienia papieża Benedykta XVI wskazują na to, że problem w Kościele istnieje. Na początku 2010 roku Ojciec Święty podczas spotkania z członkami Trybunału Roty Rzymskiej mocno podkreślał i przestrzegał przed zbyt łatwym orzekaniem o nieważności małżeństwa. Przypomniał, że małżeństwo cieszy się przywilejem prawnym, który w przypadku wątpliwości nakazuje uważać związek za ważny, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego.

Rozwód "to coś normalnego"?


Człowiek żyjący w dzisiejszym świecie, rozwód dwojga ludzi traktuje zazwyczaj jako jeden ze sposobów rozwiązywania problemów pojawiających się we wspólnym życiu. Taka postawa przyczynia się do desakralizacji małżeństwa, nadając mu charakter umowy między dwoma osobami. Okazuje się, że rozwód jednak nie rozwiązuje wszystkich problemów.


W świetle badań socjologicznych, niewierzący częściej odczuwają satysfakcję z własnej niezależności po rozwodzie i możliwości decydowania o sobie. Wierzący natomiast bardzo często wyrażają w różnych formach żal do byłego małżonka, przeżywają w zdecydowanej większości osamotnienie, poczucie klęski życiowej, wyrzuty sumienia i rozterki duchowe.

Błędne rozumienie kościelnego procesu sądowego


W obecnych czasach coraz częściej mówi się o kryzysie rodziny i rzeczywiście wiele małżeństw przeżywa dzisiaj różne kłopoty i konflikty. Często opisywane kryzysy nie polegają na tym, że rodzina przestała być potrzebna, ale że liczne rodziny nie mogą lub nie umieją sobie poradzić z trudnościami , które często są początkiem rozpadu małżeństwa oraz krokiem do podjęcia decyzji o jego prawnym rozwiązaniu. Dużym problemem w życiu wielu chrześcijan, patrzących z zewnątrz na nie udane małżeństwa jest brak odpowiedniej wiedzy na temat rzekomych "rozwodów" w Kościele. Wierni mylą kościelne procesy o stwierdzenie nieważności małżeństwa z cywilnymi rozwodami.


Dziś w Polsce rozpada się co czwarte małżeństwo, a liczba katolików, którzy po rozwodzie pragną uporządkować swoje życie, także w Kościele wciąż rośnie. Do sądów biskupich trafia rocznie 3,5 tysiąca wniosków o stwierdzenie nieważności małżeństwa. W roku 1999 kościelne trybunały orzekły tak o 1265, w 2006 o 1961, a w 2007 roku już o 2171 związkach. Polska jest drugim po Włoszech krajem w Europie pod względem liczby próśb o stwierdzenie, że małżeństwo kościelne było zawarte nieważnie. Musimy widzieć różnicę pomiędzy cywilnym rozwodem, który jest przecięciem węzła małżeńskiego, a kościelnym procesem stwierdzającym, że ten węzeł w ogóle nie zaistniał.

 

Zdecydowane stanowisko Kościoła


Kościół katolicki posługuje się Kodeksem prawa kanonicznego, który zawiera normy porządkujące życie każdego ochrzczonego w odniesieniu do wiary. Celem przepisów zawartych w tym kodeksie jest ochrona dobra pojedynczego wiernego lub dobra kościelnej wspólnoty. Kanon 1141 jednoznacznie potwierdza nierozerwalność małżeństwa: "Małżeństwo zawarte i dopełnione nie może być rozwiązane żadną ludzką władzą i z żadnej przyczyny, oprócz śmierci". Powyższy kanon powołuje się na słowa samego Jezusa, który powiedział, że: "Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela".


Wielu katolikom z takim traktowaniem małżeństwa trudno jest się zgodzić, może dlatego, że małżeństwo traktują tylko jako sprawę ludzką, a nie jako związek połączony przez Pana Boga. Już sama odpowiedzialność wobec współmałżonka i wobec dzieci wymaga takiej właśnie nierozerwalności. Bez wiary wydaje się to za trudne, ale ten, kto przyjął Chrystusa, przyjął Jego miłość w tajemnicy krzyża jest w stanie żyć w wierności "aż do śmierci". Dlatego Pan Jezus, mówiąc o tych sprawach, dodał: "Kto może pojąć, niech pojmuje".


O nierozerwalności małżeństwa przemawia nie tylko jasne i zdecydowane stanowisko Kościoła, ale także ogólne doświadczenie ludzkości poucza, że miłość małżeńska ze swej istoty pragnie być miłością trwałą. Prawdziwa miłość małżeńska realizuje się w całkowitym i bezinteresownym darze, w przyjęciu tego daru, jak też w trwaniu w zjednoczeniu.

Rozwód zamyka drogę do Eucharystii


Zdecydowana większość wierzących małżonków ze związków niesakramentalnych pozostaje w relacji do Boga i do Kościoła. Często ta relacja jest związana z wielką tęsknotą za pełnią życia chrześcijańskiego, czasami z buntem wobec Kościoła oraz żalem do hierarchów, a nawet i samego Pana Boga. Szczególnie odczuwalna jest tęsknota za Eucharystią u osób, które w pierwszym, sakramentalnym małżeństwie czynnie uczestniczyły w życiu religijnym, przystępując do spowiedzi oraz Komunii świętej. W związku z tym można dziś zauważyć coraz większy nacisk współczesnej mentalności na zmianę katolickich zasad o bezwzględnej nierozerwalności małżeństwa. Proponuje się nową interpretację trudnych nakazów Ewangelii, a stanowisko Kościoła krytykuje się jako sztywne i nieżyciowe.


Często trudno jest pogodzić wierność prawdzie, do której zobowiązuje Kościół z miłosiernym współczuciem dla ludzi znajdujących się w konkretnej sytuacji, zawsze jednak naczelną troską duszpasterską musi być to, by w żaden sposób nie wprowadzać wiernych w błąd, nie powodować wśród nich zamętu co do nauki i dotychczasowej praktyki w odniesieniu do nierozerwalności małżeństwa.


Troska o zbawienie osób, którym życie się pokomplikowało nie może sprowadzać się jedynie do zagadnienia powrotu do sakramentu Pokuty i Pojednania. Nie można też jednocześnie umniejszać roli sakramentów w życiu wierzących lub negowania istnienia grzechu śmiertelnego w życiu człowieka. Wierni rozwiedzeni i żyjący w kolejnym związku nie mogą być dopuszczani do Komunii świętej, ponieważ ciągle żyją oni w grzechu cudzołóstwa, o ile kontynuują współżycie seksualne. Nie chodzi tu o jakąś karę kościelną, lecz o teologiczną rację, wynikającą z faktu trwania w grzechu ciężkim. Zasada Kościoła jest jednoznaczna: kto pozostaje w grzechu ciężkim, nie może być dopuszczony do przyjmowania sakramentów. Nie można uznać ważności nowego związku, jeśli poprzednie małżeństwo było ważne .

Wyzwanie dla teologii


Przed teologią stoi trudny problem małżeństw niesakramentalnych oraz próba odpowiedzi na pytanie: w jaki sposób można udzielić pomocy tym, którzy po niepowodzeniu pierwszego małżeństwa zawarli nowy związek?


Tradycyjna nauka i praktyka Kościoła katolickiego w sprawie możliwości udziału małżonków rozwiedzionych w Eucharystii jest jednoznaczna i niezmienna. Rozwiedzeni i ponownie żonaci oraz ich nowi partnerzy nie mogą być dopuszczeni do sakramentu Pojednania i Eucharystii, gdyż żyją w grzechu cudzołóstwa, lub przynajmniej w stałej okazji do grzechu. Mogą oni uczestniczyć w Eucharystii tylko wtedy, gdy wyrzekną się współżycia seksualnego, a więc gdy zostanie usunięta bliska okazja do grzechu oraz gdy nie będzie istniało niebezpieczeństwo zgorszenia ze strony wspólnoty .

 

Miejsce osób żyjących w związkach niesakramentalnych w Kościele


Kościół nigdy nie odwracał się od tych, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej, żyjąc w związku niesakramentalnym, a tym samym wykluczając siebie z uczestnictwa w sakramentach świętych. Kościół czuje się odpowiedzialny za wszystkich ochrzczonych swoich członków, a może szczególnie za tych, którzy najbardziej potrzebują miłosierdzia Bożego. Małżonkowie żyjący w takich związkach nie powinni uważać się za wiernych "drugiej kategorii". Na mocy sakramentu chrztu i bierzmowania są nadal członkami wspólnoty Chrystusowej, jaką jest Kościół i pozostając w wierze, której się nie wyparli, są na drodze zbawienia .


O duszpasterskiej odpowiedzialności i trosce o osoby rozwiedzione mówi Adhortacja Apostolska "Familiaris consortio". Wszyscy pasterze oraz wspólnota wiernych została wezwana do okazywania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła. Niech będą zachęcani do słuchania Słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowania dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę.


Ważne jest, aby te małżeństwa nie były izolowane od wspólnoty parafialnej i kościelnej. Duszpasterze oraz członkowie wspólnoty winni nawiązywać z nimi szeroki kontakt, zachęcając ich do udziału w życiu Kościoła. 

 

Dojrzała wiara pomaga trwać w małżeństwie

 

Brak konsekwencji w życiu niektórych chrześcijan biorących ślub kościelny może wynikać z braku świadomości, że życie sakramentalne polega na tym, aby żyć według Ewangelii i znaleźć swoje spełnienie w ofierze wraz z Chrystusem.

 

Patrząc na rosnącą liczbę powtórnych związków małżeńskich odnosi się często wrażenie, iż mimo starannych kursów przedmałżeńskich zbyt wielu małżonków nie wie, z czym się wiąże małżeństwo sakramentalne. To dzięki dojrzałej wierze można wytrwać w pierwszym małżeństwie, nawet jeżeli wszystko się rozpada i życie staje się męczeństwem. Może trzeba by było ograniczyć dopuszczanie do sakramentu małżeństwa ludzi niewystarczająco przygotowanych duchowo? Czemu tylu dorosłych i mądrych ludzi podejmuje się dzisiaj obowiązków religijnych, których nie potrafią spełniać, a nawet wystarczająco zrozumieć?

 

Kościół podkreśla, iż wszystkie próby przyjścia z pomocą małżeństwom niesakramentalnym w wymiarze pastoralnym nie mają wcale na celu osłabienia trwałości związku małżeńskiego, lecz jedynie wskazanie i wprowadzenie osób żyjących w powtórnych związkach małżeńskich na drogę łaski i życia Kościoła. Ta pasterska troska nie oznacza w żaden sposób, że Kościół uznaje ich drugi związek za ważny i generalnie dopuszcza te osoby do sakramentów świętych. Rozwiedzeni są pełnowartościowymi członkami wspólnoty kościelnej, gdyż pozostają w tej wspólnocie i jako jej członkowie mają wszystkie prawa, nawet wtedy kiedy nie mogą z nich czasowo korzystać.

 

dodał(a): Redakcja_DEON.pl
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.92

Liczba głosów:

13

 

 

Komentarze użytkowników (37)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

martete20 13:45:27 | 2018-07-23
Wszystko dzięki temu wspaniałemu człowiekowi, zwanemu dr Agbazarą, wspaniałemu czaru rzucającemu we mnie radość, pomagając mi przywrócić mego kochanka, który zerwał ze mną Cztery miesiące temu, ale teraz ze mną przy pomocy dr Agbazary, wielkiego zaklęcia miłosnego odlewnik. Dziękuję wszystkim, że możesz się z nim skontaktować, jeśli potrzebujesz go w czasach kłopotów poprzez: ( agbazara @ gmail . com ) możesz także Whatsapp na ten numer +234 8104 10 2662

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

green 23:35:50 | 2017-12-09
Czasami nie ma innego rozwiązania niż rozwód. Niestety za błędy dorosłych najmocniej cierpią dzieci. Polecam przeczytać książkę "Wariatka" Agnieszki Chrzan, w której opisane jest co przeżywają dzieci rozwódników oraz co mogą zrobić, aby zamknąc za sobą ten rozdział i wkroczyć w dorosłe życie z możliwością stworzenia własnego szczęśliwego związku.

Oceń 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Chrześcijanin 22:35:30 | 2014-02-27
Ciekawa dyskusja, ale dlaczego nie porusza sedna sprawy co zalecił Jezus?:
A powiadam wam: Ktokolwiek by odprawił żonę swoją, z wyjątkiem przyczyny wszeteczeństwa,i poślubił inną, cudzołoży, a kto by odprawioną poślubił, cudzołoży.(Mat 19:9).
Czyli Jezus dopuszczał rozwody, tak samo jak dopuszczał je Bóg w Starym testamencie, ale powodem może być tylko wszeteczeństwo, czyli cudzołóstwo. Taka osoba, której współmałżonek cudzołożył może się rozwieść, mieć drugą żonę i nie cudzołoży, czyli nie ma grzechu. Każdy kto twierdzi inaczej podważa słowa Jezusa albo chce je umyślnie zmienić i ma w tym chyba jakiś interes, ale na pewno nie zbawienie ludzi.

Oceń 8 7 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~fikcja do kwadratu 18:26:07 | 2013-03-24
"....A białe małżeństwa? Nie oszukujmy się. Poza nielicznymi przypadkami są fikcją..."

Nawet gdyby nie były >fikcją< to wszak życie w jednym domu na sposób małżeński nie niweczy grzechu złamania przysięgi małżeńskiej.

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~Stefan 22:56:19 | 2012-12-12
Wszystko ładnie ale w tym wszystkim nadal tkwi obłuda. Wiele małżeństw i to w obliczu kościoła nie jest zawierana z własnej woli ale pod przymusem rodziców, rodziny, krewnych, opiekunów a nawet chwili ( np z powodu strachu przed tym co powiedzą/zrobią przybyli zaproszeni jeśli teraz się wycofam gdyż nie jestem pewny/-na swoich uczuć). Ślub, małżeństwo chyba nie jest kontraktem biznesowym w szerokim rozumieniu, jeśli zaś nie jest to czy zawarte w takiej sytuacji małżeństwo jest i powinno być uznawane za właściwe nawet jeśli zostało "skonsumowane". Jeśli zaś było by prawidłowe pomimo w/w okoliczności to czy sakrament którym jest oparty na kłamstwie(nie ma miłości, uczuć, własnej nieprzymuszonej woli) należy uznać za właściwy?. Jeśli należy uznać to dlaczego przyjęcie komunii ma być niewłaściwe? itd

Oceń 3 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~zgadzam się 21:14:49 | 2012-11-25
"....Jest wielkie niebezpieczeństwo w posługiwaniu się adhortacją Familiaris consortio jak również książkami śp. Paciuszkiewicza. Bardzo łatwo wytłumaczyć sobie, że zło w którym jesteśmy, lub do którego zmierzamy (rozważając wstapienie w związek niesakramentalny) nie jest takie złe...."

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~maripoza 18:28:52 | 2012-11-07
"Wydajcie wyrok sprawiedliwy" Ktoś o tym pamięta?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

marekz 14:30:34 | 2012-01-16
Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni? Ktoś o tym pamięta?

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

JurekS 22:14:17 | 2010-11-09
smoczyco, daleki jestem od oceniania drugich, tym bardziej że sam doświadczyłem swojej słabości wchodząc w związek niesakramentalny. Jednak bogactwo Łaski jakiego doświadczyłem pozwoliło mi nie tylko wybaczyć żonie, ale także wystapić ze związku niesakramentalnego. A tak na marginesie wybaczając drugiej osobie zobaczyłem też swoje błędy jakie popełniałem w małżeństwie.
Jest wielkie niebezpieczeństwo w posługiwaniu się adhortacją Familiaris consortio jak również książkami śp. Paciuszkiewicza. Bardzo łatwo wytłumaczyć sobie, że zło w którym jesteśmy, lub do którego zmierzamy (rozważając wstapienie w związek niesakramentalny) nie jest takie złe. Przez kilka lat po rozwodzie i przed wstapieniem w związek niesakramentalny pisałem pamiętnik zpisując nie tylko wydarzenia, ale i emocje, argumentacje. Gdy czytałem go juz po wystapieniu z tego związku wstyd mi było przed samym sobą, że potrafiłem uzywac takich argumentacji na usprawiedliwienie swojego grzechu.
A białe małżeństwa? Nie oszukujmy się. Poza nielicznymi przypadkami są fikcją.
Dziś raduję się pełnym uczestnictwem w życiu Kościoła.
Zdaję sobie sprawę, że sytuacja wielu osób żyjących w związkach niesakramentalnych ze względu na okoliczności (np. dzieci w nowym związku) praktycznie uniemożliwia rozejście się. Ale tylko w takich przypadkach duszpasterstwa takich osób powinny pomagać im trwac przy Kościele, przy nauce Chrystusa. Ale nie można osłabiac wymiaru grzechu w jakim żyją.

Oceń 2 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~R.B. 16:10:12 | 2010-11-09
Błękitne Niebo
Wyjaśnijmy pojęcia: „niesakramentalni” – tak określam osoby, które żyją w drugim związku, niezależnie od tego czy przyczyną jest, że kogoś porzucili, czy też oni zostali porzuceni. Ponieważ żyją w drugim, nie sakramentalnym związku – żyją w grzechu lub w nieustannym narażeniu na niego. Żyjąc w grzechu ma się zachwianą relację z Bogiem i Kościołem i to jest to, co nazywam problemem.
„porzuceni” jeszcze w taki związek nie weszli (lub nigdy nie wejdą) i powyższego problemu nie mają, jakkolwiek na pewno mają inne, np. jak sobie ułożyć dalsze życie. Zapewne przyda się im grupa wsparcia, ale nie wiem, czy koniecznie z „porzuconych”. Może też być inna grupa kościelna. Myślę, że ten wybór jest sprawą bardzo indywidualną.

Oceń 1 1 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?