Ufność w cierpieniu

Jeżeli nawet sądzimy, że cierpienie sprowadza człowieka na dobre drogi, umacnia go i przysparza mądrości, to jednak staramy się cierpienia unikać, zabezpieczać się przed nim na różne sposoby, a w ostateczności - przetrwać je i jak najszybciej powrócić do normalności. A normą jest brak bólu.

 

Zdarza się, że cierpienie przychodzi na dłużej albo na zawsze - w postaci przewlekłej choroby ciała lub ducha. Nie jest to nasz wybór, ale jeśli chcemy coś ze swoim życiem zrobić pomimo bólu, musimy go zaakceptować tak, jakby to był nasz wybór. Inaczej nie ruszymy z miejsca.


Doświadczamy i takiej prawdy, że tylko człowiek, który sam dotknięty był cierpieniem, umie nam współczuć. Przykre przeżycia bardzo nas izolują, nie wszyscy nas rozumieją i nie wszystkim chcemy o sobie opowiadać. Ale zdarza się, że także ci, u których znajdujemy akceptację, nie dają nam pociechy.


Po dwóch latach przerwy spotkałam się z koleżanką. Nasze relacje są raczej luźne, nie pielęgnujemy zanadto tej znajomości. Koleżanka jest osobą niezwykle zajętą, ma absorbującą pracę, męża i dzieci, udziela się także w parafialnych wspólnotach. Darzymy się bezinteresowną życzliwością. W trakcie rozmowy dowiedziałam się, że rodzina koleżanki przeżywa dramat - jedno z jej dzieci walczy z chorobą nowotworową. Podróże do kliniki, trudne rozmowy z lekarzami, niełatwe decyzje. Przejęłam się bardzo jej sytuacją i szczerze współczułam. Koleżanka od wielu miesięcy żyje chorobą dziecka i dla niej jest to pole działania. Dręczy ją tylko niepewność, czy tak po ludzku wykorzystała wszystkie możliwości. Wierzy, że teraz będzie coraz lepiej.


Nie należę do tych szczęśliwców, których cierpienie omija. Myślę, że z tego powodu koleżanka podzieliła się ze mną swoimi zmartwieniami. Znalazła zrozumienie, ale czy ją pocieszyłam? Nie chciałam wygłaszać frazesów w rodzaju: wszystko będzie dobrze. Jednak zauważyłam jedynie doczesną perspektywę problemu: zagrożenie życia dziecka. Obie jesteśmy wierzące, ale to ona ufa Panu Bogu i okazuje tę ufność spokojem, opanowaniem, uśmiechem.


Pomiędzy naszymi życiowymi dramatami a zaufaniem Bogu jest brama, zazwyczaj zamknięta albo nawet zaryglowana. Nie umiemy oderwać się od cierpienia, od trudu życia. Często żyjemy ze spuszczoną głową, ze wzrokiem utkwionym w ziemię. A gdyby tak - zaufać?

 

dodał(a): EwKa
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook